Brytyjska firma Cambridge Audio, mająca swoją siedzibę tuż obok słynnego Uniwersytetu Cambridge, przygotowała wyjątkowy produkt – wolnostojący odtwarzacz plików ST60.
Podstawowe cechy ST60:
• 4 wejścia cyfrowe
• Wyjścia analogowe – zbalansowane XLR i niezbalansowane RCA
• Wyjścia cyfrowe – optyczne i koaksjalne
• Obsługa GoogleCast, Airplay2 i uPnP
• Roon endpoint
• Dekodowanie plików MQA
• 32-bitowy przetwornik cyfrowo-analogowy ESS9038K2M Sabre
• Pełna obsługa kontroli I/P oraz RS232, w tym Control4 i Crestron
7 września firma ARCAM zaprezentowała ST60, dedykowany odtwarzacz sieciowy. Umożliwiając strumieniowe przesyłanie dźwięku ze wszystkich głównych najważniejszych serwisów streamingowych – w tym Deezer, Napster, Qobuz, Spotify i TIDAL – ST60 będzie idealnym uzupełnieniem wysokiej klasy wzmacniacza stereo, na przykład jednego z wielokrotnie nagradzanych dwukanałowych wzmacniaczy zintegrowanych ARCAMA z serii HDA. Podczas projektowania ST60 podstawą była chęć zapewnienia absolutnie najlepszych wrażeń muzycznych z plików cyfrowych, dlatego też dodano możliwość przesyłania sygnału przez Air Play 2 i Google Cast; odtwarzacz dekoduje również pliki MQA, obsługuje źródła UPnP i ma certyfikat Roon Ready.
Aby zapewnić jak najlepszy dźwięk, zespół inżynierów ARCAMA sięgnął po stereofoniczny przetwornik cyfrowo-analogowy ESS9038 o parametrach 32-bity i 192 kHz, należący do imponującej linii układów ESS SABRE, powszechnie uznawanych za złoty standard wśród audiofilskich przetworników cyfrowo-analogowych.
Oprócz MQA, ST60 dekoduje również pliki AIFF, ALAC, FLAC i WAV, a także skompresowane starsze formaty. ST60 zapewnia również pełną kontrolę I/P RS232, w tym Control4 i Crestron, dzięki czemu idealnie będzie się nadawał także do niestandardowych instalacji.
Cyfrowe łącza obejmują Ethernet, USB i Wi-Fi. Na tylnym panelu ST60 znajdują się zbalansowane wyjścia analogowe XLR i niezbalansowane, a także koaksjalne i optyczne wyjścia cyfrowe, co daje użytkownikom wszechstronny wybór, w jaki sposób mogą podłączyć swój streamer ARCAMA do wybranego wzmocnienia.
Sterowanie ST60 jest dziecinnie proste. Chrome Cast oznacza, że użytkownicy mogą przesyłać muzykę bezprzewodowo z tabletów i smartfonów z Androidem, iPhone’ów, iPadów, komputerów Mac, Windows i Chromebooków, a zgodność z AirPlay 2 oznacza pełną obsługę najnowszej wersji protokołu Apple do bezprzewodowego przesyłania strumieniowego. Pilot ST60 oddaje jeszcze więcej możliwości w ręce użytkownika, a aplikację MusicLife firmy ARCAM, umożliwiającą sterowanie muzyką przechowywaną na obsługiwanych urządzeniach i dyskach sieciowych, można pobrać bezpłatnie z App Store i Google Play Store.
„Doświadczenia ARCAM z cyfrowym dźwiękiem sięgają daleko w tył” – powiedział Nick Clarke, starszy dyrektor, Global Engineering Luxury Audio. „Produkujemy odtwarzacze CD od prawie 30 lat, a doświadczenia zdobyte podczas projektowania ST60 pozwoliły zespołowi wykorzystać to bogate doświadczenie do stworzenia prawdziwie wysokiej jakości cyfrowego źródła muzyki. Oczywiście ARCAM jest również słusznie uznawany za lidera w dziedzinie wzmacniania sygnału, więc ST60 będzie idealnym partnerem dla naszych wzmacniaczy, zarówno tych starych, jak i nowych.”
Dane techniczne:
THD+N: 0,0008%
Stosunek S/N (A):
XLR: 118 dB, RCA: 122 dB
Obsługiwane częstotliwości próbkowania:
– wejście optyczne: 32 kHz, 44,1 kHz, 48 kHz, 88,2 kHz, 96 kHz/16-32 bity
– wejście RCA 32 kHz, 44,1 kHz, 48 kHz, 88,2 kHz, 96 kHz, 176,4 kHz, 192 kHz/16-32 bity
Interfejsy cyfrowe:
– USB 2.0 High Speed (480 Mbps)
– Ethernet 10/100 Mbps
– Wireless 802,11 b/g/n
Maksymalny pobór mocy: 10 W
Pobór mocy w trybie standby: 0,5 W
Wymiary (szer. x wys. x gł., w tym nóżki i pokrętła): 433 x 102 x 306 mm
Waga: 5,5 kg
Odtwarzacz sieciowy ARCAM ST60 będzie dostępny w 4Q 2020r u autoryzowanych sprzedawców.
Cena detaliczna – 6190 zł brutto
Opinia 1
W dzisiejszych czasach, gdy na rynku króluje jednorazowość i mówiąc wprost bylejakość urządzenia klasy Hi-Fi i High-End, podobnie jak wysokiej klasy samochody, czy zegarki śmiało możemy zaliczyć do grona dóbr tzw. luksusowych. Wydawać by się mogło, że tak jak i w przypadku powyższych przykładów, tak i w audio obowiązywać będą takie same zasady, czyli jeśli już decydujemy się na zakup, to ma być salonowa tzw. „nieśmigana funkiel nówka” – z ochronnymi folijkami, pachnąca fabryką i generalnie najlepiej nietknięta ręką profana. To my dokonujemy uroczystego wciśnięcia przycisku start, dociskamy koronkę itp. Oczywiście przed dokonaniem wyboru w przypadku wymarzonego turladełka najlepiej przejechać się, wypożyczyć na weekend, a czasomierza założyć na nadgarstek i chociaż przez chwilę sprawdzić jak się nosi. Mowa oczywiście o egzemplarzach demonstracyjnych, bo nasz, jak już zdążyłem wspomnieć, ma być „dziewiczy”. Okazuje się jednak, że reguły, które gdzie indziej się sprawdzają, w audio nie do końca mają rację bytu. Tzn. dla przeciętnego, nieskażonego audiophilią nervosą konsumenta nadal wszystko będzie OK. – przychodzi, prosi o rozpieczętowanie kartonu, włączenie urządzenia i jeśli wszystko działa jak należy o zapakowanie i dostarczenie pod wskazany adres, bądź „wrzucenie” do bagażnika. Gorzej jest z nami – audiofilami, dla których sam fakt działania nie jest celem samym w sobie a jedynie punktem wyjścia do osiągnięcia pełni możliwości sonicznych nowego nabytku. Dlatego też, szczególnie w przypadku urządzeń lampowych granica pomiędzy nowe a tzw. „ex-demo” jest nad wyraz płynna i umowna.
Jeśli zastanawiacie się Państwo co stało się przyczynkiem do powyższej dywagacji prosiłbym o jeszcze chwilę cierpliwości, gdyż w pierwszej kolejności, zgodnie z soundrebelsową tradycją skupimy się na aparycji i budowie dzisiejszego gościa, a odpowiedź na nurtujące Was pytania postaram się podać w części poświęconej brzmieniu. No to nad czym będziemy się tym razem pastwić? Nad wielce urodziwym przedstawicielem rodzimej myśli technicznej, czyli oczywiście lampowym wzmacniaczem zintegrowanym Fezz Audio Lybra 300B.
Już na pierwszy rzut oka widać, że Lybra, w porównaniu do testowanej przez nas ponad trzy lata temu Miry Ceti to z jednej strony pełnokrwisty Fezz, a z drugiej propozycja dedykowana zdecydowanie bardziej wymagającemu Klientowi. Niby projekt plastyczny nadal urzeka prostotą, jednak pozornie drobne niuanse sprawiają, że trudno zarzucić mu pewną, może nie tyle siermiężność, co nazwijmy to delikatnie daleko posunięty minimalizm. Wystarczy spojrzeć na front, na którym firmowy szyld nie jest li tylko przymocowanym kawałkiem blachy z wyfrezowanym logotypem producenta, lecz śmiało można stwierdzić, iż ewoluował do miana elementu dekoracyjnego. Zamocowano go bowiem od wewnątrz i dodatkowo zadbano o delikatne podświetlenie, dzięki czemu nie dość, iż przybyła mu funkcja informacyjna o stanie pracy wzmacniacza (w trakcie nagrzewania i stabilizacji podświetlenie ma czerwoną w trakcie pracy białą barwę), to jeszcze łapie za oko podczas wieczorno-nocnych odsłuchów. Obie flanki wąskiej płyty frontowej okupują bliźniacze gałki – lewa głośności i prawa selektora źródeł. Płyta górna to oczywiste królestwo szkła i wykonanych z polerowanej kwasówki „rondli” skrywających oczywiście toroidalne trafa. Jeśli chodzi o tzw. szklarnię, to tym razem mamy w zestawie cztery „Goldy” 300B Electro-harmonixa, parę pochodzących od tego samego producenta 6sn7 i pojedynczą 12AX7 Sovteka. Na początek powinno starczyć, a jak apetyt wzrośnie w miarę słuchania, to zawsze można Lybrę nawet kwadrą Takatsuki TA-300B obsadzić, bo w końcu kto bogatemu zabroni. W standardzie klatki chroniącej lampy nie ma, choć nic nie stoi na przeszkodzie, by takową sobie wraz ze wzmacniaczem zamówić i jeśli mamy na stanie małoletnie latorośle, bądź domowy zwierzyniec za 390 PLN zapewnić sobie spokojny sen.
Ściana tylna to już klasyczna powtórka z rozrywki, czyli widok znany z zaplecza „Mirki” – trzy pary wejść liniowych, dedykowane obciążeniom 4 i 8Ω standardowe terminale głośnikowe i zintegroane z komorą bezpiecznika i włącznikiem głównym gniazdo zasilające IEC. Całość usadowiono na solidnych, toczonych nóżkach antywibracyjnych wyposażonych od spodu w gumowe oringi zapobiegające przesuwaniu się konstrukcji po śliskich powierzchniach. W standardowym wyposażeniu nie znajdziemy również pilota zdalnego sterowania i na nim sugerowałbym również nie oszczędzać (w przeciwieństwie do opcjonalnego modułu Bluetooth, który zupełnie mi z towarzystwem 300B nie koreluje), bo nie dość, że jest nad wyraz estetycznym bibelotem, to działa nawet pod zaskakująco karkołomnymi kątami.
Rzut oka do trzewi i od razu widać, iż zamiast ortodoksyjnego i purystycznego montażu przestrzennego zdecydowano się na solidną płytkę i kilka ułatwiających życie przyszłym użytkownikom rozwiązań. Przykładowo gałka wzmocnienia jest li tylko sterownikiem pracy stosownych przekaźników a stopień wyjściowy wyposażono w auto-bias oraz opóźnienie załączania napięcia anodowego. Jak z resztą w prowadzonej z nami korespondencji Maciej Lechowski raczył był nadmienić nie ma tu miejsca na jakkolwiek przypadkowość. Zamiast jednak interpretować i bawić się w głuchy telefon po prostu oddaję mu mikorofon:
„Nad projektem Lybra 300b pracowaliśmy prawie rok. W tym czasie zaprojektowaliśmy, zbudowaliśmy, przetestowaliśmy i odsłuchaliśmy ponad 30 !!! prototypowych wersji wzmacniacza. Jak zwykle szczególną uwagę poświęciliśmy budowie transformatorów wyjściowych. Tomasz (mój brat) to absolutny guru konstruktor transformatorów wyjściowych, a ostateczna wersja użyta w Lybrze to jego doskonałe osiągnięcie. Szukałem i nie znalazłem, więc śmiem twierdzić, że Lybra 300b jest jedynym na świecie wzmacniaczem paralel single ended 300b opartym na toroidalnych transformatorach wyjściowych. Nasze opatentowane transformatory do zastosowań we wzmacniaczach PSE zapewniają wyjątkowe parametry elektryczne. Praktycznie płaski przebieg (spadek 0 dB) w pełnym paśmie akustycznym, bardzo niskie zniekształcenia THD, wysoką dobroć i bardzo szerokie pasmo przenoszenia.
W Lybrze 300b po raz pierwszy we wzmacniaczu Fezz Audio zastosowaliśmy opóźnienie załączania napięcia anodowego, aby chronić drogie i delikatne lampy 300b. To rozwiązanie wpłynie również znacząco na ich żywotność.”
A jak Lybra gra? Cóż, w tym momencie należałoby wykonać swoistą woltę i wspomnieć wstępniak, w którym poruszałem kwestię ludzkiej natury i płynącej z niej chęci posiadania wszystkiego fabrycznie nowego. Otóż możecie mi Państw wierzyć na słowo, ale nie chcielibyście usłyszeć jak gra taka „nówka” Fezza, gdyż określenie gra w tym przypadku jest najdelikatniej rzecz biorąc znacznie na wyrost. Powiem nawet więcej. Początkowo, po sesji unboxingowej, zamontowaniu lamp i wpięciu Lybry w mój system zacząłem całkiem poważnie traktować obawy jej konstruktorów, czy aby 15W z pracujących w układzie PSE lamp 300B wystarczy do rozruszania moich Contourów. Uznałem jednak, że postaram się przeczekać najgorsze, dam jej kilka dni na akomodację a jak sytuacja nie ulegnie poprawie po prostu ściągnę do siebie jakieś łatwiejsze do wysterowania kolumny, jak np. daleko nie szukając Triangle Esprit Australe EZ, które z kolei wygrzewał Jacek. Zanim jednak podjąłem jakieś nerwowe kroki i nie postanowiłem niejako na nowo budować system pod tytułową integrę, po około trzech dniach intensywnej eksploatacji dźwięki dobiegające z moich kolumn powoli, bo powoli, jednak zaczęły ewoluować w kierunku czegoś, co przy odrobinie dobrej woli można byłoby nazwać muzyką. Zamiast matowo-szarej i trudnej do zdefiniowania dwuwymiarowej papki pojawiało się coraz więcej barw, scena zaczynała nabierać głębi, a tępo stukający bas odkrył, że da się zejść poniżej 150-200Hz. Mając na uwadze obserwowane zmiany pograłem jeszcze trochę a gdy licznik „przebiegu” zaczął zbliżać się do 100 godzin uznałem, że nie ma co kombinować i spokojnie mogę resztę testu przeprowadzić ze swoimi kolumnami. Wniosek? Jeśli tylko chcecie Państwo oszczędzić sobie cierpień i stanów lękowych wynikających z niepewności, czy sensownie wydaliście ciężko zarobione środki, to dajcie wygrzać Lybrę obsłudze współpracującego z producentem salonu a sami przyjdźcie na gotowe. I właśnie na wrażenia z takiego „gotowca” mogę Państwa w tym momencie z czystym sumieniem zaprosić.
Skoro Lybra łaskawie zaczęła roztaczać swoje wdzięki wypadałoby je jakoś scharakteryzować i usystematyzować, zacznijmy więc od basu. Otóż dół pasma po etapie kartonowych błędów i anorektycznych wypaczeń nabrał nie tylko ciałka, co i odwagi do odkrywania dotąd nieznanych częstotliwości, więc nie dość, że mogłem przestać ograniczać repertuar do barokowych plumkań z tamburynem w roli sekcji rytmicznej, lecz bez większych obaw sięgnąłem po dopiero co wydany symfoniczny krążek „S&M2” Metallici i San Francisco Symphony. Szaleństwo? Niekoniecznie, bowiem wychodzę z założenia, że nie ma czegoś takiego jak „niewygodny” repertuar. Są za to urządzenia niekoniecznie zdolne sobie z takim wyzwaniem poradzić. Okazało się jednak, że Fezz, o ile tylko nie wymagałem od niego koncertowych poziomów głośności nie tylko radę dawał, co nader dzielnie sobie radził panując tak nad orkiestrą, jak i porykującymi szarpidrutami. Warto w tym momencie zwrócić uwagę na „troskę” z jaką polski wzmacniacz potraktował partie wokalne, dzięki czemu głos Jamesa Hetfielda cechowała świetna namacalność i energia. Pomijając oczywisty fakt, iż skala i impet dźwięku nawet nie zbliżała się, bo zbliżyć nie mogła do mojego 300W Brystona 4B³, więc tego w żaden sposób nie oczekiwałem, to zarówno orkiestracje, jak i fragmenty zelektryfikowane bynajmniej nie pozostawiały niedosytu. Całość cechował zaraźliwy drajw i motoryka a nad lekkim zmiękczeniem najniższego basu bardzo szybko przeszedłem do porządku dziennego. Nie zauważyłem również za to nijakich zapędów do upraszczania wieloplanowości, czy złożoności nawet najbardziej karkołomnych zapisów nutowych, dzięki czemu nic się nie zlewało a muzycy nawet podczas tutti nie wchodzili sobie wzajemnie na plecy.
Pozostając przy klimatach koncertowych na playliście wylądował „An Acoustic Skunk Anansie – Live in London” Skunk Anansie, na którym oprócz przyjemnie pulsującego rytmu gardła nie oszczędza Skin, nader płynnie przechodząc od ciemnej, nieco zmatowionej średnicy, po iście zwierzęcy pisk. Czyli mamy kolejny krążek mogący w tzw. okamgnieniu położyć prezentację. O dziwo Lybrze najwidoczniej takie klimaty są niestraszne, gdyż nie dość, że zdołała oddać dźwięczność gitar i siłę emisji wokalistki, to jeszcze nie zapominała o aurze pogłosowej i budowaniu precyzyjnej i w pełni trójwymiarowej sceny. Wysycenie środka jedynie uprzyjemniło odbiór tym bardziej, że obecne w partiach wokalnych sybilanty, choć nadal słyszalne, to zostały w autorski sposób nieco stonizowane i już nie kłuły tak w uszy.
Niejako na deser odłożyłem za to repertuar od którego, przynajmniej według miłośników potężnych – kilkusetwatowych, tranzystorowych spawarek, teoretycznie powinienem zacząć i w jego okowach pozostać w trakcie testów, czyli wspomniane we wstępie barokowe plumkanko. Plumkanko jednak wyborne i po mistrzowsku zarówno nagrane, jak zaśpiewne i zagrane. Trudno bowiem przejść obojętnie obok „Vivaldi: Nisi Dominus, Stabat Mater”. Jeśli ktoś do tej pory nie miał przyjemności słyszeć co potrafi Philippe Jaroussky, to z ww. albumem powinien jak najszybciej się zaprzyjaźnić i zrobić to najlepiej w jakimś zlampizowanym systemie. Z Lybrą w torze francuski kontratenor brzmiał iście anielsko. Jego wokal lśnił i mienił się tysiącem barw, swą dynamiką nie tyle znacznie przekraczając, co wręcz spychając na margines towarzyszące mu instrumentarium.
Jak mam nadzieję z powyższego tekstu jasno wynika, pomimo obaw producenta, jak i niezaprzeczalnie niezbyt dobrze rokujących początków Fezz Audio Lybra 300B wyszła z odsłuchów obronną ręka. Nie będąc propozycją skierowaną do wiecznych imprezowiczów i fanów heavy metalowych koncertów odtwarzanych z poziomami decybeli porównywalnymi ze startującą eskadrą bombowców Avro Vulcan XH558 powinien zainteresować wszystkich tych, którzy do tej pory marzyli o „magii 300B”. lecz z racji zbyt trudnych kolumn nie mogli sobie pozwolić na klasycznego SET-a. Lybra z większością „normalnych” kolumn powinna sobie poradzić, a jeśli tylko dopieścicie ją konstrukcjami, z którymi nie będzie musiała się zbytnio siłować, to i o jakichkolwiek ograniczeniach repertuarowych możecie Państwo śmiało zapomnieć.
Marcin Olszewski
System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature) + Finite Elemente Cerabase compact
– Odtwarzacz plików: Lumin U1 Mini + Melco N1Z/2EX-H60
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Dynavector DV-10X5
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Końcówka mocy: Bryston 4B³
– Kolumny: Dynaudio Contour 30 + podkładki Acoustic Revive SPU-8 + kwarcowe platformy Base Audio
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: Organic Audio; Vermöuth Audio Reference
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver; Fidata HFU2; Vermöuth Audio Reference
– Kable głośnikowe: Signal Projects Hydra; Vermöuth Audio Reference Loudspeaker Cable
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R)
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Switch: Silent Angel Bonn N8
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+; Audiomica Anort Consequence; Artoc Ultra Reference; Arago Excellence
– Stolik: Rogoz Audio 4SM
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT
Opinia 2
Z prezentującym dzisiaj swój kolejny wyrób rodzimym producentem Fezz Audio mieliśmy do czynienia już w styczniu 2017 roku. To oczywiście szmat czasu i złośliwcy mogliby powiedzieć, że ów brand tak rzadko oferując coś do zaopiniowania traktuje nas po trosze z pewnego rodzaju dystansem. Tymczasem temat okazuje się mieć całkowicie inne podłoże. Otóż ciało decyzyjne tego podmiotu gospodarczego wie, iż chcąc dobrze wypaść na tle pojawiających się na naszych łamach konstrukcji, nie może zaproponować pierwszego z brzegu z szerokiego portfolio marki, produktu. To już od kiełkującego w głowie pomysłu mysi być coś nietuzinkowego. Oczywiście owe przewidywania muszą potwierdzić się dobrym wynikiem sonicznym realnego komponentu. A gdy tak się stanie, po szybkim mailingu z nami dobrze rokujący w ocenie producenta komponent natychmiast ląduje w naszych systemach. Co tym razem dostało swoją szansę?. To kolejny pomysł na implementację uwielbianych przez melomanów, nazywanych często „królewskimi”, bez dwóch zdań kultowych lamp elektronowych 300B. Jednak tym razem, w przeciwieństwie do poprzedniej potyczki nie będziemy opisywać brzmienia pojedynczej lampy w układzie SE, tylko podwojonej ich ilości w specyfikacji PSE – Parallel Single Ended, co pozwala oddać moc na poziomie 15 W na kanał. Zaciekawieni? Jeśli tak, zatem dzięki logistycznemu zaangażowaniu producenta zapraszam na kilka strof o najnowszym wzmacniaczu Fezz Audio Lybra 300B.
Próba opisania wyglądu tytułowej integry nie będzie specjalnie odbiegać od reszty oferty tego producenta. To jak zawsze jest typowa dla tego rodzaju konstrukcji płaska platforma nośna z wyeksponowanymi lampami elektronowymi i transformatorami wyjściowymi. Jeśli chodzi o ich układ, w tym przypadku mamy do czynienia z umieszczonymi bliżej frontu, rozrzuconymi na zewnętrzne flanki podwojonymi lampami mocy 300B, pomiędzy nimi trzema mniejszymi w funkcji sterujących i posadowionymi w tylnych parcelach trzema ubranymi w chromowe kubki transformatorami. Front Lybry to ostoja dwóch idących tropem osłon dla traf, czyli mieniących się srebrem, średniej wielkości pokręteł – lewe głośność, a prawe wybór wejść liniowych i podświetlanego na czerwono podczas uruchamiania układów elektrycznych, potem zmieniającego poświatę na białą, logo marki. Tył z pozoru skromny, jednak zapewniam, że oferujący niezbędne funkcje proponuje potencjalnemu użytkownikowi trzy wejścia liniowe RCA, pojedyncze terminale głośnikowe z osobnymi odczepami dla 4 i 8 Ohm, oraz zintegrowane z włącznikiem głównym i bezpiecznikiem gniazda zasilania IEC. Tak prezentującą się konstrukcję posadowiono na podłożu przy udziale czterech stop i wyposażono w opcjonalny, oferujący tylko niezbędne funkcje, jednak bez dwóch zdań zjawiskowo wyglądający, pilot zdalnego sterowania.
Jak obrazują fotografie, rzeczony wzmacniacz główny test przeszedł w oparciu o kolumny francuskiego Triangle’a. Jednak nie był bym sobą, gdybym nie spróbował go sparować z widocznymi z tyłu Dynaudio Consequence. Oczywiście z racji stosunkowo trudnego zadania napędzenia wymagających kolumn przez niezbyt mocną konstrukcję, walka była nierówna, ale muszę przyznać, iż Fezz do średnich poziomów głośności nie rzucił białego ręcznika. Owszem, bas nie był w pełni kontrolowany, bo taki być nie mógł, jednak reszta prezentacji nosiła znamiona jego najlepszych cech brzmieniowych. Jakich? To już opiszę posiłkując się starciem z planowo przygotowanymi, bardzo przyjaznymi obciążeniowo zespołami głośnikowymi. Po pierwsze – polska konstrukcja świetnie budowała realia zawieszenia dźwięku w eterze nie tylko z dobrym pozycjonowaniem źródeł pozornych w kwestii jego szerokości i głębokości, ale również w przybliżającej nas do prawdy o odtwarzanych wydarzeniach muzycznych estetyce 3D. Naturalnie pojedyncza lampa 300B potrafiła zrobić to lepiej, jednak z doświadczenia wiem, że podwojenie wspomnianych baniek często osiąga niezbyt ciekawe wyniki w tej materii, czemu ku mojej i chyba nie tylko – patrząc z perspektywy potencjalnego nabywcy, Lybra z powodzeniem sobie poradziła. Po drugie – przekaz nie szukał poklasku w zjawiskowej, a przez to powodującej brak spójności dźwięku, prezentacji poszczególnych zakresów częstotliwościowych, tylko z bardzo dobrym oddechem dbał o płynne połączenie solidnie kreowanego basu, idącego w podobnej estetyce, nasyconego, ale nie gubiącego informacji środka i brzmiących w estetyce przyjemnego złota, jednak dzięki witalności, pełnych detali i eteryczności wysokich tonów. Ja wiem, to w opinii użytkowników powinien potrafić każdy wzmacniacz, jednak nie oszukujmy się, sposobu oddania muzyki przez królową szklanych baniek nie da się podrobić. Można być blisko, ale nigdy identycznie.
Gdy pierwszymi, raczej rozgrzewkowymi płytami zorientowałem się, co jest bezapelacyjną wodą na młyn testowanej konstrukcji, nie widziałem innej opcji, jak na ile to możliwe, napawać się oferowanym przez Lybrę dobrem i na odsłuchowym tapecie wylądowała czarująca Diana Krall z krążkiem „All For You”. Efekt? Pierwszym, wręcz niedającym się przejść do porządku dziennego aspektem był wokal artystki. Dzięki pokolorowanej lampą barwie, przyjemnej w odbiorze plastyce, ale przy tym również fantastyczniej witalności przekazu, z jednej strony dostawałem pełne spektrum danych o mimice jej twarzy, a z drugiej muzyka aż kipiała od dawki wydobywających się z jej ust emocji. To oczywiście było clou tej płyty. Jednak nie można zapomnieć, iż bez oprawy akustycznej nie tylko świetnie dobranego, ale również wybrzmiewającego instrumentarium nawet najpiękniejsza ballada nie będzie miała odpowiedniej siły przebicia. Dlatego też przy opisywaniu doznań podczas słuchania tej kompilacji nie mogę nie wspomnieć o majestatycznie wybrzmiewającym fortepianie, gdy wymagał tego materiał raz drapieżnej, a raz gęstej grze gitary, nie tylko dobrze osadzonym w barwie, ale również pokazującym ciekawe spektrum informacji o strunie kontrabasie i na koniec mocnej w oddaniu stopy i dźwięczności przeszkadzajek perkusji. To było trafione w punkt pokazanie pełnej współpracy przywołanych artystów, co nawet najdrobniejsze przerysowanie jednej z wymienionych składowych z łatwością by zniszczyło, a co ku mojej uciesze się nie wydarzyło. W podobnym tonie wypadał nurt jazzowy. I bez znaczenia było, czy w transporcie CD-ka lądowały mainstreamowe, czy nowo realizowane płyty w stylu wzbogaconej o gościnne występy Joe Lovano formacji Marcin Wasilewski Trio „Arctic Riff”. To za każdym razem był majstersztyk w oddaniu przypisanych jazzowi emocji. Ale nie w stylu gęsto i milusio, tylko kolorowo, a przez to namacalnie i do tego świetnie zawieszone w trzech wymiarach, gdzie ten ostatni aspekt często jest podstawowym kryterium do oceny walorów sonicznych dobrze przekazanego ducha muzyki przez urządzenia audio. Czy tak było zawsze? W większości aspektów dźwięku tak. Jednak temat pełnego panowania nad zadaną muzyką nieco ewaluował przy cięższym graniu. Jednak nie w stylu porażki, tylko konsekwencji pewnych założeń podczas projektowania tytułowego wzmacniacza. Mianowicie w momencie odtwarzania gęstych zapisów nutowych typu Sabaton „Heroes”, czasem, choć nie zawsze, słychać było, kiedy wpisana w kod DNA polskiego wzmacniacza magia bywa drobną kulą u nogi. Nie kaleczyła zamierzeń artystów, ale niestety nie pozwalała na pełne pokazanie wigoru i ekspresji tego typu twórczości. Było przyjemnie, a nie zawsze o to w tej muzie chodzi. Niby bębniarz pokazywał się z dobrej, bo mocnej w energię strony, wokalista dzięki nasyceniu instrumentu gardłowego nie dawał się przekrzyczeć reszcie kompanów, riffy gitar świetnie wybrzmiewały, tylko gdy popatrzyłem na to wszystko z perspektywy tak ważnego dla tego rodzaju projektów muzycznych PRAT-u, okazywało się, że brakowało mi trochę szybkości, co przekładało się na utrzymanie odpowiedniego rytmu całości przedsięwzięcia. Jednak na obronę tytułowego piecyka zaznaczam, przecież nikt przy zdrowych zmysłach do słuchania wszechobecnego krzyku i dla wielu melomanów monotonnego hałasu, nie będzie zaprzęgał skierowanej na magię dźwięku, z założenia słabej mocowo lampy. To będzie zwyczajny błąd konfiguracyjny, a nie problem podobnego do opisywanego wzmocnienia. Zatem po co to piszę? Otóż z autopsji wiem, że ludziom przychodzą do głowy różne niestworzone rzeczy i takim opisem zastanej sytuacji testowej zawczasu przestrzegam eksperymentatorów przed zrobieniem błędu.
Pewnie zastanawiacie się, co w mojej ocenie jest esencją tego testu. Otóż dla mnie najistotniejszym jest nauszne przekonanie się, że podwojenie lampy 300B w sekcji wzmocnienia nie odbiło się wyraźną utratą jej największych cech typu namacalność i eteryczność grania. Owszem, pojedyncza prawie trzy lata wcześniej potrafiła zrobić to nieco lepiej. Ale wówczas należy wziąć pod uwagę mocno ograniczony zbiór wysokoskutecznych kolumn, których przecież na obecnym rynku jest jak na lekarstwo. Tymczasem 15W może nie otwiera nam drzwi do oferty całego świata, ale z pewnością pozwala na znacznie szerszą jej penetrację. Co więcej, na własnej skórze przekonałem się, iż przy cichym słuchaniu, do którego z racji mieszkania w domach wielorodzinnych zmuszona jest większość populacji audiofilów, można poeksperymentować prawie ze wszystkimi. Naturalnie z pewnymi ograniczeniami, ale nadal z ciekawym skutkiem. Czy opiniowany powyżej wzmacniacz Fezz Audio Lybra 300B jest ofertą dla każdego? Niestety nie. Jednakże nie z uwagi na projektowe niedociągnięcia, tylko dzięki pełnej realizacji założeń konstrukcyjnych skierowanie go do konkretnej grupy docelowej, jaką są prawdziwi, czyli poszukujący piękna w eterycznie odtwarzanej muzyce, pełni romantyzmu melomani. Oczywiście to nie znaczy, że reszta powinna omijać Lybrę szerokim łukiem, bowiem nie zdziwiłbym się, gdyby nawet najbardziej zagorzały słuchacz ciężkiego rocka w efekcie zmęczenia materiału – czytaj narządów słuchu – wiecznym hałasem po kilku dniach sam na sam dałby się jej zaczarować. Czy to możliwe? Niestety to możecie sprawdzić tylko Wy, do co czego puentując dzisiejsze spotkanie szczerze zachęcam.
Jacek Pazio
System wykorzystywany w teście:
– źródło: transport CEC TL 0 3.0
– przetwornik cyfrowo/analogowy dCS Vivaldi DAC 2.0
– zegar wzorcowy Mutec REF 10
– reclocker Mutec MC-3+USB
– Shunyata Research Sigma CLOCK
– Shunyata Sigma NR
– przedwzmacniacz liniowy: Robert Koda Takumi K-15
– końcówka mocy: Gryphon Audio Mephisto Stereo
Kolumny: Dynaudio Consequence, Triangle Esprit Australe EZ
Kable głośnikowe: Tellurium Q Silver Diamond
IC RCA: Hijiri „Million”, Vermouth Audio Reference
XLR: Tellurium Q Silver Diamond
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
– wkładka: MIYAJIMA MADAKE
– Step-up Thrax Trajan
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM THERIAA, RCM Sensor 2 MK II
Producent: Fezz Audio
Cena: 15 600 PLN (opcjonalnie: +470 PLN Pilot, +390 Wejście HT, +390 Bluetooth, +390 Kosz ochronny lamp)
Dane techniczne
Typ: stereofoniczny wzmacniacz lampowy
Moc wyjściowa: 2 x 15W
Typ układu: PSE parallel single ended
Impedancja wyjściowa: 4Ω / 8Ω
Wejścia: 3 x RCA
Zniekształcenia THD: < 0,25%
Pasmo przenoszenia: 12Hz-60kHz (-3dB)
Pobór mocy: 180W
Bezpiecznik: 3,15A T
Waga: 18 kg
Wymiary: 420 x 410 x 175mm
Lampy: 4 x 300B, 2 x 6sn7, 1 x 12AX7
Sposób ustawiania biasu: automatyczny
Wyposażenie opcjonalne: Pilot, klatka ochronna lamp, wejście HT, moduł bluetooth
TEAC Corporation poszerza swoją gamę produktową o nowy przedwzmacniacz gramofonowy, model PE-505, wyróżniający się konstrukcją dual-mono i w pełni zbalansowanym obwodem wejście/wyjście.
PE-505 jest przedwzmacniaczem gramofonowym, w którym zastosowano konstrukcję dual-mono oraz w pełni zbalansowane obwody wejście/wyjście wspierające zbalansowane wejście MC.
Podczas opracowywania PE-505 projektanci wykorzystali bogate doświadczenie firmy TEAC w dziedzinie technologii audio, skupiającej się na nagrywaniu i odtwarzaniu, mając na celu precyzyjne odwzorowanie oryginalnych zamierzeń producentów nagrań. PE-505 wzmacnia nawet bardzo słabe sygnały audio odczytane przez wkładkę, przetwarzając je bez podkolorowań, a następnie dostarczając je w wierny sposób, aby maksymalnie przybliżyć słuchacza do oryginalnego nagrania, które miało miejsce jeszcze przed wygrawerowaniem na płycie master.
Urządzenie wspiera wysoko precyzyjną korekcję RIAA, a także krzywe DECCA i COLUMBIA. Ponadto PE-505 umożliwia wybór rezystancji obciążenia dla wkładek MC i pojemności obciążenia dla wkładek MM. Dzięki temu użytkownicy mogą zoptymalizować ustawienia dla typu używanej wkładki i stanu płyty.
Funkcje
• W pełni różnicowe obwody wejść/wyjść;
• Niezwykle precyzyjny układ korekcji RIAA uzyskuje odchylenie mniejsze niż 0,05 dB;
• Indywidualne krzywe EQ dla płyt monofonicznych i te z korekcją DECCA i COLUMBIA;
• Zbalansowane wejście MC;
• Przełączalna impedancja MC (10, 22, 47, 100, 220, 470, 1 kΩ);
• Przełączalna pojemność impedancji obciążenia MM (0, 100, 220, 330 pF);
• Funkcja pomiaru impedancji obciążenia MC;
• Przełączalne wzmocnienie MM/MC (wysokie/niskie);
• Detekcja subsoniczna;
• Filtr subsoniczny (17 Hz, -24 dB/oktawę);
• Funkcja mono, która miesza lewy i prawy kanał jako kanał monofoniczny;
• Funkcja DEMAG, która demagnetyzuje wkładkę;
• Trzy nóżki;
• Gniazdo uziemienia;
• Zgodność RoHS.
W pełni zbalansowany układ
Od wzmacniacza czołowego, przez sekcje wzmacniacza korekcyjnego, aż do sekcji wzmacniacza buforowego w końcowym stopniu wyjściowym – w każdym stopniu amplifikacji PE-505 wykorzystuje w pełni zbalansowany układ, który wzmacnia, wyrównuje i zachowuje czystość także te najsłabsze sygnały audio odbierane przez wkładkę. Nawet niezbalansowany sygnał z konwencjonalnego wejścia RCA konwertowany jest do trybu przetwarzania różnicowego zaraz za złączami wejściowymi.
Precyzyjny obwód RIAA i wysoki stosunek sygnału do szumu
W uzyskaniu doskonałej jakości dźwięku pomaga perfekcyjnie dopracowany, stworzony od nowa wzmacniacz korekcyjny typu NF. Dzięki niemu TEAC PE-505 osiąga odchyłkę RIAA poniżej +/-0,05 dB. Ponadto urządzenie szczyci się stosunkiem sygnału do szumu na poziomie 106 dB dla wejścia RCA i 86 dB dla wejścia XLR, podczas gdy zakłócenia spowodowane napięciem szczątkowym sięgają 10 µV dla MM i 85 µV dla MC (wejście XLR), co jest niesamowitą wartością.
Wszechstronne ustawienia, unikatowe funkcje pomiarowe
PE-505 pozwala zmieniać pojemność obciążenia dla wkładek MM oraz rezystancję obciążenia w przypadku wkładek MC. Ponadto funkcja pomiaru rezystancji obciążenia pozwala użytkownikowi określić odpowiednią rezystancję obciążenia po naciśnięciu przycisku „Measure” na przednim panelu, dzięki czemu wyświetlana jest całkowita wartość rezystancji obciążenia, wliczając rezystancję kabla na przekroju. Także funkcja Subsonic pokazuje sygnały subsoniczne niższe niż 6 Hz na przekroju, podczas gdy filtr subsoniczny (17 Hz, -24 dB/oktawę) odcina niepotrzebne niskie częstotliwości spoza słyszalnego zakresu.
Funkcja DEMAG do odświeżania wkładek
Dzięki funkcji szybkiego rozmagnesowania, zarówno namagnesowane żelazne rdzenie wkładek MC, jak i transformator podwyższający rozmagnesowywane są poprzez odtwarzanie płyty winylowej przez zaledwie 30 sekund z włączoną pozycją DEMAG.
TEAC PE-505 zadebiutuje w październiku br., a jego poglądowa cena detaliczna wyniesie 7499 zł.
TEAC wprowadza nowy flagowy gramofon z napędem paskowym i zbalansowanymi wyjściami XLR – model TN-5BB
TEAC TN-5BB jest nowym flagowym gramofonem obsługującym zbalansowane wyjścia MC umieszczone w hybrydowym chassis, które łączy płytę syntetycznego marmuru, papier washi (tradycyjny papier japoński) oraz solidną bazę wykonaną z MDF-u wraz z 9-calowym uniwersalnym ramieniem w kształcie litery S wykorzystującym łożysko ostrzowe.
Gramofony są arenami wydobywającymi pasję artystów i magię ich inżynierów zapisane w rowkach płyt. Z kruczoczarnym marmurem syntetycznym i MDF-em z czarnym wykończeniem fortepianowym TN-5BB jest naprawdę wartościową sceną, która wyróżnia się skutecznym rozpraszaniem niepożądanych wibracji, a także majestatycznym i nowoczesnym wzornictwem.
Wykorzystując wbudowane złącza XLR umożliwiające współpracę z przedwzmacniaczem gramofonowym takim jak TEAC PE-505, który obsługuje zbalansowane połączenie, nawet najdrobniejsze sygnały odczytywane przez wkładkę mogą być odwzorowywane z jeszcze większą intensywnością. Wysokiej klasy ramię, będące efektem współpracy z firmą SAEC, jest kolejnym komponentem, który jeszcze bardziej uatrakcyjnia tę muzyczną scenę. Gramofon wykorzystuje akrylowy talerz o grubości 20 mm, który napędzany jest przez autorski, oryginalny system PRS3 (Platter Rotation Sensing Servo System).
Funkcje
• Obsługa trzech prędkości obrotowych: 33 1/3, 45 i 78 obr./min;
• System PRS3 (Platter Rotation Sensing Servo System);
• Statycznie zbalansowane łożysko ramienia z mechanizmem anty-skatingu;
• Regulacja wysokości ramienia (+6 mm);
• Akrylowy talerz o grubości 20 mm;
• Aktywny mechanizm podnoszenia ramienia;
• Bezstykowa detekcja funkcji automatycznego podnoszenia ramienia (możliwość jej wyłączenia/włączenia);
• Wyjścia zbalansowane XLR i niezbalansowane RCA;
• Gniazdo uziemienia;
• Cztery aluminiowe nóżki z regulacją wysokości;
• Dołączona główka odlewana z aluminium;
• Wkładka MM Ortofon 2M Red (fabrycznie zainstalowana);
• Zgodny z RoHS.
Hybrydowe chassis złożone z wielu materiałów rozprasza niepożądany rezonans
Chassis jest wielowarstwową konstrukcją łączącą ciężką podstawę z MDF-u o grubości 36 mm i dużej gęstości wewnętrznej oraz niesamowicie sztywny marmur syntetyczny o grubości 12 mm. Cała podstawa waży 8,8 kg i wyróżnia się doskonałą sztywnością i skutecznością rozpraszania wibracji, co zapewnia fantastyczną odporność na sprzężenie zwrotne. Ramię i talerz montowane są na płycie z syntetycznego marmuru, natomiast silnik, jako element generujący wibracje, mocowany jest do płyty MDF. Te niezależne struktury wykorzystując te materiały jako wytłumienie izolują od siebie ramię i silnik. Ta niecodzienna konstrukcja minimalizuje przenoszenie drgań z napędu na ramię gramofonu.
Bazując na swoim doświadczeniu w wykorzystaniu japońskiego papieru washi do mat gramofonowych i w oparciu o wielokrotne testy odsłuchowe projektanci uznali, że papier washi o odpowiedniej grubości jest najlepszym materiałem do zastosowania jako podkładka pomiędzy syntetycznym marmurem i MDF-em w celu uzyskania optymalnego balansu dźwiękowego. Zastosowanie washi zamiast gumy lub metalu pozwala wydobyć oryginalną witalność dźwięku podczas odtwarzania płyt.
Konstrukcja PRS3 z napędem paskowym zapewnia precyzję i stabilność obrotów talerza
TN-5BB wykorzystuje napęd płaskim paskiem, który przekazuje napęd z silnika prądu stałego na zewnętrzny obwód talerza. Czujnik optyczny w dolnej części talerza wykrywa jego prędkość obrotową, a mechanizm automatycznej regulacji obrotów przekazuje odpowiedni sygnał z serwo do silnika. System PRS3 (Platter Rotation Sensing Servo System) gwarantuje wysoką precyzję obrotów, która byłaby trudna do osiągnięcia przy wykorzystaniu samej bezwładności i silnika. Obsługując trzy prędkości – 33 1/3, 45 i 78 obr./min – gramofon ten może odtwarzać również stare płyty, w tym płyty 78 obr./min, z zachowaniem wysokiej jakości dźwięku.
Akrylowy talerz o grubości 20 mm
Wykonany z akrylu talerz o grubości 20 mm i wadze 1,7 kg cechuje się wysokim momentem bezwładności. Tworzywo poliwinylowe, z którego wykonywane są płyty, z łatwością przyjmuje ujemne ładunki elektryczne. Akryl ma tę samą właściwość, ale materiały te są do siebie podobne w szeregu tryboelektrycznym*. Zapewnia to korzyść przejawiającą się utrudnieniem elektryfikacji, nawet jeśli ocierają się o siebie. Dzięki temu płytę można umieszczać wprost na talerzu bez użycia maty gramofonowej, co pozwala cieszyć się czystym dźwiękiem.
*Szereg tryboelektryczny jest listą materiałów uporządkowanych według łatwości, z jaką wytwarzają dodatnie i ujemne ładunki. Materiały, które znajdują się blisko siebie w szeregu tryboelektrycznym nie wytwarzają łatwo ładunków elektrycznych nawet wtedy, gdy ocierają się o siebie. Przeciwnie, im dalej znajdują się od siebie, tym łatwiej generują ładunki.
Precyzja śledzenia dzięki ramieniu będącemu efektem współpracy pomiędzy TEAC i SAEC
Ramię gramofonu TN-5BB zostało opracowane przy współpracy z SAEC, japońską marką z 40-letnim doświadczeniem w projektowaniu ramion. Wykorzystując łożysko ostrzowe ze stali nierdzewnej do ruchomej pionowej części, projektanci zwiększyli do maksimum czułość i precyzję śledzenia rowka płyty. Co więcej, w przypadku bocznej ruchomej części, konwencjonalna struktura, która ma łożysko kulkowe w jednym punkcie jako podparcie została zastąpiona strukturą wykorzystującą precyzyjne japońskie łożyska kulkowe w dwóch punktach jako podparcie. Pionowy kąt śledzenia (VTA) można regulować w zakresie 6 mm, optymalizując go w zależności od wysokości zastosowanej wkładki gramofonowej. Geometria ramienia jest zgodna z zalecanym przez IEC ustawieniem Baerwalda.
Automatyczne podnoszenie ramienia po zakończeniu odtwarzania
Zastosowanie aktywnego mechanizmu podnoszenia ramienia umożliwia podnoszenie i opuszczanie ramienia po naciśnięciu jednego przycisku, a także wykorzystanie funkcji, która automatycznie podnosi ramię po wykryciu przez bezkontaktowy czujnik optyczny końca odtwarzania. Funkcję automatycznego podnoszenia ramienia można wyłączyć podczas odtwarzania płyt niezgodnych ze standardem.
Wkładka MM Ortofon 2M Red
Gramofon dostarczany jest wraz z wkładką MM Ortofon 2M Red. Ponieważ wkładka instalowana jest i ustawiana w główce w fabryce TEAC-a, płyt można słuchać zaraz po wyjęciu i ustawieniu gramofonu.
Zbalansowane złącza wyjściowe XLR
Oprócz złączy RCA gramofon ma także analogowe złącza XLR. Za ich pomocą, przy wykorzystaniu powszechnie dostępnych przewodów, można połączyć gramofon z przedwzmacniaczem gramofonowym PE-505 lub inną tego typu konstrukcją.
Atrakcyjne wzornictwo łączące perłową i fortepianową czerń ze srebrnymi elementami
Podstawowym motywem stylistycznym gramofonu TN-5BB jest kontrast między czernią i srebrem. MDF będący częścią podstawy ma czarne wykończenie fortepianowe z lustrzanym połyskiem. Ponadto syntetyczny marmur, tworzący górną część, wygląda jak kruczoczarny, gdy patrzy się z pewnej odległości, ale mieni się perłowo czarnymi punktami, gdy patrzy się z bliska. Wygląd urządzenia zmienia się w zależności od kąta patrzenia. Choć prosty, projekt ten przyciąga wzrok swoją estetyką. Z kolei wytłaczane z aluminium komponenty, takie jak pokrętła do obsługi urządzenia i przełącznik podnoszenia ramienia, dodatkowo podkreślają luksusowy charakter tego gramofonu.
Gramofon TEAC TN-5BB pojawi się w sprzedaży w październiku br. Poglądowa cena detaliczna urządzenia wyniesie 7499 zł.
Opinia 1
Dla większości współczesnych konsumentów oprócz kwestii finansowych, wiadomo – Cena Czyni Cuda, liczy się przede wszystkim integracja. Integracja, czyli mówiąc wprost upakowanie w jednym urządzeniu maksymalnie wielu funkcji i choć jeszcze do niedawna zwykło się mówić, że jak coś jest do wszystkiego, to albo jest to szwajcarski scyzoryk, albo jest do … tej części ciała, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę, najwidoczniej postrzeganie owego skomasowania wszelakich, oferowanych przez współczesne zdobycze techniki możliwości w tzw. międzyczasie ewoluowało. W rezultacie lwia część nabywców rozglądając się np. za nawet wysokiej klasy źródłem cyfrowym oczekuje od niego tzw. „wszystkomania”, czyli posługując się marketingową nomenklaturą klasycznego all’in’one. Ma obsługiwać wszystkie dostępne i najlepiej jeszcze niewprowadzone częstotliwości próbkowania i formaty, zapewniać pełną kompatybilność z popularnymi serwisami streamingowymi, grać bezprzewodowo, dać radę wysterować nawet „trudne” słuchawki i najlepiej jeszcze posiadać regulowany stopień wyjściowy, korekcję akustyki, o obsłudze przez smartfon nawet nie wspominając. Czy to źle? Niekoniecznie. Czy coś przez to tracimy? Cóż, odpowiedź na to pytanie jest jeszcze trudniejsza, gdyż przeklikując się przez wielopoziomowe menu i starając się cały ten gąszcz nastaw okiełznać powoli, po drodze, zapominamy o tym co wydawać by się mogło oczywiste – muzyce i jakości jej reprodukcji, która dla nas – audiofilów powinna stanowić swoiste credo. Dlatego też w ramach swoistego detoksu i powrotu do korzeni postanowiliśmy wziąć na redakcyjny tapet urządzenie, które jest li tylko tym, do czego zostało stworzone – przetwornikiem cyfrowo/analogowym i tyle. O czym mowa? O „samodefiniującym” pełnioną funkcję Métronome Le DAC.
Wystarczy nawet pobieżny rzut oka na dzisiejszego gościa, by poczuć, poniekąd wynikające z faktu powszechnej unifikacji, lekkie déjà vu. Dość kanciasta bryła z potężnym prostokątnym wyświetlaczem na masywnej płycie aluminiowego frontu dość jasno wskazuje bowiem na to, że Le DAC swojego rodzeństwa się wyprzeć nie zdoła, gdyż podobieństwo do testowanego przez nas w styczniu AQWO jest oczywiste. Co prawda ekran nie jest dotykowy a wyboru wejść i stosownych nastaw dokonujemy dwoma hebelkowymi przełącznikami usytuowanymi po jego prawej stronie, ale firmowy „klimat” bezsprzecznie został zachowany. Korpus wykonano ze stalowego profilu o grubości 2mm, więc pomimo wagi sięgającej 12 kg Métronome jest nad wyraz sztywną, wręcz pancerną konstrukcją.
Ściana tylna daleka jest od minimalizmu frontu. Nie dość bowiem, że do dyspozycji otrzymujemy wyjścia zarówno w standardzie RCA, jak i XLR, to interfejsy cyfrowe, z wyjątkiem USB, zostały zdublowane, dzięki czemu Le DAC oferuje dwa wejścia optyczne, parę Coaxiali i podobny zestaw AES-EBU. Powyższą wyliczankę zamyka integrowane z komorą bezpiecznika gniazdo zasilające IEC i masywny włącznik główny. Całość usadowiono na trzech solidnych nóżkach, które w tzw. okamgnieniu – przy użyciu wbudowanych magnesów można uzbroić w płaskie stożki dodatkowo izolując urządzenie od podłoża.
Sercem urządzenia jest kość Asahi Kasei AK4493 zdolna obsłużyć sygnał PCM do 384kHz i DSD do 512 (DSD x8), natomiast w zaskakująco bezkompromisowym zasilaniu znajdziemy aż trzy toroidy zasilające aż dziesięć (!!!) niezależnych linii.
Biorąc pod uwagę iż Le DAC w firmowej hierarchii zajmuje pozycję poniżej AQWO miałem pewne obawy związane z jego walorami sonicznymi. Nie chodzi bynajmniej o to, że mógłby zagrać źle, gdyż bądźmy szczerzy – w chwili obecnej nawet urządzeniom stricte budżetowym nader sporadycznie się to przytrafia, co po prostu wynikające z „niższego stanu” oczywiste kompromisy. Czemu mnie to niepokoiło? Cóż, skoro AQWO pod względem rozdzielczości i prawdomówności ewidentnie stawiał na bezkompromisowość, a Le DAC miałby podążać podobną drogą z nieco ograniczonymi możliwościami, to owa rozdzielczość miała całkiem sporą szansę przerodzić się w chłodną, sterylną wręcz analityczność, a za nią mówiąc wprost niespecjalnie przepadam. Oczywiście AQWO był w stanie pokazać swoje nawet nie tyle humanitarne, co wręcz dobroduszne oblicze, lecz aby taka transformacja się dokonała potrzeba było uaktywnić jego lampowy stopień wyjściowy, którego w Le DAC-u po prostu nie ma.
No to co? Ekipa znad Loary zafundowała nam w ramach odsłuchu golenie, zdejmowanie kamienia z zębów, świecowanie uszu i depilację okolic bikini? I w tym momencie Państwa zaskoczę, tak ja sam zaskoczony zostałem, gdyż nic z powyższych poza-odsłuchowych „atrakcji” miejsca nie miało. W zamian za to Le Dac już od pierwszych taktów oczarował niezwykłą intensywnością i namacalnością reprodukowanego spektaklu. Proszę mnie tylko źle nie zrozumieć, to nie było ordynarne podanie wszystkiego „na twarz”, lecz z wielkim smakiem i nie boję się tego słowa, wyrafinowaniem zaproszenie do uczestnictwa w rozgrywającym się na moich oczach (uszach?) spektaklu. I tu kolejna uwaga. Otóż zamiast otaczać, bądź wręcz osaczać słuchacza instrumentarium poprzez wrzucenie go w sam środek orkiestry Le Dac ma swój własny pomysł na granie, co konsekwentnie realizuje. Francuski przetwornik wskazuje miejsca w pierwszych rzędach swojego „wirtualnego teatru”, dzięki czemu nic a nic nie umyka naszej uwadze a jednocześnie mamy okazję docenić skalę i rozmach kreowanej sceny.
A właśnie, skoro o teatrze i scenie mowa to nie odmówiłem sobie przyjemności sięgnięcia po zrealizowany właśnie w takich okolicznościach przyrody „An Acoustic Night At The Theatre” Within Temptation, który dzięki obecności Métronome’a zabrzmiał wręcz zjawiskowo. Przekaz został nieco dociążony, dosaturowany na średnicy i delikatnie przyprószony złotem. Całe szczęście mięsistość basu nie oznaczała jego zmulenia i utraty konturów, dzięki czemu całość nie straciła nic z natywnej motoryki. W dodatku Sharon den Adel i pojawiająca się na „Somewhere” Anneke van Giersbergen zmysłowo czarowały bardziej niż zwykle. Granie pod publiczkę a raczej jej męską część? W żadnym wypadku. Odejście od obsesyjnej wierności i transparentności? Cóż, akurat na takie odstępstwa od bezwzględnej neutralności jestem się w stanie zgodzić i to bez jakiegokolwiek żalu, czy wyrzutów sumienia.
Co ciekawe, taka soczystość i kremowość broniła się również na co prawda nastrojowym, jednak bezapelacyjnie progresywnym, pełnym gęstych i mocnych melodii albumie „Beyond the Shrouded Horizon” Steve’a Hacketta. Gitarom nie brakowało oddechu i świeżości a ich solidne „zakorzenienie” na scenie tylko potęgowało uczucie niemożności podniesienia się z fotela przed wybrzmieniem ostatniej, zapisanej podczas sesji nuty. Jednak największe wrażenie zrobił na mnie odsłuch krążka „Manic Revelations” który sygnuje Pokey LaFarge. Ten wielce udany mariaż new country, bluesa, folku i western swingu nie tylko na pierwszy, lecz i każdy kolejny rzut ucha brzmi jak wykopane gdzieś na strychu zapomniane nagrania z lat 50-ych ubiegłego tysiąclecia. Serio, serio. Nawet wokal Pokey’a ma charakterystyczny „telefoniczny” (mowa o czasach telefonii analogowej i ebonitowych aparatach wyposażonych w „klawiaturę kołową”) nalot. I właśnie o ów nalot w tym momencie chodzi, gdyż nie wiem kompletnie jak, ale nader skutecznie Le DAC był w stanie go nawet nie tyle uanalogowić, co sprawić, że nie był już tak dominujący. Klimat nagrań pozostał nienaruszony, jednak ich pewna groteskowość ustąpiła miejsca artystycznej, w pełni przemyślanej i dawkowanej z umiarem, manierze. Mało? Zależy dla kogo. Ja w każdym razie byłem nie tylko w pełni usatysfakcjonowany, co bardzo miło zaskoczony, a nie muszę chyba dodawać, że lubię, bardzo lubię takie niespodzianki.
No i mamy niezwykle ciekawą sytuację, kiedy to zaledwie otwierający portfolio marki, w dodatku „budżetowy” … (taktyczny przypis) zanim wybuchną Państwo świętym oburzeniem, że Olszewskiemu słońce zaszkodziło, nieśmiało tylko przypomnę, że Métronome zawsze okupował górne półki i z tej perspektywy na Le DAC-a patrzeć należy, przetwornik nic a nic nie robiąc sobie ze starszego, znacznie bardziej utytułowanego rodzeństwa przysłowiowo rozbija bank. Nie dość bowiem, że jak na high-endowe realia jest nader rozsądnie wyceniony, odtwarza wszystko, co tylko cyfrowego na rynku znajdziemy, to jeszcze bez jakichkolwiek podprogowych trików w postaci lamp w torze, bądź bogactwa konfigurowalnych filtrów po prostu gra muzykę i robi to wybornie. I nie wiem, jak dla Państwa, ale dla mnie to wystarczający powód, by jeśli tylko ktoś rozgląda się za … wybitnym DAC-iem wpisać go na listę do odsłuchu.
Marcin Olszewski
System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature) + Finite Elemente Cerabase compact
– Odtwarzacz plików: Lumin U1 Mini
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Dynavector DV-10X5
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Końcówka mocy: Bryston 4B³
– Kolumny: Dynaudio Contour 30 + podkładki Acoustic Revive SPU-8 + kwarcowe platformy Base Audio
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: Organic Audio; Vermöuth Audio Reference
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver; Fidata HFU2; Vermöuth Audio Reference
– Kable głośnikowe: Signal Projects Hydra; Vermöuth Audio Reference Loudspeaker Cable
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R)
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Switch: Silent Angel Bonn N8
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+; Audiomica Anort Consequence; Artoc Ultra Reference; Arago Excellence
– Stolik: Rogoz Audio 4SM
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT
Opinia 2
Vive la France! Co mam na myśli? Oczywiście świetną wiadomość, bowiem po ciekawym występie francuskiego odtwarzacza CD/SACD z funkcją przetwornika cyfrowo/analogowego Métronome AQWO tym razem udało nam się pozyskać na testy, co prawda otwierający portfolio marki, jednak już samodzielny DAC tego producenta. Skąd ta radość, gdy w bezpośrednim zderzeniu obydwu konstrukcji dzisiaj zaproponowana do zaopiniowania została funkcyjnie okrojona? Zapewniam, że bardzo dobrze przemyślana, co idealnie udowadniają dzisiejsze, mocno kreujące granie ze źródeł plikowych czasy. Przecież w momencie podjęcia decyzji podążania za plikowymi trendami, dodatkowe, z założenia nieużywane, jednak w produkcji generujące spore koszty dodatki nie mają racji bytu. I to często nie tylko z uwagi na dodatkowe koszty, ale również ze względu na unikanie szkodliwego oddziaływania na siebie kilku urządzeń w jednej obudowie. Oczywiście dzisiejszym tematem nie jest dociekanie, czy tak było w przypadku AQWO. Dla nas ważną jest informacja dla potencjalnego słuchacza muzyki z twardego dysku lub platform streamingowych (oczywiście nie tylko) jak wygląda oferta brzmieniowa tytułowego przetwornika D/A, czyli pochodzącego znad Loary, francuskiego Métronome Le Dac, który w nasze progi zawitał dzięki staraniom stacjonującego w Poznaniu dystrybutora Koris.
Tytułowy DAC w kwestii szerokości, głębokości i wysokości oscyluje w rozmiarach typowych dla tej półki cenowej urządzeń audio. Jego wykonaną z aluminium i stali skrzynkę stanowią zintegrowane w jedną całość boki i górna płaszczyzna jako wykończona lekko zaoblonymi narożnikami, okalająca uzbrojone w układy elektroniczne trzewia kształtka i nieco wystający poza obrys głównego członu obudowy aluminiowy front. Ten ostatni pionowymi frezami podzielono na trzy połacie. Boczne, mniejsze wykończono poprzecznym szczotkowaniem płaszczyzny, zaś centralny, znacznie większy, o gładkiej powierzchni oferuje użytkownikowi czytelny nawet z oddalonego o 4 metry od fotela, mieniący się błękitem, wielofunkcyjny wyświetlacz i usytuowane na jego prawej flance dwa pozwalające poruszać się po menu urządzenia, srebrne przyciski. Jeśli chodzi o zestaw przyłączy, te nie burząc wizualnego spokoju awersu zlokalizowano zna tylnym panelu. Patrząc od lewej strony znajdziemy tam: analogowe wyjścia w standardach RCA/XLR, pojedyncze wejście cyfrowe USB, zdublowane gniazda Toslink, SPDIF, AES/EBU i całkiem na prawej stronie gniazdo zasilania IEC, oraz główny włącznik. Tak prezentujące się urządzenia posadowiono na trzech stopach przy pomocy magnesów uzbrajane w niezbyt ostre kolce. Wieńcząc dzieło informacji technicznych na temat tytułowego Francuza mniemam, iż bardzo istotnym tematem dla potencjalnych użytkowników są jego możliwości obróbki sygnału PCM do 384 kHz i DSD do 512 kHz, co umożliwia od lat stosowany w przetwornikach tej marki japoński chip AK 4493.
Rozpoczynając opis brzmienia bohatera dzisiejszego spotkania przypomnę, iż testowany niegdyś odtwarzacz CD/SACD AQWO swój niekwestionowany urok muzykalności zawdzięczał zastosowanym w stopniu wyjściowym lampom elektronowym. Tymczasem Le Dac w sobie tylko znany sposób może nie idzie identyczną drogą barwy doprawionej czarem szklanej bańki, ale z pewnością to nadal jest bardzo barwne, a przez to zachęcające słuchacza do wielogodzinnych odsłuchów, pełne oddechu granie. Jak to udało się zrealizować, wiedzą tylko powołujący do życia ów DAC inżynierowie, ja jednak wiem jedno, bohater podąża wybraną przeze mnie na co dzień drogą przez świat muzyki. Jaką? Zwyczajną, po prostu minimalnie przesuniętą tonalnie w stronę nasycenia. To zaś zaowocowało tym, że gdy podczas sesji odsłuchowych w napędzie CD-ka lądowały płyty z wokalizą damską spod znaku Cassandry Wilson w stylu „Glamoured” czy „Traveling Miles”, otrzymywałem niemożliwe do brutalnego przerwania, wręcz intymne, jednak podane ze smakiem wydarzenia muzyczne. Oczywiście równie ważne w tym wszystkim było to, że głos przywołanej divy nie dość, że tętnił pełnią magii, to nie gubił przy tym tak ważnych dla oddania prawdy o tych krążkach informacji o mimice jej twarzy. Oczywiście podobną drogą podążało wykorzystane podczas tych sesji nagraniowych instrumentarium, nieco pogrubiając struny gitary lub zwiększając udział pudła rezonansowego kontrabasu w jego prezentacji, jednakże nie przekraczając przy tym poziomu dobrego smaku w stylu rozlewania się niskich fal dźwiękowych po podłodze. Po takim obrocie sprawy nie było innej możliwości, jak zmierzyć nasz punkt zainteresowania z muzyką rockową, jako przedstawiciela której wybrałem często pojawiającą się u mnie grupę Metallica. W tym przypadku nie było znaczenia, z jakiego okresu jej twórczości krążek pojawił się na tapecie. Zawsze było to dobrze doprawione muzykalnością, do tego zagrane z odpowiednim wigorem przedsięwzięcie soniczne, a jedynym co po trosze odbiegało od słyszanego zazwyczaj wzorca, było przesunięcie barwy talerzy perkusisty ze srebra w stronę lekkiego złota, czyniąc je tym sposobem mniej przenikliwymi. Ale zaznaczam, to było bardzo wyważone pokazanie zapisanego w kodzie DNA przetwornika sposobu na muzykę, a nie siłowa dominacja. Sposobu w którym stopa okazała się być bardziej soczysta, gitary preferujące pokazanie strun jako odrobinę grubsze, a wokal frontmana, dzięki dodatkowej dawce masy, wyraźniej zaznaczał się na tle przecież typowej dla muzyki spod znaku rocka ścianie dźwięku. Ktoś ma z tym problem? Zapewniam, że niepotrzebnie, gdyż odbierałem to jako przyjemnie pokolorowany, aniżeli przysadzisty przekaz, co w przypadku starszych realizacji rockowych kapel z pewnością okaże się ofertą in plus.
Na koniec zmagań testowych nie mogłem zapomnieć o muzyce elektronicznej w wydaniu zespołu Yello z materiałem zatytułowanym „Toy”. Owa grupa swoją dźwiękową agresją z założenia ma niszczyć nam zmysły słuchu. I wiecie co? Owszem, w wydaniu Le Dac słuchana muzyka bez problemu robiła to według założeń artystów. Jednak idąc za wyłanianym w tym teście sznytem grania DAC-a czyniła to w estetyce przyjemnie odbieranego ciepła, a nie przenikliwej do granic wytrzymałości słuchu ostrości. Ale co istotne, mimo nasycania i lekkiego ugładzania wybrzmień poszczególnych źródeł pozornych obywało się to bez nadmiernych tendencji do szkodliwego pogrubiania ich krawędzi. Jak odbierze to ortodoksyjny słuchacz, tego nie wiem, ale sadzę, że nawet jeśli poczuje odejście od wzorca, to zauważy również, iż muza nie nosi oznak zgaszenia, tylko zmianę punktu ciężkości, a to w momencie otwarcia się nawet najbardziej purystycznego odbiorcy na nowe doznania, może okazać się ciekawą opcją choćby w przypadku przyszłych zmian w systemie. Tak więc na ocenę przywołanych przeze mnie elektronicznych zapisów nutowych podczas wyrabiania sobie zdania proszę przyłożyć odpowiedni filtr.
Próbując zachęcić Was do zapoznania się z tytułowym przetwornikiem w pierwszej kolejności przywołam jego umiejętne dozowanie nasycenia dobiegającej do naszych uszu muzyki. To nie jest walka o magię za wszelką cenę, co często kończy się szkodliwym zagęszczeniem dźwięku, tylko podanie go w nieco ocieplonej, nie boję się tego powiedzieć, bardzo przyjemnej odsłonie. Oczywiście francuscy inżynierowie nie zapomnieli przy tym zapewnić muzyce odpowiedniej lotności dobrze definiując jej prezentację w wektorach szerokości i głębokości. Owszem, to nie jest neutralne granie, jednak konia z rzędem temu, kto jasno określi stały dla całej populacji melomanów neutralny punkt ciężkości postrzegania muzyki. Czy to jest produkt dla każdego? W moim odczuciu z jednym wyjątkiem do co najmniej spróbowania, tak. Co to wyjątek? Chyba nie trzeba być Sherlockiem Holmesem, aby po analizie powyższego testu wywnioskować, iż mam na myśli piewców latającej w eterze oferty popularnych na naszym rynku brandów Wilkinsona i Gillette. Reszta miłośników muzyki ma zielone światło.
Jacek Pazio
System wykorzystywany w teście:
– źródło: transport CEC TL 0 3.0
– przetwornik cyfrowo/analogowy dCS Vivaldi DAC 2.0
– zegar wzorcowy Mutec REF 10
– reclocker Mutec MC-3+USB
– Shunyata Research Sigma CLOCK
– Shunyata Sigma NR
– przedwzmacniacz liniowy: Robert Koda Takumi K-15
– końcówka mocy: Gryphon Audio Mephisto Stereo
Kolumny: Dynaudio Consequence
Kable głośnikowe: Tellurium Q Silver Diamond
IC RCA: Hijiri „Million”, Vermouth Audio Reference
XLR: Tellurium Q Silver Diamond
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
– wkładka: MIYAJIMA MADAKE
– Step-up Thrax Trajan
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM THERIAA, RCM Sensor 2 MK II
Dystrybucja: Koris
Cena: 25 900 PLN
Dane techniczne
DAC
Rozdzielczość :32 bit / 768 kHz dual mono
Zakres dynamiki : 175 dB
THD+N : -140 dB
Procesor:32 bit / 211 kHz
Wyjścia analogowe
– para RCA: 3 V RMS @0dB – 47 kΩ
– para XLR: 3 V RMS @0 dB – 600 Ω
Stopień wyjściowy: Klasa A
Pasmo przenoszenia : 10 Hz – 20 kHz +/- 0.1 dB
Zakres dynamiki: 123 dB
Wejścia cyfrowe :
– asynchroniczne USB typ B (PCM 32/384, DSD 512)
– 2 x Optyczne Toslink (do 192 kHz)
– 2 x S/P DIF 75 Ω (do 192 kHz)
– 2 x AES-EBU 110 Ω XLR (do 192 kHz)
Zasilanie: 3 toroidalne transformatory, 10 niezależnych linii
Pobór mocy : 35 VA
Wymiary (S x W x G): 425 x 130 x 415 mm
Waga: 12 kg
Potężny 2-kanałowy model wyznacza nowy standard dla wysoko wydajnych urządzeń audio
NAD Electronics, wiodący producent urządzeń audio i wideo klasy premium, zapowiada kolejny niezwykle zaawansowany wzmacniacz wykorzystujący technologię amplifikacji Purifi Eigentakt. C 298 jest dwukanałową, potężną konstrukcją, która jest idealnym partnerem dla wysokiej klasy przedwzmacniaczy lub dowolnych systemów, w których wymagane są dodatkowe kanały audiofilskiej amplifikacji. Ten nowy wzmacniacz NAD z serii Classic dostarcza moc 185 W na kanał przy 8 omach i może być zmostkowany, aby w trybie potężnego monobloku generować 620 W x 1 przy 8 omach.
Tradycyjnie dla wszystkich urządzeń NAD, C 298 urzeczywistnia niesamowitą wartość oferując wydajność, funkcje i technologie nieporównywalne z innymi wzmacniaczami w tej klasie. Nowy podstawowy wzmacniacz NAD jest fantastycznym ulepszeniem dla praktycznie dowolnego systemu hi-fi, a jego duża moc z możliwością rozbudowy będzie napędzała najbardziej wyrafinowane i zaawansowane kolumny głośnikowe na rynku.
Wyrafinowana moc
Firma NAD odeszła od staromodnych i bardzo energochłonnych liniowych zasilaczy i stopni wyjściowych w klasie AB, które tracą blisko połowę zużywanej energii, wytwarzając raczej ciepło niż dźwięk. Zamiast tego firma opracowała jeszcze lepiej działające obwody oparte na zasilaczach impulsowych i stopniach wyjściowych w klasie D. Kiedyś uważane za ustępujące tradycyjnym topologiom, w efekcie zaawansowanej pracy NAD w tej dziedzinie są jednymi z najlepiej działających wzmacniaczy, bez względu na rodzaj porównywanej amplifikacji. Te nowe konstrukcje są bardzo liniowe w szerokim zakresie pasma przenoszenia i zapewniają stałą wydajność przy obciążeniach dowolnych kolumn głośnikowych, zapewniając radykalny postęp w stosunku do poprzednich modeli.
Znacząco przewymiarowany zasilacz z łatwością dostarcza 340 W ciągłej mocy przy 4 omach i ponad 570 W mocy chwilowej w przypadku krótkotrwałych impulsów muzycznych. Innowacyjny układ Asymmetrical PowerDrive w pełni wykorzystuje każdy dostępny wat mocy ze swoimi ogromnymi dostępnymi rezerwami mocy dynamicznej do precyzyjnego odwzorowania muzycznych impulsów bez zniekształceń lub kompresji. To niezwykle wydajne zasilanie zapewnia także bliską perfekcji regulację napięcia w szerokim zakresie warunków i stanowi solidną, bezszumową podstawę dla stopni wzmacniacza.
Technologia amplifikacji Purifi 'Eigentakt’
Purifi jest duńską firmą technologiczną, która skupiła kilku czołowych inżynierów branży audio, aby zastosować zaawansowane modelowanie matematyczne do rozwiązania ostatnich istniejących ograniczeń wzmacniaczy audio. Chociaż obecnie na rynku jest wiele dobrze brzmiących wzmacniaczy, Purifi przyjrzał się jeszcze raz każdemu aspektowi wydajności wzmacniacza i odkrył wiele pozornie małych nieliniowości, które mogą mieć ogromny wpływ na ogólną jakość dźwięku. Ten powrót do podstawowych zasad zaowocował niesamowicie prostym podejściem do niektórych niezwykle złożonych problemów.
Moduły Eigentakt produkowane są przez NAD na licencji Purifi, co pozwala NAD na ich odpowiednią optymalizację w połączeniu ze specjalnie zaprojektowanym zasilaniem i stopniami wejściowymi C 298.
C 298 może wydawać się jedynie nieskomplikowanym wzmacniaczem mocy, ale inżynierowie NAD starannie przemyśleli wszystkie typowe możliwości jego wykorzystania, aby zapewnić mu niesamowitą funkcjonalność. Wybieralne wejścia zbalansowane czynią C 298 naturalnym wyborem do studiów nagraniowych lub połączenia z high-endowymi przedwzmacniaczami bądź procesorami. Wejścia te obejmują precyzyjną regulację parametrów przydatną do dopasowania do innych komponentów.
Wyjście liniowe umożliwia zwiększenie mocy w tym samym kanale dla dodatkowych głośników lub subwooferów. Automatyczne wykrywanie z możliwością wyboru progu jest idealnym rozwiązaniem do automatyzacji złożonych systemów lub ukrycia wzmacniacza poza zasięgiem wzroku, np. w szafce. NAD dodał nawet gniazdo uziemienia, które może być bardzo przydatne do eliminowania pętli uziemienia i szumu w złożonych, wieloelementowych systemach. Dopełnieniem całej tej łączności jest przełącznik mostkowy, który zamienia C 298 w niezwykle potężny monoblok. Zaczynając od jednego, można później dodać drugi C 298, aby zgodnie z oczekiwaniami ulepszyć możliwości głośników.
„Po niedawnym debiucie nagradzanego już modelu Masters M33 i wprowadzonego wkrótce potem M28 wiedzieliśmy, że czysto dwukanałowy wzmacniacz wykorzystujący technologię Purifi Eigentakt spotka się z wielkim entuzjazmem”, wyjaśnia Cas Oostvogel, menadżer produktu w NAD. „C 298 znajdzie wiele zastosowań wszędzie tam, gdzie pożądany jest najnowocześniejszy, dwukanałowy wzmacniacz lub monoblok o dużej mocy. W gamie produktowej NAD, C 298 jest idealnym dopełnieniem cenionego modelu C 658 lub jako dodatkowy dwukanałowy wzmacniacz do referencyjnych systemów kina domowego”.
Kluczowe funkcje NAD C 298
• Technologia amplifikacji Purifi Eigentakt;
• Ciągła moc 185 W × 2 przy 8 Ω;
• Tryb mostkowy tworzy monoblok o mocy 620 W × 1 przy 8 Ω;
• Złącza wejściowe zbalansowane i single-ended (przełączalne);
• Kontrola poziomu wejścia;
• Wyjście liniowe do łączenia łańcuchowego.
Debiut rynkowy NAD C 298 zaplanowany jest na październik 2020 r. Poglądowa cena detaliczna wzmacniacza wyniesie 8999 zł.
Denon celebruje 110 lat definiowania doskonałości dźwięku prezentując cztery wyjątkowe, jubileuszowe komponenty
Nowy wzmacniacz zintegrowany, odtwarzacz SACD, wkładka gramofonowa i wzmacniacz AV (który na łamach SoundRebels pozwolimy sobie pominąć), oferują najlepszą w swojej klasie wydajność audio w połączeniu z rocznicowym designem
Eindhoven (8 września 2020 roku) — Denon®, od 1910 roku wiodący na świecie producent najwyższej klasy komponentów domowej rozrywki i osobistego audio, zaprezentował dziś cztery nowe, przełomowe produkty celebrujące 110 lat istnienia marki. Należą do nich wzmacniacz A/V Denon AVC-A110, wzmacniacz zintegrowany PMA-A110, odtwarzacz SACD DCD-A110 i wkładka gramofonowa DL-A110 MC, wszystkie zaprojektowane i wyprodukowane zgodnie z najwyższymi standardami, przy wykorzystaniu ponad stuletniego doświadczenia Denon w tworzeniu najlepszych komponentów audio. Każdy nowy jubileuszowy produkt posiada ekskluzywną kolorystykę Silver Graphite, logo 110 Anniversary na przednim panelu i został skrupulatnie dostrojony przez mistrzów dźwięku Denon, aby wyróżnić nowe modele spośród standardowych odpowiedników. Ponadto, każdy nowy produkt posiada specjalny certyfikat autentyczności opatrzony podpisem Głównego Inżyniera firmy Denon oraz pięcioletnią gwarancję . Wszystkie cztery komponenty serii 110 Anniversary są wytwarzane wyłącznie w fabryce Denon w Shirakawa w Japonii i przed dostawą przechodzą rozszerzony proces kontroli jakości.
Definiujemy doskonałość dźwięku od 1910 roku
Od momentu powstania w 1910 roku Denon konsekwentnie przyczyniał się do rozwoju branży audio. W swoim najwcześniejszym okresie marka wyprodukowała pierwszy japoński gramofon, a później stworzyła pierwszy w Japonii profesjonalny rejestrator płyt, który umożliwił powstanie pierwszego nagrania audio głosu cesarza Hirohito pod koniec II wojny światowej. Lecz przede wszystkim, w 1985 roku Denon wprowadził pierwszy format CD-ROM, niezaprzeczalnie zmieniając przyszłość audio i szeroko rozumianej rozrywki. Wraz z upływem czasu Denon wprowadził kilka przełomowych rozwiązań w branży, od pierwszego na świecie uniwersalnego odtwarzacza Blu-ray z możliwością odtwarzania płyt DVD-Audio i SACD, po pierwsze amplitunery AV 8K. Cztery nowe, mistrzowsko wykonane komponenty 110 Anniversary, które zostały dziś zaprezentowane, stanowią kontynuację tej wyjątkowej historii innowacji i designu.
Cechą wspólną pracowników Denon i lojalnych fanów jest entuzjazm dla marki. To miłość do muzyki i filmu umożliwia firmie Denon kontynuowanie projektowania przyszłości dźwięku z pokolenia na pokolenie. Aby uczcić rocznicę marki razem z prawdziwymi fanami, Denon przedstawia cztery produkty, które honorują podstawowe koncepcje firmy Denon w zakresie wysokiej jakości oraz najnowszych technologii produktów audio i wideo. Każdy z nowych komponentów odzwierciedla zaangażowanie Denon w zakresie inżynierii, konstrukcji i detali.
PMA-A110 – wzmacniacz zintegrowany (15 999 zł)
Denon PMA-A110 to najlepszy wybór dla entuzjastów doskonałego brzmienia, którzy chcą zbudować swój wymarzony dwukanałowy system Hi-Fi. Napędzany opatentowaną przez firmę Denon 7 generacją topologii Ultra High Current (UHC), zintegrowany wzmacniacz PMA-A110 dostarcza 80 W przy 8 omach (20 kHz-20 Hz, THD: 0,07%) ultra czystej mocy na kanał. Potrafi generować potężny prąd wyjściowy, aby napędzać nawet najbardziej wymagające głośniki i zapewniać doskonałą liniowość na końcówkach mocy.
Oferując połączenie mistrzowskiej precyzji i wyrafinowania z wyjątkową dynamiką i możliwością uwydatnienia subtelnych szczegółów, PMA-A110 dosłownie ożywia muzykę. Inżynierowie firmy Denon starannie skonstruowali sekcję wzmacniacza, aby zapewnić pasmo przenoszenia do 100 kHz podczas użytkowania. Obwód kontroli głośności tłumi szumy we wzmacniaczu, chroniąc wysoką rozdzielczość dźwięku. PMA-A110 obsługuje szeroki, dynamiczny zakres źródeł dźwięku Hi-Res. Ponadto, przetwornik Quad DAC wykorzystujący układ czterech procesorów Burr Brown PCM1795 zapewnia wysoką jakość dźwięku. Każdy kanał wykorzystuje dwa chipy PCM1795 pracujące w trybie różnicowym, aby osiągnąć najwyższą dokładność i najlepszy stosunek sygnału do szumu.
PMA-A110 jest również wyposażony w przetwarzanie Ultra AL32, najnowszą technologię analogowej reprodukcji sygnału firmy Denon. Korzystając z algorytmów interpolacji danych i obsługując wejście sygnału PCM o wysokiej rozdzielczości 384 kHz/24 bit, algorytmy te przywracają punkty, które powinny istnieć przed i za istniejącymi punktami w dużych ilościach danych, aby uzyskać gładki przebieg fali zbliżony do oryginalnego sygnału. Przy maksymalnie 32 krotnym nadpróbkowaniu częstotliwości próbkowania sygnałów wejściowych, wyjściowa częstotliwość próbkowania wynosi albo 1.411 MHz (dla fs 44.1 kHz), albo 1.536 MHz (dla fs 48 kHz), reprodukując sygnał audio z wszystkimi szczegółami.
Użytkownicy mogą łatwo podłączyć zarówno źródła analogowe, jak i cyfrowe, w tym gramofon do wbudowanego przedwzmacniacza Phono kompatybilnego zarówno z wkładkami MM, jak i MC. Ciesz się cyfrową zawartością audio o wysokiej rozdzielczości dzięki tłumiącym jitter wejściom koaksjalnym, optycznym lub USB-B obsługiwanym przez wyjątkowy przetwornik Quad DAC, uzyskując niezrównaną jakość odtwarzania PCM do 384 kHz i DSD do 11.2 MHz, czyli DSD256. Wzmacniacz zintegrowany PMA-A110 stanowi idealną podstawę dla nowoczesnego audiofilskiego systemu muzycznego, zwłaszcza w połączeniu z odtwarzaczem SACD serii 110 Anniversary DCD-A110 i wkładką gramofonową DL-A110 MC, które zostały zaprojektowane i specjalnie dostrojone przez mistrzów dźwięku Denon, aby osiągnąć najwyższą wydajność.
DCD-A110 – odtwarzacz SACD (13 999 zł)
Denon przedstawia mistrzowsko wykonany, flagowy odtwarzacz SACD DCD-A110 z limitowanej edycji jubileuszowej serii 110 Anniversary. Ten ekscytujący nowy model oferuje najlepsze odtwarzanie płyt CD i Super Audio CD, a także plików DSD (2.8 MHz/5.6 MHz) i plików audio o wysokiej rozdzielczości do 192 kHz/24 bit nagranych na nośnikach DVD-R/RW i DVD+ R/RW. Użytkownicy mogą również odtwarzać pliki muzyczne o częstotliwości próbkowania do 48 kHz nagrane na płytach CD-R/RW.
Wiodącą w branży wydajność odtwarzacza DCD-A110 przypisuje się opatentowanemu przez firmę Denon mechanizmowi Suppress Vibration Hybrid (S.V.H.), niezrównanemu przetwarzaniu dźwięku, najwyższej jakości komponentom i stabilnemu zasilaniu. Mechanizm S.V.H., stosowany w innych odtwarzaczach o wysokiej wydajności firmy Denon, cechuje się najkrótszymi możliwymi ścieżkami sygnału zaprojektowanymi w celu redukcji szumów oraz częściami wykonanymi z materiałów najwyższej jakości, takimi jak miedziany górny panel zastosowany w celu wzmocnienia sztywności, taca dysków z odlewanego aluminium i wsporniki mechanizmu ze stali o grubości 2 mm. Masywne, odporne na wibracje podzespoły przyczyniają się do wyjątkowej ogólnej odporności na wibracje, a nisko położony środek ciężkości mechanizmu dodatkowo pomaga tłumić wszelkie wibracje występujące wewnątrz odtwarzacza spowodowane obracaniem się dysku. Dzięki wyeliminowaniu niepożądanych wibracji, sygnały cyfrowe mogą być odczytywane z dysku z optymalną dokładnością, w stabilnych warunkach.
DCD-A110 wykorzystuje nowy przetwornik Quad DAC, konwertujący duże ilości danych pochodzących z nowego silnika przetwarzania Ultra AL32 z procesorem Intel Cyclone 10, oferującym do 32 krotności nadpróbkowania przychodzącego sygnału PCM w celu uzyskania najdokładniejszej reprodukcji dźwięku. Ta zaawansowana topologia czterech przetworników cyfrowo analogowych PCM1795 zapewnia doskonałą separację kanałów, bardzo niski poziom szumów i THD. Dodatkowo, DCD-A110 rezygnuje z tradycyjnych obwodów filtrów końcowych wzmacniacza operacyjnego na rzecz sekcji filtra ze starannie dobranymi, specjalnie dostrojonymi częściami audio wybranymi przez mistrzów dźwięku Denon, aby uzyskać wyjątkową jakość brzmienia. DCD-A110 został również wyposażony w dwa oscylatory zegarowe, po jednym dla każdej częstotliwości próbkowania (44.1 kHz i 48 kHz), które mogą się przełączać między częstotliwościami, aby całkowicie wyeliminować zjawisko jitter. Ten wysokiej jakości zegar jest punktem referencyjnym dla działania przetwornika Quad DAC i zapewnia, że cyfrowe obwody audio zawsze działają z maksymalnym potencjałem, niezależnie od formatu odtwarzanego źródła.
Ten odtwarzacz SACD z limitowanej serii posiada również w pełni niezależne zasilacze dla sekcji cyfrowych i analogowych w celu wyeliminowania potencjalnych zakłóceń i szumów. Zasilacz sekcji analogowej charakteryzuje się konstrukcją zoptymalizowaną pod kątem dźwięku z oryginalnym kondensatorem blokowym Denon o dużej pojemności (3300 µF), używanym do zasilania analogowych obwodów audio za przetwornikiem cyfrowo analogowym. Zasilacz DCD-A110 został zbudowany na bazie imponującego zestawu niestandardowych części, w tym tranzystorów bipolarnych o dużej mocy, obwodu regulatora napięcia, wysokiej jakości kondensatorów elektrolitycznych i kondensatorów z polisiarczku fenylenu. Te specjalnie zaprojektowane podzespoły zostały opracowane wspólnie z wybranymi producentami w ramach obszernego programu intensywnych testów odsłuchowych, aby zapewnić czyste, solidne i stabilne zasilanie, co skutkuje wyjątkowym poziomem dynamiki i ogólnej wydajności.
DL-A110 – wkładka gramofonowa MC (2 799 zł)
Nowa wkładka gramofonowa Denon DL-A110 to wysokiej jakości konstrukcja typu MC, ręcznie wytwarzana w fabryce Denon Audio Works w Shirakawa w Japonii, tak jak w latach 60., kiedy po raz pierwszy została zaprezentowana jako wkładka DL-103. Te jubileuszowe wkładki gramofonowe Denon reprezentują najdłużej produkowane produkty noszące znaczek Denon zachowujące oryginalną konstrukcję głowicy pierwotnie opracowanej dla potrzeb szerokopasmowych transmisji radiowych stereo FM.
Ważąc zaledwie 6 gramów, lekka głowica DL-A110 w kolorze Silver Graphite zapewnia bezpieczne trzymanie wkładki i idealnie dopasowanie, dostarczając zrównoważoną, szczegółową sygnaturę dźwiękową z rozszerzoną wydajnością niskich częstotliwości, idealną dla entuzjastów płyt winylowych LP. Wkładka DL-A110 została wyposażona w złącze bagnetowe, znane również jako interfejs ramienia SME.
Trzy komponenty z jubileuszowej edycji specjalnej 110 Anniversary będą dostępne w sprzedaży u autoryzowanych dealerów Denon w październiku 2020 roku, w tym AVC-A110, PMA-A110 i DCD-A110. Ostatni produkt, wkładka gramofonowa DL-A110, będzie dostępna od listopada 2020 roku. Więcej informacji na temat nowych produktów jubileuszowych można znaleźć na stronie https://www.denon.com/pl-pl .
Po wielce wpasowującym się w nasze gusta, podstawowym modelu N1A/2EX i nad wyraz bogatych peryferiach, przyszła pora na kolejny stopień zaawansowania i sięgnięcie po usytuowana oczko wyżej japońską bibliotekę cyfrową Melco N1Z/2EX-H60.
cdn. …
Wielokrotnie nagradzana gama produktowa Michi poszerza się o wzmacniacze zintegrowane
Michi wzbogaca swoje portfolio o wzmacniacze zintegrowane X3 i X5. Obydwa modele gwarantują charakterystyczną dla produktów Michi referencyjną jakość dźwięku i wykonania oraz wyjątkową wartość.
Rotel odniósł ogromny sukces reaktywując markę Michi i teraz wzbogaca jej obecną gamę produktową, którą tworzą przedwzmacniacz i końcówki mocy, o dwa wzmacniacze zintegrowane Michi X3 oraz Michi X5.
Michi z powodzeniem stworzył nową kategorię na rynku audio klasy high-end projektując referencyjne produkty – pod względem jakości dźwięku i wykonania oraz wzorniczej elegancji – które wyróżniają się wyjątkowym stosunkiem jakości do ceny. Modele szeroko znane jako przedwzmacniacz P5 i wzmacniacz stereofoniczny S5 zdobyły tytuł WZMACNIACZ PRE/POWER HIGH-END EISA 2020–2021.
Michi X3 i X5 opierają się na sprawdzonej, firmowej recepcie oferowania najlepszej w klasie inżynierii dźwięku poprzez gruntowną, krytyczną ocenę każdego elementu, każdego układu i całego toru sygnałowego w połączeniu z wewnętrznym rozwojem kluczowych technologii i komponentów.
Nowe wzmacniacze zintegrowane dzielą również unikatowe, nowoczesne wzornictwo i wykończenie niedawno wprowadzonych modeli P5, S5 i M8.
„Jesteśmy bardzo podekscytowani wprowadzeniem wzmacniaczy Michi X3 i X5”, powiedział Daren Orth, dyrektor ds. technologii w firmie Rotel. „X3 i X5 są naturalnym efektem bezprecedensowej pracy jaką wykonaliśmy na rzecz ponownej obecności marki Michi. Te zintegrowane wzmacniacze reprezentują to, co najlepsze w firmie Rotel i odzwierciedlają niemal sześć dekad inżynieryjnej doskonałości, z urządzeniami produkowanymi według najwyższych standardów jakości i oferujących niezrównaną wartość”.
Wzmacniacz zintegrowany X5 jest kompletnie wyposażoną konstrukcją obsługującą aż 14 wejść, wliczając analogowe, cyfrowe, XLR, PC-USB z dekodowaniem DSD 2x oraz renderowaniem MQA, wysokiej jakości strumieniowanie bezprzewodowe Bluetooth z aptX i AAC oraz przedwzmacniacz gramofonowy MM/MC. Za konwersję cyfrowo-analogową odpowiada przetwornik c/a AKM 768 kHz/32 bity, który zapewnia niesamowitą precyzję i synchronizację dźwięku.
X5 ściśle nawiązuje do architektury obecnych modeli Michi P5/S5 i podobnie jak one jest zasilany przy wykorzystaniu dwóch ponadwymiarowych transformatorów toroidalnych Rotela, pozwalających X5 dostarczać moc wyjściową 600 W przy 4 Ω i 350 W przy 8 Ω z niemal nieograniczoną, kontrolowaną energią basu.
Odizolowanie mocy dostarczanej do wszystkich czułych obwodów eliminuje niepożądany szum i zakłócenia, jeszcze bardziej udoskonalając sygnaturę audio.
Znajdujący się na przedniej ściance graficzny wyświetlacz zapewnia łatwy dostęp do wszystkich opcji konfiguracyjnych przy użyciu dołączonego specjalnie zaprojektowanego pilota zdalnego sterowania Michi. Wyświetlacz jest konfigurowalny i może informować o stanie pracy, bądź też prezentować 12-zakresowy korektor graficzny lub miernik mocy szczytowej. Porty RS232 i Ethernet umożliwiają prostą integrację z systemami automatyki.
Wzmacniacz zintegrowany X3 dostarcza niesamowite 350 W mocy przy 4 Ω i 200 W przy 8 Ω, którą uzyskuje dzięki niezwykle wydajnemu, ponadwymiarowemu transformatorowi toroidalnemu Rotela, zasilającemu niezależnie układy analogowe, cyfrowe i regulator napięcia wzmacniacza mocy, aby zapewnić optymalną izolację mocy.
Architektura X3 jest w pełni skoncentrowana na wysokiej wydajności, z wszystkimi obwodami zaprojektowanymi tak, aby optymalizowały tor sygnałowy do każdego z 13 wejść źródłowych, wliczając XLR, analogowe, cyfrowe, PC-USB, bezprzewodowe strumieniowanie Bluetooth aptX i przedwzmacniacz gramofonowy MM.
Wykorzystując topologię układu typu direct-path, X3 jeszcze bardziej izoluje czułe sygnały audio i przetwarzanie od wysokoprądowego stopnia wzmocnienia, obniżając w ten sposób poziom szumu i zapewniając ulepszone pole dźwiękowe.
Zastosowany w X3 ekran o wysokiej rozdzielczości umożliwia szybką konfigurację wszystkich funkcji i zapewnia dostęp do wielu opcji konfiguracyjnych wybieranych przez użytkownika i wyświetlanych w czasie pracy urządzenia. Porty RS232 i Ethernet pozwalają na integrację z wszystkimi popularnymi systemami sterowania.
Michi X3 będzie dostępny w połowie września br. w poglądowej cenie detalicznej 22 999 zł. Michi X5 trafi do sprzedaży w czwartym kwartale br., a jego cena wyniesie 31 999 zł.
Najnowsze komentarze