Monthly Archives: luty 2019


  1. Soundrebels.com
  2. >

artykuł opublikowany / article published in Polish

Z jednej strony to swoista powtórka z rozrywki a z drugiej bardzo ciekawe doświadczenie co daje dodatkowy zasilacz w przedwzmacniaczu gramofonowym. Krótko mówiąc do recenzowanego już na naszych łamach phonostage’a Gold Note PH-10 dołączył dedykowany zasilacz PSU-10 a żeby było ciekawiej tytułowa parka pojawiła się w naszej redakcji tym razem w wykwintnej, szampańsko-złotej wersji kolorystycznej.

cdn. …

  1. Soundrebels.com
  2. >

Opinia 1

Do niedawna miano najbardziej zakręconych pozycji w mojej płyto i pliko tece zajmowało dość osobliwe trio – będący swoistym koktajlem Mołotowa „Hallucination Engine” założonej przez Billa Laswella formacji Material, minimalistyczno noise’owy „Ignis” duetu Mika Vainio, Franck Vigroux i szwedzki awangardowo-metalowy „Pandora’s Piñata” Diablo Swing Orchestra. Dość eklektyczna mieszanka, nieprawdaż? Najwyższy jednak czas rozszerzyć powyższy, dość mało rozrywkowy tercet egzotyczny o przedstawicieli naszej rodzimej sceny muzycznej. Mowa o ukrywającym się pod nazwą Kids Of Cherno duecie Katarzyna Borek i Paweł Osicki. Tak, tak, o tej samej Katarzynie Borek, nad twórczością której mieliśmy już okazję pochylić się w ramach recenzji „Space In Between”, oraz „Tempus Fantasy”. O ile jednak wcześniejsze poczynania Artystki oscylowały wokół romantyczno – onirycznych klimatów okraszonych ambientową, bądź wręcz kosmiczną posypką, to tym razem wkraczamy w zdecydowanie bardziej skomplikowaną mozaikę dalekich od oczywistych dźwięków. Panie i Panowie oto album, który nie powinien pozostawić Was obojętnymi – „No Mercy No Pharmacy” Kids Of Cherno.

Dźwięk dość mocno zdewastowanej pozytywki w otwierającej album kompozycji „For Elise” budzi lekki niepokój przywodząc na myśl klimat rodem z C-klasowych horrorów, jednak trudno „No Mercy No Pharmacy” określić mianem mrocznego. To raczej swoisty muzyczny eksperyment, eksperyment z nie tyle powszechnie przyjętym pojęciem muzyki, co dźwiękami się na nią składającymi. Stąd też pewne analogie do wspomnianego na wstępie noise’owego „Ignis”, choć już parte gitary Michała Kusza w „Bach-Bach” mają niewątpliwie iście methenowską melodykę. Jeśli jednak spróbujemy się z takimi „normalnymi” motywami zbytnio związać, to bardzo szybko stracimy grunt pod nogami, gdyż wpleciona w „Bajan” midi melodyjka bodajże z Pac-Mana całkowicie ową normalność burzy. Świadomie nie używam sformułowania „zabawa” dźwiękiem, czy też muzyką i jej gatunkami, gdyż trudno ową formę artystycznego wyrazu zabawą nazwać, bowiem pomimo nieraz mało poważnego instrumentarium daleko jej do popularnego i obecnego w największych rozgłośniach mainstreamu, czy też dość przedmiotowej roli muzycznego tła. O nie, nie dość, że „No Mercy No Pharmacy” wymaga od słuchacza pełnego skupienia, to mile widziany jest również znaczny wysiłek intelektualny. Nie jest to bowiem repertuar, który jednym uchem wpada a drugim wypada i niejako bezrefleksyjnie go słyszymy. To nie jest element dźwiękowego otoczenia, jak ujadający za oknem pies, czy odgłos ubijanych na niedzielny obiad kotletów dwa piętra wyżej, które słyszymy a jednocześnie nie absorbujemy, nie przyswajamy, bo ich nie słuchamy. A ten album wymaga słuchania, wręcz wsłuchiwania się w mroczne zakamarki, mikro wybrzmienia, szumy, trzaski i oczywiście w ciszę, która ma tutaj kolosalne znaczenie. Stanowi bowiem spoiwo, swoisty mikrokosmos, w którym tworzone przez Katarzynę Borek i Pawła Osickiego dźwięki koegzystują ze sobą, tworząc na swój sposób nieco hermetyczny, ale jakże ciekawy świat.

Skoro tytułowy krążek wylądował w naszej redakcji, to znak, że i od strony realizatorskiej jest co najmniej poprawnie. W tym jednak przypadku szczerze przyznam, iż jakość dźwięku bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, gdyż biorąc pod uwagę wykorzystane instrumentarium i dość odległe od purystycznie audiofilskiego minimalizmu elektroniczne aranżacje, trudno było spodziewać czegoś więcej aniżeli OK. A tymczasem zarówno pod względem wieloplanowości, rozdzielczości, jak i lokalizacji źródeł pozornych „No Mercy No Pharmacy” wszystko było najwyższej próby. Co ważne nie została przekroczona cienka czerwona linia, za którą mamy tak wyżyłowaną detaliczność, że zamiast homogenicznej całości otrzymujemy zlepek zupełnie niezwiązanych ze sobą poszczególnych dźwięków. W dodatku nawet te, znaczy się dźwięki, stworzone na stanowiącym trzon, szkielet większości kompozycji Fenderze Rhodes mają swoją trójwymiarową definicję, namacalną bryłę i nie są li tylko cyfrowym wzorkiem na płaskiej niczym szkolna tablica planie. W dodatku owych panów jest wiele, więc spokojnie możemy mówić o właściwym „napowietrzeniu” sceny. Aby jednak tych wszystkich atrakcji doświadczyć należy … albo nieco zwiększyć głośność, albo sięgnąć po odpowiednio wyrafinowany tor słuchawkowy. Proszę mi uwierzyć, bez spełnienia powyższych warunków raczej nie będziecie mieli Państwo szans poznać pełnego potencjału zgromadzonych na tytułowym albumie niuansów i zamiast dać nura w otchłań „No Mercy No Pharmacy”, będziecie li tylko ślizgali się po jego powierzchni.

Marcin Olszewski

Opinia 2

Nie wiem, jak często zaglądacie do naszego działu dotyczącego opiniowania płyt, ale jeśli tak się dzieje, najpewniej wiecie, iż z twórczością jednego ze współtwórców przybliżanego dzisiaj albumu Kids of Cherno „No Mercy No Pharmacy” mieliśmy już przyjemność obcować. Owszem, wcześniejsze dwa projekty muzyczne również były oparte o muzyczną kooperację, ale zawsze miały wspólną cechę. Jaką? Zwyczajnie były wysokiej próby. O kim mowa? A jakże, o pianistce Katarzynie Borek, która tym razem postanowiła zaprosić, lub została zaproszona do współpracy (kolejność wydarzeń w zderzeniu z materiałem muzycznym nie ma znaczenia) przez znanego perkusistę Pawła Osickiego. Co z tego wynikło? Żeby podkręcić lekko atmosferę, w tym akapicie powiem jedynie, iż po kilkukrotnym zapoznaniu się z całością pomysłu na płytę, zanim przystąpiłem do kreślenia tekstu, sam w duchu kilkukrotnie zadawałem sobie to pytanie. Zaciekawieni? Zatem zapraszam do lektury moich spostrzeżeń.

Cóż, przed decyzją skreślenia kilku zdań o zawartej na tytułowej płycie muzyce, musiałem znaleźć na nią jakiś sposób, który w końcu podsunął mi Marcin. Teoretycznie wszystko było ok, ale przez cały czas czegoś mi brakowało. O co chodzi? Teoretycznie o nic szczególnego, ale okazało się, że gdy poprzedniego krążka Pani Katarzyny słuchałem z pełną kontemplacją przy stosunkowo niskim, dla mnie wręcz idealnym, poziomie głośności, to zapis nutowy tego materiału wymagał podkręcenia gałki wzmocnienia o kilka kroków wyżej. W innym wypadku nic szczególnego się nie dzieje. To znaczy, dzieje się, tylko nie oddaje zamierzeń pomysłodawców przybliżanego wydarzenia muzycznego. Propozycja wspomnianego we wstępniaku duetu jest typową muzą elektroniczną. Tak, lista wykorzystanych podczas powstawania płyty naturalnych instrumentów jest długa, ale żaden nie zagrał do końca utworu swoim realnym brzmieniem, tylko po kilku taktach zostaje zmodulowany. I nie ma znaczenia, czy to akordeon, perkusja, czy jakieś odgłosy zabawek, gdyż swoją partię przemyślanych zniekształceń zaliczyła nawet wokaliza. Ale, żeby było jasne. Wszystko od początku do końca jest bardzo spójne, tylko jak wspomniałem, aby zrozumieć zamierzenia twórców, wymaga odpowiedniego nastawienia. Jeśli przed słuchaniem na mające zabrzmieć w Waszych samotniach elektroniczne pasaże przyłożycie stosowny filtr, zapewniam, muzyka wciągnie Was w swój wir w stylu bardzo zbliżonym do poprzedniej, stojącym na przeciwnym biegunie w temacie przekazywanej energii produkcji Pani Katarzyny. A, że jest niezbędny, przekonujemy się już po naciśnięciu przycisku PLAY, czyli za sprawą zjawiskowo wkomponowanej z zacięciem zwizualizowania jej w eterze międzykolumnowym w specyfice 3D w pierwszym kawałku pozytywki. To znaczy? O nie, musicie przekonać się sami. A zapewniam, to jest dopiero przygrywka, gdyż im dalej w las, tym więcej drzew i autorzy chcąc czymś nas zaskoczyć, bawią się przestrowaniem dosłownie wszystkiego nie zapominając przy tym o ciekawej zabawie z fazą. Dlatego też potencjalnych wielbicieli wcześniejszych projektów Pani Kasi kolejny raz informuję, iż mamy do czynienia z typowym projektem tworzonym przy pomocy komputerów. Fortepianu ani widu, ani słychu, ale taki był zamiar. Ktoś kręci nosem? Owszem, zawsze można, ale prawdziwi fani bez względu na wszystko powinni zmierzyć się z każdym pomysłem lubianego artysty. Tym bardziej, że w tym wypadku w wizji na stworzenie czegoś innego niż dotychczas przewijającą się przez cały tekst artystkę wspiera znany z pracy z takimi zespołami jak: Pogodno, YeShe perkusista Paweł Osicki. Ja mogę powiedzieć jedno. Mimo, iż według mnie to całkowity skok w bok pani Kasi, z wielką chęcią zapoznałem się z jej dalekim tematycznie od poprzednich projektów pomysłem na płytę i z czystym sumieniem każdemu polecam.

Jacek Pazio

  1. Soundrebels.com
  2. >

artykuł opublikowany / article published in Polish

Podczas monachijskiego High Endu w 2017 r. Denis Bonotto z Nordosta zaprezentował działanie akcesoriów uziemienia QKore. System w jakim niepozorne, srebrne pudełka się pojawiły składał się z elektroniki Moona i kolumn Audio Physica a więc, jak na tamtejsze warunki był dość skromny. Za to nad wyraz pozytywne zmiany zaobserwowane podczas tamtejszej prezentacji na tyle mocno zapadły nam w pamięć,  że gdy tylko dowiedzieliśmy, że iż dystrybutor marki – Audio Center Poland był łaskaw sprowadzić najwyższy model kondycjonera uziemienia QKORE  6, czym prędzej zaaranżowaliśmy jego (QKORE, nie ACP) występy w naszych skromnych progach.

cdn. …

  1. Soundrebels.com
  2. >

Firma Encore Seven, producent wzmacniaczy lampowych EGG-SHELL, oficjalnie umieściła w swojej ofercie nowości zaprezentowane podczas Audio Video Show w listopadzie 2018. Z trzech zaprezentowanych podczas pokazów modeli, dwa można ostatecznie znaleźć na stronie internetowej tego polskiego producenta.

EGG-SHELL TanQ
To flagowy wzmacniacz zintegrowany rozpoczynający nową serię o nazwie TanQ. Na razie jest jedynym przedstawicielem linii i nie został opatrzony żadnym dodatkowym symbolem. Zgodnie z zapowiedziami z lata zeszłego roku, wizualnie miał to być wzmacniacz atrakcyjny i wygląda na to, że producent dotrzymał słowa i udało mu się ponownie stworzyć urządzenie audio po prostu ładne, a na pewno przyciągające uwagę swoim wzornictwem i wykonaniem. Według zapewnień producenta, także walory brzmieniowe są na wysokim poziomie, pozycjonując produkt najwyżej w ofercie.

Wzmacniacz wykonany jest w topologii Single-Ended, reprezentuje klasę A, posiada moc 20W na kanał. W stopniu mocy zastosowano dwie równolegle połączone lampy KT88. Firma proponuje dwa komplety lamp do wyboru – KT88 Genalex Gold Lion lub najbardziej wymagający mogą zdecydować się na kwadrę ręcznie produkowanych w Czechach lamp KR Audio, uznawanych obecnie za jedne z najlepszych w świecie audio.
Obudowa wykonana jest ze stali nierdzewnej i z aluminium. Posiada pływającą płytę nośną z transformatorami, oddzielającą je i ich drgania od elektroniki i lamp. Lampy mocy wyeksponowane są na zewnątrz charakterystycznie pod kątem w układzie V, a lampy przedwzmacniacza schowane za szybą. Producent na razie nie przewidział wyposażać wzmacniacz w pilota Apple TV, a zamiast niego, standardowo każdy TanQ sprzedawany jest z żyroskopowym pilotem sferycznym RCX. Stabilność wzmacniaczowi zapewniają trzy stopki z polerowanej stali z gumowymi zakończeniami, stanowiącymi dodatkowy element antywibracyjny i antypoślizgowy. Wysokie stopki, znane z pozostałych serii wzmacniaczy, poprawiają chłodzenie, które dodatkowo jest wspomagane mechanicznie, dzięki zamontowanemu w dolnej płycie cichemu wentylatorowi Noctua 11,9 dB / 800 obr. Numer aktywnego wejścia analogowe audio jest wyświetlany za pomocą lampy Nixie. Wzmacniacz objęty jest 3-letnią gwarancją.
Cena w Polsce to 17.900 zł.

EGG-SHELL Classic PS5.1
Drugą nową pozycją w ofercie bielskiego producenta jest przedwzmacniacz gramofonowy wprowadzony do serii Classic. Przypomnijmy, że seria Classic, jest serią korespondującą z Prestige pod względem konstrukcji audio, lecz o uproszczonej klasycznej obudowie zachowującej niektóre cechy charakterystyczne dla firmy, takie jak układ V lamp mocy. W przypadku phono stage mamy więc do czynienia z urządzeniem odpowiadającym modelowi Prestige PS5.1. Tak więc obecnie preamp stanowi uzupełnienie w serii Classic dla dwóch wzmacniaczy zintegrowanych o symbolach 9.2 i 15.1. Dzięki temu miłośnicy płyt winylowych mogą skompletować wizualnie dopasowany zestaw wzmacniaczy lampowych Classic.

Przedwzmacniacz przeznaczony jest do gramofonów z wkładkami MM (korekcja RIAA). Urządzenie zostało wyposażone w zaskakująco zaprojektowaną i przemyślaną osłonę na lampy, opracowaną w taki sposób, jakiego nie spotyka się u konkurencji. Okazuje się, że tak prosty i oczywisty element, jakim jest osłona lamp, można opracować w sposób innowacyjny. Pierwsza funkcja jest oczywista – to zabezpieczenie przed przypadkowym dotknięciem nagrzanych lamp. Druga, to zapobieganie drganiom (mikrofonowaniem) lamp. Osłona spoczywa na lampach na gumowych przelotach, dając stabilny chwyt u czubka lamp. Osłona charakteryzuje się bardzo łatwym montażem i demontażem na magnesach.
Cena przedwzmacniacza wynosi 4.300 zł.

  1. Soundrebels.com
  2. >

artykuł opublikowany / article published in Polish

Ponieważ ostatnio jakoś pomijaliśmy temat dystrybucji życiodajnego dla naszych urządzeń prądu, wraz z nastaniem lutego postanowiliśmy nieco nadrobić zaległości i pozyskaliśmy na testy wielce urodziwą listwę zasilającą Cardas Nautilus Power Strip.

cdn. …

  1. Soundrebels.com
  2. >

Link do zapowiedzi: Shelf Block

Opinia 1

Może nie jest to prawda absolutna, ale mniemam, iż w swym audiofilskim życiu nie raz zderzyliście się z opinią, że producent udanych komponentów audio z reguły ma problemy z wpisaniem do swojego konstrukcyjnego portfolio dorównujących im zespołów głośnikowych. Owszem, jakiś dźwięk zawsze będą generować, ale często fonia mocno odstaje od walorów sonicznych elektroniki. Ja przyznam szczerze, nie dość, że takie twierdzenia słyszałem, to jeszcze kilkukrotnie udało mi się tę teorię potwierdzić w realnym zderzeniu. Ale spokojnie, nie będę niczego wyciągał na światło dzienne, gdyż celem tego tekstu nie jest pokazywanie palcem, kto popełnił tak zwanego „zonka”. Zatem co jest motywem naszego dzisiejszego spotkania? Dobrym stwierdzeniem tego mitingu muzycznego będzie słowo „sprawdzam”. Czyli nie mniej nie więcej chodzi o nauszną konfrontację, czy wygłoszona w pierwszym zdaniu stereotypowa, bo zrodzona w kuluarach wielu spotkań miłośników muzyki, reguła może pochwalić się potwierdzającym jej byt wyjątkiem. W przeciwnym razie cały wywód można potłuc o przysłowiowy kant czterech liter. Kto staje w szranki? Miło mi poinformować, że będziemy przyglądać się pochodzącej z Czech marce Block Audio, która po fantastycznie odebranym przez nas zestawie pre-power Block Audio Line & Power Block + Mono Bloks postanowiła spróbować swych sił w zauroczeniu naszych dusz swoimi kolumnami głośnikowymi. Łatwo nie będzie, gdyż idąc za twierdzeniem z pierwszego zdania tego akapitu sukces w tej materii staje się pewnego rodzaju utopią, jednak zanim postawicie na naszych południowych sąsiadach przysłowiowy krzyżyk, przeczytajcie moje obserwacje na temat kolumn podstawkowych Block Shelf, o których pojawienie się w naszej redakcji z małą pomocą z mojej strony zadbał sam producent.

Tytułowe Czeszki są konstrukcjami podstawkowymi. To zaś już na starcie w wielu przypadkach rodzi problemy natury usadowienia ich na spełniających założenia nie tylko dobrej stabilizacji na podłożu, ale również walki z generowanymi przez nie szkodliwymi wibracjami stendach. I tutaj mam fantastyczną wiadomość. Otóż producent zadbał o potencjalnego klienta i zadecydował, by w standardzie zakupowym znalazły się firmowe, czyli spełniające wszelkie oczekiwania soniczne podstawki. Na serii zdjęć w mojej samotni ich nie zlokalizujecie, gdyż najnormalniej w świecie nie zmieściły się do samochodu po zakończonej jesiennej wystawie AVS. Ale zapewniam, stanowią firmowy komplet. Kontynuując temat opisu kolumn ważną informacją wydaje się być ich waga. Te z wyglądu niewielkie skrzynki w realnym zderzeniu logistycznym za sprawą aluminiowego frontu i większości połaci pleców okazują się być bardzo ciężkimi. W poszukiwaniu spełniającej założenia wygenerowania odpowiedniej basu objętości obudowy, przy niewielkich rozmiarach przedniej ścianki są stosunkowo głębokie. Ich design nie oferuje kolorystycznej ekstrawagancji rodem z taborów cygańskich, gdyż w całej rozciągłości obcujemy z czernią. Jedynym wizualnym smaczkiem jest jej faktura, czyli drapane aluminium awersu z rewersem i fortepianowego połysku reszty płaszczyzn. Analiza aplikacji przetworników, a w szczególności wysokotonówki, jednoznacznie sygnalizuje, że przy wyśmienitych umiejętnościach budowania wirtualnego świata przez konstrukcje podstawkowe lekkie utubowienie jej, ten ważny dla odbioru muzyki aspekt został dodatkowo podkręcony. Kreśląc kilka zdań na temat tylnego panelu przyłączeniowego spieszę donieść, iż wyposażono go w zlokalizowane w dolnej części w pojedyncze terminale i tuż nad nimi sporej średnicy port bass-refleks. Całości poważnego podejścia producenta do klienta dopełnia chroniący kolumny podczas logistyki, odporny na wszelkie przeciwności losu, rodem z muzycznego rynku pro case transportowy.

Gdy bohaterki tego testowego happeningu zdążyły się zaaklimatyzować, pierwszą bardzo pozytywnie odebraną obserwacją był ich sznyt grania. Do moich uszu dobiegało bardzo soczyste, a przez to fantastycznie homogeniczne brzmienie. Co więcej. Przy takim postawieniu sprawy mogłoby się wydawać, że skutkiem promowania gęstości generowanej muzyki będzie zbyt obfity, popadający w monotonię bas. Tymczasem okazało się, iż owszem, kolumny spełniały nawet najbardziej wyśrubowane zapotrzebowania muzyczne z elektroniką włącznie w jego prezentacji, ale nigdy nie popadały w nieczytelną magmę. Przez cały czas z pełną wirtuozerią oddania odcieni dbały o odpowiednią masę nisko schodzących instrumentów i sejsmicznych pomruków. Niemożliwe? Zapewniam, że możliwe, tylko w przypadku tego testu przy uwzględnieniu kubatury mojego pomieszczenia. Czyli mówiąc wprost, ściany bezkompromisowego dźwięku nie były w stanie wytworzyć, ale mało komu z bywających u mnie konkurentów w tym aspekcie udawało się do Czeszek zbliżyć. Ok. Środek wyśmienity, bas jak na takie niepozorne konstrukcje bardzo dobry, A góra? A jakże. Przecież nie na darmo wspomniałem w akapicie o aparycji o zagłębieniu kopułki w delikatnej niecce. Wiadomym jest, że monitory są mistrzami w budowaniu realiów wirtualnego świata. Jednak konstruktorzy SHELF-ów poszli dalej i z pozoru prostym mykiem znacznie podnieśli porzeczkę witalności i rozmachu przekazu. Na szczęście bez przerysowania, czyli szkodliwego powiększania scenicznych bytów, ale wyraźnie odczuwalnie, co przez cały okres zabawy w opiniowanie wywoływało na mojej twarzy niezobowiązujący uśmiech. Jakieś przykłady muzyczne? Jeśli miałbym określić, co było ewidentną wodą na młyn czeskiej myśli technicznej, ze stoickim spokojem mogę wymienić wszelkie odmiany jazzu i muzyki dawnej. Te gatunki stawiają na duchową interakcję z użytkownikiem, co wypisane powyżej zalety kolumn bez najmniejszych problemów wdrażały w życie. Czy to wyczyny tria Bobo Stensona, cała twórczość rodzimego skrzypka Adama Bałdycha, czy jakakolwiek muza spod znaku Claudio Monteverdiego, nasycony w najbardziej bliskim nam pasmie zwanym średnicą, wespół ze zjawiskowym napowietrzeniem międzykolumnowych wydarzeń przekaz, swoją umiejętnością czarowania natychmiast bezwiednie wciągał mnie w wykreowany świat. To było na tyle brzemienne w skutkach, ze kilka krążków np. Adam Bałdych „Brothers”, co rzadko mi się zdarza, posłuchałem co najmniej dwa razy. I o dziwo nie z racji świetnego pokolorowania świata (to również bardzo lubię), tylko z racji jego świetnego wybrzmiewania. I nie było znaczenia, czy słucham realizacji studyjnej (jazz), czy nagranej w budowlach sakralnych, najważniejsza była witalność zapisanych na srebrnych krążkach nut. Ok. A do czego bym się przyczepił? Powiem tak. Słowo „przyczepił” z pewnością nie jest adekwatne do moich obserwacji, gdyż należy mierzyć siły na zamiary. Ale pewne uśrednianie najniższych składowych zaliczyłem przy głośnym słuchaniu muzyki elektronicznej. Nawet wydawałoby się ciężki do zagrania rock, jeśli był dobrze zrealizowany, w tym aspekcie potrafił mnie pozytywnie zaskoczyć. Niestety. Małe kolumny plus próba oddania sztucznie generowanych trzęsień ziemi pokazały, że czasem rozmiar ma znaczenie. Ale zaznaczam, to był tendencyjny wybór repertuaru. Przecież nikt o zdrowych zmysłach nie postawi kolumn podstawkowych w wielkim pokoju i nie każe im burzyć ścian. Ale żeby oddać Czeszkom honor, bez naciągania faktów dodam. Wystarczyło tych płyt posłuchać ze średnią głośnością, by świat nabierał rumieńców.

Czy tytułowe konstrukcje są dla wszystkich? Z pewnością nie. Ale nie dlatego, że nie spełniają założeń przynależności do rodziny High Endu, tylko w pierwszej kolejności swoimi rozmiarami determinują docelowe pomieszczenie, a w drugiej, przy zdrowym rozsądku, znacznie mniej istotny słuchany repertuar. Naturalnie jestem w stanie wyobrazić sobie również osobnika, który po odsłuchu kolumn Shelf Block marki Block Audio pozwoli sobie pokręcić nosem. Jednak w moim odczuciu tylko w przypadku, gdy w pogoni za neutralnością ów przedstawiciel gatunku homo sapiens będzie szukać w dźwięku latających żyletek lub docelowy system będzie zdradzał cechy pozbawionej rozdzielczości nadwagi. W każdym innym przypadku czeska propozycja zespołów głośnikowych powinna wyjść z tarczą. Zatem pytanie brzmi: „Słuchacie muzyki, czy sprawdzacie wytrzymałość swoich narządów słuchu?”. Jeśli zaliczacie się do pierwszej grupy, temat wizyty kolumn Shelf Block podczas ewentualnych zmian w systemie powinien być pierwszym na liście.

Jacek Pazio

Opinia 2

Doskonale zdaję sobie sprawę, że cała ta sytuacja dla osoby postronnej może wydawać się co najmniej dziwna, lecz nic nie poradzę na fakt, iż rodzime Audio Video Show jest taką kopalnią inspiracji i dostarczycielem (oczywiście pośrednio) dóbr wszelakich, że na upartego spokojnie można byłoby bazując li tylko na prezentowanych tamże specjałach mieć co robić i o czym pisać przez cały rok. Z jednej strony to szalenie kuszący pomysł, żeby egzystować w rocznych interwałach i ustalać plany wydawnicze od listopada do listopada, lecz z drugiej automatycznie dokonujemy samoistnego wykluczenia zarówno pojawiających się w tzw. międzyczasie nowości, jak i upolowanych np. podczas monachijskiego High Endu premier. Skoro jednak do maja zostało nam jeszcze trochę czasu, to chyba nic złego się nie stanie, gdy z wrodzonym pragmatyzmem kontynuować będziemy opisy pozyskanych podczas stołecznej wystawy urządzeń. Do powyższego grona możemy oczywiście zaliczyć dzisiejszych bohaterów, czyli czeskie kolumny Block Audio Shelf, za których powstanie odpowiedzialna jest, jak z resztą sama nazwa wskazuje, mająca swoją siedzibę w Olomoucu, manufaktura BLOCKAUDIO s.r.o.

Z wyrobami Block Audio na naszych łamach spotykamy się jednak nie po raz pierwszy, gdyż oprócz corocznej obecności w Monachium czeska ekipa była tak miła, że późną jesienią 2016 osobiście dostarczyła nam nad wyraz imponujący zestaw wzmacniający Line & Power Block + Mono Blocks, który de facto bardzo mocno przewartościował nasze wyobrażenie o tym, co tak naprawdę dzieje się za naszą południową granicą. To był tzw. szok poznawczy i to w najczystszej, audiofilskiej postaci. Perfekcyjne wykonanie, autorskie rozwiązania i dźwięk, który z pewnością mógłby wywołać ciężkie stany lękowe wśród zdecydowanie bardziej utytułowanej konkurencji, gdyby tylko miała ona świadomość istnienia Blocka. Zrozumiałym jest zatem fakt, że gdy dosłownie moment po zakończeniu AVS otrzymaliśmy zapytanie, czy przypadkiem nie chcielibyśmy co nieco uszczknąć z opuszczającego Warszawę zestawu, czym prędzej zaopiekowaliśmy się blisko 80 kg kufrem, w którym spoczywała para Shelf-ów. I tutaj od razu uwaga natury praktycznej. Otóż z racji niewątpliwej spontaniczności całej akcji i dość ograniczonej przestrzeni ładunkowej niestety nie udało nam się zapakować dedykowanych, widocznych na powyższych zdjęciach, standów – Stand Blocków, które standardowo znajdują się w komplecie.

Shelf-y, choć optycznie niewielkie wykonane są z dbałością i rozmachem (materiałowym) adekwatnym do siostrzanej elektroniki. Ich fronty wykonano bowiem z aluminiowych bloków o grubości 40 mm, masywne, również aluminiowe szyldy zajmują praktycznie całą powierzchnię pleców, a korpusy oparto na wielowarstwowym sandwichu na bazie … betonu, pokrytym kruczoczarnym lakierem fortepianowym. Oba wykorzystane przetworniki pochodzą od Morela i zgodnie z wytycznymi Blocka są dość znacznie modyfikowane. Górę obsługuje osadzona w płytkiej tubce 28 mm miękka kopułka a średnicę i bas topowa 160 mm jednostka o sztywnej carbonowo-rohacellowej membranie. Wewnętrzne okablowanie wykonano przewodami solid core w izolacji teflonowej, a w zwrotnicach zastosowano kondensatory i cewki powietrzne Jantzen Audio. Nie mniej atrakcyjnie prezentują się pojedyncze, nad wyraz biżuteryjne terminale Furutech, nad którymi ulokowano sporej średnicy wyloty kanałów bas-reflex.

Przystępując do krytycznych odsłuchów mieliśmy nieco ułatwioną sprawę, gdyż po pierwsze mieliśmy pewność, iż znajdująca się w naszym chwilowym posiadaniu parka została poddana gruntownemu wygrzaniu – na AVS nie mogła liczyć nawet na chwilę wytchnienia a i już w fabryce starano się o odpowiednio imponujący ich przebieg. Z drugiej jednak strony ich brzmienie mogliśmy jedynie poznać z dedykowaną im elektroniką, a to już rodziło pewne obawy. Jakie?
Cóż, nie jest bynajmniej tajemnicą poliszynela fakt, że jednym z bardziej popularnych sposobów osiągnięcia względnej równowagi tonalnej o równie satysfakcjonujących walorach sonicznych jest tzw. „leczenie dżumy cholerą”, czyli dobieranie analitycznych kolumn do „gęstej” elektroniki, bądź na odwrót i temu podobne praktyki. Skoro zatem czeska elektronika wypadła u nas potężnie, rozdzielczo a zarazem muzykalnie, to po dzisiejszych bohaterkach zgodnie z przedstawioną logiką owych cech spodziewać raczej nie powinniśmy. A tymczasem … one były i to w stopniu jasno dającym do zrozumienia, że nie jest to przypadek, lecz świadomie, z niezwykłą pieczołowitością wypracowana własna szkoła estetyki grania.
Otrzymaliśmy zatem zaskakująco, jak na tak kompaktowe konstrukcje, obszerny i nie boję się użyć tego słowa, potężny a momentami wręcz spektakularny dźwięk, przywodzący na myśl całkiem sporych rozmiarów podłogówki, aniżeli li tylko podstawkowe monitory. Coś Państwu te obserwacje przypominają? Tak, tak, dobrze kombinujecie – podobny pomysł na granie miały daleko nie szukając podłogowe, acz filigranowe YG Acoustics Carmel 2. Ot kwintesencja dojrzałej muzykalności podlana wyśmienitym miodem i podobną działką jakiejś jedwabistej whisky (pełnoletnim Singletonem, albo jeszcze lepiej Obanem). Siadamy, włączamy ulubiona muzykę i „dzieje się magia”.
Jednak zamiast utrzymanego w takimż „deserowym” klimacie repertuaru w stylu „Love Scenes” Diany Krall postawiłem również na płeć piękna, lecz w nieco bardzo zadziornej formie, czyli „Vicious” Halestorm. Hard rockowa, post grunge’owa, mocno zadziorna warstwa instrumentalna plus mocny, ekspresyjny a zarazem nieco matowy wokal Lzzy Hale to nie jest mainstream krainy łagodności, lecz dość problematyczny dla wymuskanych audiofilskich zestawów wsad merytoryczny. Zbytnie uładzenie zabija bowiem motorykę i klimat, zaś przesadna analityczność odziera go z ludzkiego pierwiastka, serwując prosektoryjną antyseptyczność i w rezultacie migrenę. A tymczasem Shelf-om udało się znaleźć złoty środek delikatnie dosaturowując średnicę, z równym wyczuciem obniżając środek ciężkości, nadać całości odpowiedniego wypełnienia a przyprószając górę ciepłymi promieniami zachodzącego słońca, zapewnić jej ekspresyjność, przy jednoczesnym wzroście wyrafinowania. Może i było to oczywiste odstępstwo od ortodoksyjnej neutralności, ale proszę mi wybaczyć – jestem już w takim wieku, iż zdecydowanie wyżej cenię homogeniczną muzykalność aniżeli wspomnianą prosektoryjną analityczność i laboratoryjną jałowość. Po prostu muzyka to koherentna całość a nie zbitek nie wiadomo jakiego ogromu pojedynczych, odseparowanych od siebie, dźwięków i właśnie tę koherencję monitory Blocka wynoszą na piedestał. Nie chodzi jednak o to, iż otrzymujemy nieprzeniknioną, smolisto czarną i opalizującą kiślopodobną substancję w głąb której wgląd jest praktycznie niemożliwy, a im dłużej się w nią wpatrujemy, tym wyraźniej widzimy własne odbicie. O nie, tutaj zagłębienie się w poszczególne plany muzyczne jest równie naturalne jak schodzenie podczas nurkowania na rafach w okolicach Marsa Alam. Będąc tuż pod powierzchnią obejmujemy wzrokiem całość i jest pięknie, jednak im niżej schodzimy, tym więcej odkrywamy zachwycających detali, których „z góry” zobaczyć nie sposób. Aby tego doświadczyć oczywistym jest, iż najlepiej sięgnąć po symfonikę w stylu wgniatających w fotel „Rhapsodies” Leopolda Stokowskiego, lecz jeśli ktoś z Państwa jeszcze nie czuje się na tym gruncie zbyt pewnie polecam „An Acoustic Night At The Theatre” Within Temptation, gdzie coś na kształt orkiestry (Red Limo String Quartet / Metropole Orchestra), jest cały czas obecne, lecz już klimat bliższy jest rockowemu. W obu przypadkach mamy zatem swobodę wyboru, czy skupiamy się na całości jako takiej, czy też w dowolnie wybranym przez siebie momencie dajemy nura w głębinę i spędzamy tam czas do końca powietrza w butlach, czyli do ostatniego dźwięku zapisanego na płycie.
A niejako na zakończenie jeszcze krótkie info na temat przypisywanej większości monitorów atawistycznej cechy zanikania ze sceny. Otóż w przypadku Blocków owa zdolność jest, lecz zamiast nią epatować czeskie kolumienki po prostu dyskretnie i niepostrzeżenie po prostu się dematerializują, by pojawić się tylko po to, by łaskawie pozwolić ich nabywcy zetrzeć nagromadzony na nich kurz.

Block Audio Shelf z pozoru mogą wydawać się typowym skokiem na kasę, czyli nieco wymuszonym uzupełnieniem posiadanej przez Block Audio w portfolio elektroniki. Ot taki butikowy dodatek natury prewencyjnej, by szukający kompletnego rozwiązania potencjalny Klient nie poszedł do konkurencji. Wystarczy jednak wpiąć je w odpowiedniej klasy, jak widać niekoniecznie Blocka, system a okaże się, że powyższe przypuszczenia należy uznać za nikczemne pomówienia i kalumnie, gdyż mamy do czynienia z pełnokrwistym High Endem oferującym fenomenalną muzykalność okraszoną referencyjną wręcz rozdzielczością i podlaną dynamiką, oraz wolumenem mogącymi wprawić w zazdrość niejedną podłogową konkurencję. Warto jednak pamiętać o prawach fizyki i jeśli tylko jest ku temu sposobność nie zmuszać Shelf-ów do pracy w większych aniżeli 25 m pokojach. W końcu to „tylko” niewielkie podstawkowe monitory.

Marcin Olszewski

System wykorzystywany w teście:
– źródło: transport CEC TL 0 3.0, przetwornik D/A Reimyo DAP – 999 EX Limited TOKU
– przedwzmacniacz liniowy: Robert Koda Takumi K-15
– końcówka mocy: Reimyo KAP – 777
Kolumny: Trenner & Friedl “ISIS”
Kable głośnikowe: Tellurium Q Silver Diamond, Statement
IC RCA: Hijri „Million”
XLR: Tellurium Q Silver Diamond
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, Furutech NanoFlux NCF Furutech DPS-4 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
wkładka: MIYAJIMA MADAKE
przedwzmacniacz gramofonowy: RCM THERIAA

Producent: BLOCKAUDIO s.r.o.
Cena: 15 000€ (w kpl. ze standami)

Dane techniczne:
Konstrukcja: 2-drożna, Bass-reflex, wentylowana do tyłu
Moc znamionowa: 150 W
Skuteczność: 87 dB (2.83 V / 1 m)
Impedancja: 6 Ω
Zastosowane przetworniki: 160 mm (6″) nisko-średniotonowy, 28 mm (1 ⅛”) kopułka wysokotonowa
Terminale głośnikowe: pojedyncze, Furutech
Wymiary (S x W x G): 216 × 340 × 400 mm
Waga: 29 kg (szt), ~80 kg (kpl. w opakowaniu)