Monthly Archives: kwiecień 2026


  1. Soundrebels.com
  2. >

artykuł opublikowany / article published in Polish
artykuł opublikowany w wersji anglojęzycznej / article published in English

Fezz Audio Mira Ceti Mk2 udowadnia, że zasmakowanie w „magii 300B” nie zawsze wiąże się z bolesnym drenażem portfela.

Cdn. …

  1. Soundrebels.com
  2. >

Najnowsza wkładka Dynavector ASKA została zaprojektowana tak, aby łatwo integrować się z wieloma nowoczesnymi systemami analogowymi, pozwalając słuchaczom doświadczyć klarowności i naturalnej, przestrzennej prezentacji, z której słyną wkładki z ruchomą cewką. Model o wysokim poziomie wyjściowym (2,8 mV) można podłączyć bezpośrednio do większości wejść gramofonowych MM, co pozwala wielu słuchaczom doświadczyć brzmienia wkładek z ruchomą cewką bez konieczności zmiany istniejącej konfiguracji. Dzięki standardowej wadze 5,8 g i kompatybilności z wieloma nowoczesnymi ramionami, ASKA dobrze współpracuje z szeroką gamą gramofonów. Gwintowana konstrukcja mocowania ułatwia instalację.

• Specjalnie wyżarzany obwód magnetyczny
Obwód magnetyczny, stanowiący rdzeń wkładki MC, wykorzystuje czyste żelazo o stabilnych właściwościach magnetycznych i minimalnych zniekształceniach. Co więcej, dzięki specjalnemu wyżarzaniu, które koncentruje się na optymalizacji procesu wyżarzania magnetycznego, obejmującemu temperaturę wyżarzania, środowisko, czas nagrzewania oraz szybkość nagrzewania/chłodzenia, udało nam się uzyskać rozległy dźwięk bez zniekształceń i bardzo dobrą rozdzielczość.

• Eliptyczna Igła zapewniająca bardzo dobre odwzorowanie w pełnym paśmie częstotliwości
Aby sprostać wymaganiom dzisiejszych analogowych systemów odtwarzania, wkładka ASKA została wyposażona w igłę o eliptycznym kształcie zapewniającą bardzo dobre odwzorowanie w całym zakresie pasma. Wspornik wykonany jest z lekkiej, sztywnej aluminiowej rurki.

• Magnes neodymowy i zmiękczone pole magnetyczne
W tej serii zastosowano opatentowaną technologię „Softened Magnet”, która redukuje zniekształcenia. Wykorzystując potężną siłę magnetyczną magnesów neodymowych, wkładka gramofonowa zapewnia czysty, dobrze odseparowany dźwięk.

Wkładka dostępna jest w dwóch wersjach ASKA L niskopoziomowa oraz ASKA H wysokopoziomowa. Cena obu wersji 1 890zł. Dystrybucja RCM

  1. Soundrebels.com
  2. >

Etsuro Gin-nezu (srebrnoszary) to najnowszy model i czwarty w serii Etsuro.

Pozycjonowany jako najbardziej przystępny model w ofercie, w pełni dziedziczy filozofię projektowania i staranne wykonanie Etsuro, dostarczając muzyczny spektakl, który z łatwością przekracza oczekiwania w swojej klasie.

Przybliża prawdziwy dźwięk high-end. Design i charakterystyczny kolor „Gin-nezu” (srebrnoszary) to jeden z tradycyjnych japońskich kolorów. Jego spokojny szary odcień jest wzmocniony subtelnym srebrnym połyskiem. Kolor ten symbolizuje dźwiękowy charakter modelu — to nie tylko wykończenie zewnętrzne, ale także odzwierciedla filozofię projektowania i muzyczną ekspresję produktu.
W sercu generatora zastosowano wysokowydajny magnes samarowo-kobaltowy, stosowany w całej serii Etsuro. Ten magnes ziem rzadkich charakteryzuje się wyjątkowo wysoką gęstością energii magnetycznej i doskonałą stabilnością długoterminową, a także wysoką odpornością na degradację magnetyczną spowodowaną wahaniami temperatury lub starzeniem.

Dzięki wykorzystaniu wysokiej gęstości strumienia magnetycznego, szeregowo-wspólny układ magnetyczny pozwala na uzyskanie kompaktowej, a jednocześnie wysoce wydajnej struktury generatora. Po raz pierwszy w serii zastosowano wspornik borowy, zapewniający szybkość i rozdzielczość, jakie oferuje materiał o wysokiej sztywności.
W rezultacie wkładka zapewnia ekspresyjne brzmienie, łączące moc i delikatność. Naturalnie zapewnia szybką reakcję transjentów, precyzyjną reprodukcję subtelnych sygnałów o niskim poziomie oraz głębię i bogactwo muzycznych faktur.

Cena 9 950zł. Dystrybucja RCM

  1. Soundrebels.com
  2. >

Wkładek Koetsu nie trzeba nikomu przedstawiać. Jest to jedna z najstarszych i bardzo szanowanych manufaktur produkująca wkładki.

Firma, nazwana na cześć japońskiego artysty Honami Koetsu, została założona przez Yoshiakiego Sugano. Sugano-san był prawdziwym człowiekiem renesansu. Jego miłość do zachodniej muzyki klasycznej zaprowadziła go od udoskonalania popularnych wkładek gramofonowych do produkcji najbardziej kultowych wkładek na świecie.
Dziedzictwo Sugano-Sana kontynuował jego syn Fumihiko, który został mistrzem w produkcji wkładek gramofonowych u ojca. Każdy wkład Koetsu był ręcznie robiony w Japonii i z natury rzeczy dostępność była ograniczona.

Po zakończeniu produkcji w 2021 roku, marka Koetsu została reaktywowana w 2025 roku przez Arturo A. Manzano z Analog2Fidelity, który zebrał pierwotny zespół mistrzów rzemiosła i zaufanych dostawców. Znane z bogactwa brzmienia i piękna wizualnego, wkładki Koetsu są nadal ręcznie robione w Japonii i cieszą się uznaniem audiofilów na całym świecie. Od Signature Rosewood po Urushi Vermillion, każdy model ucieleśnia dziedzictwo precyzji, pasji i kunsztu, które definiuje niepowtarzalne brzmienie Koetsu.

Wkładki Koetsu są dostępne w pełnej ofercie. Dystrybucja RCM. Ceny od 28 000

  1. Soundrebels.com
  2. >

Link do zapowiedzi: Aardvark Isolator Classic & Ultra

Opinia 1

Zgodnie z „Wielkim słownikiem języka polskiego” (dostęp 09/04/2026) poprzez filtrację należy rozumieć „proces selekcji kogoś lub czegoś zgodnie z jakimiś kryteriami” z kolei izolować oznacza m.in. „wyodrębniać pewien element z jakiejś całości”. W jakim celu cytuję powyższe regułki? Bynajmniej nie z racji powtórki przed zbliżającymi się egzaminami dziatwy szkolnej i młodzieży akademickiej finalizującej kolejne stopnie edukacji a w celu uzmysłowienia faktu, iż owe procesy de facto eliminują pewną część większej całości, by finalnie uzyskać pożądany, zgodny z założonymi oczekiwaniami ekstrakt. I tu pojawia się pytanie na ile owe działania ingerują w strukturę tego, co wg. nas / konstruktora powinno znaleźć się na ich wyjściu. Mówiąc wprost, czy oprócz frakcji niepożądanych nie uszczuplają wolumenu o wartości / informacje użyteczne. W końcu nie od dziś wiadomo, że w znaczącej liczbie przypadków im skuteczniejsza filtracja np. zasilania (w listwach/kondycjonerach), tym większe prawdopodobieństwo limitacji dynamiki. Dlatego też z niekłamanym zainteresowaniem postanowiliśmy przyjrzeć się i przede wszystkim przysłuchać pochodzącym z mało oczywistej i wielce egzotycznej pod względem turystycznym, przynajmniej dla większości audiofilsko zorientowanych jednostek destynacji, argentyńskim izolatorom Ethernet o przeuroczej nazwie Aardvark Isolator Classic & Ultra, które trafiły do naszej redakcji dzięki uprzejmości stacjonującego w Czechach dystrybutora Hi-Fi Styl.

Oba izolatory mają postać niewielkich przejściówek składających się z kilkucentymetrowego odcinka przewodu Ethernet na końcu zaterminowanego masywnym wtykiem RJ45 Telegärtnera i rozpoczynającego się prostopadłościennym modułem z jasno (Classic), bądź ciemno (Ultra) szarego tworzywa z precyzyjnie wyfrezowanym / wytłoczonym (?) logotypem, oznaczeniem modelu i oczywiście stosownym wejściem umożliwiającym podłączenie posiadanego przewodu. Jak obeznani z tematem czytelnicy z pewnością zdążyli zauważyć swą aparycją Aardvark Isolator Classic & Ultra przywodzą na myśl m.in. budżetowy iFi LAN iSilencer+, bądź bliższy im targetem Acoustic Revive RLI-1GB-tripleC Network isolator, lecz na żywo prezentują się o niebo lepiej od swojej azjatyckiej konkurencji. Począwszy od jakości wykonania, poprzez estetykę, na materiałach i organoleptycznych doznaniach jest pod każdym względem lepiej. Pozytywne wrażenie podtrzymują, choć z racji iż to właśnie z nimi potencjalny nabywca może mieć pierwszy kontakt, wypadałoby napisać, że budują, są opakowania. Pozornie proste i standardowe – ot przypominające kartonowe pudełka na pastę do zębów, bądź inne mazidła w zgodnych z umaszczeniem zawartości odcieniach szarości lecz przyozdobione uroczą lakową pieczęcią z podobizną mrówkojada. Niby drobiazg, ale to właśnie on łapie za oko.
Zagłębiając się w anatomię obu „mrówkojadów” okazuje się, iż żeńskie gniazdo umieszczone w anty-rezonansowym korpusie jest sprzężone poprzez mikro-transformator z układem dwóch cewek, które za pośrednictwem indukcyjności przesyłają dane zapewniając pełną i zarazem pasywną izolację galwaniczną. Owe trzewia tak z gniazdem, jak i z przewodem z korpusu wychodzącym połączono lutami ze stopu srebra. Oba modele bazują oczywiście na tej samej idei, jednak Ultra może pochwalić się ekranowaniem nie tylko miedzianym, lecz również z użyciem mu-metalu. A już dzieląc przysłowiowy włos na cztery w wersji Ultra wnętrze wtyku RJ45 pokryto powłoką ekranującą EMI a trzewia filtra ręcznie owinięto grubymi warstwami miedzi i ww. mu-metalu. W rezultacie czego zapewnia wyższy poziom filtracji zewnętrznych zakłóceń elektromagnetycznych (EMI).
Zgodnie z zapewnieniami producenta oba izolatory zapobiegają propagacji szumu własnego urządzeń w torze a tym samym jego sumowaniu. Ponadto dzięki zastosowaniu stałych połączeń lutowanych a tym samym unikaniu płytek drukowanych tworzą możliwie najczystszą i najbardziej bezpośrednią ścieżkę sygnałową. I tu pozwolę sobie na drobną dygresję, bądź opinię odrębną, gdyż nie da się ukryć, iż nasi dzisiejsi bohaterowie nie są niczym innym, jak ewidentnie dodatkowym elementem w torze, więc prawdę powiedziawszy aby powyższa deklaracja miała sens powinna dotyczyć topowego, będącego de facto uzbrojonym w moduł Ultra przewodu Link. Niemniej jednak doskonale rozumiem ich obecność w argentyńskim portfolio, gdyż śmiało można założyć, iż z ich dobrodziejstw korzystać będą posiadacze wysoce wyrafinowanego okablowania niezbyt skłonni do zastąpienia go przewodem okupującym mniej bądź bardziej wyraźnie niższą półkę (Link wyceniono na 2 366,20 €).

Przechodząc do części odsłuchowej niejako podświadomie, gdzieś tam z tyłu głowy dopuszczałem możliwość słyszalnych zmian, lecz otwartą kwestią pozostawało w którą stronę przechyli się szala ewentualnych zysków i strat, czyli czy będzie lepiej/gorzej a może tylko inaczej. I jak miało się okazać odpowiedź na nurtujące mnie pytania brzmiała … Tak.
Zanim jednak ową lakoniczną deklarację rozwinę pozwolę sobie jedynie nadmienić, iż oba izolatory aplikowałem każdorazowo w zadek Lumïna U2 Mini, by zgodnie z zapewnieniami ich wytwórcy odciąć go od wszelakiej maści „śmieci z sieci”, z którymi nie poradził sobie switch QSA Red , bądź „zebrał” przewód Next Level Tech NxLT Lan Flame.
Na pierwszy ogień poszła wersja Classic i na perfidnie zaserwowanym na rozgrzewkę „Jean Baptiste Loeillet – Six Suits for the Harpsicord” okazało się, że słychać nie dość, że więcej, co w dodatku lepiej aniżeli bez Aardvark-a, co biorąc pod uwagę naturę klawesynu wcale nie było takie oczywiste. Poprawie uległa bowiem dynamika, szczególnie w odsłonie micro, rozdzielczość i otwartość – energetyczność dźwięku na jego obu skrajach. Lapidarnie rzecz ujmując można było w tym przypadku mówić o zdjęciu pewnej semi-transparentnej woalki, która do tej pory nieco krępowała ruchy artystów i propagację kreowanych przez nich dźwięków. Precyzja z jaką zaczęły być definiowane źródła pozorne na „For Those That Wish To Exist At Abbey Road” Architects była pochodną nie tylko niezwykle dokładnego oczyszczenia ich konturów i wypolerowania warstwy wierzchniej, co również eliminacji powodujących ich wcześniejsze rozedrganie, przypominających lekką morę lub smog pasożytniczych artefaktów. Oczywistym beneficjentem takiego stanu rzeczy stało się tło, którego czerni nie kalały już żadne zaszumienia. I tu ciekawostka, bowiem często pogłębienie czerni otaczającej artystów przestrzeni prowadzi również do delikatnego przygaszenia świateł na scenie i obniżenia kontrastu, tymczasem „klasyczny mrówkojad” znanym tylko sobie sposobem ów kontrast może nie tyle podbił, co sprowadził do oczekiwanego – zgodnego z rzeczywistością poziomu. Niestraszne mu były metalcore’owe galopady i dzikie wrzaski okraszone gęstymi, symfonicznymi orkiestracjami, gdzie natłok informacji potrafi wskazać w systemie miejsce występowania jakiejś energetycznej katarakty.
Zastąpienie wersji Classic usytuowanym oczko wyżej Ultra-mrówkojadem początkowo (tzn. po ok. 3 dobach wygrzewania, gdyż wyjęty prosto z pudełka wykazywał zastanawiające zamiłowanie do anoreksji i krzykliwości) odebrałem jako całkiem oczywistą i wręcz pożądaną ewolucję w kierunku jeszcze wyższej próby rozdzielczości i czystości dźwięku. Do peletonu pierwszoplanowych składowych absorbujących moją atencję dołączyły w tym wydaniu również podawane na srebrnej tacy skomplikowane faktury tkanek poszczególnych dźwięków. Niemalże jakbym z niezobowiązującej akceptacji faktu istnienia poszczególnych brył i instrumentów przeszedł na poziom ich „produktowego”/studyjnego uwiecznienia w formie laboratoryjnych packshotów. Ot, przynajmniej w moim systemie do głosu zaczęła dochodzić pewna wyczynowość, co przy równoczesnej delikatnej acz słyszalnej zmianie charakteru najniższych składowych z energetycznie masujących me trzewia kopnięć na bardziej chrupką ich prezentację wywołało zauważalne przesunięcie równowagi tonalnej ku górze. To z kolei pociągnęło za sobą może nie tyle ofensywność, co bezpardonowość reprodukcji, czemu towarzyszyło pewne utwardzenie i podkreślenie sybilantów przez co odsłuch „’Round M: Monteverdi Meets Jazz” Roberty Mameli, okazał się nie lada wyzwaniem. Nie twierdzę jednak, że Aardvark Ultra jest przez to gorszy od swej podstawowej inkarnacji, lecz w ściśle określonym, tzn. moim prywatnym ekosystemie spowodował kumulację cech tak ww. switcha, jak i łączówki, które również w swych natywnych sygnaturach do wybitnej rozdzielczości dążyły a przez to wyszło „aż za dobrze”. Pół żartem, pół serio uzyskany efekt pozwolę sobie uznać za wielce pożądany dla miłośników m.in. wysokich modeli słuchawek Ultrasone, bądź okablowania Nordosta, których gusta bezsprzecznie szanuję, acz mam własne i nieco odmienne preferencje co do rozkładu akcentów w oczekiwanej estetyce brzmienia. A odkładając żarty na bok na Aardvark Isolator Ultra powinni zwrócić baczną uwagę posiadacze ciepło i gęsto brzmiących torów cyfrowych, w tym „niezrzeszeni” – z audiofilskich switch niekorzystający i użytkownicy wyrobów Melco, Innuos, czy David Laboga Custom Audio, którzy zastanawiają się nad dodaniem dozy powietrza i oddechu.

Jak mam cichą nadzieję z powyższych wywodów jasno wynika, że aplikację zarówno wersji Classic, jak i Ultra argentyńskich Aardvark Isolator doskonale słychać. Natomiast jeśli chodzi o kwestię który z nich lepiej wpasuje się w Państwa gusta i system pozwolę sobie pozostawić otwartą, gdyż kluczowym będzie w którą stronę chcielibyście pójść i z jakiego punktu starujecie. Całe szczęście wybór między nimi powinien być tyleż oczywisty, co dziecinnie prosty – po wstępnej 3-4 dniowej rozgrzewce przepięcie pomiędzy jednym a drugim jak na dłoni powinno pokazać dwa oblicza cyfrowej filtracji.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable + Omicron Magic Dream Classic; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R + docisk Omicron Decoupler Clamp
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: VLAD Audio Epitome XLR; Furutech DAS-4.1; WK Audio TheRed XLR
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRed Speakers mkII + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; 3 x WK Audio TheRed Power
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT

Opinia 2

Jedno jest pewne, niezależnie od faktu jak bardzo kochamy zabawę z muzyką na bazie analogowych nośników lub nawet poczciwej płyty kompaktowej, streamowanie od dawna jest pełnoprawnym sposobem spędzania wolnego czasu. A jeśli tak, chyba nikogo nie dziwi fakt, podobnie do wcześniejszych sposobów odtwarzania sygnału audio – wręcz wybuchu wszelkiej maści czy to urządzeń, czy wszelkiej maści akcesoriów poprawiających jego jakość. A jeśli tak, nie pozostaje nam nic innego, jak z pełną powagą przyjrzeć się, co tak naprawdę dzieje się z sygnałem po zastosowaniu danego komponentu. I gdy spojrzycie na załączoną serię zdjęć, zobaczycie, iż właśnie takimi atrybutami sygnału cyfrowego będziemy dzisiaj się zajmować. Czym konkretnie? Otóż w tym spotkaniu pochylimy się nad dostarczonym przez czeskiego dystrybutora dwóm wersjom izolatorów sygnału ethernetowego argentyńskiej marki Aardvark w podstawowej wersji Classic i nieco bardziej zaawansowanej technicznie Ultra. Co wynikło z zastosowania każdego z nich? Tego naturalnie dowiecie się w kolejnych akapitach.

Co mogę powiedzieć o budowie naszych bohaterów? Szczerze powiedziawszy z uwagi na bycie każdego z produktów mniej lub bardziej zaawansowanym filtrem sieciowym i biorąc pod uwagę chęć ochrony swojego pomysłu przed pospolitymi „podrabiaczami”, żadnych dokładnych danych od producenta nie udało mi się uzyskać. Co zatem wiemy o obu Aadvark-ach? Tyle, co zdradzają zdjęcia, czyli mamy do czynienia z prostopadłościennym blokiem zakończonym zaterminowanym na krótkim kablu wtykiem RJ45, w którym konstruktor ukrył zaprojektowane według swojego pomysłu układy filtrujące sygnał cyfrowy. W celu rozróżnienia danego modelu nie tylko opisał każdy z nich wygrawerowaną nazwą, ale także wykończył w innym kolorze. I tak biały jest przedstawicielem linii Classic, zaś szary Ultra. W podobniej kolorystyce są wykonane także opakowania każdego z filtrów. A żeby nadać im nutę ciekawostki wizualnej, każdy kartonik okraszono pieczęcią przedstawiającą zarys będącego dawcą nazwy marki mrówkojada.

Teoretycznie wydawałoby się, że jeśli sygnał cyfrowy opiera się o poprawność przekazania pakietu zer oraz jedynek, wystarczy ich konfiguracja ułożona w odpowiedniej kolejności, ilości w danym pakiecie i w stosownym czasie. Niestety to tylko teoria. Teoria, która ma się nijak do kwestii ewidentnej słyszalności zastosowania w przekazie tego sygnału pomiędzy urządzeniami czy to różnej konstrukcji kabla, czy tak jak w dzisiejszym przypadku przepuszczenia go przez różnego rodzaju filtry. Jak to się dzieje, niestety nawet ewidentnie słyszący to, do dzisiaj niedowierzający w tego typu działanie akcesoriów znajomi nie są w stanie wytłumaczyć, dlatego kolokwialnie mówiąc na siłę nie rozkminiamy tematu, tylko dla zainteresowanych opisujemy, co wydarzyło się po zastosowaniu różnego rodzaju czyszczących sygnał „dynksów”. I jak widać na zdjęciach, dzisiaj padło na weryfikację działania dwóch rodzajów filtrów Classic i Ultra.
Z założenia krótki i zwięzły opis, bo jednak zajmujemy się prostymi konstrukcjami, rozpocznę od wersji Classic. Jej zastosowanie poskutkowało otwarciem się przekazu. Muzyka brzmiała swobodniej, jakby nabrała tempa i była doświetlona w wyższej średnicy. Ale nie było to bolesne rozjaśnienie, tylko wstrzyknięcie w nią szczypty witalności, dzięki czemu poprawił się jej timing. Efekt był bardzo ciekawy, bowiem w moim przypadku podobne efekty po wpięciu czegokolwiek w system w najlepszym przypadku kończą się efektem lekkiej nad-ofensywności. Tymczasem tym razem nic takiego nie miało miejsca. Powiem więcej, bardzo przypadł mi do gustu serwowany oddech słuchanej muzy. Nienachalny, ale znakomicie poprawiający jej lotność i transparentność, co nie zdziwię się, jeśli przypadnie do gustu także wielu z Was. A przypadnie dlatego, że nadal przekaz oferował dopasowaną do realiów szybkości projekcji dźwięku wagę, co bez problemu pozwalało wygenerować ciekawy dolny zakres i przy okazji zapewnić dobrą podstawę dźwięku dla instrumentów brylujących w niższej średnicy. Jeśli czego takich aspektów Wam brakuje, wersja filtra Classic jest idealnie skrojona pod Was.
Jeśli chodzi o model filtra Ultra, tutaj sprawy soniczne miały się zgoła inaczej. Chodzi mianowicie o fakt działania na przeciwległym biegunie w stosunku do modelu Classic, czyli wizualizowanie muzyki kładło duży nacisk na dociążenie dźwięku. Naturalną koleją rzeczy drive nieco stracił na animuszu, jednak nie był to efekt jak po zażyciu Pavulonu, tylko większe skupienie się na aspektach barwowych i nasycenia, co natychmiast przekładało się na zwiększenie intymności oraz namacalności słuchanej muzyki. I tutaj podobnie do poprzedniego filtra, Ultra w swym działaniu także nie przekroczył cienkiej linii dobrego smaku, gdyż mimo ewidentnego podgrzania atmosfery na scenie muzyka nadal oferowała wiele radości i stosowny pakiet dźwięczności. Było miło i gęsto, ale w sobie tylko znany sposób bez szkód dla ogólnej czytelności odbioru. Puentując opis tego filtra w podobnym tonie do poprzedniej wersji, jednak w innym tonie napiszę, że jeśli tym razem komuś brakuje szczypty body w brzmieniu cyfrowego konglomeratu, wersja Ultra z powodzeniem może okazać się poszukiwanym lekiem na całe zło.

Zbierając na koniec wszelkie za i przeciw każdej konstrukcji w jedną czytelną całość nie będę się nadmiernie rozpisywał, tylko powiem co i jak prosto z mostu. Jak wynika z opisu, biały filtr Classic to dla systemu zastrzyk drive’u i otwartości, natomiast szary Ultra dobrze wpływającego na namacalność muzyki pakietu bogatego w informacje nasycenia i ogólnej gładkości. Co ciekawe, obydwie konstrukcje działając w całkowicie innym zakresie brzmienia muzyki robią to z umiarem, bowiem ani nie staje się krzykliwa, ani przegrzana. Dlatego jeśli nie wiecie dokładnie, co może Wam pomóc w podniesieniu jakości jej brzmienia z plików, tak naprawdę weźcie na odsłuchy dwa modele filtra spod znaku Aaedvark. Żaden z nich nie zrobi Waszemu systemowi „krzywdy”, ale jest duża szansa, że jeden z nich może okazać się strzałem w przysłowiową dziesiątkę.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME
– kabel USB: ZenSati Silenzio
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80

Dystrybucja: Hi-Fi Styl
Producent: Aardvark
Ceny (darmowa wysyłka do Polski)
Aardvark Isolator Classic: 599 €
Aardvark Isolator Ultra: 1 099€

  1. Soundrebels.com
  2. >

artykuł w przygotowaniu / work in progress

Po cyfrowym duecie Dyrholm Audio Nexus przyszła pora na „analogowy” tercet duńskich przewodów – XLR, Speaker, Power.

Cdn. …

  1. Soundrebels.com
  2. >

Opinia 1

To, że dzisiejsze spotkanie nie jest naszym pierwszym z duńską manufakturą Zikra Audio, z pewnością wie znacząca większość z Was. Jednak raczej niewielu zdaje sobie sprawę z faktu, iż tym razem wzięliśmy na tapet ich flagową konstrukcję. Konstrukcję już podczas ustalania jej wizyty bardzo mocno mnie intrygującą, bowiem każde dotychczasowe zderzenie z Duńczykami zawsze kończyło się pozytywnie zaskakującym wynikiem brzmieniowym. Jednak nie w sensie powielania przez testowane konstrukcje estetyki lampowego sznytu sonicznego, tylko sposobu podejścia do kreowania dolnych rejestrów. Rejestrów, które mimo wielu zalet oferowanych przez urządzenia oparte o lampy elektronowe dla mnie są przysłowiową piętą Achillesa w rozumieniu idealnej prezentacji muzyki. Co mam na myśli? Naturalnie brak bezkompromisowego zejścia i zwarcia oferowanej energii basu, co w moim rankingu oczekiwań czyni go najsłabszym ogniwem wizualizowania słuchanego materiału. Ogniwem, z którym właśnie w sobie tylko znany sposób bezkonkurencyjnie radzi sobie nasz bohater. Co zatem tym razem odwiedziło moją samotnię? Jak wspominałem, top oferty, czyli dystrybuowane przez gdański Premium Sound, ciężkie jak diabli i spore gabarytowo monofoniczne końcówki mocy Zikra Audio 211 Nano X Core Silver Wired. Co prawda obiecywane nam już jakiś rok temu, jednak najważniejsze, że w końcu są. Czy biorąc pod uwagę wyartykułowane przed momentem informacje podobnie do mnie wyczuwacie nutę zaintrygowania? Jeśli tak, nie pozostaje mi nic innego, jak zaprosić zainteresowanych do lektury kilku akapitów o brzmieniu widniejących na zdjęciach końcówek.

Przybliżając nieco aparycję opisywanych końcówek pierwszą istotną informacją jest wykorzystanie przez konstruktora typowych dla tego typu konstrukcji obudów w formie skrywających układy elektryczne platform nośnych dla lamp elektronowych i prostopadłościennych kubków transformatorów. Co ciekawe, gdy porównacie owe katafalki z tymi zastosowanymi we wcześniej testowanych modelach wzmacniaczy, zobaczycie lekkie zmiany w wykończeniu. Wówczas były to wpadające w szarość, szorstkie w wykończeniu, firmowe obudowy produkującej je firmy, a obecnie po zmianie ich wyglądu przez wytwórcę i z braku akceptacji wyglądu przez szefa Zikry owe silosy są lekko zaoblone i do tego lakierowane na połyskującą czerń. Jeśli chodzi o rozplanowanie elementów zastosowanych na górnej połaci platform, z przodu mamy zestaw lap sterujących i mocy a za nimi transformatory. Ciekawostką jest fakt zaprojektowania obydwu monobloków jako lustrzane odbicie, czyli przeciwieństwo do mainstreamu z uwagi na cięcie kosztów produkcji proponowania tylko lewych lub prawych konstrukcji, co daje efekt wizualnej elegancji. Dla wielu z Was to może jest banał, jednak dla ludzi kochających dbałość o estetykę wyglądu ten zabieg jest bardzo istotny. Jeśli chodzi o parametry, najważniejszym jest moc, której poziom we wspomnianych piecykach bez problemu jest w stanie osiągnąć 35W mocy. To zaś wiedząc, że Waty z lampy to inne Waty od tranzystora, pozwala postawić tezę, iż są w stanie zapewnić wystarczającą moc dla znakomitej większości kolumn głośnikowych. W kwestii innych istotnych danych technicznych natomiast z uwagi na brak zwyczajowego u konkurencji wylewania tak zwanych pobożnych życzeń, tylko rzetelny opis działań konstruktora posłużę się cytatem dostarczonym przez dystrybutora.

„Zikra Audio w swoich monoblokach 211 zastosował wyjątkowo rozbudowany i przemyślany zasilacz anodowy pracujący przy napięciu aż 1200 V. Kluczowym elementem jest wielostopniowy układ filtrujący oparty na dużych dławikach oraz pojemnym banku kondensatorów, którego zadaniem jest maksymalne wygładzenie napięcia zasilającego jeszcze zanim trafi ono do lampy mocy.
Producent nie poszedł tu na kompromisy – zastosowane rozwiązanie pozwala zredukować resztkowe zakłócenia do poziomu zaledwie około 0,11 mV. W praktyce oznacza to absolutnie czarne tło i brak jakiegokolwiek przydźwięku sieciowego. To wynik, który nie tylko wykracza poza standardy konstrukcji lampowych, ale śmiało ociera się o poziom referencyjny.
Na uwagę zasługuje również sekcja prostowania, w której pracują dwie lampy prostownicze 5R4WGY połączone równolegle. Takie rozwiązanie obniża impedancję wewnętrzną zasilacza i poprawia jego wydajność prądową, co ma bezpośrednie przełożenie na stabilność napięcia w dynamicznych momentach nagrania. Innymi słowy – wzmacniacz nie „siada” przy impulsach i zachowuje swobodę nawet przy bardziej wymagającym materiale.
Całość uzupełniają elementy zwiększające niezawodność, jak układ ograniczający prąd rozruchowy, co przy tak wysokich napięciach i dużych pojemnościach ma kluczowe znaczenie dla trwałości lamp i komponentów.
W odsłuchu przekłada się to na ciszę tła, z której muzyka wyłania się z wyjątkową klarownością, a także na poczucie swobody i kontroli, szczególnie w zakresie mikrodynamiki.”

Jak wynika z powyższego tekstu, konstrukcja sama w sobie jest ciekawa, zatem nie ma co rozwadniać tekstu, tylko przejdźmy do opisu jej brzmienia.

Co mogę powiedzieć o najmocniejszej sekcji wzmacniającej z portfolio Zikra Audio? Oczywiście w pierwszym rzędzie jestem zobligowany wspomnieć, iż konsekwentnie pokazała, jak powinno prowadzić się sekcję dolnego zakresu. Bardzo doby atak, zejście i kontrola jego poczynań powodowały, że muzyka brzmiała spójnie i odpowiednio agresywnie. Tak agresywnie, gdyż zwyczajowe umilanie życia przez lampę bez konkretnego uderzenia czytelnym i mocnym impulsem dolnego zakresu często powoduje lekką utratę tak ważnych dla pokazania zamierzeń artystów elementów zapewniających odpowiedni poziom ekspresji ich poczynań na scenie. Co prawda na tle wcześniej opisywanych modeli rysunek nie tylko samego basu, ale także znakomicie czytelnych źródeł pozornych w wersji 211-ek nie był już tak ostry, jednak był to efekt ogólnego zwiększenia plastyki przekazu, a nie pojawienia się jakiegokolwiek problemu. A co sądzę o reszcie składowych dźwięku? Jak wspomniałem, przekaz ogólnie był bardziej płynny. Cały czas serwował dobry atak i różnicowanie oferowanej energii, jednak myślą przewodnią był większy udział gładkości. Jednakże tak naprawdę nie jestem do końca pewien, czy to w całości sposób na muzykę serwowany przez końcówki, czy mariaż z tranzystorowym, a nie jak powinno być lampowym, a najlepiej firmowym przedwzmacniaczem. Dlaczego o tym wspominam? Oczywiście bazując na doświadczeniach testowych samego pre, które było pierwszym goszczonym przeze mnie urządzeniem tej marki dobitnie pokazującym, że bas dla Zikry jest niezmiernie ważnym elementem prezentacji i dlatego odpowiednio solidnie artykułowany, co w przypadku z automatu raczej wyrazistego w brzmieniu tranzystora już nie musi być aż tak wyraziste. Jednak abstrahując od rozważań na temat wykorzystanego pre liniowego jedno jest pewne, 211 Nano X Core Silver Wired konsekwentnie podążał drogą kipiącego emocjami pokazywania świata muzyki. Owszem, nie jej pełnego spektrum w rozumieniu wzięcia na tapet wyczynowych realizacji twórczości elektronicznej, która dla każdej lampy jest nie lada wyzwaniem, ale już dobrze zrealizowany rock, czy free-jazz były dla testowanej konstrukcji tak zwaną bułką z masłem. Na tyle dobrze odwzorowującym realia danego materiału muzycznego, że skonfigurowany testowo system świetnie pokazywał nie tylko pełne spektrum wirtualnej sceny w każdym wymiarze z odpowiednią wysokością zawieszenia źródeł pozornych, ale także realnie namacalny ich obraz w estetyce 3D.
Jeśli chodzi o zderzenie moich wniosków z realna muzyką, o opisanych umiejętnościach tytułowych monobloków bardzo dobrze świadczy choćby materiał sakralny w wykonaniu Jana Garbarka z formacją wokalną The Hillard Ensemble w postaci płyty „Officium”. To sesja nagrywana na żywo i do tego w wielkiej kubaturze klasztornej, co w momencie nieradzenia sobie przez system z odpowiednim rozlokowaniem scenicznych bytów i ich czytelnością oraz zróżnicowaniem wykorzystywanej przez każdy z nich energii – oczywiście z tymi jako odpowiedź wszechobecnego echa włącznie, kolokwialnie mówiąc od strony duchowej wręcz umiera. Aby nie zaznać takiej porażki, po pierwsze projekcja tej twórczości biorąc pod uwagę wykorzystane w niej źródła dźwięku oczywiście musi być pokazana z odpowiednią plastyką. Po drugie z poczuciem swobody wypełniania goszczącego muzyków pomieszczenia. A po trzecie z dobrą definicją ataku, transparentności i zwarcia poszczególnych fraz. Jak można się domyślić, nasz bohater z realizacją wszystkich przywołanych punktów mnie miał najmniejszego problemu. Powiem więcej. Na tle wcześniej wypadających nieco bardziej wyraziście w domenie krawędzi testów z prostszymi konstrukcjami wspominana na samym początku opisu dzielonki plastyka okazała się w tym przypadku być świetnym w odbiorze podniesieniem poprzeczki jakości prezentacji. A będąc szczerym na samym początku słysząc ów sznyt grania flagowej Zikry nieco się obawiałem, a tutaj taki pozytywny Zonk.
A co z ostrzejszym graniem? Jak zaznaczałem, elektronika wykorzystująca sztuczne dźwięki na poziomie 20 Hz może nie wypadała źle, ale raczej powinna być odtwarzana przez mocne piece tranzystorowe. Ale już taki Rammstein na płycie „Zeit”, czy AC/DC z moim ulubionym krążkiem „Higway To Hell” brzmiały na wymaganym przeze mnie poziomie ekspresji. I to ekspresji w rozumieniu ilości energii, w głównej mierze jej zróżnicowania i zejścia w dolne partie wykorzystywane przez rockowe instrumenty. Wizualizacja tych nurtów była na tyle wciągająca emocjonalnie, że początkowo cały czas wyczuwalne lekkie okraszenie muzyki gładkością jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w jednej sekundzie odeszło w niebyt. A powiedziałbym nawet, że w większości przypadków był to lek poprawiający odbiór muzyki. Nie determinujący jej w pełnym spektrum, tylko nadający konkretnym frazom stosownej dla danego repertuaru estetyki jego podania, co nie jest takie oczywiste.

Komu poleciłbym tytułową lampową parkę z Danii? Przekornie swoją opinię wyrażę w dwóch wersjach. Pierwsza będzie bezwarunkowym zachęceniem wszystkich melomanów kochających muzykę przez duże „M”. Zestaw Zikry Audio zapewni im płynność przekazu podpartą odpowiednim rozmachem i kontrolowaną energią, co pozwoli zatopić się bez ograniczeń w znakomitej większości muzyki. I nie dlatego, że zawsze będzie milusio, tylko dlatego, że zestaw będzie potrafił pokazać dany materiał w zarezerwowanej dla niego estetyce wyrazistości. W przypadku tak jak ja zastosowania niefirmowego przedwzmacniacza liniowego z nutą płynności, ale zawsze z powiewem radości. Natomiast drugą, niestety dopiero zapowiedzianą w kontaktach mailowych z producentem wersją polecenia monobloków będzie przypuszczenie jeszcze lepszego występu końcówek z dopasowanym do nich już na poziomie projektowania firmowego, jak przystało na ekstremalny High End, dzielonym przedwzmacniaczem. Powód takiego obrotu sprawy wyjaśniłem w tekście. Zatem jeśli jesteście poważnie zainteresowani nabyciem rzeczonych końcówek i już w konfiguracji z posiadanym pre liniowym sprawiły Wam wiele radości, nawet nie to, że fajnie by było, ale wręcz powinniście posłuchać ich w firmowym komplecie. Idąc za ekranową prawdą z filmu „Chłopaki nie płaczą” ręki za wynik takiego mariażu oczywiście na pieniek nie położę, ale bez najmniejszych problemów stawiam skrzynkę gruszek przeciwko skrzynce jabłek, że komplet Zikra Audio kolokwialnie mówiąc Was ugotuje. Co zrobicie, nie mam pojęcia, ja jednak wiem, iż skorzystam z propozycji producenta i już dla własnych doświadczeń z przyjemnością posłucham od początku do końca jego pomysłu na wzmocnienie sygnału audio. Jak będzie, pokaże czas. Jedno jednak jest pewne, będzie się działo. Mam tylko nadzieję, że nie na tyle dobrze, abym jako odskocznia od codziennej prezentacji tranzystorowej nie musiał sobie takiego zestawu sprawić. I nie dlatego, że jest wymagający dla portfela, tylko najzwyczajniej w świecie miałbym problem ze znalezieniem miejsca dla kolejnego rozbudowanego zestawu wzmacniającego, gdyż reszta aspektów związanych z jego nabyciem byłoby jedynie celebrowaniem pełnej radości ze słuchania muzyki.

Jacek Pazio

Opinia 2

Choć dla zgrubnie rzecz ujmując ogółu populacji za wszelakiej maści urządzeniami odtwarzającymi muzykę stoją globalne koncerny, to dla promila bądź co najwyżej kilku dziesiątych % osobników homo sapiens zakażonych audiophilią nervosą obszarem poszukiwań specjalistycznej aparatury są niewielkie, bardzo często jednoosobowe manufaktury. Prowadzone przez prawdziwych pasjonatów byty, dla których nie liczą się wolumeny sprzedaży, zdobywanie kolejnych rynków, czy też podporządkowywanie własnej kreatywności prostym excelowym kalkulacjom. Z oczywistych, wynikających z fizycznych ograniczeń mocy przerobowych względów ich katalogi zawierają po kilka, góra kilkanaście modeli i to zazwyczaj nie tyle dostępnych od ręki, co wykonywanych na indywidualne zamówienie składane po odsłuchach egzemplarzy demonstracyjnych. Dziwne? Niewykluczone, choć raczej dla przyzwyczajonego do spontanicznego klikania na gwarantujących błyskawiczną dostawę globalnych platformach sprzedażowych pokolenia najmłodszych konsumentów, lecz dla odbiorców mających świadomość istoty „ręcznej roboty” i stricte rzemieślniczego tempa pracy jest to raczej czas na zacieśnienie relacji z samym wytwórcą, bądź jego lokalnym przedstawicielem i zarazem budowanie świadomości wyjścia z cienia masowej anonimowości. Zakładam a bazując na empirycznie zdobytym doświadczeniu owo założenie uznaję za bliskie pewności, że tego typu decyzje zakupowe nie są dziełem przypadku i wynikiem bezrefleksyjnego, buforowanego możliwością darmowego zwrotu, kliknięcia „kup teraz”, więc cierpliwie czekając na swoją sztukę można zawsze o nurtujące nas niuanse się dopytać a i pewna customizacja w takich przypadkach nie jest czymś niezwykłym. I właśnie z kręgu takich mikro-producentów po raz kolejny mamy przyjemność powitać w naszych skromnych progach duńską markę Zikra Audio i to za sprawą topowych monobloków 211 Nano X Core Silver Wired w wersji High Gain.

Nie da się ukryć, iż wizytująca nas tytułowa parka prezentuje się nad wyraz zjawiskowo. Wykonane z polerowanej stali smukłe korpusy są swoimi lustrzanymi odbiciami, więc otrzymujemy nie dwie identyczne sztuki, jak to miało miejsce np. w przypadku Air Tight ATM-2211, lecz lewy i prawy monoblok, które oczywiście możemy zamienić miejscami dostosowując ich ustawienie do własnych np. podłączeniowych potrzeb. I tak, centrum frontowego „lądowiska” zajmuje pojedyncza lampa mocy 211, której, przynajmniej wg. instrukcji, z lewej towarzyszy prostownicza 5U4G (w naszym przypadku 274 Emission Labs) a z prawej prostownicza EZ81 i pracująca w stopniu wejściowym EC8010. To jednak nie koniec atrakcji, bowiem na dalszym planie, pomiędzy chroniącymi trafa i dławiki „silosami” umieszczono pracujące w zasilaczu dwie kolejne lampy prostownicze Chatham 5R4WGA. Zarówno wejścia liniowe (pojedyncze RCA), jak i dedykowane obciążeniom 4 i 8Ω terminale głośnikowe oraz gniazdo zasilania zamontowano horyzontalnie na niewielkiej „półce” za osłonami traf. Jeśli zaś chodzi o nieco bardziej szczegółowe technikalia to jak łatwo się domyślić mamy do czynienia z konstrukcjami SET – Single-Ended Triode i na co wskazuje sama nazwa okablowanymi wewnętrznie przewodami z czystego srebra w koszulkach z naturalnej bawełny oraz posrebrzanej miedzi w teflonowej izolacji w zasilaniu. Montaż komponentów wewnętrznych wykonano w technice punkt-punkt.

Zakładam, że pomijając tak aparycję, jak i technikalia najbardziej interesującą potencjalnych nabywców kwestią pozostaje jak Zikra Audio 211 Nano X Core Silver Wired grają, gdyż uszczuplając domowy budżet o drobne 45,5k€ można poprzeczkę własnych oczekiwań wywindować na dowolnie ambitny poziom. I muszę uczciwie przyznać, że jedynie miłośnicy prosektoryjnego chłodu i laboratoryjnej analityczności mogą po kontakcie z Zikrami czuć jakiś bliżej nieokreślony niedosyt. Nie dość bowiem, że duńskie monosy w niezwykle udany sposób łączą iście holograficzną rozdzielczość z kremową gładkością prezentacji, to jak na swoje dość ograniczone możliwości mocowe całkiem dziarsko radziły sobie z naszymi dwiema wieżami. Na niezobowiązująco sączącym się z głośników repertuarze w stylu „Memory” Palomy Dineli Chesky bez trudu oddawały trójwymiarowość nagrania z precyzyjnie rozmieszczonymi muzykami i świetnym odwzorowaniem otaczającej ich aury pogłosowej. Dodając do tego aksamitną soczystość barw unikającą stereotypowego lampowego przegrzania ich charakterystykę śmiało można było uznać za uroczo relaksującą i zarazem niepopadającą w asekurancką „krągłość”, którą cześć dopiero wkraczających w świat High-Endu odbiorców może po lampach się spodziewać. Nie odnotowałem też przejawów prób szukania dróg na skróty i uproszczeń w trakcie odsłuchów bardziej złożonego repertuaru i choć na „Parasomnia” Dream Theater Zikry niebezpiecznie zbliżały się do kresu swoich możliwości, to summa summarum zarówno połamane linie melodyczne jak i gęste aranżacje zabrzmiały z odpowiednią mocą i ciężarem gatunkowym. W dodatku uwagę zwracała ponadprzeciętna komunikatywność prezentacji. Solówki Petrucci’ego miały niezwykłą energię, rozbudowany do iście gargantuicznych rozmiarów zestaw perkusyjny Portnoya bez skrępowania korzystał z możliwości obu kanałów, co i rusz skłaniając woofery do ciężkiej pracy a i sam wokal LeBrie nie męczył nawet pod koniec krążka. Oczywiście doskonale zdaję sobie sprawę, że z 30 watowej lampy nie da wycisnąć się takiej matematyczno-precyzyjnej kakofonii jak z kilkusetwatowej tranzystorowej spawarki, ale śmiało można uznać, że jeśli tylko na Dreamach i im podobnych kapelach kończy się „brutalna” półka naszej pliko/płyto-teki, to z powodzeniem możemy duńskie lampiszony brać pod uwagę. A jeśli lwia część naszych zbiorów muzycznych kwalifikuje się jako „cywilizowana”, to już w ogóle nie ma czym się przejmować, tylko zastanowić się, z czym tytułowe monosy spiąć, bowiem o ile z Commanderem Gryphona otrzymaliśmy brzmienie niezwykle wyważone, dojrzałe i w kategoriach bezwzględnych nieco przyciemnione, czy wręcz dyskretnie uspokojone, to nasze doświadczenia z firmowym przedwzmacniaczem jasno dawały do zrozumienia, iż z 211-ek z powodzeniem można uzyskać jeszcze wyższą rozdzielczość i holografię połączone z iście alpejską rześkością słonecznego poranka. Ponadto firmowy preamp ma szansę dorzucić od siebie bardziej angażującą mikrodynamiką, co z pewnością docenią miłośnicy prowadzenia odsłuchów przy dość niskich poziomach głośności. I choć nie powiem, żeby jakoś specjalnie ów aspekt doskwierał mi podczas redakcyjnych nasiadówek, to jednak z Gryphopnem 211-ki Zikry „otwierały” się w pełni dopiero przy średnich dawkach decybeli, na niższych grając po prostu „ładnie i przyjemnie”. Warto ponadto nieco pogimnastykować się z doborem optymalnych kolumn, gdyż sam fakt „poradzenia sobie” z Gauderami na reprezentowanym przez Zikrę pułapie powinien być jedynie punktem wyjścia aniżeli finałem poszukiwań. Łatwiejsze do wysterowania, bardziej skuteczne konstrukcje pozwolą 211-kom rozwinąć skrzydła a tym samym nieco przesunąć granice brutalności reprodukowanego łomotu.

W ramach podsumowania nie pozostaje mi nic innego, jak tylko stwierdzić, że monobloki Zikra Audio 211 Nano X Core Silver Wired w wersji High Gain śmiało mogą pretendować do miana ekstremalnego High-Endu a z firmowym przedwzmacniaczem z powodzeniem możemy mówić o systemie marzeń dla najbardziej wymagających odbiorców. Jak jednak w życiu bywa również i w tym przypadku wypadałby jednak nadmienić, że jest to propozycja dla w pełni świadomych własnych oczekiwań audiofilów i melomanów, gdyż jeśli czyjąś ambicją jest eksploracja najmroczniejszych zakamarków death i black metalu a jednocześnie na porządku dziennym są niemalże koncertowe dawki decybeli, to zdrowy rozsądek i praktyka podpowiadają, iż zdecydowanie rozsądniej byłoby sięgnąć po jakieś tranzystorowe spawarki. Niemniej jednak, jeśli tylko budżet i warunki lokalowe, szczególnie przy pełnym duńskim secie, pozwalają, to możliwość codziennego korzystania z efektów radosnej twórczości Michaela Zingenberga wydaje się spełnieniem wszelkich audiofilskich pragnień a jedynym zmartwieniem ich posiadacza staje się jedynie znalezienie wystarczającej ilości czasu na to, by w pełni się nimi, Zikrami nie pragnieniami, nacieszyć.

Marcin Olszewski

System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME
– kabel USB: ZenSati Silenzio
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80

Dystrybucja: Premium Sound
Producent: Zikra Audio
Cena: 44 000 € (Low Gain), 45 500 € (High Gain)

Dane techniczne
• Lampy mocy: 211
• Lampy wejściowe: EC8010
• Moc wyjściowa: 32 W / 4, 8 lub 16 Ω
• Pasmo przenoszenia: 12-115 kHz
• Gniazda wejściowe: RCA/WBT
• Wymiary (S x G x W): 330 x 450 x 250 mm
• Gwarancja: 10 lat (z wyłączeniem lamp)

  1. Soundrebels.com
  2. >

artykuł opublikowany / article published in Polish

Po przecierającym szlaki REN-ie i niemalże równolegle z argentyńskimi „Mrówkojadami” dotarła do nas kolejna generacja szwedzkiego izolatora ethernetowego AB-Tech STILL.

Cdn. …

  1. Soundrebels.com
  2. >

Brytyjska marka Ophidian od lat konsekwentnie rozwija swoją własną wizję brzmienia, opartą na precyzyjnej inżynierii i dopracowanych rozwiązaniach akustycznych. Wszystkie konstrukcje powstają i są montowane w Wielkiej Brytanii, a projektanci przykładają ogromną wagę zarówno do jakości komponentów, jak i samej architektury obudów. Charakterystycznym elementem filozofii Ophidian jest dążenie do maksymalnego wykorzystania potencjału kompaktowych form przy jednoczesnym zachowaniu pełnopasmowego, dojrzałego brzmienia, które bez trudu odnajduje się w domowych warunkach odsłuchowych.

Ophidian Skye
Najnowszy model od Ophidian, Skye doskonale wpisuje się w tę koncepcję, będąc nowoczesną kolumną podłogową zaprojektowaną z myślą o współczesnych wnętrzach i wymagających słuchaczach. To konstrukcja o wysokości około jednego metra, która łączy klasyczne wzornictwo z zaawansowaną technologią. Obudowa wykończona naturalną okleiną drewnianą – dostępną w wariancie dębowym lub orzechowym – prezentuje się elegancko i ponadczasowo, a jednocześnie została zaprojektowana z dużym naciskiem na sztywność i kontrolę rezonansów. W tym aspekcie istotną rolę odgrywa również system portów, który nie tylko odpowiada za pracę basu, ale dodatkowo usztywnia całą konstrukcję.

Układ M-T-M
Sercem Skye jest układ przetworników w konfiguracji M-T-M, z dwoma 7-calowymi głośnikami średnio-niskotonowymi umieszczonymi powyżej i poniżej tweetera. Aluminiowe membrany zostały zaprojektowane z dużą precyzją, a szczególną uwagę zwrócono na połączenie stożka z zawieszeniem, co przekłada się na płynniejszą charakterystykę w newralgicznym zakresie średnich tonów. Dzięki temu kolumny oferują czysty, dobrze zdefiniowany wokal i spójną prezentację całego pasma. Za wysokie tony odpowiada 22-milimetrowa miękka kopułka dostarczona przez renomowanego norweskiego producenta SEAS. Zastosowanie powłoki Sonolex oraz szerokiego zawieszenia pozwala uzyskać bardzo dobrą kontrolę i niskie zniekształcenia, nawet przy wyższych poziomach głośności.
Nie mniej istotnym elementem konstrukcji jest autorski system basowy Aeroflex, który stanowi jeden z wyróżników marki Ophidian. Jego zadaniem jest poprawa szybkości i kontroli niskich częstotliwości, przy jednoczesnym ograniczeniu zniekształceń. W praktyce oznacza to bas, który nie dominuje, lecz pozostaje precyzyjny, sprężysty i dobrze zintegrowany z resztą pasma. To podejście wyraźnie pokazuje, że producent stawia na jakość i artykulację, zamiast efektownego, lecz często mniej kontrolowanego uderzenia.

Wyjątkowe komponenty
Całość dopełnia starannie zaprojektowana zwrotnica, oparta na komponentach niemieckiej marki Mundorf. Wysokiej klasy cewki powietrzne, kondensatory polipropylenowe oraz rezystory bezindukcyjne odpowiadają za zachowanie czystości sygnału i precyzji tonalnej w całym zakresie częstotliwości. Zwrotnica została zoptymalizowana specjalnie pod kątem układu M-T-M, co przekłada się na równomierne rozpraszanie dźwięku i spójne brzmienie nie tylko w osi odsłuchu, ale również poza nią.
Ophidian Skye to kolumny, które w przemyślany sposób łączą elegancję wykonania z zaawansowaną techniką. To propozycja dla osób poszukujących pełnopasmowego, dojrzałego brzmienia w formie dopasowanej do współczesnych przestrzeni mieszkalnych, gdzie liczy się nie tylko skala dźwięku, ale również jego kultura i naturalność.

Dostępność i cena
Kolumny Ophidian Skye już są dostępne do odsłuchów w salonie Q21. Ich cena to 19 998 PLN za parę.

Dystrybucja w Polsce:
21Distribution
Pabianice, Reymonta 12

  1. Soundrebels.com
  2. >

Zaprawieni w bojach imprezowicze doskonale wiedzą, że nie ma co ruszać w miasto bez odpowiedniego „merytorycznego” przygotowania. Tym bardziej gdy zza linii horyzontu powoli, acz systematycznie zaczyna wyłaniać się trudny do zignorowania jubileusz 50-lecia istnienia jednej z najbardziej zasłużonych i nie ukrywam, że dla wielu melomanów i audiofilów również legendarnej marki. Mowa o angielskiej manufakturze Harbeth, której to w przyszłym roku stuknie wspomniana 50-ka, więc okazja do „beforkowego” świętowania jak znalazł, tym bardziej, że i spotkania w stołecznym SoundClubie każdorazowo bardzo miło wspominam wielokrotnie zaglądając tam nawet bez okazji. Tym razem pretekst spędu przedstawicieli prasy i zaprzyjaźnionych z dystrybutorem miłośników dźwięków najwyższej jakości był, więc i obecność również była praktycznie obowiązkowa.
A co do obecności, to jak łatwo się domyślić bynajmniej nie chodziło o wspomniany pretekst do mniej bądź bardziej intensywnej integracji a zapoznanie się z najnowszymi konstrukcjami sygnowanymi przez szacownego Jubilata. A były to pierwszy raz publicznie w Polsce odsłuchiwane, uzbrojone m.in. w przetwornik nisko-średniotonowy z membraną RADIAL4™ o średnicy 200mm Harbethy Super HL5 Plus XD2 ustawione na dedykowanych im standach Ton Traeger Reference HL5 stands.

Zgodnie z tradycją prezentacja nie miała również charakteru statycznego, czyli nie ograniczyła się do pokazania tak samych SHL5-ek w towarzystwie mniejszego i większego rodzeństwa, bo to już miało miejsce na ostatniej praskiej wystawie, lecz opierała się na unaocznieniu i unausznieniu licznie przybyłym gościom co też rzeczone kolumny tak naprawdę potrafią. I tu ciekawostka, bowiem znany z ekstremalnego High-Endu SoundClub wcale nie wyciągnął swych najcięższych dział, czyli idących już nie w dziesiątki a setki kilogramów Boulderów, czy też stratosferycznie wycenionych Wadaxów, lecz postawił na niemalże przedsionek swojego portfolio konfigurując środowy system z transportu cyfrowego 432 EVO Master oraz setu Benchmarka – przetwornika cyfrowo-analogowego DAC3 B, przedwzmacniacza HPA4 i dwóch, pracujących w konfiguracjo mono końcówek mocy AHB2. Całość ustawiono na stoliku Franc Audio Accessories oraz okablowano przewodami Jorma Trinity/Duality i cyfrowymi (USB/Lan) Reference.

A teraz clou programu, czyli prelekcja Michała Gacy o jak to lakonicznie stwierdził dystrybutor „historii i teraźniejszości Harbeth, począwszy od roku 1977, kiedy to Dudley Harwood odszedł z BBC i założył firmę Harbeth Audio Ltd.” Jak się jednak miało okazać owa historia miała swój start „nieco wcześniej”, gdyż żeby złapać odpowiednie kontekst Michał raczył był się cofnąć do lat 20-ych ubiegłego tysiąclecia i zacząć od początków radiofonizacji Zjednoczonego Królestwa i zalążków samego BBC. Oczywiście nie zabrakło błyskotliwych dykteryjek o trudnościach z jakimi ów byt musiał się w ramach dążenia do obecnej pozycji się zmagać, omawiania kamieni milowych w historii Harbetha, czy też prób znalezienia korelacji ówczesnej polityki BBC ze współczesnymi realiami rynkowymi i popularnymi modelami biznesowymi. Ot chociażby wypuszczenie spod własnych skrzydeł w świat zdolnych inżynierów z flagowym patentem by na „własny rachunek” produkowali modele przez BBC „błogosławione”. Jeśli do powyższej listy dodamy mozolną drogę poszukiwania idealnego polipropylenu, zmiany właścicielskie, czy okresy tak prosperity – złotych czasów, jak i klęskę urodzaju, czy też mogące tragicznie skończyć się problemy surowcowe trudno było się nudzić. Tym bardziej, że każdy z trzech, chronologicznie rozplanowanych bloków zawierał zarówno część teoretyczną, jak i pozwalające zaznajomić się z najnowszą inkarnacją 5-ek przykłady muzyczne.

I tu pozwolę sobie na małą dygresję, bowiem znając ekipę SoundClubu i wiedząc, że do prezentacji bynajmniej nie będą przygotowywać się na ostatni moment pozwoliłem sobie stołeczną placówkę na ul.Skrzetuskiego 42 nawiedzić z odpowiednim wyprzedzeniem i jeszcze przed zaplanowanym na godz.13 pierwszą turą miałem okazję przed blisko godzinę sprawdzenia „Herbatników” na własnym zupełnie nieoptymalizowanym pod ich kątem repertuarze, więc uraczyłem je zarówno „bezpiecznym” folk-jazzem, czyli „Kristin Lavransdatter” Arilda Andersena, jak i tym dalekim od bezpieczeństwa i docierającym do granic możliwości brytyjskich monitorów – metalcore’owym „For Those That Wish To Exist At Abbey Road” Architects oraz elektronicznym „Hold Me Down” Murkury. I muszę uczciwie przyznać, że jak na dość niezobowiązujące odsłuchy Hrbethy wypadły wprost wybornie. Bas miał odpowiednie zejście i drajw, górę cechowała wyśmienita, pozbawiona ofensywności rozdzielczość a co do średnicy, to … nie będę się zbytnio rozpisywać, tylko stwierdzę, że dawno, oj dawno takiej nie słyszałem.

Serdecznie dziękując ekipie SoundClubu za zaproszenie na inaugurację Harbeth XD2 Tour i gościnę gorąco zachęcam Państwa do śledzenia tytułowego „tour-u” i jeśli będzie ku temu okazja wpisanie się na listę uczestników. A warto zaznaczyć, że owa objazdówka swym zasięgiem obejmuje nie tylko Polskę, lecz również Słowację (Žilina) i Czechy (Ostava), więc jeśli tylko komuś 5-ki wpadną w ucho, to z powodzeniem może podążając za nimi zwiedzić nie tylko nadwiślańskie okolice, lecz i kraje ościenne. Jednym słowem przyjemne z pożytecznym.

Marcin Olszewski