Monthly Archives: maj 2023


  1. Soundrebels.com
  2. >

Fir Audio to amerykańska marka założona w 2018 roku przez dwóch ukraińskich braci, Bogdana i Alexa Belonozhko oraz ich przyjaciela Daniela Lifflandera. Ta trójka posiada ponad 20 lat doświadczenia bo wcześniej byli współzałożycielami marki 64Audio na czele z Bogdanem, który był tam głównym projektantem i inżynierem. Marka Fir Audio mimo, że mniej znana w Europie, to za Oceanem radzi sobie dość śmiało. Nie sposób wymienić tutaj wszystkich uznanych producentów czy muzyków, którzy wykorzystują słuchawki FiR Audio w pracy w studio czy podczas tourne. Postaci takie jak Lionel Richie, Kanye West, Billie Eilish, Maroon 5, Toni Braxton czy ostatnio Stevie Wonder mówią same za siebie.

 

Najwyższa linia marki FiR Audio składa się z trzech modeli: Xenon-6, Krypton-5 oraz Neon-4. To niezwykle zaawansowane konstrukcje, które posiadają autorskie technologie FiR Audio takie, jak przetwornik basowy wykorzystujący przewodnictwo kostne „Kinetic Bass”, czy system „Atom Venting”, który wyrównuje ciśnienie w kanale dousznym. Te monitory dokanałowe są idealnym przykładem nie tylko na przemyślane zastosowanie najnowszych technologii, ale też oferują niezrównane i referencyjne, a przy tym niemęczące oraz muzykalne brzmienie. FiR Audio Frontier to także najwyższa jakość wykonania i dbałość o każdy detal, co przedkłada się na niezwykłą wygodę użytkowania i trwałość.

FiR Audio Xenon 6
To najwyższy model z serii Frontier będący kulminacją wiedzy i możliwości amerykańskiej marki. Jest on szczególnie ceniony przez profesjonalistów, czyli wszędzie tam, gdzie nie ma mowy o kompromisach. Jednocześnie dzięki brzmieniu pozbawionym zniekształceń to także świetna propozycja dla najbardziej wymagających audiofilów.

Zaawansowana, wieloprzetwornikowa konstrukcja z systemem „Kinetic Bass”
Xenon 6 to słuchawki dokanałowe posiadające sześć perfekcyjnie współpracujących ze sobą przetworników. I jest to kombinacja rzadko spotykana, a zarazem unikalna dla FiR Audio, ponieważ za bas odpowiada przetwornik dynamiczny o średnicy 10mm, który przetwarza najniższe tony przy użyciu metody przewodnictwa kostnego. Przetwornik ten perfekcyjnie zgrano z resztą układu, a cały system reprodukcji basu dostał nazwę „Kinetic Bass” i jest unikalny w skali całej branży. Pozostałe części pasma są przetwarzane przez cztery przetworniki armaturowe i jeden elektrostatyczny i promieniują one
w klasyczny sposób dousznie.

FiR Audio Xenon-6 – nie tylko bas, ale i elektrostatyczna góra
Warto też zaznaczyć, że pełnopasmowe, pozbawione zniekształceń i o ogromnej skali brzmienie XE-6 to skutek przemyślanego połączenia różnych rodzajów przetworników. Xenon 6 to słuchawki unikalne także dlatego, że – oprócz przewodnictwa kostnego dla niskich tonów – posiadają dedykowany, elektrostatyczny driver dla tonów najwyższych. Dzięki temu ich prezentacja soniczna jest także niezwykle transparentna i potrafi dokładnie przekazać każde zawiłości nagrania.

FiR Audio Xenon 6 dostępne są już w sieci sklepów HiFiPRO i MP3Store, a ich rekomendowana cena detaliczna brutto wynosi 19995 zł.

FirAudio Krypton-5
To najlepsza wersja brzmienia z wieloprzetwornikowych słuchawek dokanałowych. Oferują one transparentne brzmienie o znakomitych teksturach i niezwykłej czystości.

Krypton 5 to, jak sama nazwa wskazuje – konstrukcja posiadają 5 skrupulatnie dobranych przetworników. Oczywiście także i tutaj mamy kinetyczny przetwornik basowy, a do tego cztery przetworniki armaturowe. Dwa z nich obsługują pasmo średnich tonów, jeden przełom środka i góry, a ostatni odpowiedzialny jest za wysokie tony. I współpracuje z autorskim systemem FiR Audio o nazwie Sound Reflector. System ten znacząco poprawia brzmienie wysokich tonów, poprzez skierowanie ich od przetwornika do słuchacza poprzez odbicie. Sam przetwornik wysokotonowy jest zaś zlokalizowany bezpośrednio
w tubce prowadzącej do ucha, czyli w najlepszym możliwym miejscu.
FiR Audio Krypton 5 dostępne są już w sieci sklepów HiFiPRO i MP3Store, a ich sugerowana cena detaliczna brutto wynosi 15495 zł.

FiR Audio Neon-4
Te słuchawki dedykowane są wszystkim, którzy oczekują gładkiego i nieco kremowego brzmienia. A jednocześnie oczekują znakomitej rozdzielczości oraz świetnego wglądu w nagranie.

To zaawansowana, czteroprzetwornikowa konstrukcja, która oczywiście korzysta z systemu „Kinetic Bass” dla zapewnienia niezrównanej jakości niskich tonów. Oprócz 10mm przetwornika dynamicznego mamy tutaj 3 armaturowe drivery. Jeden obsługuje środek pasma, jeden wyższy środek, a za wysokie tony odpowiedzialny jest przetwornik korzystający – podobnie, jak w pozostałych modelach – z systemu Sound Reflector.
FiR Audio Neon-4 to słuchawki, które oprócz znakomitej, nasyconej i nieco kremowej barwy zaoferują słuchaczowi tektoniczny bas oraz znakomitą scenę oraz przejrzystość. A do tego są, jak każde słuchawki FiR Audio – dopracowane
w każdym calu.
FiR Audio Neon-4 dostępne są już w sieci sklepów HiFiPRO i MP3Store, a ich rekomendowana cena detaliczna brutto wynosi 11995 zł.

FiR Audio Frontier – zaawansowane autorskie technologie
Wszystkie słuchawki FiR Audio z serii Frontier posiadają opracowane przez amerykańską markę, autorskie technologie takie, jak:
Kinetic Bass – użycie dedykowanego dynamicznego przetwornika niskotonowego, który korzysta z przewodnictwa kostnego. Zapewnia do odbiór basu w słuchawkach porównywalny do tego z kolumn. Teraz bas możemy nie tylko usłyszeć, ale także i poczuć.
Atom Venting – specjalny system wyrównywania ciśnienia powstającego
w kanale dousznym. Dzięki temu słuchawek FiR Audio można słuchać całymi godzinami bez uczucia zmęczenia.
Open Acoustics – przetworniki bez rurek przenoszących dźwięk, a zamiast tego promieniujące bezpośrednio do obudowy Sound Reactor. Daje to nieporównywalnie większą i bardziej otwartą scenę, aniżeli w innych słuchawkach dokanałowych.
Rigid Technologies – technologie, które skupiają się na zapewnieniu jak największej trwałości i długowieczności słuchawek FiR Audio. W skład nich wchodzą chociażby takie rozwiązania, jak Rigid 2 Pin, czyli najbardziej trwały konektor typu 2-pin na rynku.

  1. Soundrebels.com
  2. >

Link do zapowiedzi: Sonus faber Serafino G2

Opinia 1

Bez względu na fakt Waszego osobistego postrzegania dźwięku tytułowej włoskiej marki, jedno jest pewne – to niekwestionowana ikona zespołów głośnikowych. A żeby było bardziej intrygująco, śmiem twierdzić, iż pomijając jej ostatnimi czasy różnie odbierane próby wypracowania nowego firmowego brzmienia, hołdująca jej grupa wielbicieli jeśli się nie zwiększyła, to na pewno nie zmalała. I zapewniam potencjalnych poszukiwaczy drugiego dna w tej wypowiedzi, to nie są moje pobożne życzenia, tylko feedback opinii zasłyszanych w wystawowych kuluarach. Tak, tak, znakomicie radzący sobie na rynku od ponad 30 lat Sonus faber nadal ma się znakomicie. Na tyle dobrze, że gdy nawet niezobowiązująco uderzymy do Horna- warszawskiego dystrybutora z zapytaniem o dostarczenie czegoś do testu, z uwagi na pewność co do jakości produktu nigdy nie ma z tym problemu. Taki też cykl zdarzeń miał miejsce w przypadku dzisiejszego spotkania. Co jest tego finałem? Otóż po aprobacie przez opiekuna marki potencjalnego starcia bardzo wyrazistym efektem naszych działań jest próba oceny znakomicie prezentujących się wizualnie i nieco uprzedzając fakty, intrygująco brzmiących kolumn Sonus faber Serafino G2. Zainteresowani? Jeśli tak, zapraszam do dalszej lektury.

Tytułowe konstrukcje to średniej wielkości (prawie 1.1m wysokości), ważące około 48 kg, mogące pochwalić się skutecznością na poziomie 90 dB / 4 Ohm, 3.5 drożne kolumny podłogowe z zorientowanymi na froncie czterema przetwornikami – po jednym: wysokotonowym i pracującym w obudowie zamkniętej średniotonowym oraz dwoma basowymi. Oczywiście jak to u Sonusa jest częstym zabiegiem, wspomniany awers modelu Serafino G2 ubrano w naturalną skórę, a w celach poprawienia wizualizacji projektu przywołane zespoły głośników okalano srebrną obwolutą. Jeśli chodzi o temat budowy skrzynek, te w celach nie tylko wpisania się bryły w każde potencjalne pomieszczenie, ale również, a śmiem twierdzić, iż przede wszystkim walki ze szkodliwymi falami stojącymi, począwszy od frontu płynnym łukiem zbiegają się ku zwieńczonemu pionowymi aluminiowymi żebrami, wąskiemu tyłowi. Przyznam szczerze, wygląda to co najmniej zacnie, a przy okazji w górnej części ciekawie skrywa dwa otwory strojące jakość niskich rejestrów „Stealth Ultraflex”, zaś na dole pozwoliło usadowić podwójne zaciski akceptujące dowolnie zakonfekcjonowane przewody. Tak prezentujące włoskie panny posadowiono na aluminiowej podstawie zaopatrzonej w cztery zwiększające punkty podparcia łapy z kolcami, natomiast w kwestii biżuteryjnego wykończenia posłużono się prążkowanym poprzecznie jasnymi wstawkami, wykończonym w połysku, świetnie dopełniającym projekt fornirem w kolorze wenge.

Gdy po akomodacji kolumn z zastanym systemem usiadałem do pierwszych prób testowych, naturalną koleją rzeczy na myśl przychodziło mi starcie z mniejszymi siostrami Serafino, czyli modelem Olympica Nova V. Oczywiście wiadomym było, że to nieco inna liga, jednak nie od dzisiaj wiadomo, iż ostatnimi czasy nie zawsze coś droższego oznacza coś lepszego. Na szczęście tematem spotkania była marka z tradycjami, a co za tym idzie dbałością o wizerunek, dlatego nie dość, że Włosi nie próbowali, kolokwialnie mówiąc odcinać kuponów, to jeszcze mocno podkręcili dawniej zasłyszaną ciekawą, jednak na tle Serafino G2, tylko średnio wypadającą jakość brzmienia. To było słychać od pierwszych traktów muzyki. Lepsze osadzenie w masie, a przez to barwie i esencjonalności podania materiału w połączeniu ze znanym z testu wspomnianych poprzedniczek rozmachem prezentacji dało spektakularny wynik. Naturalnie to nadal nie była szkoła brzmienia monitorów kultowego radia BBC, jednak wyraźnie słychać było walkę inżynierów w kwestii fajnego pokolorowania nadal w założeniu pełnego informacji środka pasma. I powiem Wam, znakomicie im się to udało. Po pierwsze z uwagi na fakt konsekwentnego stronienia od mistycznego hołubienia wręcz ulepionej średnicy ponad wszystko, za cenę niezbędnej transparentności. Zaś po drugie – takim działaniem, czyli dodaniem masy na środku wspomogli podstawę dźwięku, dzięki czemu całościowo perzy zachowaniu dobrej szybkości narastania sygnału, cechowała go w pełni kontrolowana, ale znacznie większa energia. To było tak umiejętnie zestrojone, aby w miarę możliwości nie ucierpiał żaden gatunek muzyczny.
Weźmy na początek elektronikę spod znaku Depeche Mode „Exciter”. Ten album cechowały 3 bardzo istotne aspekty. Pierwszym było dobre oddanie wyrazistości tworzonych przez syntezatory sygnałów sonicznych. Drugim swoboda i rozmach ich kreowania w eterze. Zaś trzecim utrzymanie wagi partii wokalnych i odpowiednie dociążenie niskich rejestrów, bez czego tego typu muza staje się krzykliwa i w konsekwencji nieprzyjemna. Tutaj Sonusowi udało się wszystkiego dopilnować. Na tyle pozytywnie, że nie odmówiłem sobie posłuchania tego krążka z nieco większym niż zazwyczaj to robię, poziomem głośności. Raz było ostro, innym razem gęsto, ale zawsze w dobrym tonie.
Kolejnym ciekawym przykładem był koncertowy zapis Leszka Możdżera, Larsa Danielsona i Zohara Fresco z Atom String Quartet „Jazz at Berlin Philharmonic III”. To jest znakomita realizacja oficyny ACT, dlatego wespół z możliwościami oferowanymi przez testowane kolumny swobodnie oraz z pełnym spectrum uczestnictwa w koncercie mogłem zatopić się w ulubionym przeze mnie, pobudzającym pokłady emocji, przy okazji znakomicie kojącym duszę jazzie. Nie dość, że całe instrumentarium operowało odpowiednio doprawionym barwą brzmieniem – to feedback wspominanych zbiegów działu inżynierskiego w tym modelu, to jako wisienkę na torcie dostawałem pełnię ekspresji uczestnictwa w wydarzeniu koncertowym – pochodna swobody prezentacji wielu kolumn tej stajni. Panowie co chwila popisywali się znanymi mi od lat solówkami, z tą tylko różnicą, że tym razem odbierane przeze mnie dźwięki zamiast brylowania w eterze w stylu nagrania studyjnego, ewidentnie niosły ze sobą cechy koncertowej lotności.
Na koniec coś intymnego spod znaku koreańskiej artystki Youn Sun Nah w materiale „Lento”. Jak wypadła? Powiem tak. Jej głos był nieźle nasycony, kiedy wymagał tego materiał znakomicie wyrazisty, innym razem spokojny i nastrojowy. Cały występ mimo pewnych obaw, był bardzo przyjemny. Czy idealny? Cóż, na tle przykładowych Harbeth-ów, czy Rogers-ów mógłby mieć w sobie więcej esencji. Miałem swoje SHL5, to słyszałem i wiem. Jednak nie oszukujmy się, producent opisywanych zespołów głośnikowych o takim stylu, czyli ocierającym się o manierę uplastycznianiem przekazu nawet przez chwilę nie pomyślał. Jego produkt miał być w miarę uniwersalny, co po latach osobistych poszukiwań i ostatecznym wyborze innej niż Harbeth-y prezentacji w pełni zrozumiałem, dlatego przy obecnej wiedzy stwierdzam, iż ten występ taki właśnie był. Nie za jasny, nie za lekki, nie za oleisty, za to prezentowany z oddechem i nienachalnym wypełnieniem. Z dużą dozą prawdopodobieństwa dla wielu w punkt.

Komu dedykowałbym nasze bohaterki – Sonuus faber Serafino G2?. Powiem szczerze, że jak rzadko kiedy, nie będę miał z tym najmniejszego problemu. Po prostu wszystkim oprócz pięknego designu i wykończenia, szukającym muzyki podanej z nutką nonszalancji. Nie za gęsto, nie za lekko, tylko z przyjemnie okraszonym wagą dźwięku rozmachem. Rozmachem, który naturalnie dodatkowo można skorygować stosowną konfiguracją sprzętową. Włosi kolejny raz postawili na swobodę, którą akurat w tym modelu wspomogli odrobiną body, za co z pewnością wielu z Was tytułowe Serafinki bez problemu pokocha.

Jacek Pazio

Opinia 2

Przymiarki do testu dzisiejszych gościń a po prawdzie ich protoplastek rozpoczęliśmy w niezwykle miłych tak pod względem kulinarnym, jak i artystycznym okolicznościach ponad … sześć lat temu. Zainaugurowaliśmy bowiem śniadaniem z Anną Marią Jopek w ekskluzywnych wnętrzach stołecznego Cosmopolitan w ramach przedpremierowego odsłuchu albumu „Minione”, by dzień później, już wieczorową porą, zanurzyć się w przedpremierowych, synth-popowych dźwiękach „Spirit” Depeche Mode w nieodżałowanym Studiu U22. Jak jednak Państwo widzicie przymiarki przymiarkami, plany planami a życie życiem, więc w tzw. międzyczasie Włosi zdążyli odświeżyć serię Homage Tradition a tym samym Horn – rodzimy dystrybutor marki, zamiast dokonywać swoistej ekshumacji raczył był uszczęśliwić nas najnowszymi inkarnacjami środkowego modelu należącego do ww. linii, czyli zgrabnymi podłogówkami Serafino G2, ponad którymi znajdziemy Amati a poniżej Guarnieri, które w przyszłości ma uzupełnić centralny Vox.

Skoro w końcu udało nam się w towarzystwie tytułowych Włoszek przekroczyć magiczną barierę 100 kPLN jasnym jest, że przynajmniej jeśli chodzi o kwestie natury wizualnej będziemy cieszyć oczy szlachetnymi materiałami i dopracowanymi w najdrobniejszych szczegółach detalami. I tak też jest w istocie, bowiem co tu dużo mówić stolarka Serafino jest najwyższych lotów. Zwężające się ku tyłowi wzorem liry skrzynie wykonano z dziewięciowarstwowych, giętych sandwichy drewnianych pokrytych dziewięcioma warstwami lakieru, dostępnych w trzech wersjach wykończenia: graphite, wenge i red. Jak widać na załączonych zdjęciach do nas trafiły egzemplarze w środkowej opcji i przynajmniej moim skromnym zdaniem prezentują wprost obłędnie. Ciemne wenge nader udanie kontrastuje z klonowymi żyłkami a anodowane na satynowy tytan aluminiowe ranty płyty górnej, szyna zastępująca śladowej szerokości ścianą z idealnie wkomponowanymi podwójnymi terminalami głośnikowymi i podłużnym otworem „Stealth Ultraflex” wentylującym komorę basową oraz uzbrojona w kolce podstawa spinają optycznie całość. Warto jednak mieć świadomość, iż poza stanowieniem niewątpliwej ozdoby pełnią one rolę zdecydowanie bardziej istotną, bowiem są swoistym egzoszkieletem usztywniającym całą bryłę i zarazem zapobiegają pasożytniczym rezonansom elementów drewnianych z jakich wykonano ściany. Nie da się oczywiście pominąć pokrytego skórą frontu, na którym pyszni się sekcja wysoko-średniotonowa z przeprojektowanym 28mm jedwabnym tweeterem D.A.D z charakterystycznym łukowatym dyfuzorem i stykającym się membraną przetwornika elementem antyrezonansowym „Arrow Point” oraz również poddanym poważnym modyfikacjom, widocznym przede wszystkim w przypadku korektora fazy o diametralnie innym kształcie aniżeli w poprzedniej wersji, 150 mm średniotonowcem. Reprodukcję najniższych częstotliwości powierzono parze drugiej generacji 180 mm wooferów Intono z nowymi cewkami i zoptymalizowanymi pod względem wentylacji ramionami koszy. Nieobeznani z tematem czytelnicy mogą co prawda kręcić nosem na niezbyt urodziwe otwory mocowania maskownic, jednak proszę mi wierzyć na słowo, że akurat tym razem mamy do czynienia z wyjątkiem potwierdzającym regułę i o ile w 99,9% przypadków odwodzę Państwa od pomysłu zakładania takowych, to w Serafino owych przeciwwskazań nie znajduję, gdyż zamiast mniej, bądź bardziej degradującej brzmienie przetworników rozpiętej na ramce za przeproszeniem pończochy mamy zestaw eleganckich „strun” które naciągamy na montowanych w ww. otworach aluminiowych „mostkach”. Skoro między wierszami przewinął się temat różnic, to warto również zwrócić uwagę na fakt iż w pierwszej odsłonie Serafino znajdujący się na ścianie górnej firmowy logotyp wkomponowano w ozdobny szyld, a tym razem postawiono na zdecydowanie mniej ostentacyjną i przez to bezapelacyjnie bardziej wyrafinowaną autopromocję poprzez wykonanie stosownej intarsji, co w połączeniu ze wspomnianą wielowarstwową powłoką lakierniczą daje iście zachwycający rezultat.
Od strony elektrycznej mamy do czynienia z układem 3.5 – drożnym z częstotliwościami podziału ustalonymi na 200, 250 i 2 400Hz. Zgodnie z zapewnieniami producenta Serafino mogą pochwalić się 90dB skutecznością przy 4 Ω impedancji, co dobrze wróży ich kompatybilności z większością adekwatnych klasą wzmacniaczy, choć rekomendacja używania wzmocnienia dysponującego przynajmniej 50 – 300W nieco studzi zapał do sięgania po eteryczne, SET-owe lampowce. Jednakże z czystej ciekawości i przekory spróbowałbym szczęścia z chociażby Ayonem Spitfire bądź Kronzillą KR Audio, więc jeśli najdzie Państwa ochota na jakieś niekoniecznie oczywiste konfiguracje, to gorąco zachęcam do wszelakich eksperymentów, których rezultaty mogą Was mile zaskoczyć, jak nas zestawienie Bowers&Wilkins 802D3 z teoretycznie słabowitymi końcówkami mocy Audio Tekne.

Skoro walory natury wizualnej wywołały same ochy i achy najwyższa pora na skupienie się na zdolnościach Serafino G2 do uwodzenia nie tylko zmysłu wzroku, ale i słuchu. W końcu jakby ktoś chciał jedynie napawać się wyglądem nowego nabytku równie dobrze mógłby wybrać jakąś zabytkowa etażerkę, bądź sekretarzyk i też byłby zadowolony. Pech jednak w tym, że dla wyrafinowanego audiofila – estety kolumny mają nie tylko wyglądać, ale i grać, więc przejdźmy do konkretów. A jest o czym pisać, gdyż najnowsza odsłona „średniaków” z serii Homage już od pierwszych taktów „Music Inspired by Slavs” pokazała, że sroce spod ogona nie wypadła i zarazem jest nader oczywistym – wyższym stopniem wtajemniczenia oraz wyrafinowania od swoich protoplastów. Do czego piję? Ano do tego, że poprzednie Serafino dość odważnie operowały górą, która choć otwarta i czysta potrafiła w pewnych konfiguracjach na dłuższą metę nieco zbyt zabiegać o atencję, czy wręcz skłaniać do poszukiwań nieco zaokrąglonego i ciemniejszego tonalnie repertuaru. Tymczasem G2-ki bynajmniej nie obniżając poprzeczki rozdzielczości osiągnęły większą głębię i osadzoną w iście organicznej soczystości dojrzałość, dzięki czemu czy to dulcimer, czy lira korbowa nie wywoływały stanów lękowych i pękania szkliwa na zębach a jednocześnie trudno byłoby je uznać za w nawet najmniejszym stopniu wycofane, zgaszone, bądź zaokrąglone. Dla pewności jeszcze potraktowałem eleganckie Włoszki dość szorstką w swym wyrazie i niepokojącą w warstwie emocjonalnej elektroniką w postaci rozpoczynającej się odgłosem roju owadów „Perseverantia” duetu Hackedepicciotto i gdy i tutaj również nie sposób było wyłapać jakichkolwiek oznak szklistości, czy też granulacji innych aniżeli zamierzonych przez samych twórców dałem sobie spokój z szukaniem dziury w całym i problemów tam, gdzie ich nie ma. Dzięki temu, z nieukrywaną satysfakcją, mogłem delektować się nad wyraz obszerną tak w domenie szerokości, głębokości i wysokości sceną nie dość, że dalece wykraczającą poza ramy wyznaczone poprzez rozstaw samych kolumn, jak i ścian naszego OPOS-a. Nie odnotowałem też żadnych problemów z umownym „znikaniem” Sonusów z owej sceny, oraz wręcz idealnym „zszyciem” przetworników ze sobą, więc śmiało możemy uznać, iż i pod tymi względami konstruktorom udało się osiągnąć bardzo wysoki poziom spójności. Tu jednak pozwolę sobie na drobną uwagę, bowiem Serafino, będąc czystej krwi reprezentantkami najnowszej generacji włoskiej myśli technicznej zamiast iść w kierunku wyraźnego i zarazem asekuracyjnego ocieplenia i zaokrąglenia stawiają na iście krystaliczną czystość, rozdzielczość i zwinność, więc jeśli ktoś bazując li tylko na ich nieco „rustykalnej” aparycji spodziewa się lepkiej i gęstej niczym miód prezentacji będzie zmuszony nieco zweryfikować swoje oczekiwania, bądź nieco się nagimnastykować, by takowy efekt osiągnąć pozostałymi elementami toru. Nie oznacza to jednak chłodnej analityczności a jedynie dążenie do swoistej transparentności i ograniczenia się do reprodukcji przekazywanych przez wzmacniacz informacji a nie ich interpretacji. Średnicę mamy zatem niezwykle komunikatywną i wręcz kipiącą informacjami, lecz bez wrażenia ich przeładowania, gdyż Serafino z wrodzonym wdziękiem i zgodnie tak z logiką, jak i zamysłem realizatorów dokonują stosownej selekcji pod względem istotności i roli w przekazie muzycznym, więc to tylko od odbiorcy zależeć będzie jak głęboko w tkankę nagrania będzie chciał się zanurzyć. Doskonale to słychać na wspomnianym albumie „Perseverantia” gdzie pierwszy plan, wierzchnia warstwa wydaje się w mniej rozdzielczych systemach jedynie zagmatwana, zaszumiona i a tam gdzie wspomniana rozdzielczość zastępowana jest detalicznością nazbyt szorstka, jednak wraz ze wzrostem właściwej rozdzielczości a nie analitycznej detaliczności okazuje się, że wszystkie dźwięki mają właściwą definicję, miejsce w przestrzeni i czas trwania, układając się w co prawda skomplikowaną, jednak niezaprzeczalnie logiczną całość a wraz z odkrywaniem kolejnych ich pokładów doceniamy inwencję, talent i warsztat ich twórców. Podobne komplementy należą się również najniższym składowym, które gdy wymaga tego sytuacja są kruche niczym karnawałowe faworki, by po chwili rozlać się po podłodze niczym niemalże płonąca surówka z martenowskiego pieca.
Jak się z pewnością Państwo domyślacie oczywistymi beneficjentami takich walorów brzmieniowych nie są li tylko elektroniczne szumy i trzaski, lecz również zdecydowanie bardziej analogowe i niezelektryfikowane formy artystycznego wyrazu, jak wszelakiej maści większe i mniejsze składy jazzowe, czy orkiestry symfoniczne. Ba, śmiem wręcz twierdzić, iż jeśli ktoś nie wyobraża sobie dnia bez chociażby kilku kwadransów w towarzystwie Bacha, Brucknera, Mahlera, Mozarta, czy Straussa i innych wielkich kompozytorów lubujących się w dziełach dedykowanych wielkim aparatom wykonawczym, to właśnie na najnowszą inkarnację Serafino powinien zwrócić szczególną uwagę, gdyż tego typu repertuar jest dla nich przysłowiową wodą na młyn. Z łatwością bowiem będą w stanie oddać zarówno najcichszy szmer miotełki muskającej werbel, czy świergot pikuliny, jak i potężne, wgniatające w fotel tutti i to przy zachowaniu pełnego pakietu informacji i różnorodności poszczególnych jego składowych, czyli natywnej sygnatury każdej z sekcji instrumentów owo spiętrzenie dźwięków tworzących. W ramach weryfikacji powyższych zapewnień i superlatyw polecam sięgnąć po „Rhapsodies” Leopolda Stokowskiego i jeśli tylko elektronika i pomieszczenie pozwolą tytułowym Sonus faberom rozwinąć skrzydła, to coś czuję w kościach, że uśmiech trzeba będzie Państwu zdejmować chirurgicznie, bądź poczekać co najmniej tydzień aż mięśnie twarzy przestaną usilnie dążyć do upodobnienia was do Jacka Nicholsona wcielającego się w Jokera.

Sonus faber Serafino G2 to kolumny tyleż eleganckie i wyrafinowane, co orzeźwiająco krystaliczne i rozdzielcze, dające fenomenalny wgląd w nagranie, lecz i wymagające względem towarzyszącego im toru. Ani im w głowie naprawianie, bądź li tylko maskowanie, pudrowanie niedociągnięć współpracującej z nimi elektroniki. Jeśli jednak potraktujecie je z odpowiednią atencją i dacie im odpowiednie warunki, w tym przestrzeń do rozwinięcia skrzydeł to szanse, że zostaną z Państwem na lata wydają się całkiem spore.

Marcin Olszewski

System wykorzystywany w teście:
– transport: CEC TL 0 3.0
– streamer: Lumin U2 Mini + switch Silent Angel Bonn N8
– przetwornik cyfrowo/analogowy: dCS Vivaldi DAC 2.0
– zegar wzorcowy: Mutec REF 10 SE-120
– reclocker: Mutec MC-3+USB
– Shunyata Research Omega Clock
– Shunyata Sigma V2 NR
Przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Pandora
Końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
Kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
Kable głośnikowe: Synergistic Research Galileo SX SC
IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
XLR: Tellurium Q Silver Diamond, Hijiri Milion „Kiwami”, Siltech Classic Legend 880i
IC cyfrowy: Hijiri HDG-X Milion
Kabel LAN: NxLT LAN FLAME
Kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, Synergistic Research Galileo SX AC
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END, FURUTECH e-TP80 ES NCF
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon – Clearaudio Concept
– wkładka Essence MC
– przedwzmacniacz gramofonowy Sensor 2 mk II
– docisk płyty DS Audio ES-001

Dystrybucja: Horn
Producent: Sonus faber
Cena: 119 998 PLN

Dane techniczne
Konstrukcja: podłogowe, 3.5-drożne; sekcja średniotonowa zamknięta, sekcja basowa wentylowana „Stealth Ultraflex” system
Zastosowane przetworniki
– wysokotonowe: 1 x 28 mm DAD Arrow Point
– średniotonowe: 1 x 150 mm z systemem magnesów neodymowych
– niskotonowe: 2 x 180 mm Intono Woofers
Częstotliwość podziału zwrotnicy: 200Hz – 250Hz – 2.400Hz
Pasmo przenoszenia: 30 – 35.000 Hz
Skuteczność: 90 dB SPL (2.83V/1 m)
Impedancja nominalna: 4 Ω
Zalecana moc wzmacniacza: 50 – 300W
Dostępne wykończenie: graphite, red, wenge
Wymiary (W x S x G): 1091 x 396 x 485 mm
Waga: 48,5 kg

  1. Soundrebels.com
  2. >

Opinia 1

O tym jak śliskim a zarazem niedocenianym tematem jest kwestia okablowania sieciowego/Ethernet/LAN (nomenklatura dowolna) świadczy fakt, iż większość periodyków bądź dyplomatycznie udaje, iż niniejszą dziedzinę niespecjalnie można / warto zaliczyć do domeny Hi-Fi/High-End, bądź po prostu odpuszcza temat wychodząc z założenia, że nie ma co wsadzać przysłowiowego kija w mrowisko i narażać się na ataki antykablarskiego lobby. Mówi się trudno, jednak my bynajmniej nie zamierzamy chować głowy w piasek i jeśli jakieś akcesorium, bądź w tym przypadku przewód stanowiący ewidentną składową systemu na jego brzmienie w sposób oczywisty i bezdyskusyjny wpływa, to czujemy się w obowiązku własnymi obserwacjami na łamach SoundRebels podzielić. Co też na przestrzeni ostatniej dekady czyniliśmy biorąc na redakcyjny tapet całkiem imponujący bukiet popularnych skrętek obejmujący, idąc w porządku alfabetycznym Audiomica Laboratory (Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence), David Laboga Custom Audio Ruby Ethernet, fidata HFLC, Furutech Lan-8 NCF i Synergistic Research Galileo SX Ethernet. Jeśli komuś mało pozwolę sobie nieśmiało tylko wspomnieć, że do powyższej listy możemy dopisać Cardas Audio Clear Network, Wireworldy Chroma 8 i Starlight 8, którymi żonglowaliśmy podczas testów switcha Silent Angel Bonn N8 oraz JCAT Reference LAN Cable GOLD obecny przy recenzji Telegärtnera M12 SWITCH GOLD. Śmiem więc twierdzić, iż co nieco w życiu usłyszeliśmy, jakiś bagaż doświadczeń zdobyliśmy i mamy merytoryczny podkład do dalszych eksploracji. Tym oto sposobem dotarliśmy do sedna i bohatera niniejszej recenzji, czyli rodzimego przewodu Next Level Tech NxLT Lan Flame.

Jak ww. łączówka się prezentuje widać gołym okiem i na powyższych zdjęciach. Ot nader wdzięczny pod względem wiotkości, niezbyt gruby przewód otulony czarną, tekstylną plecionką i zaterminowany rewelacyjnymi wtykami Telegärtnera poprzedzonymi firmowymi termokurczkami z charakterystycznym, ornitologicznym logotypem, nazwą marki i wytłoczonym numerem seryjnym. Dodatkową koszulkę umieszczono mniej więcej w połowie długości i warto przed podłączeniem rzucić na nią okiem, gdyż to właśnie na niej naniesiono wskazówki odnoście kierunkowości przewodu. Podobnie do rodzeństwa z linii Flame również i Lan dostarczany jest w zgrabnej i zarazem poręcznej, wyściełanej gąbką walizeczce a wraz z nim nabywca znajdzie wewnątrz stosowny certyfikat oryginalności oraz informację o wstępnym wygrzaniu przewodu, który jednakowoż do pełni swoich możliwości potrzebować będzie około 72 godzin pracy w docelowym systemie.
Od strony technicznej NxLT Lan Flame wykonano z linek z miedzi beztlenowej OFC, które zostały skręcone parami i ekranowane. Przewód spełnia parametry kategorii CAT7 a z kolei pozłacane wtyki Telegärtnera CAT 8.1. Ekranowanie jest podwójne – z folii i cynowanych drutów miedzianych, co nader jasno nawiązuje do analogowego rodzeństwa – łączówek RCA i XLR z serii Flame, gdzie właśnie takie rozwiązanie zastosowano. Jeśli ktoś na bazie powyższych informacji dotyczących trzewi naszego gościa liczył na jakieś sensacje i cuda wianki mające przekładać się na jego wprost oszałamiające walory soniczne, to bardzo przepraszam, ale trafił pod zły adres, bowiem Robert Slowiński stojący za marką Next Level Tech zamiast przysłowiowego audio-voodoo i bajek z mchu i paproci woli poszukiwać spełniających jego oczekiwania przewodników i na ich bazie, oraz na drodze autorskich zaplotów i procesu kriogenizacji osiągać zamierzony efekt. Jaki? O tym w następnym akapicie.

Patrząc na ceny skierowanych do wymagających odbiorców, czytaj audiofilów, produktów śmiało można wysnuć tezę, iż bez dyszki (niestety chodzi o 10 kPLN) za bardzo nie ma co startować, jeśli mierzy się w mniej bądź bardziej zdefiniowany High-End a wybór ograniczamy li tylko do akcesoriów i okablowania. Tymczasem nasz dzisiejszy gość nic a nic nie robiąc sobie z obowiązujących reguł pokazuje, że jeśli czegoś nie da się zrobić wystarczy, że pojawi się ktoś, kto o tym fakcie nie wie i po prostu to zrobi. I tak też jest w niniejszym przypadku, gdyż pod względem finansowym wyrób Next Level Tech nijak do High-Endu zaliczać się nie powinien a tymczasem … A tymczasem jego wpięcie sprawia, że wiara w ludzi znających się na rzeczy a jednocześnie niespecjalnie chcących drenować kieszenie potencjalnych nabywców wraca niczym „Kevin sam w domu” na święta. Mówiąc wprost obecność Next Level Tech NxLT Lan Flame działa tyleż orzeźwiająco, co energetyzująco. Dźwięk nabiera oddechu, swobody i rozdzielczości przy wyraźnym zróżnicowaniu nawet najniższych składowych i iście zaraźliwej dynamice. Referencyjny album „The Devil’s Lyre” Lowella Liebermanna w sposób nad wyraz bezpardonowy unausznia (bo przecież nie unaocznia o ile tylko nie mówimy o widzeniu dźwięków po spożyciu pewnych substancji psychoaktywnych) jak głęboko i z jaką precyzją tytułowy przewód jest w stanie wniknąć w strukturę dokonanego w Blue Griffin’s Studio “The Ballroom” w Lansing (Michigan) nagrania i oddać bogactwo do tej pory niedostrzegalnych niuansów, wybrzmień i samej pracy królewskiego instrumentu (Steinway Model D #533611). Co ciekawe nie jest to siłowe wypychanie przed szereg jakiś pomijalnych artefaktów a dążenie do jak najwierniejszego oddania realizmu i emocji drzemiących w materiale źródłowym. Dodatkowo Flame zapewnia absolutnie czarne tło, bez czasem obecnej szarej, powodującej rozedrganie i rozmycie dalszych planów „mory”. Nie mniej atrakcyjnie wypadają zdecydowanie bardziej rozbudowane formy artystycznego wyrazu, jak daleko nie szukając „Universal Migrator, Pt. I & II” Ayreona, gdzie właśnie ze względu na wieloplanowość i złożoność projektu przy słabszej rozdzielczości całość może wydawać się nieco chaotyczna i przeładowana. Tymczasem nie jest to problem kompozycji Arjena Lucassena a zdolności samego systemu do poradzenia sobie z takim natłokiem informacji. W tym momencie na scenę wkracza nasz mroczny obiekt pożądania i udrażnia krwiobieg niczym sok grapefruitowy z niewielkim dodatkiem szlachetnych procentów wypłukujący cholesterol z naszych żył. I nie jest to bynajmniej przesada, gdyż Flame „otwiera” słyszalne pasmo od góry i zarazem utwardza – konkretyzuje je od dołu sprawiając, iż bas schodzi zauważalnie niżej. Słychać zatem więcej i co najważniejsze lepiej, bowiem wzrost rozdzielczości nie oznacza osuszenia i sztucznego podbicia kontrastu w stylu nieudolnego HDR-a a jedynie oczyszczenie przekazu z pozornie trudnego do zdefiniowania „smogu” przykrywającego całość ograniczającym widoczność całunem. I to, że kolory stają się żywsze wcale nie jest pochodną majstrowania przy ich saturacji a li tylko zdjęcia pokrywającej je patyny. Powiem szczerze, że efekt jest porównywalny do konfrontacji książkowych wyobrażeń większości z nas o XIV-XVIII wiecznym malarstwie, gdzie przeważa mrok i ledwo wyłaniającymi się z niego postaciami. Wystarczy jednak wizyta w Galeria Starych Mistrzów w drezdeńskim Zwingerze, by diametralnie zweryfikować i zrewidować posiadany stan wiedzy. Po prostu to, czym „karmiono” nas w podręcznikach było podłą kopią i poślednią kalką tego, co tak naprawdę na starych płótnach się znajduje i co na własne oczy można zobaczyć we wspomnianym muzeum. Trzeba tylko chcieć i być otwartym na swoistą terapię szokową, bo większość z prezentowanych tam dzieł aż kipi soczystością barw i złożonością wieloplanowych kompozycji. Dokładnie to samo wprowadza, choć zdecydowanie bardziej trafnym określeniem wydaje się „uwalnia” w definicji reprodukowanych dźwięków rodzima łączówka. Nie jest może przy tym tak gęsta i soczysta jak David Laboga Custom Audio Ruby Ethernet i tak spektakularna jak Synergistic Research Galileo SX Ethernet, jednakże krzyżyk na drogę temu, kto nie doceni jej wyrafinowania i prawdomówności.

Niby co i rusz słyszymy, że to nie cena decyduje o klasie urządzenia/komponentu i że pieniądze nie grają, to jakby nie patrzeć jakość swoje kosztować musi. Jak się jednak okazuje niby w każdym z powyższych stwierdzeń jest jakieś ziarnko prawdy, lecz dopiero spotkanie twarzą w twarz, bądź jak kto woli oko w może nie oko a wtyk z Next Level Tech NxLT Lan Flame pokazuje jak pozory potrafią mylić. Bo któż mógłby przypuszczać, że ten rodzimy, zaskakująco nomen omen, niepozorny przewód nie tylko śmie, ale bez najmniejszej tremy gra w tej samej lidze, co najwięksi z audiofilskiego panteonu sław. Chapeau bas!

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature) + Finite Elemente Cerabase compact
– Odtwarzacz plików: Lumin U2 Mini + Omicron Magic Dream Classic; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB; Ayon S-10II Signature
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Dynavector DV-10X5
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Końcówka mocy: Bryston 4B³ + Graphite Audio IC-35 Isolation Cones
– Kolumny: Dynaudio Contour 30 + podkładki Acoustic Revive SPU-8 + kwarcowe platformy Base Audio
– IC RCA: Furutech FA-13S
– IC XLR: Vermöuth Audio Reference; Acrolink 7N-A2070 Leggenda
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Fidata HFU2; Vermöuth Audio Reference USB
– Kable głośnikowe: Vermöuth Audio Reference Loudspeaker Cable; Signal Projects Hydra + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Switch: Silent Angel Bonn N8 + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Silent Angel Forester F1 + Luna Cables Gris DC
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT

Opinia 2

Nie od dzisiaj wiadomo, że gro obecnie rozdających karty firm audio swoje początki zaliczyło w zaciszu domowym. Tak tak, domowym, bowiem zanim pierwsze projekty oficjalne ujrzały światło dzienne, ich premiery były poprzedzone wielogodzinnymi odsłuchami na bazie znanego od podszewki, posiadanego systemu. I bez znaczenia, czy rozprawiamy o światowych tuzach, czy niedużych, ale znakomicie rozpoznawalnych brandach, bowiem wspomniany proces powoływania dosłownie każdego projektu audio oparty był i obecnie jest o wspomniany schemat. Jaki jest cel powyższego, wprowadzającego Was w świat dzisiejszej testowej przygody wtrącenia? Oczywiście przedstawienie podążającej tę samą drogą rozwoju, tym razem rodzimej, stacjonującej w stolicy Dolnego Śląska – Wrocławiu marki kablowej. Co prawda na razie w kwestii rozbudowania portfolio z racji niedługiego czasu działania na rynku, dość niedużej, jednak w kręgach zorientowanych w tematyce audio melomanów na bazie oficjalnie powołanych do życia kabli sygnałowych Water, Air XLR i Flame XLR znakomicie rozpoznawalnej. Naturalnie mowa o projekcie Next Level Tech, który tym razem poprosił o opinię na temat najnowszego produktu z działu streamowania muzyki w postaci kabla cyfrowego NxLT Flame LAN.

Przywołując kilka pozyskanych od producenta informacji na temat tytułowego przewodu chyba najważniejszą jest wykorzystanie beztlenowej miedzi OFC jako przewodnika w postaci linki. Jeśli chodzi o jego wewnętrzną geometrię, mamy do czynienia z żyłami skręcanymi parami osłoniętymi ekranem. Produkt spełnia standardy techniczne CAT 7, zaś do terminacji wykorzystano pozłacane wtyki CAT 8.1. Całość zdobytych informacji zamyka wiedza o budowie przywołanego ekranowania, które opiewa na podwójny przebieg folii oraz oplot cynowanych drucików miedzianych. Tak prezentujący się kabelek dostarczany jest do klienta w dedykowanej, miękko wyściełanej, aluminiowej walizeczce ze stosownym certyfikatem oryginalności.

Czym ugościł mnie – naturalnie w tematyce sonicznej – będący clou spotkania niepozorny kabelek? Oj, przyznam szczerze, że z pewnością nie zaskoczył, a jeśli już miałbym rozpatrywać jego działanie w takiej terminologii, to powiedziałbym, że pozytywnie. Powód? Z pozoru nic szczególnego, jednak bardzo istotnego, jakim jest podążanie drogą brzmieniową kabla Flame XLR. To konsekwentnie bardzo esencjonalne, pełne energii i dobrej wagi, przy zachowaniu oddechu granie, bez którego wielu z nas nie wyobraża sobie postawienia dźwięku systemu na odpowiednio emocjonalnym poziomie. I wbrew pozorom jego znakomitość nie wynika li tylko z samych działań na poziomie utrzymania wspomnianych aspektów przekazu, tylko odpowiedniego ich skorelowania, gdyż aby muzyka była przyjemna, ale przy tym nie nudna w odbiorze, nie wystarczy samo jej dociążanie. Niestety gdy tchniemy w nią trochę body, trzeba zadbać o dobrą kontrolę przekładającą się na wzmocnienie energii. A jeśli to nam się uda, nie możemy zapomnieć o pozwoleniu jej swobodnie wybrzmieć, a czasem nawet błysnąć. I to właśnie potrafi nasz bohater. Oczywiście zaowocuje to szybkością rysowania wydarzeń scenicznych, atakiem i wyrazistością krawędzi dźwięku, co ewidentnie zauważyłem w starciu z kilkukrotnie droższym, flagowym Synergisticiem Galileo SX Ethernet. Jednak zapewniam, w wartościach bezwzględnych wybór pomiędzy tymi pozycjami będzie odbywać się na zasadzie ożenku z muzyką pełną dostojności lub dobrze rozumianej nieobliczalności. Czyli co kto lubi, a nie lepsze vs gorsze. Dlatego chyba nikogo nie zdziwi fakt jeśli nie znakomitego – wszelkiego rodzaju muzyka klasyczna, jazzowa, wokalna i im podobne, to przynajmniej dobrego – chodzi o nurty bazujące na szaleństwie i ekspresji zapisów nutowych typu rock i elektronika, występu NxLT Flame LAN podczas testu. W pierwszym przypadku zapewniał mi odpowiedni pakiet kolorowego błysku, który przekładał się na świetne zawieszenie muzyki w eterze na nieograniczonej rozmiarami wirtualnej scenie. Raz pozwalał jej bezkreśnie wybrzmiewać, innym razem powalająco ją kolorował, jednak nigdy nie pozwalał przekraczać granic dobrego smaku. W drugim zaś rozdaniu z agresywniejszą muzą robił niby to samo, jednakże w odróżnieniu do wielu tego typu orędowników esencjonalnego przekazu tylko delikatnie słodził i nasycał dany projekt, aby przy minimalnych kosztach ich ugładzania stać się być jedynie bardziej strawnym lub wyrazistym. Co to oznacza? Naturalnie zwiększał masę, a przez to puls brzmienia instrumentów oraz wokalizy, by w przypadku rockowych produkcji zazwyczaj przyjaźnie korygować słabość ich realizacji, zaś w elektronice podsycać poziom w następstwie czynu bardziej dosadnych, na szczęście nadal dalekich od monotonii mini-trzęsień ziemi w moim pokoju. A co w tym wszystkim było najciekawsze, ani razu nie udało mi się go złapać na jakimś dramatycznym potknięciu. Zawsze, nawet podczas słuchania najbardziej ekwilibrystycznych kawałków konsekwentnie wychodził z każdego starcia z tarczą. Skąd to wiem? Cóż, od dawna bawię się nim na co dzień.

Czy na podstawie moich już dotychczasowych doświadczeń tytułowy kabel NxLT Flame LAN poleciłbym każdemu z Was? Nie będę owijał w bawełnę, tylko prosto z mostu powiem, że tak. Tak, bo pozwala systemowi pokazać ukochaną dla nas muzykę jako wydarzenie pełne barwy i przy okazji nieskrepowanie dźwięczne. Niestety bez tego ma bardzo dużą szansę zalatywać anoreksją, albo zamiast wypaść jako spójny obraz, stanie się zbiorem pojedynczych dźwięków. Jest tylko jedno drobne ale. Jakie? To naprawdę drobnostka. Chodzi bowiem o co najmniej poprawną konfigurację potencjalnego zestawu audio. Naprawdę wystarczy poprawna, gdyż ethernetowy Flame mimo wpisanej w kod DNA oferty cech nasycenia robi to ze swoistą gracją.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– transport: CEC TL 0 3.0
– streamer: Lumin U2 Mini + switch Silent Angel Bonn N8
– przetwornik cyfrowo/analogowy: dCS Vivaldi DAC 2.0
– zegar wzorcowy: Mutec REF 10 SE-120
– reclocker: Mutec MC-3+USB
– Shunyata Research Omega Clock
– Shunyata Sigma V2 NR
Przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Pandora
Końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
Kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
Kable głośnikowe: Synergistic Research Galileo SX SC
IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
XLR: Tellurium Q Silver Diamond, Hijiri Milion „Kiwami”, Siltech Classic Legend 880i
IC cyfrowy: Hijiri HDG-X Milion
Kabel LAN: NxLT LAN FLAME
Kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, Synergistic Research Galileo SX AC
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END, FURUTECH e-TP80 ES NCF
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon – Clearaudio Concept
– wkładka Essence MC
– przedwzmacniacz gramofonowy Sensor 2 mk II
– docisk płyty DS Audio ES-001

Producent: Next Level Tech
Ceny
2 047 PLN / 0.75m; 2 440 PLN / 1m + 394 PLN / kolejne 0.25m
338€ / 0.75m; 431€ / 1m + 92€ / kolejne 0.25m