Eindhoven, 6 sierpnia 2020 r. – Marantz, światowy lider w dziedzinie zaawansowanych technologii dźwięku, z dumą prezentuje dwa nowe modele z serii 12 Special Edition: wzmacniacz zintegrowany PM-12 Special Edition oraz odtwarzacz SACD SA-12 Special Edition z trybem DAC.
Od czasu do czasu mistrzowie dźwięku Marantz identyfikują produkty o wyższym potencjale niż oczekiwano, a następnie udoskonalają je do standardu serii Special Edition poprzez jeszcze bardziej przemyślany dobór podzespołów z niezwykłą dbałością o szczegóły, oraz dostrajanie brzmienia w niezliczonych sesjach odsłuchowych. Oryginalne SA-12 i PM-12, stworzone wyłącznie na rynek japoński, okazały się godne takiej uwagi.
Opierając się dodatkowo na osiągnięciach poczynionych podczas opracowywania uznanej serii KI Ruby, mistrzowie dźwięku Marantz wraz z naszymi europejskimi inżynierami skrupulatnie przygotowali nową serię 12 Special Edition.
Czysto analogowy wzmacniacz
Wzmacniacz zintegrowany PM-12 Special Edition został zbudowany tylko w jednym celu – zapewnienia najwyższej jakości dźwięku z podstawowej koncepcji PM-12 – dlatego wykorzystuje dwustopniową konstrukcję z oddzielnymi zasilaczami dla przedwzmacniacza i sekcji wzmacniacza mocy. Obwody zapewniają najczystszą ścieżkę sygnału dostarczanego do wzmacniaczy, które oferują 100 W mocy na kanał przy obciążeniu 8 omów lub 200 W mocy na kanał przy 4 omach. Wysokiej jakości przyłącza wejściowe z niklowanej miedzi i terminale głośnikowe z miedzi o wysokiej czystości gwarantują utrzymanie czystości sygnału od momentu wejścia do wzmacniacza, aż do wysłania go do głośników.
PM-12 Special Edition opiera się na rozwiązaniach stosowanych we wzmacniaczach PM-10 i PM-KI Ruby, takich jak przedwzmacniacz gramofonowy MC/MM, wraz z sekcją korektora Marantz Musical Premium Phono EQ i technologią Marantz HDAM, aby zapewnić bezkompromisową czystość sygnału.
Całkowicie analogowa konstrukcja PM-12 Special Edition przyczynia się do wyjątkowo niskiego poziomu szumów i zachowania zasady czystej konstrukcji. Chociaż wykorzystanie konwertera cyfrowo analogowego we wzmacniacz może wydawać się wygodne, obwody cyfrowe z natury generują szumy elektrycznie mogące zakłócać delikatne sygnały analogowe przechodzące przez wzmacniacz. Dlatego firma Marantz zdecydowała się zachować całkowicie analogowy etos, utrzymując wzmacniacz PM-12 Special Edition tak czystym dźwiękowo, jak to tylko możliwe, rezerwując tryb DAC tylko dla odtwarzacza SA-12 Special Edition.
Wyrafinowana inżynieria cyfrowa
Opierając się na procesie rozwoju flagowych odtwarzaczy SA-10 i SA-KI Ruby, SA-12 Special Edition został stworzony, aby uczcić miłość do muzyki i połączyć słuchaczy z emocjami muzycznymi towarzyszącymi przy każdym odsłuchu.
Mechanizm napędu dysków „SACDM-3” został zbudowany wyłącznie dla dźwięku, umożliwiając odtwarzanie płyt SACD, CD i kompilacji nagranych na CD-ROM lub DVD-ROM. Odtwarzacz posiada również asynchroniczne wejście USB, które może obsługiwać formaty do PCM/DXD 384kHz/32bit i DSD11.2MHz. Marantz Musical Mastering Stream przekształca wszystkie formaty plików PCM do formatu DSD, wykorzystując zaawansowane filtrowanie i opatentowane przetwarzanie, następnie Marantz Musical Mastering Conversion przekształca 1-bitowy strumień danych bezpośrednio na sygnał analogowy bez użycia konwencjonalnego konwertera cyfrowo analogowego.
W rezultacie powstał cudownie dopracowany odtwarzacz SA-12SE, który towarzyszy i doskonale uzupełnia wzmacniacz zintegrowany PM-12SE, tworząc wspaniały system Hi-Fi, który jest w stanie przybliżyć Cię bardziej niż kiedykolwiek do muzyki, którą kochasz. Because music matters.
Marantz PM-12SE i SA-12SE będą dostępne w sprzedaży we wrześniu u autoryzowanych dealerów Marantz w kolorze czarnym lub srebrno-złotym. Dodatkowe specyfikacje produktów można znaleźć na stronie www.marantz.pl
Wzmacniacz zintegrowany PM-12 Special Edition – cechy:
• Zaprojektowany i starannie dostrojony przez zespół inżynierów i akustyków z Japonii i Europy, w oparciu o ponad 65 letnie doświadczenie w projektowaniu wzmacniaczy Marantz
• Sekcja przedwzmacniacza Marantz o wysokiej rozdzielczości z opatentowaną technologią HDAM
• Konstrukcja wzmacniacza impulsowego pochodząca z flagowego wzmacniacza PM-10 oraz PM-KI Ruby
• Pasmo przenoszenia niezależne od obciążenia umożliwia podłączenie dowolnego zestawu głośników
• Duża moc wyjściowa: 100 W + 100 W (przy 8 omach), 200 W + 200 W (przy 4 omach)
• Dwustopniowa konstrukcja zapewniająca czystość sygnału, z oddzielnymi zasilaczami dla sekcji przedwzmacniacza i wzmacniacza mocy zastosowanymi w celu redukcji zakłóceń
• Transformator toroidalny dedykowany dla przedwzmacniacza zapewniający czysty i mocny dźwięk
• Topologia Current Feedbak z nowo opracowanymi obwodami szerokopasmowymi
• Moduły HDAM® SA3 zapewniają czysty sygnał i optymalną dynamikę
• Wejście Phono MM/MC z nowę sekcją Marantz Musical Premium Phono EQ
• Grube, niklowane miedziane, niezależne przyłącza wejściowe dla CD i Phono oraz autorskie, wysokiej jakości miedziane terminale głośnikowe marki Marantz
• Liniowa regulacja głośności z nowym elektrycznym systemem sterowania
Odtwarzacz SACD SA-12 Special Edition z trybem DAC – cechy:
• Zaprojektowany i precyzyjnie dostrojony przez zespół Marantz korzystający z ponad 35 letniego doświadczenia w dziedzinie odtwarzaczy CD i cyfrowego dźwięku
• Opracowany przez firmę Marantz mechanizm napędu SACD/CD „SACDM-3” przeznaczony wyłącznie do odtwarzania dźwięku
• Odtwarzanie dysków SACD/CD i kompilacji na płytach CD-ROM i DVD-ROM
• Asynchroniczne wejście USB dla dźwięku w wysokiej rozdzielczości do PCM/DXD 384kHz/32bit i DSD11.2MHz
• Izolacja wejść USB i cyfrowych (optyczne i koaksjalne) w celu blokowania szumów z podłączonych źródeł
• Innowacyjny upsampling i filtrowanie „MMM-Stream” Marantz Musical Mastering do formatu DSD
• Specjalnie zaprojektowana 1 bitowa bezpośrednia konwersja „MMM-Conversion” z DSD na sygnał analogowy
• Wysokiej jakości analogowa sekcja wyjściowa z modułami Marantz HDAM-SA3 i HDAM-SA2 oraz wyjściem o niskiej impedancji
• Zasilanie za pomocą transformatora toroidalnego
• Dedykowany wzmacniacz słuchawkowy wykorzystujący moduł HDAM-SA2
Linn, pionier cyfrowej rewolucji strumieniowej, przedstawia nowy, wszechstronny model o wysokiej wydajności i udoskonalonym brzmieniu. Majik DSM urzeczywistnia ideę uniwersalnego połączenia w jednym urządzeniu odtwarzacza sieciowego, przedwzmacniacza i końcówki mocy, a w swojej najnowszej odsłonie wykorzystuje całkowicie odświeżone wzornictwo oraz w pełni udoskonaloną elektronikę.
Cyfrowe odtwarzacze strumieniowe Majik stały się integralną częścią gamy produktowej Linn od czasu ich debiutu w 2009 r. Teraz najlepiej sprzedający się odtwarzacz strumieniowy Linn ostatniej dekady został całkowicie przeprojektowany, aby zapewnić oszałamiający nowy styl, całkowicie nowy zestaw funkcji oraz, co najważniejsze, imponujący wzrost wydajności.
Gilad Tiefenbrun, dyrektor zarządzający Linn, stwierdził: „Ostatnie lata przyniosły nagłe poszerzenie gamy produktowej Linn, zarówno w odniesieniu do kategorii, jak i technologii, tworząc wyjątkowe nowe produkty, które pozwoliły coraz większej liczbie ludzi wprowadzić wysokiej jakości dźwięk do ich życia.
Teraz, z całkowicie nową, następną generacją Majik DSM, mamy idealne rozwiązanie typu all-in-one, które przewyższa konkurencję i stanowi idealny pierwszy krok do prawdziwego hi-fi. Urządzenie pozostaje potężną kombinacją sieciowego odtwarzacza muzycznego, przedwzmacniacza i wzmacniacza mocy w jednej obudowie, a ta aktualizacja zapewnia unikatową kombinację połączeń, aby odtworzyć dźwięk z każdego źródła”.
Wydajność
Wykorzystując swoje 10-letnie doświadczenie w projektowaniu sieciowych odtwarzaczy muzycznych, Linn wprowadził ulepszenia w całym urządzeniu, dzięki czemu nowy Majik DSM uzyskuje lepsze wyniki zarówno w porównaniu ze swoim poprzednikiem, jak i konkurencyjnymi konstrukcjami. Nowa implementacja układu DAC, wzmocnienia oraz regulacji głośności opierają się na nowej, jeszcze bardziej wydajnej platformie przetwarzania.
Architektura DAC-a wywodzi się z wiodącego przetwornika cyfrowo-analogowego Linn Katalyst i obejmuje ulepszony upsampling, referencyjne napięcie o niższym poziomie zakłóceń oraz ultra-niski jitter zegara, zapewniając większą dokładność taktowania.
Specjalnie zaprojektowane autorskie wzmacniacze klasy D (2 × 100 W) zapewniają lepszą wydajność dzięki niższemu szumowi i zniekształceniom oraz wydajniejszej konwersji sygnału, pozwalając wydobyć jeszcze większą ilość muzycznych detali.
Nowy Majik DSM czerpie korzyści także z cyfrowej regulacji głośności, która eliminuje stratny komponent z toru sygnałowego, aby zapewnić niższy szum i zniekształcenia.
Wszystkie te techniczne udoskonalenia wraz z unikatową technologią Linn Space Optimisation, która optymalizuje wydajność dla każdego pomieszczenia i głośnika, zapewniając wyjątkową jakość dźwięku Majik DSM.
Łączność
Majik DSM jest idealnym centrum rozrywki, ponieważ wyposażony został we wszystkie analogowe, cyfrowe i bezprzewodowe połączenia, które niezbędne są do podłączenia dowolnego źródła, od telewizora do gramofonu, aby mogły zabrzmieć jeszcze lepiej.
Cztery wejścia HDMI 2.0 4K sprawiają, że Majik DSM jest doskonałym hubem dla źródeł audio-wideo, bez kompromisu w odniesieniu do płyt audio high-res lub ścieżek filmowych – Majik DSM odtworzy je tak, jak powinny być usłyszane.
Innowacyjne, elastyczne wejście analogowe może być skonfigurowane zarówno jako złącze gramofonowe MM lub jako liniowe (dla innych źródeł analogowych). Przedwzmacniacz gramofonowy czerpie korzyści z hybrydowej architektury wywodzącej się z referencyjnego przedwzmacniacza Linn Urika II, łączącego przetwarzanie cyfrowe i analogowe w celu precyzyjnej implementacji krzywej RIAA, co przekłada się na jeszcze dokładniejsze odwzorowanie dźwięku płyt winylowych.
Port USB typ B umożliwia odtwarzanie high-res audio wprost z komputera, zamieniając Majik DSM w audiofilskiej klasy stacjonarny przetwornik cyfrowo-analogowy.
Wbudowane Wi-Fi pozwala strumieniować dźwięk w najwyższej jakości bez konieczności stosowania przewodów, natomiast Bluetooth zapewnia prosty sposób na bezprzewodowe odtwarzanie muzyki przy minimum konfiguracji.
Osobisty odsłuch możliwy jest dzięki złączu słuchawkowemu 6,3 mm umieszczonemu na przednim panelu. Wbudowany wzmacniacz słuchawkowy został opracowany specjalnie dla wysokiej jakości słuchawek klasy high-end.
Łatwość użytkowania
Bazując na wzornictwie modelu Selekt DSM, ponadczasowa, precyzyjnie zaprojektowana stylistyka Majik DSM oraz dotykowy interfejs zachęcają do interakcji: urządzenie, które wygląda tak dobrze, jak brzmi, zapewniając niesamowite wrażenia dźwiękowe.
Sześć konfigurowalnych inteligentnych przycisków zapewnia spersonalizowany i natychmiastowy dostęp do przypisanych treści bezpośrednio z urządzenia; może to być dźwięk z dowolnego źródła, niezależnie od tego, czy jest to ulubiony utwór, nowy album lub źródło muzyki takie jak stacja radiowa, serwis strumieniowy lub gramofon.
Przycisk menu zapewnia pełną kontrolę i informacje zwrotne poprzez nowy, większy i o wyższej rozdzielczości wyświetlacz monochromatyczny. Do urządzenia dołączony jest pilot zdalnego sterowania Linn, natomiast aplikacje Linn – Linn App i Kazoo – umożliwiają pełną obsługę urządzenia z najczęściej używanych urządzeń.
Kompletny system audiofilski
Pełny system Majik – Majik DSM wraz z gramofonem Majik LP12 i kolumnami głośnikowymi Majik – jest doskonale zgranym zestawem, który zapewnia wysoką jakość dźwięku strumieniowanego i analogowego, ze stylistyką, którą można dopasować do własnych preferencji.
Klienci mogą wybrać dowolny kolor wykończenia na wysoki połysk zarówno w przypadku kolumn głośnikowych, jak i podstawy LP12. Bez względu na to, czy jest to odcień ulubionej koszulki, czy też ulubionej okładki albumu, Linn może dopasować dowolny kolor, aby uzyskać idealne, spersonalizowane wykończenie.
Dostępność i cena
Najnowszy Linn Majik DSM pojawi się w sprzedaży pod koniec sierpnia br. Urządzenie dostępne będzie w czarnej wersji kolorystycznej. Poglądowa cena detaliczna odtwarzacza wyniesie 15 699 zł.
Wraz z wprowadzeniem do sprzedaży nowego odtwarzacza Majik DSM polski dystrybutor poszerza ofertę produktów Linn o głośniki z serii Majik (model podstawkowy: 109, model wolnostojący: 140), które będzie można kupić zarówno w systemach, jak i osobno.
Począwszy od sierpnia 2020 na polski rynek wchodzą urządzenia greckiej firmy Ideon Audio.
Założyciele firmy to audiofile o zróżnicowanych kompetencjach obejmujących samo projektowanie układów cyfrowych i zasilaczy, sprawy biznesowe i zagadnienia IT. Ideon Audio stawia sobie za cel produkcję sprzętu do odtwarzania cyfrowych sygnałów audio z możliwie najwyższą jakością.
Aby osiągnąć wyznaczone cele firma nie stosuje dostępnych na rynku gotowych modułów. Projekty urządzeń są opracowywane w całości w Ideon Audio. Starannie dobrane są wszystkie materiały, komponenty i podwykonawcy, a testowanie ma miejsce już w trakcie procesu produkcyjnego.
Aktualny cennik urządzeń Ideon Audio przedstawia się następująco:
Ayazi DAC mk2 (przetwornik cyfrowo-analogowy) … 11.490 zł
3R USB Renaissance mk2 Blackstar (regenerator sygnału USB) … 1.599 zł
3R USB Master Time (procesor przetaktowania sygnału USB) … 11.990 zł
MasterPower LPS (zewnętrzy zasilacz z dwoma wyjściami) … 11.490 zł
Absolute Time (procesor przetaktowania sygnału) … 30.990 zł
iStream Music Server (odtwarzacz strumieniowy) … 69.990 zł
Absolute DAC (przetwornik cyfrowo-analogowy) … 129.990 zł
Dystrybucję prowadzi Audio Atelier.
Kilka słów od projektantów Ideon Audio…
Cel dźwiękowy: oferowanie produktów, które ujawniają muzykę ukrytą w danych cyfrowych, innymi słowy, przenoszą nas do zarejestrowanego wydarzenia muzycznego: w pełni rozszerzony zakres częstotliwości, rzeczywista dynamika, czystość i szczegółowość.
Aby osiągnąć te wyniki, wszystkie nasze produkty są projektami wewnętrznymi, autorskimi, budowanymi bez użycia gotowych modułów. Nasza koncepcja produkcji 360 przenika proces produkcyjny aż do wyboru materiałów o najwyższym standardzie i partnerów produkcyjnych; wykorzystanie najnowocześniejszej technologii i najlepszych dostępnych komponentów bez kompromisów kosztowych; testowanie odbywa się w całym procesie produkcyjnym, a urządzenia są składane ręcznie na końcowym etapie.
Opinia 1
Nigdy nie ukrywaliśmy, że oprócz zamiłowania do High-Endu per se, od dawien dawna kibicujemy wszelakiej maści rodzimym przejawom nazwijmy to ogólnie artystyczno-inżynierskiej kreatywności. Patrząc jednak z perspektywy czasu lwia część występów krajowych producentów przypadła w udziale przewodom i akcesoriom a honoru bardziej złożonych konstrukcji broniło zaledwie kilku producentów kolumn (m.in. ESA, AVcon, Ciarry) i elektroniki (Abyssound, Audio Reveal, Egg-shell, Marton, RCM, Struss). Coś jednak ostatnio zaczęło się zmieniać, gdyż coraz częściej docierały do nas sygnały, że na horyzoncie pojawił się nowy byt, który ma wielką ochotę na zmianę istniejącego rozkładu sił, czyli mówiąc wrost planuje wywołać małe zamieszanie . W dodatku byt poniekąd wywodzący się z nurtu DIY, lecz stawiający na daleko lepszą od pół żartem, pół serio mówiąc garażowej aparycję. O kim mowa? O krakowskiej manufakturze Circle Labs, która choć jeszcze nie dorobiła się własnej strony firmowej już zdążyła zaistnieć na kilku forach i branżowych publikatorach. Skoro zatem i do nas zawitała nie pozostaje nam nic innego jak zaprosić Państwa na spotkanie z hybrydowym wzmacniaczem zintegrowanym Circle Labs A200.
Wielokrotnie powtarzałem w swoich epistołach sentencję, iż pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz. Wspominam o tym po raz kolejny, gdyż Circle Labs A200 jest projektem nie dość, że dogłębnie przemyślanym, to w dodatku dopracowanym i co najważniejsze skończonym. I to po prostu widać, gdyż tytułowa integra prezentuje się wybornie. To wręcz klasyczny przykład ponadczasowej, dyskretnej elegancji i minimalizmu, które nie tylko cieszą oko od pierwszego nim rzutu, lecz również nie powodują znużenia gdy pierwsza ekscytacja minie. Dominującą czerń przełamują jedynie stylowe dodatki w stylu złotych klamer „spinających” od góry i dołu masywną – 15 mm szklaną (!!!) taflę frontu, centralnie umieszczony piktogram za którym ukryto wyświetlacz informujący o sile wzmocnienia , czy też nazwa i funkcja samego urządzenia, oraz umieszczony w prawym dolnym rogu firmowy logotyp. A, i są jeszcze również złote pierścienie u nasady dwóch masywnych gałek – lewej odpowiedzialnej za wybór źródła i prawej – głośności.
Zamiast standardowych ścianek bocznych zastosowano groźnie nastroszone, przy tym ostre i gęste radiatory wspomagane przez perforację ściany górnej. Jako miłą odmianę od ogólnie przyjętych zasad można uznać umieszczenie właśnie na płycie górnej – tuż przy przedniej krawędzi, na wspomnianej złotej – mosiężnej „klamrze” przycisku wybudzania/usypiania wzmacniacza. Odpada zatem gmeranie palcem pod samym urządzeniem, jak i próby wkomponowania go w taflę frontu. Ściana tylna prezentuje się nie mniej dystyngowanie. Do dyspozycji otrzymujemy bowiem pojedyncze gniazda głośnikowe WBT z serii nextgen™, cztery wejścia liniowe, z których pierwsze jest pod postacią pary XLR-ów a pozostałe złoconych RCA, wyjście na subwoofer, gniazdo zasilające i włącznik główny. Jeśli zaś chodzi o trzewia, to wzmacniacz zbudowany jest w topologii – regulacja głośności – przedwzmacniacz lampowy SE- końcówka mocy w technologii Circle Power.
Regulację głośności realizowano w postaci zdalnie sterowanej drabinki rezystorowej renomowanej firmy Khozmo o 63 krokach. Rezystory o tolerancji 0,1% są w niej przełączanie za pomocą wysokiej klasy przekaźników co gwarantuje najwyższą możliwą precyzję i trwałość niedostępną dla tradycyjnych potencjometrów. Z kolei jednostopniowy przedwzmacniacz zbudowano z wykorzystaniem lampy z rodziny ECC88 (NOS SIEMENS ) pracującej ze stałą polaryzacją. Rozwiązanie to umożliwia wykorzystanie najmniejszej możliwej ilości elementów pasywnych – jednej lampy, rezystora i najwyżej klasy kondensatora sygnałowego z litej foli miedzianej.
Końcówka mocy Circle Power jest autorskim opracowaniem firmy Circle Labs. Wykorzystuje ona niesymetryczny stopień wejściowy i prądowe sterowanie bipolarnych tranzystorów końcowych Sanken i jfet. Rozwiązanie to łączy detaliczność i precyzję charakterystyczną dla układów niesymetrycznych ze sprawnością i dynamiką układów symetrycznych.
Przedwzmacniacz wykorzystuje osobne dla każdego kanału lampy i stabilizowane zasilacze. Wzmacniacze mocy zbudowane w technologii dual-mono z osobnymi transformatorami toroidalnymi o łącznej mocy 600 W i zasilaczami dla każdego kanału o łącznej pojemności kondensatorów 200 000 μF.
Przystępując do odsłuchów dzisiejszemu gościowi dałem przysłowiową carte blanche, gdyż nie mając bladego pojęcia o upodobaniach brzmieniowych jego konstruktora nawet nie próbowałem zgadywać, np. na podstawie wyglądu jak co poniektórzy „mistrzowie internetu”, w jakiej estetyce gra wzmacniacz. Dlatego też zamiast nieśmiało przełamywać pierwsze lody jakimś niezobowiązującym plumkaniem od razu sięgnąłem po wielki aparat wykonawczy i klasyczną hollywoodzką superprodukcję. Otóż na „The Lord of the Rings: The Return of the King – the Complete Recordings” Howard Shore jest m.in. utwór „The Palantir”, gdzie iście kakofoniczne tutti przeplatają się z niezwykle eterycznymi i granymi piano partiami, co w praktyce oznacza, że w ciągu nieco pond trzech minut można z całkiem sporą trafnością ocenić, czy dany delikwent daje sobie radę z podobnymi wyzwaniami, czy jednak trzeba obniżyć poprzeczkę oczekiwań i sięgnąć po łatwiejszy zestaw pytań. Całe szczęście krakowska integra nic nie robiąc sobie ze złożoności sprawdzianu i karkołomnych przebiegów melodycznych zagrała z zaskakującą dynamiką i rozdzielczością ani na moment nie zapominając o muzykalności, czyli nie tylko zapewnieniu właściwego wypełnienia konturów, lecz również spoistości, koherencji całego przekazu. Otrzymaliśmy zatem pełen wgląd w nagranie w czasie tutti, oraz czytelność partii reprodukowanych niemalże na granicy słyszalności. Podejrzewam, że tę drugą cechę w głównej mierze zawdzięczamy zgrabnie zaimplementowanej przez Krzysztofa Wilczyńskiego – konstruktora, założyciela i właściciela marki, w przedwzmacniaczu triody ecc8100, która właśnie nie pozwala umknąć temu całemu planktonowi, który odpowiada zarówno za klimat i nastrój nagrań, jak i ich, że się tak wyrażę „realizm przestrzenny”. Czyli aurę pogłosową pozwalającą określić rozmiar i właściwości akustyczne lokacji, w której dokonano rejestracji.
W tym celu nie omieszkałem dać wytchnąć skołatanym nerwom i zafundowałem sobie sesję w katakumbach – mauzoleum muzeum Emanuela Vigelanda nader sugestywnie teleportując się do ich chłodnego, kamiennego wnętrza za sprawą referencyjnego wydawnictwa „Tomba sonora” autorstwa Stemmeklang i Kristin Bolstad. Momentalnie zrobiło się mrocznie, tajemniczo i wręcz namacalnie czuć było ogrom ośmiusetmetrowej, tak, tak, to nie pomyłka – nie osiemdziesięcio-, lecz właśnie ośmiusetmetrowej komnaty i co najważniejsze nic a nic nie traciło się z powolnego wygaszania poszczególnych dźwięków. W tym przypadku było to szalenie istotne, gdyż właśnie na wzajemnej interakcji i splataniu się poszczególnych partii wokalnych z pogłosami poprzednich oparty jest cały koncept ww. albumu. W ramach uświadomienia Państwu złożoności przedsięwzięcia nadmienię tylko, iż we wspomnianej komnacie pogłos dla 25Hz wynosi niemalże 24 s a dla 1kH niemalże 13 sekund. Bez tej koordynacji i ciągłości otrzymalibyśmy tylko jakieś niewiele znaczące pojedyncze frazy odzywające się to tu, to tam i powodujące dezorientację słuchacza. A tak wszystko ze sobą idealnie współgrało a A200 dwoił się i troił byśmy z roli biernych słuchaczy mogli ewoluować do uczestników tego misterium. Nie ukrywam jednak, że jest to repertuar wymagający od odbiorcy nieco wysiłku i skupienia, oraz pewnego, również wewnętrznego, wyciszenia. Bez tego nie ma szans by nie tylko nas zainteresował, co przede wszystkim w pełni zaprezentował swoją misterną strukturę.
Proszę się jednak nie martwic, że A200 gustuje w adekwatnym do własnej minorowej aparycji nomen omen krakowskim spleenie. Nic z tych rzeczy, wystarczy bowiem do playisty dorzucić soundtrack „Fast & Furious Presents: Hobbs & Shaw”, by dać się porwać tanecznym i wybitnie mainstreamowym rytmom. Uczciwie przyznam, że z premedytacją sięgnąłem po tę składankę, gdyż byłem szalenie ciekaw, jak ta bądź co bądź dedykowana wymagającym audiofilom integra poradzi sobie z dalekimi od referencji tak realizacyjnych, jak i wykonawczych kompozycjami. O dziwo zamiast kręcić i grymasić jak przedszkolak przy owsiance 200-ka ochoczo wzięła się do roboty serwując niepozwalającą spokojnie usiedzieć w miejscu motorykę i suto okraszając ją „tłustymi” beatami. Co i rusz łapałem się na tym, że praktycznie bezwiednie moje kończyny sobie podrygują a ja zamiast skupiać się na szukaniu wad i mankamentów po prostu dobrze się bawię. Za taki stan rzeczy „ponosił winę” oczywiście nasz dzisiejszy bohater, który nad wyraz humanitarnie traktował nawet poślednie realizacje i zamiast je piętnować starał się pokazywać ich mocne strony litościwie spuszczając zasłonę milczenia na to, co wypadałoby zrobić lepiej. Niby drobiazg a cieszy, gdyż wbrew obiegowym opiniom decydując się na jego zakup nie trzeba robić czystki w posiadanej pliko i płyto-tece.
Circle Labs A200 nie tylko wygląda jak rasowy high-endowiec, lecz i gra z prawdziwą klasą. Stawiając na muzykalność i przyjemność odbioru nie zaniedbuje rozdzielczości i dynamiki, dzięki czemu ma szanse przypaść do gustu szerokiemu gronu odbiorców, czego szczerze mu życzymy. Mamy też nadzieję, że portfolio Circle Labs powoli będzie się rozbudowywać a krakowska marka na stałe zagości na rynku i świadomości audiofilów i melomanów.
Marcin Olszewski
System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature) + Finite Elemente Cerabase compact
– Odtwarzacz plików: Lumin U1 Mini
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Dynavector DV-10X5
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp; Musical Fidelity M6 Vinyl; RCM Audio Sensor 2 Mk II
– Końcówka mocy: Bryston 4B³
– Kolumny: Dynaudio Contour 30 + podkładki Acoustic Revive SPU-8 + kwarcowe platformy Base Audio
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: Organic Audio; Vermöuth Audio Reference
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver; Fidata HFU2
– Kable głośnikowe: Signal Projects Hydra; Vermöuth Audio Reference Loudspeaker Cable
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R)
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Switch: Silent Angel Bonn N8
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+, Audiomica Anort Consequence + Artoc Ultra Reference + Arago Excellence
– Stolik: Rogoz Audio 4SM
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT
Opinia 2
To, że obecnie dynamicznie rozwijający się rodzimy rynek audio jest prężną gałęzią gospodarki, wiadomo nie od dziś. Weźmy na tapet choćby bardzo licznie reprezentowany segment okablowania, czy zespołów głośnikowych. Już od dawna polskie firmy w swoim portfolio mają produkty nie tylko dla początkującego melomana, ale również poparte jakością oferty sonicznej na światowym poziomie konstrukcje dla wymagającego audiofila. Jednak myliłby się ten, kto sądziłby, że nasza myśl techniczna mówiąc kolokwialnie, potrafi jedynie skręcać warkoczyki z miedzi lub srebra w różnego rodzaju kable sieciowe, sygnałowe i kolumnowe, lub przykręcać do wymyślnych skrzynek wyprodukowane przez potentatów tego świata tańsze lub droższe głośniki. Co to to nie, bowiem równo ze wspomnianymi segmentami rozwija się również dział elektroniki. Oczywiście to już jest wyższa szkła jazdy i takich producentów jest znacznie mniej, jednak jestem w stu procentach przekonany, iż z konstrukcją naszych inżynierów nie jeden raz mieliście okazję osobiście się zapoznać. Oczywiście taką okazję wiele razy miałem i ja, czego idealnym potwierdzeniem będzie nasze dzisiejsze spotkanie z hybrydowym wzmacniaczem zintegrowanym Circle Labs A200, o wizytę którego w naszej redakcji własnym sumptem zadbał stacjonujący w Krakowie sam konstruktor.
Bryła rzeczonej integry swoimi gabarytami przy sporej wysokości, w kwestii szerokości i głębokości oscyluje w typowym rozmiarze dla produktów Hi-Fi. Jednak to jedyny wspólny mianownik z podobnymi konstrukcjami, bowiem z tego co wiem, projekt wizualny nie jest wprowadzonym w życie, pierwszym z brzegu pomysłem, tylko wielogodzinnym opracowaniem znającego się na rzeczy w dziedzinie postrzegania obiektów przez osobników homo sapiens, profesjonalnego grafika. Dlatego też poza użyciem do wykonania obudowy i bocznych radiatorów czernionych płatów aluminium, front jako wizytówka konstrukcji jest taflą czernionego szkła. Nie akrylu, tylko w celu wytworzenia odpowiednich refleksów i nadania tym sposobem wzmacniaczowi wizualnej nietuzinkowości, właśnie szkła. Ale to nie koniec wizualnych „orgii”. Otóż projektant w swej wizji wkomponował w ową bryłę spadający z górnej części obudowy na awers złoty nawis z włącznikiem, oraz nazwą modelu na jego wieku i logo marki na części frontowej. Idźmy dalej. Przybliżana przednia tafla została dodatkowo wzbogacona o dwie duże, tuż przy nasadzie ubrane w złote ringi, gałki – selektor wejść i wzmocnienie. Pomiędzy nimi w ukryty pod zrealizowanym na bazie okrągłych piktogramów ekslibrisem producenta, wyświetlacz poziomu wzmocnienia. Natomiast na samym dole oprócz oznaczenia produktu znajdziemy mieniący się złotem, poprzeczny pasek informujący użytkownika o pracy urządzenia. Jeśli chodzi o tylny panel przyłączeniowy, ten proponuje nam pojedyncze terminale kolumnowe, trzy wejścia liniowe RCA, jedno XLR, wyjście RCA na subwoofer, gniazdo zasilania i główny włącznik. Wieńcząc dzieło poważnego traktowania klienta w komplecie startowym producent dostarcza również przyjemnego w użyciu pilota zdalnego sterowania.
Pewnie wielu z Was już przed przeczytaniem tego tekstu snuje przypuszczenia na temat ilości lampy w przekazie muzycznym naszego bohatera. Przecież mamy do czynienia z konstrukcją hybrydową, a takie buduje się zazwyczaj z chęci jedynie lekkiego ocieplenia prezentacji przy jej tranzystorowej, często nadmiernej, bo stawiającej jedynie na atak szybkości. Jeśli tak, to muszę z przyjemnością powiedzieć, iż jesteście w błędzie. Otóż muzyka wzmacniana przy pomocy tytułowego Circle Labs A200 aż kipiała od wspomaganej nasyceniem i bijącym ciepłem z każdej nuty, magii. Oczywiście konstruktorzy nie zapomnieli przy tym zadbać o dobrze osadzone, może nie narysowane skalpelem, ale dość zwarte, a przez to przyjemne w odbiorze niskie rejestry i świetlistą, raczej złotawą, aniżeli zimną, jako pochodną srebra, górę pasma. Dlatego też gdybym miał określić procentowy udział technologii lampowej i tranzystorowej w otrzymanej w moim pokoju prezentacji, bez dwóch zdań powiedziałbym, że wynik oscyluje mniej więcej 50/50 procent. W takim razie po co mieszać dwa światy, gdy żaden nie dominuje? Z bardzo prostej przyczyny jaką jest dbałość o zadowolenie słuchacza poprzez konsensus tych obydwu technologii, czyli podanie dźwięku z energią, a przy tym z fajną intymnością, co rzeczony wzmacniacz robi znakomicie. Do tego należy przypomnieć o zjawiskowej namacalności i budowaniu wrażenia 3D doprawionych dobrze zaaplikowaną lampą źródeł pozornych. A także dorzucić informację o świetnym wrażeniu oddania głębokości i szerokości wirtualnej sceny. Oczywiście ktoś stawiający wyraźne granice pomiędzy tymi dwoma światami zawsze może pokręcić nosem, ale jak wiadomo, jeszcze się taki nie urodził, żeby wszystkim dogodził, ale to znakomicie rozwiązuje różnorodność światowej oferty brzmieniowej. Co zatem wydarzy się w momencie zderzenia 200 – ki z konkretną muzyką? Swój miting rozpocząłem od Diany Krall i jej krążka „When I Lock In Your Eyes”. W efekcie otrzymałem czarującą opowieść muzyczną, gdzie oprócz gładkości i namacalności głosu artystki swoje równie zjawiskowe trzy grosze pokazało instrumentarium. Owszem, słyszałem bardziej zwartą prezentację grających w niskich rejestrach generatorów fal dźwiękowych, ale trzeba zaznaczyć, że płyty owej artystki zazwyczaj są mocno podkręcone realizacyjnie, co przy dodatkowej szczypcie nasycenia wznoszonej przez elektronikę nieco je ujędrniło. Jednak nie do poziomu szkodliwego rozlania się basu po podłodze, tylko sygnalizacji jego większego udziału w przekazie. Ale zapewniam, to nie była notoryczna, szkodliwa maniera, tylko symboliczny znak, że mamy do czynienia z materiałem, który ma dobrze zagrać już na poziomie prostego, często nieco kostropatego Hi-Fi. Żeby to zweryfikować, w napędzie CD-ka natychmiast po Dianie wylądowało trio Garego Peacocka „Tangents”. Wiadomo, ECM swoją pracę wykonuje rzetelnie, a nie siłowo ubarwia, co miało pokazać, co tak naprawdę polski piecyk potrafi. Efekt? Natychmiast kontrabas okazał się być znacznie bardziej zwartym nie gubiąc się nawet w najbardziej ekwilibrystycznych pasażach. Naturalnie w wartościach bezwzględnych w jego grze było nieco więcej pudła rezonansowego niż strun, ale ani na moment dźwięk nie przeszedł na czarną stronę uśredniającego czytelność nasycenia. Fortepian w dole dostojny, w środku dźwięczy, a w górze lotny. Zaś bębniarz oprócz solidnego udziału w materiale muzycznym jego największego kotła, cały czas chwalił się mieniącymi się złotem perkusjonaliami. Jednym zdaniem, muzyka była prezentowana może bez wyczynowości w oddaniu kwestii PRAT, ale z pewnością nie ślamazarnie, a przez to nudnie.
Na koniec kilka zdań o starciu z muzyką elektroniczną. Jak można się spodziewać, lampa w torze sygnałowym nie pozwoliła ciąć przestrzeni mojego salonu przeraźliwymi przesterami jak żyletkami, dlatego też ortodoksyjni słuchacze tego typu twórczości powinni podczas przymiarek do 200-ki wzmóc swoją czujność. Jednak biorąc w obronę rodzimą myśl techniczną wspomnę, że jako wielbiciel z młodych lat zespołu Depeche Mode, na bazie stosunkowo nowej płyty „Exciter” nie odczuwałem jakiejś degradacji tego materiału. Owszem było gęściej i płynniej, jednakże za sprawą dobrej rozdzielczości dźwięku ów sznyt wspomagał jedynie przyjemność odbioru głosu wokalisty i wzmagał dobrze separowane sejsmiczne pomruki w dolnych partiach. Natomiast gdybym miał wytypować jedną rzecz, do której mógłbym się – z premedytacją biorę to określenie w cudzysłów – „przyczepić”, to zbyt duża ilość magii – czytaj mniejszej bezwzględności w domenie ostrości – w świstach i celowych zniekształceniach dźwięku. Jednak po wygłoszeniu takiej tezy natychmiast przypominam, iż konstrukcje oparte o szklane bańki – oczywiście tak jak opisywany model Circe Audio hołdujące oddawaniu jej zdroworozsądkowej gładkości i plastyczności – z założenia nie są dobrymi kompanami do komputerowej muzyki. Żywisz się bezkompromisową twórczością sztucznej inteligencji, szukaj kompana w konstrukcjach do tego stworzonych. Jednak jeśli jesteś choć trochę otwarty na powiew płynności w muzyce, temat ożenku z opisywaną integrą nie jest już taki odległy.
Jak wynika z powyższego opisu, zastosowana w Circle Labs A200 lampa przy sporej mocy wzmacniacza ma zapewnić słuchaczowi maksimum przyjemności z obcowania z muzyką w estetce intymności. Naturalnie w sposób ekstremalny tylko wówczas, gdy wymaga tego materiał muzyczny, gdyż już w przypadku opisywanego jazzowego trio sprawy nasycenia i gładkości przekazu nie były tematem z gatunku zbyt dużo cukru w cukrze, tylko pokazaniem tego samego wydarzenia z innego, bardziej ludzkiego, bo okraszonego ciepłem lamp próżniowych, punktu widzenia. Czy to jest propozycja dla każdego? Na to pytanie poniekąd odpowiedziałem w części poświęconej muzyce elektronicznej. Wynika z niej, że jeśli nie jesteśmy ortodoksyjni w odbiorze tego typu repertuaru, biorąc pod uwagę wszystkie inne gatunki, nie ma najmniejszych przeciwwskazań do jakichkolwiek prób. W moim odczuciu jedyny potencjalny problem to zbyt gęsta, potrzebująca raczej bezdusznego, bo stawiającego na atak ponad wszystko wzmacniacza, elektronika potencjalnego nabywcy. Reszta populacji jak najbardziej ma zielone światło.
Jacek Pazio
System wykorzystywany w teście:
– źródło: transport CEC TL 0 3.0
– przetwornik cyfrowo/analogowy dCS Vivaldi DAC 2.0
– zegar wzorcowy Mutec REF 10
– reclocker Mutec MC-3+USB
– Shunyata Research Sigma CLOCK
– Shunyata Sigma NR
– przedwzmacniacz liniowy: Robert Koda Takumi K-15
– końcówka mocy: Gryphon Audio Mephisto Stereo
Kolumny: Sonus Faber Olympica Nova V
Kable głośnikowe: Tellurium Q Silver Diamond
IC RCA: Hijiri „Million”, Vermouth Audio Reference
XLR: Tellurium Q Silver Diamond
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
– wkładka: MIYAJIMA MADAKE
– Step-up Thrax Trajan
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM THERIAA
Producent: Circle Labs
Cena: 35 000 PLN
Dane techniczne
Moc wyjściowa (RMS): 2 x 100W/8Ω, 2 x 200W/4Ω
Pasmo przenoszenia: 10 Hz-130 kHz (+/- 3dB)
Czułość wejściowa: 0,9V (pełna moc)
Wzmocnienie: 34 dB
Impedancja wejściowa: 25 kΩ
Impedancja wyjściowa: 0,016 Ω
Współczynnik tłumienia dla 8Ω: 500
Wymiary (S x G x W): 430 x 360 x 180 mm
Waga Netto: 20 kg
Waga wysyłkowa: 28,5 kg
Skoro na minionym Audio Video Show AudioSolutions Virtuoso M grały tak, że z trudem zmuszaliśmy się do opuszczeni loży dystrybutora, gdy tylko nadarzyła się ku temu okazja czym prędzej przygarnęliśmy pod swój dach ich nieco młodsze rodzeństwo – model Virtuoso S w zjawiskowym malowaniu Ice Blue.
cdn. …
Opinia 1
Kiedy wiosną 2018 r. świat obiegła informacja, że zasłużoną angielską markę Musical Fidelity przejął kojarzony głównie z budżetowymi konstrukcjami Pro-Ject a tak po prawdzie Audio Tuning, czyli firma Heinza Lichteneggera – właściciela ww. popularyzatora gramofonów, większość z nas zachodziła w głowę czym to się skończy. Co prawda profile, czy jak kto woli „targety”, obu marek były dość do siebie zbliżone, czyli zabiegały o rynkowy mainstream, oferując produkty nad wyraz zdroworozsądkowo wycenione i jedynie okraszając swoje portfolia dosłownie kilkoma aspirującymi do miana High-Endu konstrukcjami, to historia już nie raz i nie dwa pokazała, iż w przypadku takich mariaży wynik nie zawsze zadowalał tak właścicieli, jak i samych nabywców. Całe szczęście już podczas naszej krótkiej rozmowy w trakcie Audio Video Show 2019 Heinz Lichtenegger podkreślał „zgodność charakterologiczno-światopoglądową” z Antonym Michaelsonem, jednakże intencje intencjami a życie życiem. Całe szczęście czas pokazał, iż ów mariaż ma się całkiem dobrze a efekty wzajemnego zacieśniania więzów można odbierać jedynie w kategorii win-win. W ramach potwierdzenia powyższego twierdzenia postanowiliśmy zaprezentować Państwu nad wyraz namacalny dowód – blisko piętnastokilogramowy flagowy przedwzmacniacz gramofonowy Musical Fidelity Nu-Vista Vinyl.
Nie da się ukryć, że Nu-Vista Vinyl jest nad wyraz okazałym, jak na powierzoną mu funkcję, urządzeniem. Co prawda ultra high-edowe Tenor Audio PHONO 1, bądź Ypsilon VPS-100 miały w tej domenie nieco więcej do powiedzenia, ale bądźmy szczerzy, większości z nas phonostage nie kojarzy się z półwymiarowym komponentem dla którego trzeba wygospodarować mniej więcej (w tym wypadku raczej więcej, aniżeli mniej) tyle samo miejsca, co na solidną integrę, bądź nawet końcówkę mocy. Warto więc powyższy drobiazg mieć na uwadze i zawczasu się przygotować, bo szans na wciśnięcie gdzieś w róg, bądź za gramofonem tytułowego Musicala po prostu nie ma. Pośrednio za taki stan rzeczy odpowiedzialne są wykorzystane w roli ścian bocznych masywne radiatory w sposób oczywisty nawiązujące do nu-vistowego rodzeństwa, czyli m.in. testowanych na naszych łamach super integry 800 i nie mniej majestatycznego odtwarzacza Nu-Vista CD. Na tym podobieństwa natury estetycznej poniekąd się kończą, gdyż naszemu dzisiejszemu bohaterowi poskąpiono firmowej iluminacji stawiając na prostotę i minimalizm. Minimalizm? O dziwo tak, gdyż nawet biorąc pod uwagę mnogość przycisków i diod informujących o konkretnej nastawie umieszczonych wzdłuż dolnej krawędzi całość prezentuje się właśnie … minimalistycznie. I tak, masywny płat szczotkowanego aluminium frontu okalają z obu stron pióra wspomnianych radiatorów, w centrum pyszni się precyzyjnie wyfrezowany napis Nu-Vista Vinyl a patrząc od lewej użytkownik do dyspozycji otrzymuje przycisk aktywujący/usypiający urządzenie wraz z trzema diodami (Power/Standby/Mute-świecący się w trakcie nagrzewania lamp), selektor typu wkładki (MM/MC), ośmiokrokowy wybór obciążenia w zakresie 50-400 pF dla wkładek MM, przycisk aktywacji alternatywnej (rozszerzonej w 1976 r. o niskie częstotliwości) dla RIAA korekcji RIAA IEC, podbicie wzmocnienia o +6dB, również ośmiokrokowy (od 10Ω do 47kΩ) wybór obciążenia dla wkładek MC i nad wyraz rozbudowany selektor źródeł obejmujący swym działaniem aż pięć (!!!) wejść. Tak, tak, to nie błąd. Wystarczy bowiem rzut oka na plecy Musicala, by przekonać się, że Anglicy pojechali po przysłowiowej bandzie i miłośnikom czarnych płyt w swym topowym phonostage’u zaoferowali aż pięć par złoconych wejść RCA, którym można przypisać indywidualne i co najważniejsze zapamiętywane przez urządzenie nastawy. Oczywiście nie zapomniano o stosownym zacisku uziemienia, choć przy pięciu podpiętych gramofonach widok tłoczących się wokół niego przewodów uziemiających może być nad wyraz ciekawy. Miłą niespodzianką jest oprócz standardowej pary wyjść w standardzie RCA również obecność XLR-ów. Powyższą wyliczankę zamyka gniazdo IEC. Warto jeszcze wspomnieć o posadowieniu całości na czterech masywnych toczonych aluminiowych nóżkach, które można bądź to podkleić znajdującymi się w komplecie grubymi filcowymi krążkami, bądź też uzbroić w również stanowiące wyposażenie standardowe stosowne kolce i podkładki. Krótko mówiąc pełen wypas.
A jak prezentują się trzewia? Śmiem twierdzić, że nie mniej imponująco. We w pełni zbalansowanej sekcji zasilania znajdziemy bowiem dwa toroidalne trafa (jedno dedykowane sekcji phono a drugie lampowemu stopniowi wyjściowemu) współpracujące z ponad … 00, słownie dwudziestoma (!!) sekcjami zasilania dedykowanymi każdemu kanałowi i stopniowi wzmocnienia, logiczne i przede wszystkim niezwykle estetyczne rozmieszczenie poszczególnych sekcji na dedykowanych im płytkach (w tym odrębnej dla czterech ceramiczno-metalowych Nuwistorów – mikro lamp o cylindrycznym układzie elektrod, obsługujących zarówno wyjścia RCA, jak i XLR.
Ponieważ na testy otrzymaliśmy nie dość, że nader wiekowy – wyprodukowany w grudniu 2017 r., to w dodatku mający na swoim koncie wizyty w co najmniej kilku redakcjach egzemplarz demonstracyjny kwestię jego wygrzewania mieliśmy niejako z głowy. Ot kilka dni pracy w naszych systemach i można było zasiadać do krytycznych odsłuchów. Dlatego też, bez zbędnej zwłoki się do owej aktywności zabraliśmy.
Skoro od strony ergonomicznej Anglicy poprzeczkę zawiesili na naprawdę niebotycznym pułapie, zasadnym wydaje się ustawienie równie wysokich oczekiwań co do dźwięku dzisiejszego bohatera. I? I kto wyszedł z powyższego założenia nie powinien się rozczarować. Nu-Vista Vinyl oferuje bowiem brzmienie niezwykle emocjonalne i angażujące. Ma w sobie coś z amerykańskiego – hollywoodzkiego rozmachu, ale i „szwajcarskiej precyzji”. Otrzymujemy zaskakująco obszerną, lecz nierozdmuchaną, scenę z precyzyjnie zogniskowanymi źródłami pozornymi, jak i poszczególnymi planami. Prog-rockowy „Hiraeth” Lion Shepherd z jednej strony zachwycał iście oniryczną eterycznością a z drugiej potrafił bezpardonowo potraktować słuchacza ścianą gitarowych riffów. Wokal Kamila Haidara sugestywnie usytułowany na pierwszym planie pomimo chwilowego, dość mocnego przetworzenia i przykrywania warstwą instrumentalną cały czas pozostawał czytelny i namacalny, co prawdę mówiąc nie zawsze się udaje. Musical w sposób nad wyraz wyrafinowany i z wielką dbałością traktował również wszelakiej maści perkusjonalia, które skrzyły się w tle, lecz cały czas nic a nic nie traciły ze swojego skomplikowania i złożoności. To nie były pojedyncze cyknięcia, lecz wielodźwiękowe formy, których różnorodność i misterna struktura potrafiła nader skutecznie przykuć uwagę słuchacza. Podobnie partie gitary akustycznej – rozwibrowanej, niezwykle dźwięcznej i otoczonej iście magiczną aurą.
Nie mniej przekonująco wypadła elektronika. Fenomenalny album „Lo-Fi Lo-Ve” Tomasza Pauszka zaskakiwał holograficzną trójwymiarowością. To nie była płaska, pocztówkowa prezentacja lecz urzekająco wciągająca podróż w może nieco oldschoolowy, jak na dzisiejsze czasy, baśniowy świat pełen syntezatorowych pasaży. Co ciekawe, choć akcja większości kompozycji daleka jest od pośpiechu Nu-Vista sprawia, że nie sposób się nudzić. Wszelakiej maści szumy i trzaski na tyle skutecznie pobudzają nasze zmysły, że już po kilku minutach podświadomie zaczynamy szukać ich obecności we fragmentach gdzie do tej pory ich nie zauważaliśmy. Angielski phonostage otwiera bowiem przed nami kolejne drzwi i furtki do dalszych bardzo często pomijalnych podczas codziennych odsłuchów planów i zakamarków. Oferując niezwykle czyste, pozbawione zniekształceń i epatowania „analogowym szumem” brzmienie niejako poleruje niczym rodowe srebra, detale i niuanse pokryte zazwyczaj kurzem i patyną. Nie oznacza to bynajmniej wygładzania i uśredniania a jedynie eliminację pasożytniczych, zamazujących prawdziwy obraz artefaktów. Słyszymy dzięki temu nie dość, że więcej, to w dodatku lepiej.
Niejako na deser zostawiłem bynajmniej nie czarny, lecz wściekle różowy „placek”, który wydaje mi się, że w sposób najlepszy – najbardziej kompletny jest w stanie oddać charakter bohatera dzisiejszej epistoły. Mowa o ścieżce dźwiękowej „The Pink Panther” Henry’ego Mancini’ego. Chodzi bowiem o umiejętność połączenia perfekcji wykonania z pewną nonszalancją i swobodą wynikającą ze świadomości własnych umiejętności. Topowy phonostage Musical Fidelity gra bowiem właśnie perfekcyjnie czysto i precyzyjnie, jednak nawet w najmniejszym stopniu owymi cechami się nie chwali i nie epatuje. Po prostu tak ma – taki się urodził i traktuje je jako elementy zupełnie oczywiste i naturalne. Nie spina się, nie sili na bycie perfekcyjnym (bo przecież taki zupełnym mimochodem jest), więc skupia się na tym co najważniejsze – emocjach i flow sprawiających, że muzyka płynąca z głośników jest w stanie zaangażować nawet najbardziej opornego i zdystansowanego słuchacza.
Musical Fidelity Nu-Vista Vinyl to klasyczny przykład High-Endu za bardzo akceptowalną kwotę a więc de facto urzeczywistnienie idei przyświecających zarówno Antony’emu Michaelsonowi, jak i Heinzowi Lichteneggerowi, by bez zbytniego drenażu kieszeni nabywców oferować im produkty możliwie najwyższej jakości. Nu-Vista Vinyl zapewnia bowiem niespotykaną ergonomię pracy nawet z wieloma gramofonami/ramionami/wkładkami bez konieczności jakichkolwiek ekwilibrystyk konfiguracyjnych, a przy tym gra tak, że na dobrą sprawę po kontakcie z nim dalsze poszukiwania wysokiej klasy przedwzmacniacza gramofonowego wydają się li tylko kaprysem zblazowanego audiofila uparcie goniącego przysłowiowego „króliczka” nie po to by go złapać, lecz dla samego gonienia.
Marcin Olszewski
System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature) + Finite Elemente Cerabase compact
– Odtwarzacz plików: Lumin U1 Mini
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Dynavector DV-10X5
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp; Musical Fidelity M6 Vinyl; RCM Audio Sensor 2 Mk II
– Końcówka mocy: Bryston 4B³
– Kolumny: Dynaudio Contour 30 + podkładki Acoustic Revive SPU-8 + kwarcowe platformy Base Audio
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: Organic Audio; Vermöuth Audio Reference
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver; Fidata HFU2
– Kable głośnikowe: Signal Projects Hydra; Vermöuth Audio Reference Loudspeaker Cable
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R)
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Switch: Silent Angel Bonn N8
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+, Audiomica Anort Consequence + Artoc Ultra Reference + Arago Excellence
– Stolik: Rogoz Audio 4SM
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT
Opinia 2
Gdy prześledzicie nasze, nie boję się tego powiedzieć, bardzo owocne w ciekawe wrażenia, testowe zmagania z tytułową marką, okaże się, iż konstrukcja pozwalająca bezpośrednio obcować z płytą winylową pojawiła się na naszych łamach po raz pierwszy. To naturalnie miła odmiana, dlatego też jestem bardzo rad z dzisiejszego spotkania, bowiem na recenzenckim tapecie wreszcie znajdzie się analogowy produkt tej stajni. Powiem więcej, mój dobry nastrój potęguje fakt bytu pretendenta do laurów obecnym szczytem oferty, który co jak co, ale bez względu na reprezentowany poziom cenowy zawsze zmusza mnie do w dobrym tego słowa znaczeniu, szukania dziury w całym, czyli przekładając z polskiego na nasze, solidnego przyjrzenia się oferowanej jakości sonicznej. Co będzie naszym obiektem zainteresowania? Jak wspomniałem, chodzi o topowy, co istotne, w swych układach elektrycznych wykorzystujący lampy typu Nuvistor, brytyjski phonostage Musical Fidelity Nu-Vista Vinyl. To zaś oznacza, że podczas tej recenzenckiej potyczki, dzięki opiniowaniu finalnego brzmienia płyt winylowych przy użyciu wyspiarskiego przedwzmacniacza gramofonowego, dostałem szansę zderzenia się z pełnym spektrum analogowego konglomeratu jako źródła dźwięku. Intrygujące? Jeśli tak, zatem nie pozostaje mi nic innego, jak zaprosić zainteresowanych do lektury poniższego tekstu, a stacjonującemu Białymstoku dystrybutorowi RAFKO podziękować za organizację wizyty Nu-Visty Vinyl w naszej redakcji.
Jak na przedwzmacniacz gramofonowy w kwestii gabarytów rzeczony Anglik jest dużą konstrukcją, gdyż rozmiarami bogato wypełnionej elektroniką obudowy dorównuje typowym wzmacniaczom ze średniej półki cenowej. Jak wygląda? Może niezbyt wysoką, ale za to szeroką i głęboką skrzynkę w wersji testowej wykonano z wykończonego w czarnej satynie aluminium. Gruby płat glinu będący frontem urządzenia w celach przełamania monotonii poddano kilku zabiegom. Po pierwsze – jego górną i dolną krawędź sfrezowano mocnym skosem. Po drugie – zewnętrzne parcele poprzecznymi wyżłobieniami zlicowano ze zorientowanymi na bokach skrzynki radiatorami. Po trzecie – całość dodatkowo podzielono wizualnie kilkoma poprzecznymi i pionowymi, dość głębokimi rowkami. Zaś po czwarte – na wykrojonej w ten sposób centralnej połaci zagłębiono nazwę modelu urządzenia, tuż pod nią osiem poziomo zorientowanych srebrnych przycisków funkcyjnych i nad nimi serię 28 diod informujących nas o stanie urządzenia. Jak można się domyślić, wspomniane guziki na awersie są przerzuceniem zwyczajowo usytuowanych na tylnym panelu przyłączeniowym funkcji optymalizacji phonostage’a do konkretnego systemu audio. Dlatego też pośród nich znajdziemy, włącznik główny, dwie regulacje obciążenia w zależności od zastosowanej wkładki MM/MC, wybór wejścia liniowego, wybór obsługiwanej wkładki MM/MC, podbicie sygnału o 6dB i aktywator korekcji RIAA IEC. Przerzucając wzrok na rewers Nu-Visty okazuje się, iż odzwierciedlając mnogość manipulatorów z frontu, oferuje użytkownikowi pięć wejść liniowych RCA, zacisk uziemienia, po jednym wyjściu już wzmocnionego sygnału z wkładki w standardzie RCA i XLR i gniazdo zasilania. Tak prezentujące się phono posadowiono na czterech solidnie stabilizujących konstrukcję na docelowej płaszczyźnie, bo o sporej średnicy przy niedużej wysokości, okrągłych, podobnie do guzików na froncie kontrastujących z czernią całości, srebrnych stopach.
Jak wspominałem we wstępniaku, w moim odczuciu top oferty każdego producenta swoim brzmieniem powinien pokazać pewnego rodzaju zjawiskowość. Jednak nie męczące na dłuższą metę przerysowanie przekazu w stronę zbytniego otwarcia – zazwyczaj pod płaszczykiem rozdzielczości robią to konstrukcje tranzystorowe, albo nadmierne dociążenie jako szukanie magii – to często domena produktów lampowych. To bez względu na rodzaj elektroniki w trzewiach, owszem może odznaczać się pewnym sznytem grania, ale ma być konsensusem pomiędzy swobodą, nasyceniem i szybkością oddania zapisów nutowych. To teoria. Jak ma się do naszego bohatera? Powiem tak. Szukałem potknięć przy pomocy różnorodnego materiału w stylu świetnie nagranej i wydanej, co istotne, współczesnej składanki jazzowej grupy EST, marnie zrealizowanego w epoce winylu rocka spod znaku Led Zeppelin II i zawsze wywołującej na mojej twarzy melancholię płyty SADE „Diamond Life” i niestety w dobrym tego słowa znaczeniu, słabego punktu nie znalazłem. Znalazłem za to świetnie zbilansowane w domenie ciężaru, nasycenia i witalnej prezentacji, naznaczone jedynie symbolicznie nutką lampy, wciągające od początku do końca każdej płyty granie przez duże „G”. Weźmy na początek jazzmanów. Dobra krawędź i masa kontrabasu, dostojność w dole i dźwięczność w górze fortepianu, wespół ze świetnym zawieszeniem w eterze perkusjonaliów pokazały, że lampa w torze nie musi narzucać swojego „ja”. Tak, ma prawo nieco ujędrnić wybrzmienia pudła rezonansowego „wielkich skrzypiec”, dodać plastyki pracy klawiszy potomkowi klawikordu, ale nie zdominować takiego wydarzenia, co po obróbce sygnału przez angielską myśl techniczną wręcz książkowo pokazała przywołana płyta. Idźmy dalej. Wiecznie żywy rock. Na tle naszych obecnych oczekiwań, przywołany w tym tekście jest tak zwanym koszmarkiem. Jednak w momencie dobrego dociążenia i umiejętnego, bo nie rozjaśniającego, a jedynie napowietrzającego przekaz, otwarcia się na świat zawartych na płycie informacji, nawet takiego repertuaru da się słuchać z uwagą nie tylko od strony merytorycznej, ale również przez pryzmat umiarkowanej jakości. Niestety cudów nie ma, realizacja nie zbliży się na przysłowiowy łokieć do jakości współczesnego jazzu, ale zapewniam, po odpowiednim doprawieniu sygnału – piję tutaj do naszego bohatera – otrzymałem znacznie lepszy poziom jakości od znakomitej większości konkurencji. Na tyle lepszy, że mimo sterty innych płyt do posłuchania nie miałem ochoty na zdjęcie jej z talerza i jej odsłuch zakończyłem dopiero po dotarciu igły do końca rowka drugiej strony krążka. Na koniec dostojna SADE. Nadal zderzyłem się z pewnego rodzaju zadymieniem muzyki – zawsze tak odbieram tę płytę. Ba, dzięki magii zastosowanych lamp z przyjemnością pławiłem w ze smakiem oddanej barwie jej głosu. Ale gdy przywołane aspekty tylko potwierdzały wcześniejsze oczekiwania na bazie poprzednich płyt, to największe wrażenie zrobiła na mnie swoboda prezentacji tej płyty w kwestii namacalności wirtualnej sceny. Była zamglona i gęsta, ale przy tym lotna. Jak to się stało, nie mam pojęcia. Samopoczucie? Sprzyjające przyswajaniu muzyki stosunkowo wysokie ciśnienie atmosferyczne? Jak wspomniałem, nie wiem. Wiem jednak, że odbyło się to za sprawą opiniowanego przedwzmacniacza gramofonowego. I muszę dodać, iż była to jedna z bardzo niewielu tak udanych prezentacji tej płyty na moim podwórku, zaznania czego również Wam z Nu-Vistą w swoim systemie życzę.
Wieńcząc powyższy test powiem tylko tyle. Zastosowane w angielskim pomyśle na obróbkę sygnału z wkładki gramofonowej – czytaj phonostage’u Musical Fidelity Nu-Vista Vinyl – lampy Nuvistory nie zaburzały prezentacji nadmiarem swojego posmaku. Owszem, gdy trzeba, dodawały body i magii, jednak za każdym razem nie przekraczały granicy rozsądku, co pozwalało muzyce bardzo czytelnie i swobodnie wybrzmieć. Czy takie zjawisko wydarzy się u potencjalnego nabywcy? Jestem dziwnie przekonany, że jeśli nie jeden do jeden, to z pewnością bardzo podobnie. Czyli? Będzie to zjawiskowy, bo podany w dobrej rozdzielczości, gęsty dźwięk, co w połączeniu z preferowaniem przez Musicala Fidelity swobody prezentacji, pozwoli mu wpisać się nawet w nieco przegrzane zestawy. Dlatego też określając grupę docelową, mając na uwadze, iż rozprawiamy o topowym produkcie, a zatem i wiedzących o co chodzi w konfiguracji systemu audio melomanach, praktycznie nie wykluczam nikogo, kto powinien patrzeć na Brytyjczyka jako produkt docelowy. Dobrze będzie raczej zawsze. Pytanie brzmi raczej, czy idealnie. Ale to niestety pozostaje już do osobistej weryfikacji.
Jacek Pazio
System wykorzystywany w teście:
– źródło: transport CEC TL 0 3.0
– przetwornik cyfrowo/analogowy dCS Vivaldi DAC 2.0
– zegar wzorcowy Mutec REF 10
– reclocker Mutec MC-3+USB
– Shunyata Research Sigma CLOCK
– Shunyata Sigma NR
– przedwzmacniacz liniowy: Robert Koda Takumi K-15
– końcówka mocy: Gryphon Audio Mephisto Stereo
Kolumny: Dynaudio Consequence
Kable głośnikowe: Tellurium Q Silver Diamond
IC RCA: Hijiri „Million”, Vermouth Audio Reference
XLR: Tellurium Q Silver Diamond
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
– wkładka: MIYAJIMA MADAKE
– Step-up Thrax Trajan
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM THERIAA
Dystrybucja: Rafko
Cena: 17 795 PLN
Dane techniczne
Dla wkładek MM
– Pasmo przenoszenia: krzywa RIAA lub RIAA/IEC (wybieralne) ±0.2dB
– Czułość wejściowa: 2.5mV dla 300mV @ 1 kHz
– Impedancja wejściowa – 47kΩ
– Pojemność wejściowa: 50-400 pF regulowane
– Zniekształcenia THD @ 1 kHz: < 0.01%
– Wzmocnienie: 31dB
– Stosunek sygnał/szum: >90dB
Dla wkładek MC
– Pasmo przenoszenia: krzywa RIAA lub RIAA/IEC (wybieralne) ±0.2dB
– Czułość wejściowa: 250μV dla 300mV @ 1 kHz
– Impedancja wejściowa: regulowana w 8 krokach od 10Ω do 47kΩ
– Pojemność wejściowa: 470 pF
– Zniekształcenia THD @ 1 kHz: < 0.01%
– Wzmocnienie: 31dB
– Stosunek sygnał/szum: >88dB
– Wejścia: 5 par RCA
– Wyjścia: 1 pra RCA, 1 para XLR
– Pobór mocy (max): 30 W
– Waga: 14.5 kg (netto), 20.6kg (brutto)
– Wymiary (S x W x G): 482 x 130 x 385 mm
Najnowsze komentarze