Monthly Archives: listopad 2023


  1. Soundrebels.com
  2. >

artykuł opublikowany / article published in Polish
artykuł opublikowany w wersji anglojęzycznej / article published in English

Analog i lampy trzymają się mocno, co udowadnia przedwzmacniacz gramofonowy Destination Audio WE417A.

cdn. …

  1. Soundrebels.com
  2. >

Rotel wprowadza na rynek doskonale wyposażony wzmacniacz zintegrowany – model RAS-5000. Urządzenie zostało zaprojektowane specjalnie z myślą o uproszczeniu systemu rozrywki domowej. Wyposażone jest w różnorodne funkcje sieciowe i łączność HDMI z eARC (enhanced Audio Return Channel), a jednocześnie wyróżnia się dużą wydajnością i komfortową obsługą.

Rotel RAS-5000 to stereofoniczna konstrukcja dużej mocy. Podobnie jak inne wzmacniacze japońskiej marki została stworzona w oparciu o starannie dobrane komponenty, w tym potężny zasilacz liniowy z ponadwymiarowym transformatorem toroidalnym. Dzięki temu RAS-5000 jest w stanie zapewnić 220 W mocy na kanał (przy 4 omach) w klasie AB, a wszystko przy zachowaniu niskiego poziomu szumów, głębi i odpowiedniej kontroli przetwarzanego sygnału audio, także w zakresie niskich częstotliwości.

Muzyka z różnych źródeł
Urządzenie pozwala na odtwarzanie muzyki z rozmaitych internetowych serwisów muzycznych. Obsługuje m.in. takie rozwiązania jak Spotify Connect i Tidal Connect. Wspiera ponadto funkcje AirPlay 2 i Chromecast. Co więcej, model RAS-5000 to konstrukcja z certyfikatem Roon Ready i obsługą łączności Bluetooth oraz kodeka aptX HD. Zapewnia także dostęp do tysięcy internetowych programów radiowych, jednocześnie rozszerzając dostępne opcje połączeniowe dzięki złączu HDMI z obsługą ulepszonego zwrotnego kanału audio eARC.

Różnorodne złącza cyfrowe i analogowe
RAS-5000 jest idealnym połączeniem niezwykłego dziedzictwa firmy Rotel, wysokiej jakości dźwięku i wielu nowoczesnych udogodnień. Jako stereofoniczny wzmacniacz zintegrowany, model RAS-5000 oferuje wyjątkowo bogatą funkcjonalność. Oprócz HDMI eARC, na tylnym panelu ma szeroki wachlarz złączy cyfrowych i analogowych, w tym wejścia koaksjalne, optyczne, analogowe (RCA), a także port PC-USB z obsługą formatu PCM i natywnym dekodowaniem plików zapisanych z wykorzystaniem standardów MQA i MQA Studio.

Zaawansowany układ DAC
Muzyka w wysokiej jakości – w tym pliki MQA w rozdzielczości do 32 bitów i częstotliwości próbkowania do 384 kHz – jest precyzyjnie renderowana dzięki specjalnie zaprojektowanej sekcji cyfrowej. Zastosowano tu zaawansowany przetwornik cyfrowo-analogowy firmy ESS Technology. Złącze HDMI eARC rozszerza możliwości amplitunera RAS-5000, oferując najwyższą możliwą rozdzielczość przetwarzania dźwięku (z ulubionych programów telewizyjnych, filmów i gier wideo) przesyłanego bezpośrednio z telewizora.

Stylowe wykończenie
Nowy stereofoniczny wzmacniacz sieciowy Rotela charakteryzuje się eleganckim, atrakcyjnym designem. Dostępny jest w dwóch klasycznych wariantach kolorystycznych: stylowej czerni lub wyrafinowanym srebrnym odcieniu. Doskonale komponuje się z każdą aranżacją pomieszczenia odsłuchowego. Na uwagę zasługuje ponadto duży, wysokiej jakości kolorowy wyświetlacz, który w połączeniu z przyjaznym dla użytkownika interfejsem zapewnia łatwą obsługę. W komplecie nie zabrakło również ergonomicznego pilota zdalnego sterowania.

Rotel RAS-5000 – przewidywana dostępność
Model RAS-5000 firmy Rotel w doskonały sposób rozszerza, ulepsza i upraszcza system domowej rozrywki, zapewniając jednocześnie wysokiej jakości, angażujące brzmienie. Urządzenie w ofercie naszych partnerów handlowych ma pojawić się w pierwszym kwartale 2024 roku.

  1. Soundrebels.com
  2. >

artykuł opublikowany / article published in Polish
artykuł opublikowany w wersji anglojęzycznej / article published in English

Po wielce intrygującym polaryzatorze Nova przyszła pora główny nurt francuskiego portfolio, czyli okablowanie. Panie i Panowie, oto komplet Esprit Audio Lumina.

cdn. …

  1. Soundrebels.com
  2. >

artykuł opublikowany / article published in Polish

No i mamy kolejnego prezentowanego na minionym  Audio Video Show gościa, czyli minimalistyczny gramofon Thrax Yatrus.

cdn. …

  1. Soundrebels.com
  2. >

Link do zapowiedzi: Auralic Vega G2.2

Opinia 1

Patrząc na naszą radosną twórczość od strony czysto analitycznej wydawać by się mogło, że dziesiąta recenzja urządzenia konkretnej marki na przestrzeni ostatniej dekady, szczególnie mając na uwadze prawdziwą klęskę urodzaju w interesującym nas segmencie rynku audio, to całkiem dobry rezultat. I tak też jest w istocie, choć nadal opierając się na suchych liczbach okazuje się, iż ten wynik nie pozwolił naszemu dzisiejszemu bohaterowi nie tylko wysunąć się na prowadzenie, co nawet załapać na najniższy stopień podium, które zajmują Japończycy z Accuphase z … siedemnastoma testami a im wyżej, tym walka staje się bardziej zacięta, bowiem srebro przypadło Ayonowi z dwudziestoma czterema a zwycięskie laury przypadły Furutechowi z dwudziestoma pięcioma publikacjami. Niemniej jednak w tym konkretnym przypadku kwestią kluczową staje się skutek uboczny wszechobecnej unifikacji, czyli niemalże bliźniacze podobieństwo poszczególnych komponentów, co przy zbyt krótkich interwałach pomiędzy opisami kolejnych modeli może prowadzić nie tylko do przesytu, co wręcz efektu déjà vu. Dlatego też choć w tzw. międzyczasie Auraliców przez nasze systemy przewinął się niemalże bezlik, to od ostatniego spotkania z protoplastą naszego dzisiejszego gościa minęło niemalże pięć lat, co niejako z automatu niweluje wspomniane zagrożenia wtórności. Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak tylko zaprosić Państwa na spotkanie z wszystkomającym streaming-DACiem Auralic Vega G2.2.

Jak doskonale na powyższych zdjęciach widać Auralic przestał eksperymentować z dwukolorowymi korpusami i zaufał ponadczasowej czerni, co patrząc z perspektywy czasu śmiem uważać za trafną decyzję. Dzięki niej bryła najnowszej Vegi jeszcze mniej zwraca na siebie uwagi, co na dłuższą metę jest jej niewątpliwą zaletą, gdyż nie zabiegając o atencję użytkowników jej szanse na opatrzenie i znudzenie stają się na tyle znikome, że nie ma co zaprzątać sobie nimi głowy. Mamy zatem do czynienia z firmowym rozwiązaniem w postaci podwójnej „skorupy” Unity Chassis II, gdzie zewnętrzną część wykonano z aluminium a wnętrze pokryto warstwą niklowanej miedzi. Całość posadowiono na masywnej aluminiowej płycie uzbrojonej w antywibracyjne nóżki z wielosprężynowym systemem zawieszenia.
Zanim zaczniemy wnikać w szczegóły proponuje jednak, przynajmniej na początku skupić się na tym, co widać gołym okiem. A na froncie, poza centralnie umieszczonym za delikatnie cofniętą względem płaszczyzny taflą akrylu ekranem, zdublowanym gniazdami słuchawkowymi po lewej i masywną, toczona wielofunkcyjną gałką po prawej zbyt wiele do zobaczenia nie ma. Zdecydowanie więcej dzieje się na zakrystii, gdzie schowana w płytkiej wnęce ściana tylna może pochwalić się … patrząc od lewej zintegrowanym z włącznikiem głównym i komorą bezpiecznika trójbolcowym gniazdem zasilającym IEC oraz zaskakująco szerokim wachlarzem interfejsów cyfrowych obejmującym wejścia AES/EBU, koaksjalne, optyczne Toslink, USB, eARC, firmową magistralę L-Link (standard HDMI), gniazdo zegarowe i port Ethernet. Z kolei domenę analogową reprezentuje para wejść RCA i wyjścia liniowe zarówno w standardzie RCA, jak i XLR.
Co prawda sterowanie i obsługę zapewnia dedykowana aplikacja Lighting DS dostępna wyłącznie na iOS-a, ale na podstawie autopsji mogę autorytatywnie stwierdzić, że całością daje się zawiadywać nie tylko z poziomu panelu frontowego (każdorazowe fatygowanie się do urządzenia pozwoliłem sobie wykluczyć), co wstępną konfigurację przeprowadza się z poziomu strony www a codzienną obsługę, poza oczywistym dobrodziejstwem Tidal Connect, zapewnia wielce przydatna funkcja Smart-IR Control, czyli zdolność Auralica do uczenia się komend wysyłanych z dowolnego pilota, którym akurat dysponujemy. Nie należy również zapominać o kompatybilności z oprogramowaniem sterującym opartym na OpenHome, takim jak BubbleUPnP i Linn Kazoo, a także o pełnej zgodności z Roonem.
Od strony technicznej Vegę G2.2 cechują trzy kluczowe rozwiązania. Pierwszym jest architektura konwersji Fusion DAC, czyli jednoczesne wykorzystanie najlepszych cech zarówno przetworników Delta-Sigma, jak i Multi-Bit przy … pominięciu większości ich funkcji (m.in. PLL, filtra cyfrowego i obwodów nadpróbkowania), które z kolei scedowano na autorskie rozwiązania producenta. Drugie dotyczy retaktowania sygnału określane mianem Direct Data Recording za pomocą autorskich filtrów cyfrowych i precyzyjnych elementów przełączających. Dane audio zapisywane są w pamięci systemowej platformy Tesla G3 w formacie binarnym a następnie taktowane podwójnym femto-Clockiem z dokładnością do 60 fs, co eliminuje m.in. jitter. A trzecie, które raczej zbytniego rozwinięcia nie wymaga to separacja galwaniczna kluczowych sekcji, jak układów wchodzących w skład platformy Tesla G3 od czułych obwodów audio. Ponadto dostępna regulacja głośności odbywa się w domenie analogowej a nie jak to ostatnio staje się standardem cyfrowej. Jakby tego było mało oparta na modułach ORFEO sekcja przedwzmacniacza pracuje w klasie A. Sekcja zasilania również nie budzi zastrzeżeń, gdyż znajdziemy w niej klasyczny toroid.

A jak Vega G2.2 prezentuje się pod względem brzmieniowym? Cóż, przewrotnie powiem, że z jednej strony przeczy wszystkim stereotypom i łatkom przypinanym Auralicom a z drugiej w dość jasny sposób daje do zrozumienia, iż jej relacje z ww. protoplastą są nad wyraz silne i … ciepłe. Tak „ciepłe” to dobre określenie, gdyż tak właśnie można w pierwszej chwili odebrać tytułowe urządzenie. Nie ma bowiem w jego brzmieniu za grosz chłodnej analityczności i bezrefleksyjnego dążenia do pełnej transparentności. W rezultacie obecność Auralica w systemie jest nie tylko doskonale słyszalna, co dla podążających drogą eufonii melomanów wręcz pożądana i od pierwszych taktów uzależniająca. Całe szczęście wraz z owym ciepłem i gęstością przekazu idą w parze dynamika i rozdzielczość, więc nie zachodzi obawa związana ze zbyt klaustrofobicznym i dusznym sposobem prezentacji. Dlatego też tak dobrze z jego, znaczy się Vegi, udziałem wypadł odsłuch „Dark Waters” Delain. Zaskakująco euforycznie i wbrew obiegowym opiniom, że kapela po rozłamie się już nie pozbiera a zastąpienie niemalże ikonicznej wśród wiernych akolitów Charlotte Wessels przez kojarzoną ze zdecydowanie bardziej „taneczną” sceną niejaką Diana Leah jest aktem rozpaczy i łabędzim śpiewem chwytającego się brzytwy Martijna Westerholta. Tymczasem z bohaterem niniejszej epistoły w torze wszystko nie tylko miało ręce i nogi, co zachwycało rozmachem i potęgą. Nawet nieco zachowawcze partie wokalne (Diana pojawiła się w zespole, jak materiał na płytę był niemalże gotowy) dostały solidny zastrzyk energii i daleko im było do „trance’owej cukierkowości”. Może i w kategoriach bezwzględnych przydałoby się nieco więcej powietrza i oddechu, jednak nie ma co marudzić, bo i sam materiał do obfitujących w takie atrakcje nie należy. Jeśli jednak ktoś czuje nieodpartą chęć takowych smakołyków zakosztować, to wystarczy sięgnąć po „Ragnarok” Myrkur i temat uznać za niebyły. Przy okazji drobna uwaga natury użytkowej. Otóż podczas testów Vega wpięta była zarówno bezpośrednio w 300W końcówkę mocy Bryston 4B³, jak i dysponująca podobną mocą integrę Vitus Audio RI-101 MkII, co jak na dłoni pokazało, że zaimplementowany w niej preamp nie jest li tylko wymuszonym przez wymagania rynku substytutem, co pełnoprawną funkcjonalnością i jeśli tylko komuś w głowie zrodził się pomysł budowy systemu z pominięciem dodatkowego przedwzmacniacza, gdyż pojedyncze wejście analogowe Auralica w zupełności mu do szczęścia wystarczy, to jest to jak najbardziej zrozumiała i racjonalna tak pod względem brzmieniowym, jak i ekonomicznym decyzja. Warto też na własnej skórze i własnych uszach przekonać się z którym napięciem wyjściowym lepiej streaming-DAC sprawdza się w naszym systemie. U siebie preferowałem niższe, dzięki czemu mogłem precyzyjniej sterować końcówką mocy szczególnie przy niezbyt imponujących poziomach głośności podczas wieczorno – nocnych nasiadówek.
A właśnie, nie sposób nie wspomnieć, że Vega G2.2 to mistrz budowania nastroju i audiofilski czaruś, który nie wiedzieć jak i kiedy kradnie nam cenne minuty i kwadranse z napiętego jak struna harmonogramu codziennych zajęć. Nie wierzycie? Cóż, sam miałem ku temu pewne obiekcje, jednak jeśli zarówno Jakub Józef Orliński z towarzyszeniem Il Pomo d’Oro na „Beyond”, jak i jeszcze bardziej wymagająca pozycja pod postacią solowego wydawnictwa „G. Ph. Telemann – 12 Fantasias for Viola solo” Michała Bryły, które najdelikatniej rzecz ujmując nie znajdują się w mainstreamie moich upodobań muzycznych, potrafiły wybrzmieć od pierwszej do ostatniej nuty, to fakty mówią same za siebie i nie sposób z nimi dyskutować.
W porównaniu z moim dyżurnym combo, czyli Luminem U2 Mini i Ayonem CD-35 (Preamp + Signature) Vega G2.2 oferuje bardziej skupiony przekaz o bryłach kreślonych nieco grubszą, aniżeli mam na co dzień kreską, lecz tak jak już zdążyłem wspomnieć w tym pomyśle na muzykę nie zapomniano ani o precyzji, ani o rozdzielczości, co przy stawiających na chłodny obiektywizm systemach może okazać się wręcz zbawienne.

W ramach podsumowania aż korci mnie, żeby napisać, iż Vega G2.2 to taki wilk w owczej skórze, albo wręcz koń trojański w portfolio kojarzonego raczej z rozdzielczością, czy wręcz analitycznością Auralica, któremu zdecydowanie bliżej do szkoły brzmienia reprezentowanej przez konkurencyjnego Lumina aniżeli swego rodzeństwa. Problem w tym, że na tym pułapie cenowo – jakościowym wskazane cechy i ewentualne różnice niemalże z automatu, na potrzeby licentia poetica pod naszym piórem ulegają wyraźnej hiperbolizacji, więc de facto nie należy rozpatrywać ich w kategoriach dramatycznego kontrastu pomiędzy czernią a bielą a jedynie niuansów i odcieni muzykalności i wyrafinowania. Jeśli zatem poszukujecie Państwo urządzenia zdolnego pełnić funkcję DAC-a, streamera, przedwzmacniacza i wzmacniacza słuchawkowego, to po prostu posłuchajcie go we własnym systemie i na spokojnie podejmijcie decyzję.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature) + Finite Elemente Cerabase compact
– Odtwarzacz plików: Lumin U2 Mini + Omicron Magic Dream Classic; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Końcówka mocy: Bryston 4B³ + Graphite Audio IC-35 Isolation Cones
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII
– Kolumny: Dynaudio Contour 30 + podkładki Acoustic Revive SPU-8 + kwarcowe platformy Base Audio
– IC RCA: Furutech FA-13S
– IC XLR: Vermöuth Audio Reference; Acrolink 7N-A2070 Leggenda
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Fidata HFU2; Vermöuth Audio Reference USB
– Kable głośnikowe: Vermöuth Audio Reference Loudspeaker Cable; Signal Projects Hydra + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: Silent Angel Bonn N8 + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Silent Angel Forester F1 + Luna Cables Gris DC
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT

Opinia 2

Tego nie da się nie zauważyć, a jeśli ktoś to przegapił, informuję, że w ostatnim czasie wespół z Marcinem przebadaliśmy testowo lwią część tytułowego producenta. Od wszystkomających tak zwanych „kombajnów”, przez dzielonki, po aspirujące do segmentu High End jednofunkcyjne urządzenia jako osobne komponenty. Jak widać, to mrówcza praca, która nie ma co się oszukiwać, sugestywnie informowała nas o jednym, z każdy nowym urządzeniem tytułowy Auralic szedł drogą poprawiania wizerunku w domenie gęstości i wagi przekazu. Od zarania dziejów kojarzony był ze znakomitym atakiem, oraz wyrazistym rysunkiem wydarzeń scenicznych, dzięki czemu miał spore grono wielbicieli. Jednak celem każdego podmiotu gospodarczego jest rozwój, dlatego chcąc powiększyć wspomnianą grupę zadowolonych klientów, w sekcji inżynierskiej pojawiła się świetnie odbierana przez nabywców idea lekkiego przemodelowania swoich produktów w kwestii esencjonalności przekazu. Jak to wyglądało na przestrzeni czasu, możecie poznać studiując nasze testowe boje. Dzisiaj zaś postaram się wyłożyć zainteresowanym, jak wygląda temat brzmienia w ostatnio dostarczonym do nas przez warszawskiego dystrybutora MIP streamera z funkcją DAC-A i przedwzmacniacza Auralic Vega G2.2.

Kreśląc kilka zdań o wyglądzie i wyposażeniu omawianego Auralica nie będę szczególnie oryginalny. Otóż jako kontynuacja unifikacji świetnego designu, to kolejny raz jest średniej wielkości, posadowiona na ciekawie wyglądającym, celowo niskim, aby nadać aparycji wzornictwu cokole, aluminiowa obudowa z półokrągłym frontem. Ten zaś zmyślnie podzielono na trzy parcele, z których dwie skrajne są gładkimi połaciami glinu, a centralną ostoją dla wielkiego, przez to czytelnego z dość dużej odległości, kolorowego wyświetlacza. Ale to nie koniec uzbrojenia awersu, bowiem na jego lewej flance znajdziemy dwa gniazda słuchawkowe, a na prawej pokrętło wzmocnienia. Jak widać, maniupulatorów jak na lekarstwo, a to dlatego, że tego typu produkty z reguły obsługuje się stosownymi aplikacjami z telefonu i im podobnych akcesoriów. Jeśli chodzi o tylny panel, ten standardowo dla podobnych urządzeń spod znaku Auralica może pochwalić się zestawem wejść cyfrowych – AES, COAX, USB, TOSLINK, LAN oraz kilku HDMI jako porty do upgrade’u i konfiguracji systemowej urządzenia, pakietem analogowych gniazd wejściowych i wyjściowych – RCA, XLR oraz niezbędnym gniazdem zasilania zespolonym z włącznikiem głównym i bezpiecznikiem. Jak widać, jest na bogato, co w obecnych czasach stało się naturalnym wyposażeniem i czemu od lat hołduje tytułowy koreański streamer.

Jak tym razem wygląda temat brzmienia prezentowanego modelu G2.2? I tutaj zaskoczenie. Spokojnie, raczej z tych pozytywnych, jednak z małą uwagą dla piewców starszej szkoły grania Auralica. Nie, żeby to było jakiś problem, bo to według mnie pożądane przez rynek posunięcie, ale w tym przypadku mamy już do czynienia z bardzo mocnym sznytem osadzonej w barwie i wadze prezentacji. Nadal w przekazie mamy odpowiednią ilość powietrza i niezbędnego do utrzymania swobody wybrzmiewania muzyki luzu, jednak z uwagi na większą masę nieco zwolniła i nie charakteryzuje jej aż tak ostra, jak to wcześniej bywało kreska rysująca sceniczne byty. Jednym słowem stała się estetycznie bliższa poszukiwaczy sporej ilości muzyki w muzyce. Dlatego też jeśli ktoś ma w głowie dawne czasy, z którymi było mu nie po drodze, powinien spróbować tego wcielenia. Jest nieco inne, ale bardzo przyjemne w odbiorze, co nawet jeśli używacie czegoś z dawnych rozdań, bez problemu ma nawet szansę Was w sobie rozkochać. Tym bardziej, że teraz przekaz staje się znacznie bardziej przyjazny dla materiału mocno zmasakrowanego przez realizatorów płyt.
Pierwszą z brzegu jest choćby mocno skompresowany, najnowszy album Metalliki „72 Seasons”, który odtworzeniu przez Auralica G2.2 nie trącał już taką soniczną „rzeźnią”. Naturalnie kompresja nadal była wyczuwalna, jednak solidna szczypta dodanego body muzyce pozwoliła całemu zespołowi pokazać znacznie więcej ekspresji przecież wkładanej w każdy nawet nie utwór, czy płytę, ale pojedynczą, mającą wybuchać energią nutę. A przy okazji okazało się, że gdy pozbawionego psującej odbiór natarczywości materiału posłucha się przy znacznie większych poziomach głośności, całkowicie inaczej do nas przemawia. To ma być szaleństwo, tylko odpowiednio artykułujące takie niuanse, jak mocne uderzenie stopy perkusji, energia gitar i charyzma wokalizy, czego wcześniejsze wcielenia urządzeń Auralica nie umiały tak fajnie jak G-dwójka oddać. Dla mnie to co teraz się wydarzyło, to fajny ruch dźwiękowy.
A jak w takim razie radziły sobie nurty opierające swój byt o co prawda esencjonalność, ale jednak z odpowiednim zaznaczeniem krawędzi dźwięku? Czy parafrazując klasyka: Nie zrobiły się aby mdłe?”, czyli tłumacząc z polskiego na nasze, nie straciły na wyrazistości istotnej dla wybrzmienia każdego wirtuozerskiego drobiazgu? Bez obaw, nie. Owszem, wyczuwalna była pewnego rodzaju tonizacja górnych rejestrów, jednakże nadal dobrze obrazowały dziejące się w tym pasmie wydarzenia i pozwalały zaistnieć im w eterze bez jakichkolwiek przeszkód. A na udowodnienie tego faktu przywołam płytę Dave’a Hollanda „Not For Nothin’” z istotnym dla obrony mej tezy wibrafonem w jednej z ważniejszych ról. To on pokazuje dosadnie, iż owszem, muzyka nabrała masy i większej energii, dzięki czemu ów instrument był znacznie bardziej esencjonalny i wielobarwny, ale przy okazji jego projekcja nadal znakomicie przecinała przestrzeń międzykolumnową z niesioną przezeń feerią odcieni oraz modulacji. W wydaniu testowym był to ewidentny popis, jak ten instrument powinien wizualizować się nam za każdym razem. Niezbyt ostro, podobnie nie za bardzo ciężko wagowo, tylko esencjonalnie, zarazem dźwięcznie. Jeśli tak u Was to nie wygląda, wiele tracicie.

Gdzie widziałbym tytułowy, co bardzo istotne w tych czasach, wielozadaniowy streamer z funkcją przetwornika i przedwzmacniacza liniowego Auralic G2-2? Otóż wszędzie tam, gdzie system oczekuje zastrzyku esencji przy zachowaniu dobrego oddechu. A jak odniósłbym się do posiadaczy starych wcieleń tej marki? Powiem tak. Jeśli dorośliście do muzyki pełnej barw z pokazaniem fajnej krawędzi dźwięku, a nie głownie wspomnianej krawędzi okraszonej zdawkowym body, czas spróbować modelu G2.2. Czy to okaże się strzałem w dziesiątkę, tego nie wiem. Wiem jednak, że nawet jeśli teraz się nie uda, to w momencie ewaluowania postrzegania odbioru muzyki w stronę jej nasycenia – zapewniam, że każdy z nas przechodzi stan – będziecie mieli już receptę na w pełni akceptowalną roszadę w systemie. I co najważniejsze, w postaci bardzo funkcjonalnego, a przez to kompatybilnego z każdą układanką audio urządzenia.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– transport: CEC TL 0 3.0
– streamer: Lumin U2 Mini + switch Silent Angel Bonn N8
– przetwornik cyfrowo/analogowy: dCS Vivaldi DAC 2.0
– zegar wzorcowy: Mutec REF 10 SE-120
– reclocker: Mutec MC-3+USB
– Shunyata Research Omega Clock
– Shunyata Sigma V2 NR
Przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Pandora
Końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
Kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
Kable głośnikowe: Synergistic Research Galileo SX SC
IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
XLR: Tellurium Q Silver Diamond, Hijiri Milion „Kiwami”, Siltech Classic Legend 880i
IC cyfrowy: Hijiri HDG-X Milion
Kabel LAN: NxLT LAN FLAME
Kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, Synergistic Research Galileo SX AC
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END, FURUTECH e-TP80 ES NCF
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon – Clearaudio Concept
– wkładka Dynavector DV20X2H
– przedwzmacniacz gramofonowy RCM Sensor 2 mk II
– docisk płyty DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy Studer A80

Dystrybucja: MiP / Auralic.pl
Producent: Auralic
Cena: 36 800 PLN

Dane techniczne
Pasmo przenoszenia: 20 – 20 KHz, +/- 0,1 dB
Zniekształcenia THD + N: <0,00012% (XLR); <0,00015% (RCA), 20 Hz – 20 kHz przy 0 dBFS
Zakres dynamiczny: 130 dB (20 Hz – 20 kHz)
Obsługiwane formaty plików audio: AIFF, ALAC, APE, DIFF, DSF, FLAC, OGG, WAV / WV, AAC, MP3, WMA
Obsługiwane częstotliwość próbkowania
PCM: 44,1 kHz do 384 kHz w trybie 32-bitowym
DSD: DSD64 (2,8224 MHz), DSD128 (5,6448 MHz), DSD256 (11,2896 MHz), DSD512 (22,57892 MHz)
Wejścia cyfrowe: Lightning-Link, AES / EBU, koncentryczne, Toslink, USB Audio, HDMI eARC
Wejścia analogowe: RCA (maksymalnie 2 Vrms) z funkcją obejścia kina domowego
Obsługiwane serwisy audio: uPnP / DLNA Media Server, Amazon Music Unlimited, HighResAudio , KKBOX, Qobuz Sublime+, Netease Music, TIDAL/TIDAL Connect, AirPlay, Spotify Connect, TuneIn, Radio internetowe, RoonReady
Wyjścia: para XLR (6V/2V), para RCA (6V/2V), słuchawkowe 6,35mm
Komunikacja: Gigabit Ethernet
Pobór mocy: 50W max.; <10W uśpienie; <0,5W stand by
Wymiary (S x G x W): 34 x 32 x 9,6 cm
Waga: 9,3 kg

  1. Soundrebels.com
  2. >

Link do zapowiedzi (en): Furutech Powerflux CI5 NCF

Opinion 1

Nobody knowing anything about audio needs convincing, that proper power to Hi-Fi/High-End devices, including appropriate cables, is a key thing. You just need to take care of it, and the audio gear will surely return the favor. It is well known what kind of progress can be made with appropriately refined confection, with which I mean the plugs, which are often not regarded as significant, especially by the general public. And while most of the lucky people just plugs into the back of their components whatever they like, a part of the golden eared had to go for compromises, by not using the top of the catalog plugs (which are usually quite big) but their lesser brethren, or even “civilian” plugs. Who am I talking about? Well, people who owned Linn Klimax, first iteration of the Lumin devices (including the U1 Mini), Wadia (Intuition 01 PowerDac) and many others, where the manufacturers placed the power socket too close the edge of the back plate or used a socket with an integrated power switch, where a round plug automatically excluded the usage of it (like the Merason Pow1, Lindemann Musicbook Source II CD). But now this is history, because Furutech decided to take care of this niche and besides the quite basic 15 introduced a “thinned” variation of their top 50, the CF-C15 NCF(R), which the Katowice based RCM decided to put on the Powerflux CI5 NCF power cord.

As you can hopefully see on the pictures above, the Furutech Powerflux CI5 NCF looks absolutely great. But instead of trying to catch our eye with excessive glamor, or cheap splendor, it lures with distinguished elegance. Please look at the neutral coldness of the confection and the characteristic anti-vibration barrel, covered with silver coated carbon braid, the warm violet of the internal layer shining through the external sheath, getting darker on the part between the mentioned barrel and the new plug, or at the satin ring with the model markings. Here nothing was left to change, and even the enclosure itself (if you are interested please look at our unboxing session) does not diminish the positive impression of the whole, as this dark blue, shiny cardboard box and soft foam inlays only add to the whole.
Looking at the manufacturer’s web page, trying to find some information about our tested cable, I became a bit surprised, as instead of finding it in the elite section called “High End Performance”, the Japanese put the Powerflux CI5 NCF to the “common power cords” section, together with budget Astoria and Empire, dedicated to studio usage. Additional spiciness is added by assigning the predecessor of the CI5, the classic and cheaper, Powerflux to the higher category. Does the usage of the low-profile plug CF-C15 NCF(R) (temporarily unavailable for purchase) instead of the full-sized 50 close the doors to the upper level for this cable? Frankly, I do not believe in this conspiracy theory, so instead of wondering what kind of approach does the Furutech team use to assign their cables to certain categories, I will just concentrate on the purely technical side of it and its sonic values.

So let us move to the technicalities and focus our attention on the new plug, the CF-C15 NCF (R), which certainly belongs to the NCF Piezo Ceramic line. It’s carcass is made from non-magnetic stainless steel and silver coated carbon fiber with special acetal co-polymer used for damping and isolation. Like the name suggests, we have here also the proprietary Nano Crystal2 Formula, which consists of nanocrystals, ceramic piezoelectric particles and carbon powder. The cable itself uses α (Alpha) OCC copper conductors (each of the three wires is made from 68 individual conductors with ø0.127mm diameter), the internal coating uses carbon for damping and the isolation is made from high quality PE. The whole is covered with characteristically purple PVC and a shield made from an Alpha copper braid with ø0.12mm diameter. Also the most external layer is treated very seriously, as it consists of an internal sheath from polypropylene and external braid from audio grade nylon.

As I did mention in the introduction the first version of the smallest transport of Lumin, which allowed to use the FI-28R plug at maximum, I decided to start the listening session from its successor, the U2 Mini. Here, the socket was turned by 180° what eliminated the issue of not being able to use larger plugs, but it would not hurt to try it out with a better power cord. I was also not shy to test the cable with more power hungry devices from my setup, but already with the source it became very clear, that the Japanese cable will take no prisoners, when talking about resolution or dynamics. While changing to it from Organic Audio Power, or the Furutech FP-3TS762 was a nice upgrade of the mentioned aspects, what made the sound automatically evolve towards a higher level of refinement and palpability, then each time the return to the previous configuration resulted in, fortunately only mental, pain similar to getting your fingers hurt by a closing door. The air, previously surrounding the musicians, suddenly disappeared from the stage, while the stage itself got smaller and shallower, to the level of a backyard theatre. Also the saturation and shine of the timbres got covered by a dark grey layer of patina. Am I overly dramatizing and exaggerating? Well, for someone, for whom music flowing from the speakers somewhere in the background, just filling the gaps of their daily routine, such nuances might not matter. But when we treat it very seriously, and it is the essence of our audiophile passion, it makes sense to treat each improvement of the sound with joy, and it’s worsening causing sadness and frustration. Looking at the CI5 NCF from a broader perspective, coming from listening to the Ayon, usually powered by the Nanoflux, as well as to the 300W Vitus integrated, usually supplied with power by the Gargantua, I came to the very subjective conclusion that the tested cable is some kind of a link between the very resolved and vivid “candy” (now available in the DPS 4.1 version) and the refined and mature Nanoflux . At that it is much more dense and differentiated compared to the mentioned Acoustic Zen, while being only a tad worse in terms of dynamics and swing, which are truly gargantuan in the American cable. This all makes it a very universal proposition, and it should fit very nicely in places, where freshness and vividness of the sound matters, but without any artificial upping of quieter passages, which do not require such treatment, or without exposing sibilants to the level of making listening unpleasant. For example, on “Into the Black” by Aesthetic Perfection, which combines radio-like pugnacity with truly schizophrenic turns of events and worrying dark electro, everything comes together completely ideal, creating a surprisingly coherent whole, where, despite the sticky darkness all around, you can see all the nuances, and you will be surprised how many of them there are. Please pay attention to the differentiation of the bass, how many different synthetic pulses, loops and rumbles there are, how the factures are spread, and what were the ideas to place them in the available space. And if for someone the mentioned beats turn out to be too round and sweet, then you can always reach for harsh electro “Goddestructor” by Suicide Commando and have your ears cleaned with sandpaper, as this disc has as much softness and gentleness as a Doberman guarding your home.
Of course, with a slightly more civilized material you will have also the ability to brilliantly reproduce the shapes and “consistence” of the natural instruments. Starting with the brilliantly minimalistic “Luxury and Waste” by Torun Eriksen and Kjetil Dalland, where the Furutech did not sweeten the material by even a grain, it did also not smoothen the natural matte vocal dominating over the very ascetic accompaniment, through the much more worked out arrangement of Hanna Banaszak greatest hits and ending with great symphonics from “Strauss: Also Sprach Zarathustra”, the stage, and the musicians, came scaringly close with their size, and thus also scale of sound, to a live event. It was similar with the resolution offered by the Japanese cord. Instead of showing up in the form of bragging with contours sharpened beyond belief, or blinding with the shine of brass instruments, it is just true to reality, so we can easily cut every musician out of his or her environment, while the knot of their shoelaces will remain a negligible nuance, not needing any spotlight shining on it.

Unfortunately everything good must come to an end, and so did my adventure with the Furutech Powerflux CI5 NCF. So in the conclusion I will allow myself to share the following thought: if, for any reason ever, you do not feel you are ready to move on to the flagship Nanoflux, while buying the “candy” looks like a half-measure delaying the inevitable, then please, borrow the tested cable for a few days. It probably will be able to satisfy 99.9% of your expectations and you will be able to use it with devices, that until now, were destined to endure lower quality cables, or at least plugs. In short – I do not see the CF-C15 NCFI plug as inferior to the full-size 50, and if I would be thinking about buying the Powerflux, then, due to it’s higher universality and broader application spectrum, I would choose the CI5 NCF version. The price is mostly the same, and you will avoid any issues in plugging it into any device, even one, that was not really thought through in this aspect. And this is really something useful to get for free.

Marcin Olszewski

System used in this test:
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature) + Finite Elemente Cerabase compact
– Network player: Lumin U2 Mini + Omicron Magic Dream Classic + I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Digital source selector: Audio Authority 1177
– Turntable: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Dynavector DV-10X5
– Phonostage: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Power amplifier: Bryston 4B³ + Graphite Audio IC-35 Isolation Cones
– Integrated amplifier: Vitus Audio RI-101 MkII
– Loudspeakers: Dynaudio Contour 30 + Brass Spike Receptacle Acoustic Revive SPU-8 + Base Audio Quartz platforms
– IC RCA: Furutech FA-13S
– IC XLR: Organic Audio; Vermöuth Audio Reference; Acrolink 7N-A2070 Leggenda
– Digital IC: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– USB cables: Wireworld Starlight; Fidata HFU2; Vermöuth Audio Reference
– Speaker cables: Signal Projects Hydra; Vermöuth Audio Reference Loudspeaker Cable + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Power cables: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Power distribution board: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Wall power socket: Furutech FT-SWS(R)
– Anti-vibration platform: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Switch: Silent Angel Bonn N8 + Silent Angel S28 + Silent Angel Forester F1 + Luna Cables Gris DC
– Ethernet cables: Neyton CAT7+; Audiomica Anort Consequence + Artoc Ultra Reference + Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame
– Table: Solid Tech Radius Duo 3
– Acoustic panels: Vicoustic Flat Panels VMT

Opinion 2

The title suggests that our today’s meeting will be with one of the most popular manufacturers of audio cables on the market. Of course I am talking about the Japanese company Furutech, which, besides cables and plugs, supplies their products to other manufacturers all around the globe, without any risk to its position. But what is the current product, the Japanese surprised us with today? I think it is very interesting, as first of all the Japanese decided to modify their offering in the higher echelons of their catalog, and secondly, they provided a proposition to people, who have devices with limited abilities to connect high quality power cables. What do I suggest with the second part of that sentence? Let me explain. Many smaller devices, due to their sheer size, force the usage of a standard “computer” type cord. And as you know, power is a very important element of our game. And when it would look like this aspect is closed for them, Furutech decided to ease those music lovers their pain and provided a power cable, which is terminated with a rectangular plug from the end you plug into your electronics. Yes, yes, a rectangular, or cuboid, plug, which is much smaller than the rounded ones and which immediately eliminates the issue mentioned above. But what is it? Ladies and gentlemen, let me inform all interested people, that the Katowice based RCM provided us with a bit unusual cable, equipped with the rectangular plug, the Furutech Powerflux C15 NCF. And how did it fare? Let me invite you to read on to learn exactly that.

For many of you, who know the offering of the company well, it is no mystery, that the cable is nothing else than the well renowned Powerflux, but with different plugs. More than that, those plugs are not a novelty, but a variation of the known and widely used so called fifties – the FI-50 NCF R. The internal setup of the cable bases on OCC copper, cryogenically treated. In terms of thickness, each conductor reaches a diameter of 2.8mm. Isolation is made up from three layers. First of them employs Teflon, second is made from soft PVC with carbon. The next step is a shield made from a copper braid and then comes the third layer of isolation – heightened elasticity PVC. Finally the whole cable is placed in a nylon, opalescent sheath. The whole cable reaches a 17.5mm diameter. Such cable is the equipped with high quality plugs, the new one called CF C-15 R NCF and the known FI-E50 R NCF. Additionally in the middle of the cable run, there is a barrel, known from previous cables, as well as an aluminum ring close to the wall plug. The last part of the whole is the dark blue box, with a soft foam inlay, in which the cable is packaged.

When time came to put a few sentences about the sound of the tested cable to the paper, let me first note, that the C-15 NCF is being placed between the popular “candy”, or DPS 4.1, and the, until recently, flagship Nanoflux NCF, which now has been degraded to the second position in the pricelist, once the Project V1 was introduced. Why am I mentioning that? This is a very important information, as the existence of the C-15 NCF would only make sense, if its sonic offering would also be in between those cables. Any different outcome would work against Furutech. With that I mean the randomness of constructing such accessories, and in this case, for such a renowned player on the market, this would be a slight setback, if not a fully blown defeat. Fortunately I am using the two mentioned brethren of the 15 in my system, and I knew right away that things are good here. And they were because the sound is not as quick-witted as with the “candy”, but on the other hand a little less refined than the Nanoflux, relative to the price tag. But just to put things straight – it is not that I do not have enough resources to but a good power cord, but each one of them has its place in my system. Yes, yes, each has a different role. Two cheaper or two more expensive cables would destroy the sonic balance of my system I have built up for years, by trial and error. But well, the new Furutech did fit into the brand portfolio, but for you the most important aspect will be the comparison of its sound to the previous versions. What would any praises be without any reference to its brethren? Also here, like in the paragraph about the construction of the tested cable, for those being acquainted with Furutech offerings, it will probably not be surprising, when I tell you that the cable was influenced by the plugs. What does this mean? First of all, it got better control over the lower registers, secondly, the resolution of the midrange increased, and thirdly, the volatileness of the upper registers improved. This, of course, was a delicate thing, but you could determine it from the very first contact. Without putting the old school of sound upside down, but just inputting some aspects of better insight into the recordings. And, like I mentioned, regardless of which subrange we would look at, the effect is coherent with the overall trend of how cabling is being constructed nowadays. But it is also very important to not to cross over the thin threshold of becoming overly obtrusive, and this feat was achieved by the Japanese splendidly. How? Let me tell you. Despite being confectioned with very transparent plugs, it still had very artistic sound – compared to the cheaper “candy” cable. Those plugs just “awakened” it a little, music gained on vitality and showed clearly the passion of creation that was behind it, but with stronger genres, which are often not very well recorded, it did not allow razor blades to fly around the room. Yes, there are lovers of such kind of reproduction of music, they just like to get tired when listening, but the Japanese made sure, that that would not be the result of using their cables, but if existing, it would just show bad taste of the listener and usage of caricatural playing electronics. A Furutech product just cannot offer an uncontrolled extreme. It has to be foreseeable open and at the same time full of essence. And this is how the Powerflux C-15 NCF is. A bit livelier that its predecessor, but still colorful, and thus nicely vivid. And you should not be surprised, that I am using cables from this company in my listening system.

Well, we arrived at the final paragraph. And if so, time comes to look at the target clientele. Whom should I recommend the most recent power cable from the Japanese Furutech? Let me put it this way. The only people that could easily give it a pass are lovers of extreme transparency of the sound, without looking at its tonal balance. Unfortunately the Japanese engineers love music, and it should, besides being vivid, also have a well placed saturation level. And this kind of esthetics came through during the whole time of the test. The musicality of the stereo system was always coming first – and with that I mean a good consensus between weight, volatility and attack of the sound, what resulted in me not being able to catch the system on even a single hiccup. Writing this I mean both things – exaggerated openness, which becomes tiring in the long end, as well as any kind of unwanted slowdown, which would introduce boredom in the reproduced music. Am I surprised this did not happen? Not at all, this is just Furutech.

Jacek Pazio

System used in this test:
Source:
– transport: CEC TL 0 3.0
– streamer: Lumin U2 Mini + switch Silent Angel Bonn N8
– DAC: dCS Vivaldi DAC 2.0
– Master clock: Mutec REF 10 SE-120
– reclocker: Mutec MC-3+USB
– Shunyata Research Omega Clock
– Shunyata Sigma V2 NR
– Preamplifier: Gryphon Audio Pandora
– Power amplifier: Gryphon Audio Apex Stereo
– Loudspeakers: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– Speaker cables: Synergistic Research Galileo SX SC
IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
IC XLR: Tellurium Q Silver Diamond, Hijiri Milion „Kiwami”, Siltech Classic Legend 880i
Digital IC: Hijiri HDG-X Milion
Ethernet cable: NxLT LAN FLAME
Power cables: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, Synergistic Research Galileo SX AC
– Table: BASE AUDIO 2
– Accessories: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI, antivibration platform by SOLID TECH, Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V, Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– Power distribution board: POWER BASE HIGH END
– Acoustic treatments by Artnovion
Analog stage:
– Drive: Clearaudio Concept
– Cartridge: Essence MC
– Phonostage: Sensor 2 mk II
– Eccentricity Detection Stabilizer: DS Audio ES-001

Distributor: RCM
Manufacturer: Furutech
Price: 14 950 PLN / 1,8m

  1. Soundrebels.com
  2. >

Link do zapowiedzi: Esprit Audio Nova

Opinia 1

Pół żartem pół serio podtytuł niniejszej recenzji miał brzmieć „Czas apokalipsy”, gdyż czuliśmy w kościach, że pojawienie się tytułowego ustrojstwa właśnie ową apokalipsę może rozpętać. No bo jak to? Polaryzator i to bynajmniej nie przewodów do zastosowań audio? Dokładnie tak, bowiem zgodnie z materiałami firmowymi Esprit Audio Nova, nad którym dzięki uprzejmości ekipy konińskiego Audio-Mix, dzisiaj się pochylimy stanowi „system polaryzacji pomieszczenia”. Voo-doo? Dla wszystkich, którym do pełni szczęścia wystarcza głośnik Bluetooth, bądź dołączone do smartfonów dokanałówki z pewnością tak, jednak skoro obszar naszych zainteresowań dalece wykracza ponad poziom jakościowy ww. generatorów dźwięku, to zanim odsądzicie nas Państwo od czci i wiary proponuję powstrzymać choć na chwilę emocje i kierując się atawistyczną dla przedstawicieli gatunku homo sapiens ciekawością zerknięcie do dalszej części niniejszej epistoły.

Jak sami Państwo widzicie nie taki diabeł straszny jak go malują. Ot całkiem elegancki mini-parawanik o wymiarach 33,5 x 12 x 33,5 cm i nader eleganckiej aparycji podkreślonej przez carbonową powłokę wierzchnią. W zestawie znajdziemy jeszcze niepozorny zasilacz wtyczkowy, który z tego co udało mi się ustalić zarówno podczas lektury azjatyckich for dyskusyjnych, jak i rozmowy z samymi sprawcami całego zamieszania – założycielem Esprit – Richardem Cesari i Dyrektorem ds. sprzedaży – Vivienem Falize, którzy raczyli byli odwiedzić tegoroczne Audio Video Show, o ile do początkowych testów „fabryczna” jednostka zasilająca w zupełności wystarcza, to finalnie zalecana jest inwestycja w zasilacz liniowy. Skupmy się jednak na meritum i przynajmniej na początku nie doszukujmy się problemów tam, gdzie ich de facto nie ma. I tak, w rozszerzającym się przy podstawie korpusie z jednej strony znajdziemy ukrytą za niewielką akrylową zaślepką czerwoną mini diodę informująca o stanie akcesorium a na przeciwległym krańcu stosowne gniazdo zasilające. Żadnych regulatorów, włączników, pokręteł i innych manipulatorów. Po prostu podłączamy do prądu i już. Dla świętego spokoju jeszcze przytknąłem ucho do obudowy i z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku mogłem w rubryce „dźwięki własne” (Novej, nie moje) wpisać „brak”. Generalnie gdyby nie wspomniana dioda trudno byłoby tak na pierwszy, jak i każdy kolejny, rzut ucha ustalić czy francuskie akcesorium działa. Znaczy się jest włączone.

 

Skoro mowa o działaniu to proszę mi uwierzyć, na razie tylko na słowo, że absolutnie nie ma mowy o żadnych przejawach wspomnianego audio voo-doo, lecz w grę wchodzi fizyka i to w dodatku empiryczna i mierzalna, a nie czysto teoretyczna opierająca się na suchych wyliczeniach. Jako dowód niech posłużą powyższe wykresy obrazujące zmiany wyłapane przez mikrofon z i bez Novej w systemie. Samo zaś działanie tytułowego akcesorium opiera się na zasadzie polaryzacji wbudowanego dielektryka prądem stałym, dzięki czemu Nowa zaczyna pochłaniać ultra wysokie częstotliwości, przyciągając mikrofale z telefonów komórkowych, Bluetooth, sieci Wi-Fi itp. Nova również uspokaja, tłumi odpowiedź impulsową pomieszczenia, dzięki czemu ogranicza przesunięcia fazowe dźwięku docierającego do słuchacza.

A jak i czy w ogóle tytułowe ustrojstwo działa? Odpowiedzi przewrotnie udzielę w odwrotnej kolejności, za to zgodnie z logiką, bowiem, jeśli jego wpływ jest, to właśnie pod względem logicznym mamy rozwiązaną kwestię działania per se. I tak też jest w niniejszym przypadku, bowiem ów wpływ zauważalny jest i aby go odnotować nie trzeba posiadać nadnaturalnie wyostrzonych zmysłów i/lub doktoratu z fizyki kwantowej. Z mojego punktu widzenia obecność Novej w pokoju odsłuchowym najłatwiej byłoby porównać do użycia filtra powietrza jednego z popularnych producentów wyposażających swoje wyroby w technologię Plasmacluster. Oczywiście samo zjawisko polaryzacji swym zasięgiem obejmować będzie fale poprzeczne a tak się dziwnie składa, iż do ich grona należą m.in Wi-Fi, czy GSM. Cały myk jednak polega jednak na tym, że zamiast skupiać się na eliminacji z atmosfery, na potrzeby możliwie zrozumiałej narracji posłużę się nad wyraz uproszczonym i lapidarnym skrótem „cząsteczek stałych”, ogranicza się nie tyle na „roztoczeniu” parasola ochronnego przed zakłóceniami wysokoczęstotliwościowymi, co staje się dla nich „lepem”. I tym oto sposobem doszliśmy do punktu, w którym możemy uznać Novą za „elektryczny” może nie tyle odpowiednik, co uzupełnienie goszczącej u nas ponad dekadę temu … „misy” PMR Premium. W dodatku, podobnie jak w przypadku PMR-a, możemy z Novą nieco pojeździć po pokoju i poeksperymentować z optymalnym ustawieniem, które wbrew pozorom wcale nie zawsze jest takie oczywiste, bowiem z powodzeniem można ją stosować zarówno wkomponowując w sam system, ustawiając za nim, bądź gdzieś obok, co nawet umieścić … za miejscem odsłuchowym. I tak też było u mnie, bowiem o ile ustawiona pomiędzy komponentami na górnym blacie stolika Solid Tech Radius Duo 3 już swoje kojące oblicze ukazała, to jednocześnie z racji swojej płaskiej a więc odbijającej powierzchni nieco osłabiała działanie znajdujących się za systemem paneli akustycznych Vicoustic Flat Panel VMT niwelujących zgubny wpływ ukrytego za nimi ekranu. Dlatego też kolejnym krokiem było przeniesienie jej w okolice prawej flanki mojej kanapy, by finalnie wylądować za wspomnianą sofą a dokładnie pomiędzy nią a grubymi zasłonami ograniczającymi wpływ podwójnych drzwi balkonowych ukrytych w niewielkiej wnęce. Idiotyzm? Pozornie tak, skoro jednak właśnie w tym miejscu wpływ Novej okazał się dla mnie i mojego systemu najbardziej intensywny i zarazem pozytywny, to uznałem, że jest to wystarczający powód do pozostawienia jej tam w spokoju.
A jak zdefiniowałbym ów wpływ? W telegraficznym skrócie jako połączenie lepszej klarowności i definicji dźwięku z jego zwartością, lepszą konsystencją i intensywniejszą dynamiką, szczególnie przy cichym słuchaniu. Przykładowo na dość nieoczywistym stonerowo – bluesowym „Lightning at the Door” All Them Witches wcale nie ubyło natywnego dla tego krążka brudu i szorstkości, nie pojawiła się kliniczna czystość i wypolerowana na lustro gładkość, lecz wręcz przeciwnie. Właściwa szorstkość została jeszcze zintensyfikowana, lecz nie jako sztuka dla sztuki a element misternej układanki, gdzie każdy, pozornie nawet najbardziej surowy riff, czy skrzące się a zarazem zapiaszczone blachy budują mroczny i psychodeliczny klimat. Aby jednak ów efekt uzyskać zazwyczaj słuchałem ww. materiału dość głośno, przez co głosu dochodziła jego, wynikająca ze wspomnianej niezbyt wyrafinowanej realizacji ofensywność. A przy Novej za plecami nie dość, że mogłem obniżyć poziom decybeli, to słyszałem wszystko lepiej i słyszałem więcej – uzyskałem lepszy wgląd w samą strukturę nagrania, którego obraz, pozbawiony pasożytniczych artefaktów stał się czystszy i bardziej rozdzielczy. I już nie wnikałem, czy to nagle mojemu systemowi się polepszyło, czy też to zdjęcie powodowanej wysokoczęstotliwościowymi zakłóceniami wolaki dotyczyło mnie osobiście – poprzez redukcję poziomu „szumu tła”. Grunt, że sekwencyjne włączanie i wyłączanie Novej przypominało zabawę w odsłanianie i zasłanianie cienkiej, niemalże transparentnej, acz niekoniecznie pierwszej czystości firanki.
Podobnie na koncertowym „Pulse” Pink Floyd można było odnotować poprawę swobody i otwartości dźwięku przy jednoczesnej lepszej kontroli najniższych składowych a z kolei na mrocznej, wilgotnej (proszę pamiętać, iż materiał realizowano w katakumbach) referencyjnej „Tomba sonora” Stemmeklang i Kristin Bolstad aura pogłosowa osiągnęła taki poziom realizmu a precyzja ogniskowania źródeł pozornych onieśmielającej namacalności, że z każdą kolejną frazą resztki włosów na … karku stawały mi dęba i to pomimo zaskakująco przytulnych okoliczności przyrody w jakich prowadziłem odsłuchy.

Reasumując, Esprit Audio Nova nie tyle diametralnie redefiniuje brzmienie systemu pracującego w pomieszczeniu objętym jej „ochroną”, co pozwala rozwinąć skrzydła zdejmując mu z barków wspominane zakłócenia. Jest to zatem element finalnego dopieszczania, podobnie do akcesoriów antywibracyjnych i innych stosowanych w naszych i Państwa systemach „bibelotów”, jak daleko nie sięgając pamięcią dopiero co u nas goszczące Furutechy NCF Clear Line, których znaczenia i skuteczności nikt traktujący na serio High-End lekceważyć nie powinien. Dlatego też jeśli jesteście Państwo zadowoleni z brzmienia posiadanego systemu a jednocześnie zastanawiacie się, czy można jeszcze zwiększyć, poprawić intensywność doznań przezeń oferowanych w całkowicie bezinwazyjny i zarazem odwracalny sposób, to gorąco zachęcam do eksperymentów z tytułowym francuskim polaryzatorem.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature) + Finite Elemente Cerabase compact
– Odtwarzacz plików: Lumin U2 Mini + Omicron Magic Dream Classic; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Końcówka mocy: Bryston 4B³ + Graphite Audio IC-35 Isolation Cones
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII
– Kolumny: Dynaudio Contour 30 + podkładki Acoustic Revive SPU-8 + kwarcowe platformy Base Audio
– IC RCA: Furutech FA-13S
– IC XLR: Vermöuth Audio Reference; Acrolink 7N-A2070 Leggenda
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Fidata HFU2; Vermöuth Audio Reference USB
– Kable głośnikowe: Signal Projects Hydra + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: Silent Angel Bonn N8 + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Silent Angel Forester F1 + Luna Cables Gris DC
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT

Opinia 2

Na przestrzeni ostatnich kilku lat zdążyliśmy przyzwyczaić się, że chcąc uzyskać jak najlepszy dźwięk posiadanego zestawu, musimy dopracować go nie tylko od strony odpowiedniej konfiguracji sprzętowej, ale również akcesoryjnej. To obecnie jest elementarz, którego przestrzega każdy zorientowany w temacie miłośnik muzyki. A co Wy na to, gdy powiem, że sprawa strojenia zestawu nie kończy się na kwestii doboru atrybutów statycznych? Zaskoczeni? Niepotrzebnie, bowiem nie jest to jakaś szczególna nowość. Od dawna coś podobnego ma w swojej ofercie japoński specjalista od akcesoriów Acoustic Revive. A, że temat użytkowania tego typu „poprawiaczy” dźwięku nie tylko się przyjął, ale wręcz nabrał rozpędu, wiele firm opracowuje swoje konstrukcje. O co chodzi? Otóż w dzisiejszym spotkaniu przyjrzymy się pochodzącemu znad Loary „systemowi polaryzacji pomieszczenia” Espirt Nova. Urządzenie zgrabne, dzięki temu łatwo ustawialne, a przy tym estetycznie wyglądające. Jak – jeżeli w ogóle – to działa? O tym porozmawiamy w kolejnym akapicie.

Jak wspominałem, Esprit Nova to bardzo zgrabna konstrukcja. Określiłbym to jako coś na kształt niedużego parawanu z estetycznego tworzywa sztucznego, skrywającego system polaryzujący materiał dielektryczny o stosunkowo pokaźnej powierzchni. Aplikacja jest bardzo prosta, gdyż opiewa jedynie na ustawienie w niedalekiej odległości od systemu i podłączenia kabla zasilania. Według opinii producenta zastosowany system ma słyszalnie eliminować szkodliwe ultrawysokie częstotliwości w postaci zakłóceń spowodowanych falami telefonów komórkowych, siecią WiFi, Bluetooth i im podobnych. Jak to wypada w praktyce?

Przyznam szczerze, że aplikując tytułowy atrybut mający poprawić jakość brzmienia mojego zestawu tudzież wpływając bezpośrednio na mnie, sposobu odbioru oferowanego przezeń dźwięku, nie miałem pojęcia, czego tak naprawdę się spodziewać. Producenci na udowodnienie swoich tez często wiadrami leją wodę, co w przypadku urządzenia działającego na poziomie dźwięków słyszalnych jedynie przez nietoperze bardzo mocno nabierało dramatycznie istotnego znaczenia. Jednak podjąwszy rękawicę nie było innego wyjścia, tylko z na ile to możliwe, czystą głową podejść do zagadnienia, Tylko jak to zrobić, gdy co chwila mamy zmianę frontu atmosferycznego i człowiek jeśli nie ma migreny, to często jest nadwrażliwy. I wiecie co, pierwsze niezobowiązujące podejście przy tak zwanej pogodzie spod psa tak naprawdę było starzałem w dziesiątkę, bowiem wpływ urządzenia usłyszałem nawet w momencie wspomnianej nadwrażliwości. Bardzo często słucham muzyki nie w celu szukania w niej audiofilskości, tylko dla ukojenia zmęczonego codzienną orką truchła. Jednak mimo usilnych prób oderwania się od codziennego życia, z uwagi na tkwiącą gdzieś wewnątrz mnie nadpobudliwość nie zawsze się to udaje, gdyż system z sobie tylko znanych powodów nosi znamiona nerwowości. Jaka jest tego przyczyna, nie wiem, jednak po teście Esprit-a Nova wiem, że jest na to lekarstwo. Jednak co istotne, nie szkodząca wątrobie pochodne fermentacji i destylacji, tylko odpowiednio oczyszczające starganą przez pogodowe atrakcje atmosferę z otaczającego nas cały czas szumu wysokoczęstotliwościowego. Ta teoria wydaje się być czymś na kształt opowieści z mchu i paproci, jednak do czasu. Jakiego? Oczywiście użycia Esprit-a. Po prostu stawiamy go przed systemem – akurat ja go tak zaaplikowałem, ale wystarczy mieć go gdzieś blisko siebie, włączamy do kontaktu i voilà. Nagle w dźwięku pojawia się oczekiwany spokój fajna w odbiorze gładkość, ale ku mojemu zaskoczeniu przy okazji słychać jakby więcej informacji. Żadnej nerwowości, tylko dobrze wizualizowana w kwestii czytelności wirtualna scena, co sprawia, że zaplanowany krótki set odsłuchowy jako szybki reset ducha, nie wiadomo kiedy staje się pełnym uniesień wielogodzinnym mitingiem. Tak też stało się tego dnia. Jednak zakładając, że być może wspomniane ogólne zmęczenie psychiczne spłatało mi figla, sprawdzenie działania tytułowego ustroju zweryfikowałem jeszcze w dwóch osobnych sesjach. Efekt? Taki sam, jak w poprzednim opisie, czyli włączenie skutkowało ogólnym delikatnym uspokojeniem przekazu, przekładającym się na możliwość głośniejszego słuchania danego materiału. A, że ogólnie na co dzień lubię mocniej odkręcić gałkę Volume – przecież po to sprawiłem sobie tak duże kolumny i mocne wzmocnienie, można by powiedzieć, że zaprzęgniecie francuskiego urządzania było wodą na młyn moich ciągotek do, na ile to jest mi w stanie sprawić przyjemność, oczywiście biorąc pod uwagę jakość dobiegającego do mnie dźwięku, otaczania się mocnym uderzeniem muzyki. W tym przypadku nasz bohater sprawdził się znakomicie.

Czy opisana powyżej zabawka jest dla każdego poszukiwacza pełnego energii i agresji, ale pozbawionego niechcianych zniekształceń wprowadzanych przez używane przez nas na co dzień urządzenia dźwięku? Bez kozery powiem, jak najbardziej. Inna sprawa, na jakie zmiany liczy potencjalny zainteresowany, gdyż nie jest to poziom wymiany kolumn z tubowych na szkołę BBC. To są zmiany natury spokojniejszej percepcji dobiegającego do nas dźwięku, co z pewnością z zadowoleniem docenią dbający o każdy szczegół brzmienia melomani. Niestety ilu pośród Was jest owych melomanów, nie wiem, dlatego przypuszczam, że dla wielu to co robi Esprit Nova, a robi na pewno, będzie zbyt małą ingerencją. Czy to świadczy na niekorzyść francuskiego urządzenia? W żadnym wypadku. To życie. Przecież jeszcze nie znalazł się taki, kto by wszystkim dogodził. Jednak najważniejsze, zalecam nie skreślać Novej przed wypróbowaniem we własnych czterech kątach. A coś czuję w kościach, iż kontakt z nią może Was bardzo pozytywnie zaskoczyć.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– transport: CEC TL 0 3.0
– streamer: Lumin U2 Mini + switch Silent Angel Bonn N8
– przetwornik cyfrowo/analogowy: dCS Vivaldi DAC 2.0
– zegar wzorcowy: Mutec REF 10 SE-120
– reclocker: Mutec MC-3+USB
– Shunyata Research Omega Clock
– Shunyata Sigma V2 NR
Przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Pandora
Końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
Kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
Kable głośnikowe: Synergistic Research Galileo SX SC
IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
XLR: Tellurium Q Silver Diamond, Hijiri Milion „Kiwami”, Siltech Classic Legend 880i
IC cyfrowy: Hijiri HDG-X Milion
Kabel LAN: NxLT LAN FLAME
Kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, Synergistic Research Galileo SX AC
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END, FURUTECH e-TP80 ES NCF
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon – Clearaudio Concept
– wkładka Dynavector DV20X2H
– przedwzmacniacz gramofonowy RCM Sensor 2 mk II
– docisk płyty DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy Studer A80

Dystrybucja: Audio-Mix
Producent: Esprit
Cena: 5 900 PLN

Dane techniczne
Wymiary (S x G x W) : 33,5 x 12 x 33,5 cm

  1. Soundrebels.com
  2. >

artykuł opublikowany / article published in Polish
artykuł opublikowany w wersji anglojęzycznej / article published in English

Oto kolejny powystawowy akcent, czyli przewód Ethernet z wbudowanym filtrem / izolatorem wszelkich zakłóceń – AB-Tech REN.

cdn. …

  1. Soundrebels.com
  2. >

artykuł opublikowany / article published in Polish

Kolejna powystawowa zdobycz właśnie zawitała w naszych skromnych progach. W dodatku, dziwnym zbiegiem okoliczności, jest to kolejny przedstawiciel nieustająco będącego na topie analogu i to w jakże intrygującej a zarazem klasycznej formie. Panie i Panowie oto Denon DP-3000NE.

cdn. …

  1. Soundrebels.com
  2. >

Link do zapowiedzi (en): Furutech NCF Clear Line

Opinion 1

It is well known that the Japanese company Furutech has a wealth of different cables, available “from the spool”, as well as factory confectioned, but they also do not forget about people wanting to upgrade their systems using different kinds of accessories, often called audio trinkets. Starting with the universal Destat, brushes and vinyl disc straighteners, through cable supports (NCF Booster / NCF Booster Signal) and ending with power strips (from the budget 60 all the way up to Pure Power 6) and power conditioners. As you can see there is a lot to choose from. So trying to be on top of the new products the company proposes and having tested the NCF Clear Line dedicated to power, when we saw, and touched, during the Munich High-End the signal brethren of the Clear Line, we were very impatient waiting until those arrive to the Katowice based RCM, the distributor of the company in Poland. So once the first supply finally arrived in Poland, we have decided to immediately test them. So if you are wondering what Furutech prepared for their acolytes this time, in the form of the NCF Clear Line RCA and two versions of the NCF Clear Line XLR, I encourage you to read on.

As you can see in our image gallery, the tested items present themselves in a surprisingly classic way, as they look like the top plugs made by the mentioned manufacturer, for purely practical reasons. This makes the RCA version be in fact a modification of the CF-101 (R) and the XLRs of the CF-101 (R) and the 602 (F) respectively. The difference you can see with your naked eye is, that compared to standard plugs, there are special NCF damping clips in the place, where the cable is usually attached, and the carbon weave was replaced with a more “impressionist” version. Digging a bit deeper, it turns out that the carcasses are made from a special, anti-resonance version of stainless steel, and, what is supported by the company nomenclature, the proprietary material called NCF (Nano Crystal2 Formula). The “impressionist” layer is a result of “forging” four layers of hybrid carbon fiber NCF. The outer layer is made from special, heat resistant nylon and NCF, while the whole is bolted together with dedicated stainless steel bolts, applied with torque known only to the manufacturer, what means, that those are a significant part of tuning the whole thing. Inside those plugs we will find a half-closed air chamber, which serves as another element of the damping system. But as you probably can already guess, this is just an introduction to the main part of the system, the true core of the Clear Line – using hybrid ceramic capacitors, covered with a special, high performance, silver colored damping coating. The capacitors themselves have, at least according to the manufacturer, the ability to be specially “tuned” allowing to eliminate all kinds of distortion and noise generated on the input/output terminals of audio devices.

Moving on to the section devoted to the sound, or more specifically the influence of the tested plugs on, not even the device where they are plugged in, but the whole system, we go down the easy way and say that it is consistent with what the power version did. And it would be a very true and correct observation if not for a small “but”. And this “but” is what I will tackle here. But let us start from the beginning. During our previous encounter, we mentioned that there was some apparent darkening, which is also present here, but better understood, palpable and readable. With the signal version of the NCF Clear Line you can clearly hear, from the first played notes, that this “darkening” is only related to the unpierceable darkness of the background, and its velvetiness – the microcosm, in which the musicians and vocalists are placed, and not relating to them. So the contrast and precision of their placement increases, and our ears are reached only by the “correct” sounds, and not their irritatingly unstable ephemerids, degraded with parasitic distortion and artefacts. In short, the presence of the tested contraptions does not in fact improve, but provides repeatability, which is very hard to achieve nowadays. So without them are we confined to the very unpredictable randomness? Yes, as depending on the time of day (and night) the amount of noise and distortion is dramatically different, and while with the NCF Clear Line they are maybe not completely negligible, and here I will allow myself to build a safety buffer, because I will not exclude, that we can reduce them even more, but it becomes so very efficiently reduced, that our system will sound the same regardless if it is morning, afternoon or the time of siesta, unless we have a demolition going on just outside our lawn, a new metro line is being built under our house, or we live near an airport. So you will no longer need to wait until midnight to fully enjoy listening to the dog barking on “Hunt” by Amarok.
It is also worth noting that while in case of the power cleaning device the choice of space to place it in was very obvious, and quite limited at that – you needed to plug it in a free socket on your power strip – the tested contraptions allow us to have quite a substantial array of applications, as you can plug them into any of the inputs or outputs of your devices. And here a formal remark, that with the tested Furutech, as with many other things, you should not exaggerate and one piece, or in very worked out systems maybe two, of those plugs should be sufficient. And again, not per device, but per the whole system.
But going back to the main aspect of our test, so the influence of the Clear Line on our system, with the increase of resolution we have also an increase of dynamics. And interestingly not in the macro, but in the micro scale. But this may not be as binary as it may seem. This comes from the fact that in the macro scale it is much easier to come through the eventual noise and parasitic moire or rust. Of course their contour and differentiation will be clearer with the Furutech, and some additional Jules will be added, but it will be the micro scale, where the intensity of the improvements will be most obvious. And to experience this, you do not need to obsessively search for nuances in audiophile recordings, like the almost hermetic ones prepared by the label 2L in the likes of „Alt hva mødrene har kjempet” by Kammerkoret Aurum, or even the commercial, big band “Grit & Grace” by Jennifer Wharton, because even in the seemingly totally chaotic and cacophonic of “Disintegration” by Hegeroth it will be clearly audible. How? Well, for example in the form of better separation, better showing of the complexity and multiple layers of the composition and the apparently negligible delicacies operating on much lower intensity levels than the first line growls, riffs and blasts.

Within the final summary, I will perversely claim that the Furutech NCF Clear Line are not for everybody, and their application does not always make sense. Because they are … too cheap compared to where its application would be most sensible, explainable and really audible on a level that would legitimize their usage. How is it possible? It is just that their presence will not save a bad configuration, neither they will convert a budget device into a high-end killer. They will improve something, but this improvement will be a step sideways, or a not so rational attempt to save a component, that should be exchanged for a higher classed one. This is why I will say/write something that is painfully honest and subjective – in budget systems, when you have a loose 1.5 thousand zlotys, then you better invest that money into better cables, or better components, instead of buying those Furutech, as it will not make much sense.
However if you do have a system, that more or less represents the final stage of development you want to achieve, then you should experience the influence of the tested Furutech for yourselves. This seems as obvious as it is inevitable.

Marcin Olszewski

System used in this test:
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature) + Finite Elemente Cerabase compact
– Network player: Lumin U2 Mini + Omicron Magic Dream Classic + I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Digital source selector: Audio Authority 1177
– Turntable: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Dynavector DV-10X5
– Phonostage: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Power amplifier: Bryston 4B³ + Graphite Audio IC-35 Isolation Cones
– Integrated amplifier: Vitus Audio RI-101 MkII
– Loudspeakers: Dynaudio Contour 30 + Brass Spike Receptacle Acoustic Revive SPU-8 + Base Audio Quartz platforms
– IC RCA: Furutech FA-13S
– IC XLR: Organic Audio; Vermöuth Audio Reference; Acrolink 7N-A2070 Leggenda
– Digital IC: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– USB cables: Wireworld Starlight; Fidata HFU2; Vermöuth Audio Reference
– Speaker cables: Signal Projects Hydra; Vermöuth Audio Reference Loudspeaker Cable + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Power cables: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Power distribution board: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Wall power socket: Furutech FT-SWS(R)
– Anti-vibration platform: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Switch: Silent Angel Bonn N8 + Silent Angel S28 + Silent Angel Forester F1 + Luna Cables Gris DC
– Ethernet cables: Neyton CAT7+; Audiomica Anort Consequence + Artoc Ultra Reference + Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame
– Table: Solid Tech Radius Duo 3
– Acoustic panels: Vicoustic Flat Panels VMT

Opinion 2

Our today’s meeting will not be the usual review of electronics or loudspeakers. It even will not revolve around an anti-vibration accessory. Instead we will have a look on the effect of removing unwanted, parasitic electric charges hiding in unused inputs and outputs of your audio components. This topic is often omitted by many of us, as you may think, that what could negatively affect the performance of your whole system, if there is no signal flowing through any unused connections. But this is a mistake. Of course, you can negate it, as each and every system, even one badly assembled, will produce sound. But things look different when we are talking to extract the last bits of performance, funding it the best possible working environment. How? For many it can be a shock, but colloquially speaking, we are removing the potential electrical charges from unused signal sockets. Yes, yes, in the big world the problem is known and it turns out to be significant enough, that a renowned brand known from cables and other accessories, Furutech, decided to deal with it. And with the help from the Polish distributor of the brand, the Katowice based RCM, we have received three kinds of inconspicuously looking signal “cleaners” Furutech Clear Line RCA and male and female XLR.

How do the tested products look? You can see that on the pictures, so we have here something that looks like typical RCA and XLR plugs, with the difference, that they have different colors and are plugged with stoppers in the place, where the cable would be. But this is not all, as the Japanese engineers applied inside those plugs ceramic, audio grade capacitors, coated with a layer of damping material, to dissipate the chargers. When talking about the carcasses of the Clear Line, their construction is based on liquid crystal polymer resin NCF, made from nylon, glass fiber, crystalline piezoelectric nano-particles, carbon dust and NCF based anti-resonance material, used also for production of Alpha copper, rhodium plated connectors. What is the reason for using such materials? According to the manufacturer usage of the tested plugs should ensure that we get the best possible sound experience. But how is it in reality? Let me discuss that in the next paragraph.

This may seem strange to some of you, but the accessories coming from Japan really do work. Most importantly, they do it in a way that was described by the manufacturer, cleaning the sound coming from our speakers. The result of that is the removal of excessive ambient noise from the music reproduced. The sound becomes cleared and free from that veil covering the virtual stage. This translates proportionally into an increase of energy and dynamics of the sound. The removal of sonic dirt allows the quietest sounds to shine, we hear more than only the loudest ones, so we can listen to music with lower amounts of decibels, and also hear a wealth of artefacts, that could be regarded as symbolic, but in fact very important, as they really enrich the music. It becomes more colorful, more virtuoso, with an enriched palette of different impulses, and thus more interesting than before. It is so intensive, that when listening to lyrical creations – jazz, classical or vocal music – there is much more emotion touching our soul, and with rock or electronic music, the elimination of those sonic litter allows us to turn the volume knob up. Do you think this is not relevant? If yes, then you are mistaken, because in both cases, distortion massacres the readability of the material, and as such, the joy of listening. And the fact, that each of the genres gains in different aspects of their existence, then this is the result not only the intentions of the artists, but, I would even say most of all, of the abilities of the recording engineer. Unfortunately this is an issue with most rock productions, so if we have any tools to influence the final quality of our beloved music, we have to utilize them skillfully. But what do I mean with “skillfully”? Well, as it often happens, we can exaggerate with any action. While one NCF Clear Line does its thing, and it has spectacularly positive results, applying two will amplify the effect of calmness. It will still be a good move, but I can see situations, where it could become too much of the good thing. But this is something you will need to test on your own system. But what happens if you use three? As you can imagine, the final sound evolves in the direction of using the second one, and thus will probably end in becoming too sweet. This is of course no allusion to the Furutech accessories, because always to much is too much, but I have also mentioned, that the reaction to those will be the individual reaction of the system in question. I easily used two pieces. And the effect? Let me put it this way. In jazz there were times when I felt coming close to the sensibility of using that amount of those cleaners, but in rock, this was the water to the mill for this kind of instrument misuse, regardless of the quality of the recording. So as usual, we need to make some kind of compromise, larger or smaller. Is it a bad thing? Not at all. It is always better to have a choice than not to have it and be confined to just one option.

So reaching the finale of this text, I am obligated to define, if there is sense in using this kind of accessories at all, and who would I recommend them to. I hope, that from the report from listening I wrote above it is clear, that the Furutech NCF Clear Line is not just a toy for the rich, but an almost indispensable tool in reaching the highest possible quality of sound. How many of them you should use is the result of personal choice. And as I mentioned the necessity of our own actions on this field, the amount of potential beneficiaries remains unknown. And with this I could say, that everybody should test those devices in their system, as those can become another big step in chasing the ultimate sound.

Jacek Pazio

System used in this test:
Source:
– transport: CEC TL 0 3.0
– streamer: Lumin U2 Mini + switch Silent Angel Bonn N8
– DAC: dCS Vivaldi DAC 2.0
– Master clock: Mutec REF 10 SE-120
– reclocker: Mutec MC-3+USB
– Shunyata Research Omega Clock
– Shunyata Sigma V2 NR
– Preamplifier: Gryphon Audio Pandora
– Power amplifier: Gryphon Audio Apex Stereo
– Loudspeakers: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– Speaker cables: Synergistic Research Galileo SX SC
IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
IC XLR: Tellurium Q Silver Diamond, Hijiri Milion „Kiwami”, Siltech Classic Legend 880i
Digital IC: Hijiri HDG-X Milion
Ethernet cable: NxLT LAN FLAME
Power cables: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, Synergistic Research Galileo SX AC
– Table: BASE AUDIO 2
– Accessories: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI, antivibration platform by SOLID TECH, Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V, Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– Power distribution board: POWER BASE HIGH END
– Acoustic treatments by Artnovion
Analog stage:
– Drive: Clearaudio Concept
– Cartridge: Essence MC
– Phonostage: Sensor 2 mk II
– Eccentricity Detection Stabilizer: DS Audio ES-001
– Tape recorder Studer A80

Distributor: RCM
Manufacturer: Furutech
Prices
NCF Clear Line RCA: 1 199 PLN
NCF Clear Line XLR: 1 675 PLN