Monthly Archives: grudzień 2021


  1. Soundrebels.com
  2. >

Link do zapowiedzi: IsoTek V5 Aquarius

Opinia 1

Chyba nie zdradzę żadnej tajemnicy poliszynela, jeśli uznam, iż w przypadku pozbawionych wszelkich zabezpieczeń listew zasilających ich ewentualne limitacje wynikać mogą głównie z optymalizacji kosztów własnych producenta, czyli mówiąc wprost z oszczędności w stylu niewystarczających przekrojów linii, bądź też wewnętrznej topologii. Ponadto w dobie wszechobecnego Internetu i łatwości w pozyskiwaniu istotnych dla nas informacji takie lapsusy są dość łatwe do wyłapania jeszcze przed kliknięciem przycisku „kup”, więc ryzyko tzw. „wtopy” jest stosunkowo niewielkie. Wystarczy rzut oka na zdjęcia rozbebeszonego delikwenta, kilka pytań do tych znajomych, którzy mają większe pojęcie od nas i problem niejako samoistnie – na drodze sukcesywnej eliminacji powinien rozwiązać się sam. Schody zaczynają się w sytuacji, gdy zamiast możliwie transparentnego rozdzielenia życiodajnej energii zmuszeni jesteśmy zainteresować się ustrojstwami zawierającymi w swych trzewiach trudne do jednoznacznej oceny układy filtrująco-zabezpieczające, czyli tzw. kondycjonerami zasilania. Nie dość bowiem, że musimy mieć wiedzę na temat prądożerności posiadanych urządzeń, to logika podpowiadałaby zadbanie o odpowiedni zapas, dający możliwość pozostawienia uzdatniacza w przypadku przyszłej przesiadki na coś mocniejszego. Dlatego rozglądając się za jakimś kondycjonerem stajemy przed trudnym do rozwiązania dylematem pomiędzy efektywnością filtracji i dającą spokojny sen skutecznością zabezpieczeń a zdolnością „uciągnięcia” naszej amplifikacji, co nader często kończy się wariantem kombinowanym, gdzie wzmacniacz pozostaje wpięty bezpośrednio w ścianę a reszta systemu do ww. prądouzdatniacza. Ot taka mieszanka świętego spokoju i odrobiny ryzyka, ale jak mówi stara prawda „bez ryzyka nie ma zabawy”, choć każdy powinien sam ocenić jak daleko w owym ryzyku może się zanurzyć. Dlatego też chcąc jak najbardziej zbliżyć się do pierwszego z kryteriów, jednocześnie minimalizując ewentualne nerwy postanowiliśmy, przy oczywistej pomocy rodzimego dystrybutora – Sieci Salonów Top HiFi & Video Design, sprawdzić w praktyce czy da się pogodzić przysłowiowy ogień z wodą i nie limitując możliwości amplifikacji zapewnić pełną ochronę naszego systemu. Tym oto sposobem przygarnęliśmy pod swój dach najnowszą odsłonę kondycjonera znanej i kojarzonej właśnie z wszelakiej maści akcesoriami prąd uzdatniającymi i przesyłającymi marki, czyli angielskiego IsoTeka. A owym wyłuskanym z przepastnego portfolio oczyszczaczem jest V5 Aquarius.

Choć urządzenia uzdatniające prąd, o ile tylko nie dysponują mniej, bądź bardziej rozbudowanymi wyświetlaczami informującymi o najprzeróżniejszych parametrach począwszy od napięcia w sieci, poprzez poziom jej zaśmiecenia, po cząstkowe pobory mocy przez poszczególne odbiorniki niespecjalnie pchają się przed szereg, a my sami z takowymi danymi nie czujemy się w obowiązku być na bieżąco, to uczciwie trzeba przyznać, że V5 Aquarius prezentuje się minimalistycznie, acz elegancko. Masywną, obłą bryłę aluminiowego korpusu ożywiają niewielkie poziome podfrezowania biegnące wzdłuż jej górnej krawędzi a okupujące lewą flankę płyty czołowej firmowy logotyp i oznaczenie modelu są na tyle dyskretne, że nie przykuwają zbytnio uwagi. Co innego centralnie umieszczone na froncie dwie błękitne diody informujące o stanie pracy obu (wysoko i średnio mocowej) sekcji kondycjonera, które z kolei dają o sobie znać w sposób trudny do przeoczenia. Rzut oka na ścianę tylną potwierdza sygnalizowany na awersie podział, gdyż do dyspozycji otrzymujemy wyodrębnione za pomocą burgundowego podkładu dwa wysokoprądowe (16A) oraz już standardowe, cztery średnio-obciążalne (6A) gniazda Schuko odseparowane od siebie głównym gniazdem zasilania IEC C20 i PowerCon-em firmowej magistrali System Link. Krótko mówiąc bez udziwnień. Wystarczy tylko wpiąć się w ścianę z pomocą znajdującego się na wyposażeniu, nader porządnego przewodu zasilającego EVO3 Premier wyposażonego oczywiście w stosowny wtyk C19 i po określeniu prawidłowej polaryzacji w gniazdach wyjściowych w minutę osiem ogarnąć temat. I tu czeka na nas niespodzianka, gdyż angielski kondycjoner pozostaje nieaktywny smutno wpatrując się w nas swymi martwymi ślepiami. Chwila konsternacji i albo będą Państwo zmuszenie sięgnąć do instrukcji, w co szczerze wątpię, albo jeszcze raz uważniej przyjrzeć się powyższym zdjęciom (zdecydowanie bardziej prawdopodobna opcja), bądź kontynuować lekturę (do czego gorąco zachęcam). Okazuje się bowiem, iż perfidny producent, zapewne nie chcąc szpecić zarówno frontu, jak i rewersu, zdecydował się umieścić dedykowane obu sekcjom kondycjonera włączniki od spodu, więc zasadnym wydaje się po podłączeniu V5-ki do prądu postawić ją na boku, wybudzić ze snu i po przywróceniu właściwej orientacji kontynuować już bez większych przeszkód procedurę aplikacyjną.
Zgodnie z materiałami producenta w porównaniu z wcześniejszą inkarnacją aktualna wersja, czyli V5 Aquarius dzięki 35% zwiększeniu grubości ścieżek miedzianych na płytach drukowanych i zmniejszeniu rezystancji obwodu o 25% a tym samym zbliżeniu się do zera, zyskała na dynamice przy jednoczesnym wzroście (do 81 000 A) zabezpieczenia chwilowego. Ponadto każde z gniazd posiada własną linię filtrująco-zabezpieczającą, więc trzewia V5-ki prezentują się zdecydowanie bardziej okazale od sięgając pamięcią EVO3 Aquariusa. Tłumienie zakłóceń RFI pozostało na niezmiennym poziomie 60dB a wewnętrzne okablowanie poprowadzono przewodami solid-core ze srebrzonej miedzi OCC otulonych dielektrykiem FEP.

Jak to zwykle podczas testów tego typu akcesoriów bywa błyskawiczne przepięcia pomiędzy punktem odniesienia, w tym wypadku pozbawioną jakiejkolwiek aktywnej filtracji listwą Furutech e-TP60ER z przewodem Furutech FP-3TS762 uzbrojonym we wtyki Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R) a elementem testowanym z oczywistych względów nie wchodziły w rachubę, więc zamiast nerwowego latania w tę i nazad po każdym utworze zdecydowałem się na bardziej statyczną opcję, czyli niezobowiązujące odsłuchy porównawcze kilkugodzinnych próbek, dając tym samym czas na ustabilizowanie się całego systemu. W dodatku pozwoliłem sobie na spontaniczną ekshumację, czyli sięgnięcie po materiał wykorzystany podczas testów wspominanego we wcześniejszym akapicie EVO3 Aquarius, który miał dość oczekiwaną, przynajmniej przy budżetowej elektronice, tendencję do wygładzania i zaokrąglania przekazu. O ile jednak na niższej półce owe cechy były swoistym lekiem na całe zło, o tyle na wyższym pułapie tak jakościowym, jak i oczekiwań odbiorców na już tak entuzjastyczne przyjęcie liczyć nie mogły. Dlatego też na pierwszy ogień poszedł album „Traces Of You” Anoushki Shankar w pierwszej fazie odsłuchów z wpiętymi w IsoTeka jedynie elementami toru cyfrowego, oraz pełniącym rolę DAC-a i przedwzmacniacza Ayonem CD-35 (Preamp + Signature). I? I powiem szczerze, że nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy, gdyż V5-ka okazała się nad wyraz transparentnym a przy tym wybitnie poprawiającym rozdzielczość akcesorium. Oczyściła bowiem dźwięk z wszelakiej maści granulacji i pasożytniczych artefaktów nie zabierając nic a nic z oddechu i aury otaczającej orientalne instrumentarium. Z zaokrąglenia cechującego poprzednie generacje IsoTeków nie pozostało nawet wspomnienie a góra pasma lśniła blaskiem żywym i choć próżno szukać było w niej ostrości z łatwością potrafiła dojść do granic naszej percepcji. Podobnie jest z pozostałymi podzakresami – czytelność i komunikatywność idą w parze z rozdzielczością, lecz w jej najlepszej odmianie – z właściwym body i wysyceniem barwowym. Dlatego stanowiący trzon opowieści sitar lśni i mieni się rozedrganymi, metalicznymi dźwiękami ani na moment nie popadając czy to w zbyt gęstą, czy wręcz przeciwnie – zbyt jazgotliwa manierę. Podobne obserwacje poczyniłem śledząc partie bębnów Hang, które pod palcami Manu Delago nadawały całości iście transowego i onirycznego charakteru. Co innego tabla Tanmoya Bose’a o gęstej, nieco gumowej konsystencji, która niemalże wsysała słuchacza w swe dźwięki. Co ciekawe taka „lepkość” nie oznaczała utraty motoryki, czy zwolnienia tempa, lecz dotyczyła jedynie „konsystencji” źródła a nie jego motoryki, dzięki czemu bez problemu ów „przerośnięty tamburyn” z powodzeniem nadążał za trącanymi przez Anoushkę z prędkością światła strunami sitara. No dobrze, wszystko pięknie, ładnie ale przecież stanowiący podstawę mojej dyżurnej układanki 300W Bryston 4B³ cały czas grał sobie podpięty bezpośrednio w ścianę. No może z tą bezpośredniością nieco przesadziłem, gdyż wraz z IsoTekiem cieszył się względami podwójnego gniazda Furutech FT-SWS-D (R) NCF. Skoro jednak test miał być kompletny, to wpięta weń (w Brystona, nie test) Gargantua II wylądowała w wysokoprądowym, czerwonym gnieździe dzieląc ww. sekcję wraz z Furutechem Nanoflux Power NCF zasilającym z kolei 35-kę Ayona. Kilka chwil na akomodację i skoczna galopada „River Pulse” niemalże wyskoczyła z głośników bez nawet najmniejszych oznak kompresji, spowolnienia, czy też odfiltrowania najniższych składowych. Bas schodził tam gdzie schodzić powinien, miał właściwy sobie ciężar a przy tym nie sposób odmówić mu było zróżnicowania, więc niejako z automatu zarzut o tzw. „mulenie” spokojnie można było w przypadku tytułowego IsoTeka uznać za całkowicie bezzasadny.
Kując żelazo puki gorące sięgnąłem po wyczynowy album „Bolero! – Orchestral Fireworks” (Eiji Oue; Minnesota Orchestra), by po raz kolejny utwierdzić się w przekonaniu, iż najnowsza inkarnacja popularnego i patrząc na jego możliwości, bynajmniej nie przesadzonego pod względem ceny angielskiego kondycjonera trafiając w punkt wyznawanych przeze mnie dogmatów staje się coraz bliższa memu sercu. Jednak do konkretów. Skoki dynamiki, których jak to Reference Recordings ma w zwyczaju nie brakowało, oddawane były z właściwą natychmiastowością a orkiestrowe tutti usuwały kurz z membran głośników równie skutecznie, co szaleńczy, power-metalowy „UNION GIVES STRENGTH” japońskiej formacji GALNERYUS. A właśnie, ciężkie brzmienia. O ile bowiem w przypadku EVO3 Aquariusa tego typu repertuar przechodził autorską kurację odstresowująco-zmiękczającą o tyle V5 Aquarius jechał z tematem i bezpardonowością po przysłowiowej bandzie oddając pełnię skali wirtuozerskich popisów gitarowych wespół z ekstatyczno-obłąkańczymi partiami perkusji niemiłosiernie smaganej przez nowego w zespole Syu. I tu od razu uwaga natury porządkowej. Jeśli sądzicie Państwo, ze to czysto techniczna i pozbawiona muzykalności młócka hołdująca zasadzie „byle szybciej, byle więcej”, to jesteście w błędzie. Jest to bowiem jeden z niewielu przypadków, gdzie ilość idzie w parze z jakością a power-metalowe tempa przeplatają się z iście progresywną zawiłością linii melodycznych i równie łatwo przyswajalnymi partiami wokalnymi Masatoshi Ono a klawisze Yuhki’ego z powodzeniem można uznać za kojące skołatane nerwy lepiszcze utrzymujące całość iście epicko rozbudowanych kompozycji w nad wyraz homogenicznym stanie.
A jak wypada repertuar nagrany zdecydowanie wolniej i natywnie ciemniej? Śmiem twierdzić, że równie przekonująco. Nawet minorowy „You Want It Darker” Leonarda Cohena mocno osadzony w barwie nie utracił nic ze swojego magnetyzmu i romantyzmu. Kruczoczarne tło nie wchłaniało drugo- i trzecioplanowych mikrodetali pozostawiając ich czytelność na wysoce satysfakcjonującym poziomie, więc akurat w tym przypadku mroczny klimat bynajmniej nie oznaczał redukcji wolumenu informacji źródłowych a jedynie ich w pełni naturalne chowanie się w cieniach.

Czyżbyśmy mieli zatem do czynienia z przysłowiowym złotym środkiem i swoistym panaceum na bolączki współczesnych audiofilów? Patrząc zarówno na funkcjonalność, walory brzmieniowe, jak i relację jakość/cena wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że IsoTek V5 Aquarius spełnia powyższe kryteria pozwalające za takowy przejaw idealnej równowagi pomiędzy wysublimowaniem brzmieniowym i zaawansowaną, zapewniającą spokojny sen filtracją oraz zabezpieczeniem przeciwprzepięciowym uznać. Nie oznacza, to bynajmniej, że nie da się lepiej, bo doskonale Państwo wiecie, że da, co niejako udowodnił fenomenalny i zarazem sporo (jeśli uwzględnimy koszt Alphy v2 NR Shunyata Research) Keces Audio BP-5000, jednak w na tym pułapie cenowym trudno będzie znaleźć dla IsoTeka V5 Aquarius godnego sparring partnera.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature) + Finite Elemente Cerabase compact
– Odtwarzacz plików: Lumin U1 Mini + I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Dynavector DV-10X5
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Końcówka mocy: Bryston 4B³ + Graphite Audio IC-35 Isolation Cones / Synergistic Research MiG SX
– Kolumny: Dynaudio Contour 30 + podkładki Acoustic Revive SPU-8 + kwarcowe platformy Base Audio
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: Organic Audio; Vermöuth Audio Reference; Acrolink 7N-A2070 Leggenda
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver; Fidata HFU2; Vermöuth Audio Reference USB
– Kable głośnikowe: Signal Projects Hydra; Vermöuth Audio Reference Loudspeaker Cable + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Switch: Silent Angel Bonn N8 + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Silent Angel Forester F1 + Luna Cables Gris DC; Innuos PhoenixNet
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF
– Stolik: Rogoz Audio 4SM
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT

Opinia 2

To, że świat nie stoi w miejscu wiadomo nie od dzisiaj. Dlatego też chyba nikogo nie zdziwi fakt kolejnego testowego zderzenia z akcesorium zasilającym. Owszem, w teorii wszystko już było, jednak na bazie wieloletnich doświadczeń wszyscy wiemy, iż nawet najdrobniejsza korekta zastosowanych w danym urządzeniu czy to układów elektrycznych, różnego rodzaju zabezpieczeń, wewnętrznego okablowania, a nawet materiału z jakiego zrobiona jest obudowa, zazwyczaj skutkuje zmianą oferowanego końcowego wyniku sonicznego takiego ustrojstwa. Oczywiście przy wspomnianych aspektach nie można zapominać o coraz bardziej zaśmieconym tętnieniami sieci prądem w domowym gniazdku. Z tego, a raczej z tych kilku przywołanych powodów tak nam – recenzentom, jak i Wam, jako potencjalnym nabywcom nie pozostaje nic innego, jak w dążeniu do złapania przysłowiowego króliczka weryfikować, co ma do zaoferowania nieubłaganie gnający do przodu Świat. I taki wydźwięk będzie miał dzisiejszy sparing. Sparing z nie byle kim, tylko z angielskim specjalistą od zasilania, który za sprawą Sieci Salonów Top Hi-Fi & Video Design wystawił do walki kondycjoner IsoTek V5 Aquarius.

Jak wskazują fotografie, nasz bohater jak na produkt zajmujący się dystrybucją „zdrowego” prądu jest dość nietypowy. Mianowicie chodzi o zastosowaną obudowę. Naturalnie wykonaną nie dość, że pierwszorzędnie w domenie jakości, to jak przystało na zaawansowane komponenty audio z aluminium, ale ku zaskoczeniu pewnie nie tylko mojemu, lecz również wielu z Was, jej projekt oparto o typowy dla elektroniki szeroki, płaski i dość głęboki, zaoblony od strony frontu prostopadłościan. Wspomniany płynnie przechodzący w boczne ścianki awers w trosce o przełamanie potencjalnej wzorniczej nudy w górnej części nacięto czterema poprzecznymi frezami, zaś jego centrum ożywiono dwiema sygnalizującymi pracę niebieskimi diodami. Jeśli chodzi o tylny panel, ten patrząc od lewej strony, oferuje nam dwie sekcje zasilania – wysoko (dwa czerwone gniazda) i nisko-prądową (cztery czarne gniazda). Pomiędzy nimi jako przyłącze zaśmieconej energii z sieci znajdziemy gniazdo IEC C20 oraz złącze typu Powercon. Jednak myliłby się ten, kto sądzi, że wystarczy do podpiętego do ściany Aquariusa podłączyć stosowne klocki i temat jest zamknięty. Niestety nie. Otóż inicjacja pracy każdego z modułów następuje po przełączeniu jednego z dwóch sprytnie zorientowanych z prawej strony pod spodem obudowy hebelków – każdy do odpowiedniej sekcji. Na koniec opisu naszego bohatera bardzo istotnym jest fakt dostarczania przez producenta w pakiecie startowym nader solidnego kabla EVO3 Premier ze stosownym wtykiem C19.

Co ciekawego mogę powiedzieć o tytułowym rozdawcy energii? Powiem szczerze, że dużo dobrego. Po pierwsze – nie limituje przekazu korzystającego zeń systemu. Po drugie – wpływa na pokazanie wydarzeń fajną, bo wyraźną, ale nie zbyt ostrą kreską. Po trzecie – w konsekwencji dwóch pierwszych punktów muzyka dostaje ważnego dla swobody wybrzmiewania oddechu. Zaś po czwarte – wszystkie wyartykułowane aspekty nie odchudzają dźwięku, dzięki czemu zestaw nadal oferuje przypisany dla siebie przed aplikacją Isoteka, poziom energii. Co to oznacza? Tak pokrótce, w pierwszej kolejności fajną ofertę dla poszukiwaczy poprawy timingu dla swoich nieco otyłych zabawek przy zachowaniu nienachalnej transparentności, zaś w drugiej lub na równi z pierwszą minimalizację wpływu takiej „złodziejki” na już neutralne systemy. Tłumacząc na nasze, pierwsza grupa od V5 otrzyma przyjemnego, bo zwartego kopa, zaś druga pławiąc się neutralnie skonfigurowanym zestawem zyska kilka często tak poszukiwanych neutralnych dodatkowych gniazdek. Jak tytułowy Anglik wypadł u mnie?
Zaliczył bym go do pierwszej grupy. Mój zestaw nastawiony jest na granie mocna barwą, dlatego natychmiast po zasileniu przetwornika dCS Vivaldi Dac 2 słychać było, że wynik idzie fajną drogą. Nadal mocną w masie i nasyceniu, jednak z lekkim podkręceniem ostrości prezentacji i nadaniu jej większego rozmachu w kwestii wszelkiego rodzaju wybrzmień i ogólnej witalności muzyki. Co ważne, bez jakichkolwiek oznak siłowego rozjaśniania, czy nadawania muzyce efektu napadania na słuchacza. Nadal mogłem siedzieć godzinami i słuchać dosłownie każdego materiału, z tą tylko różnicą, że jakby bardziej oczyszczoną ze szkodliwego nalotu i mocniejszym atakiem. Czy to ostre granie zespołu Metallica, mainstreamowy jazz Tomasza Stańki, czy interpretacje muzyki dawnej przez Jordi Savalla, wszystkie nurty naturalną koleją rzeczy brzmiały. nieco inaczej, bo bardziej transparentnie, jednak odbierałem to jako fajne, bo nieco inne spojrzenie na ten sam materiał. To nadal były te same wydarzenia, ba konsekwentnie wprowadzające mnie w odpowiedni dla danego rodzaju muzyki trans, jednak widziane z punktu widzenia pełnej sonicznej poprawności politycznej, czyli umiejętnie unikające sztucznego podgrzania muzyki. Ale zaznaczam, nadal świetne w odbiorze. Skąd takie zmiany w moim systemie? To bardzo proste. Na co dzień korzystam z listwy Power Base High End, która jako wewnętrzne okablowanie wykorzystuje znany chyba wszystkim drut japońskiego Acrolinka Mexcel 7N PC-9500. Ten zaś znany jest z walki o fajne kolorowanie świata muzyki, co naturalną koleją rzeczy odbiło się na końcowym brzmieniu tej listwy. Brzmieniu, które z jednej strony nie zabiło witalności prezentowanej muzyki, ale z drugiej dało jej przyjemnego, co istotne rozdzielczego body. Dlatego też w momencie testowej zamiany dystrybutorów prądu brzmienie posiadanego seta ewaluowało w opisaną powyżej stronę.

Puentując tę epistołę, powiem tak. Tytułowa listwa jest świetna bo… O nie, nie będę po raz kolejny wypisywał tego samego, co zasygnalizowałem w poprzednim akapicie, tylko z mojej strony dodam, że dla mnie i z dużą dozą pewności wiem, iż dla Was, najważniejszą jej cechą jest brak uczucia limitacji dźwięku. Owszem, konsekwencją wpięcia jej w tor może być zebranie się przekazu w sobie. Jednak ten wynik już zależeć będzie z jakiego pułapu wagi muzyki będziecie startować, gdyż zestawy neutralne prawdopodobnie przejdą obok tego tematu obojętnie. Czy to jest listwa dla każdego? Z punktu widzenia poprawności sonicznej jak najbardziej. Dlatego bez względu na wszystko, nie mam oporów napisać, iż to jest bardzo ciekawy dystrybutor czystego prądu.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
Źródło:
– transport: CEC TL 0 3.0
– streamer: Melco N1A/2EX + switch Silent Angel Bonn N8
– przetwornik cyfrowo/analogowy: dCS Vivaldi DAC 2.0
– zegar wzorcowy: Mutec REF 10 SE-120
– reclocker: Mutec MC-3+USB
– Shunyata Research Omega Clock
– Shunyata Sigma V2 NR
Przedwzmacniacz liniowy: Robert Koda Takumi K-15
Końcówka mocy: Gryphon Audio Mephisto Stereo
Kolumny: Dynaudio Consequence Ultimate Edition, Gryphon Trident II, Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
Kable głośnikowe: Tellurium Q Silver Diamond
IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
XLR: Tellurium Q Silver Diamond, Hijiri Milion „Kiwami”
IC cyfrowy: Hijiri HDG-X Milion
Kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon Transrotor Leonardo 40/60 TMD
– wkładka Phasemation PP-200
– Step-up Thrax Trajan
– przedwzmacniacz gramofonowy Sensor 2 mk II

Dystrybucja: Sieć Salonów Top HiFi & Video Design
Cena: 11 999 PLN

Dane techniczne
Moc średnia (obwodowa): 230V x4 (6A 1,380W total)
Zabezpieczenie: 81,000A chwilowe, 40,000A ciągłe
Redukcja RFI: 60dB
Przewód zasilający: IsoTek EVO3 Premier (w komplecie)
Wymiary (S x W x G): 450 x 110 x 350 mm
Waga: 9.5 kg

  1. Soundrebels.com
  2. >

artykuł opublikowany / article published in Polish

Lada moment podzielimy się z Państwem wrażeniami z odsłuchów integry VK-80i a już zaczynamy wygrzewać jej dzielone rodzeństwo – Balanced Audio Technology VK-80 & VK-90T.

cdn. …

  1. Soundrebels.com
  2. >

Link do zapowiedzi (en): Soundastic Reference

Opinion 1

Although in the times of common globalization and immediate spread of all kinds of news and trends, it is very hard to talk about a certain direction of their expansion; but when you look at our global village, you can assume, with a significant dose of certainty, that the novelties are still coming to us from the west. Of course this does not exclude a situation, that something arrives from somewhere else, and before we realize, or check its source, it is everywhere and bumping into us with such an intensity, that we start to be afraid to open our refrigerator. Additionally, something that seemed to be rather stable, evolves into something changing, and you can detach yourself from a brand perception/reputation practically immediately. This is the reason, that a change of brand name, that was connected, or even perceived as the key to success, was surprising some time ago(for example in 1995 the change from Goldstar to LG for the South Korean giant) but currently the seemingly enigmatic moves from Google (changing to Alphabet) or Facebook (change to Meta) attract the attention of the general public only for a few moments, after which it becomes boring, and the public moves after another seasonal sensation, while shrugging their shoulders. So instead of becoming attached to labels and logos (not needing to look far – even Gucci changed their logo many times, including seasonal changes – for example for the Alessandro Michele collection) it is much better to concentrate on certain products and solutions. And in this, quite convoluted, way we have finally arrived at the main point of this introduction, the integrated amplifier Reference, of the seemingly unknown and debuting brand Sountastic. And I used the statement “seemingly” on purpose, as this manufacturer used another name till October of this year, namely Struss Audio, and I think, that I do not need to introduce that name to anybody, even marginally acquainted with the Polish audiophile market.

Even a very quick first glance at the looks of our today’s guest reveals similarities to the model DM250, we have reviewed over two years ago in our magazine, and those cannot be denied. We deal here with the same logic, and although both constructions differ in nuances, like changing a toggle switch to a knob, or not having the purple claw, they still do have the same ancestry. On the thick slab of blackened aluminum stylized “margins” were made with two vertical, chromed grooves. In the center of those grooves there is the power knob on the left, and a similarly looking input selector with a larger volume control knob on the right. The selection of one of the eight inputs is indicated by a blue LED, and the only decorative element is the model name. We learn about the ancestry, and the manufacturer, looking at the back plate, where you can feel a slight déjà vu. We have there an evolution of the topology known from the mentioned 250. This upgrade is seen in the extension of the inputs of the built-in phonostage with a MC one, and the change of the singular loudspeaker terminals to a version with “anti-short collar”. Besides those we still have a pair of XLRs and RCAs dedicated to the main input, and four pairs of less elaborated RCA inputs. The right part of the back is occupied by a 3-pin IEC power socket with an integrated fuse chamber.
Looking through the vents on the top cover, we can see two solid toroidal transformers (500VA each), and a battery of four 12000 uF Nippon Chemi-Con capacitors. The amplifier is working in AB class, offering 140W per channel at 8Ω and almost doubling to 260W at 4Ω. And we cannot forget about the characteristic round remote controller, which we can use for volume control.

Not kowing how much time the tested amplifier, brought to us by the manufacturer, spent playing, we used the first week to have it (the amplifier, not the manufacturer) work as hard as possible, to have it burned it and brought to full potential. After such long lead-in time, there could not be any reduced tariff … and it was for sure not needed, as the Reference did not have anything to be ashamed of, but in contrast, it chained us to our listening seat reorganizing our plans. It turned out, that taking full advantage from the assets and characteristics of the 250, it had its own way of sounding. It is maybe a bit less uncompromised from its predecessor, but looking at it as objectively as possible, it is easier accepted, catching your ears from the first notes and making us feel great. Now let me explain all of this. The 250 offered a very dynamic, and at the same time a very resolved sound with an incredibly neutral timbre, while the Reference seems to be stronger supported in the midrange and base, and treats recordings, which are made in a less than referential way, a little more gently. Things are denser, and the treble was only touched with some velvety smoothness. This does not mean, that was made dull, or withdrawn, as the brass on “Nibbles” by Norsk Tromboneensembre had its shine, and the mad guitar riffs from “Ballistic, Sadistic” by Annihilator, cut through air like fiery lances. In short everything was in its rightful place, only the accent was placed not on uncompromised analytics, but on high resolution combined with hedonistic musicality. The difference seems small on paper, but while the 250 was a proposition for audiophiles searching for the absolute truth, the Reference has characteristics, that make it more accessible for the music lovers. This is why Gregory Porter on “Take Me to the Alley” brilliantly enchanted with the depth of his velvety voice, while the still present percussion gave him priority, remaining perfectly audible, while never going into first plane. The next, completely earned, compliment goes into the spaciousness, or more precisely, depth of the stage created by the tested amplifier, which, in contrast to the older brethren, did not concentrate on the width, but had much more to offer in terms of multiple planes.
The only aspect, which you need to keep in mind, and verify with your own ears in controlled environment – like your own listening room – is bass, which the Soundtastic has aplenty, and while it is drawn in a thicker like, than I am used to with the Bryston, it is really hard to have any complaints about it in terms of control or differentiation. And that it sounded stronger and more often than from its Canadian competitor, its his right, and a characteristic, which is strongly desired by most buyers, regardless of the time of day or repertoire. But I must mention it during the review, as listening to “Touch” by Yello, at concert-like volume levels, something the Reference is not shy of, can drastically damage our relationship with the neighbors and inmates.

So summarizing – even if we assume the model Reference for a completely new deal, and Soundtastic as a new player, we need to admit, that the rules of the game and the cards did not change. This means, that if you had a soft spot for previous Struss Audio models, our today’s guest should fulfil your expectations. Not only has it the power to make a pool table move, but it emphasizes on dynamics going hand in hand with musicality, so it should easily fit into most, at least properly constructed systems. But we should not “dance about architecture” and discuss, you just should agree on a listening session or even take it home for a weekend and just allow the Reference to play.

Marcin Olszewski

System used in this test:
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature) + Finite Elemente Cerabase compact
– Network player: Lumin U1 Mini + I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Digital source selector: Audio Authority 1177
– Turntable: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Dynavector DV-10X5
– Phonostage: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Power amplifier: Bryston 4B³ + Graphite Audio IC-35 Isolation Cones / Synergistic Research MiG SX
– Integrated amplifier: Wzmacniacz zintegrowany: Pathos Inpol² MkIIPathos Inpol² MkII
– Loudspeakers: Dynaudio Contour 30 + Brass Spike Receptacle Acoustic Revive SPU-8 + Base Audio Quartz platforms
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: Organic Audio; Vermöuth Audio Reference
– Digital IC: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– USB cables: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver; Fidata HFU2; Vermöuth Audio Reference
– Speaker cables: Signal Projects Hydra; Vermöuth Audio Reference Loudspeaker Cable
– Power cables: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Power distribution board: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Wall power socket: Furutech FT-SWS(R)
– Anti-vibration platform: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Switch: Silent Angel Bonn N8 + Silent Angel S28 + Silent Angel Forester F1 + Luna Cables Gris DC; Innuos PhoenixNet
– Ethernet cables: Neyton CAT7+; Audiomica Anort Consequence + Artoc Ultra Reference + Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF
– Table: Rogoz Audio 4SM
– Acoustic panels: Vicoustic Flat Panels VMT

Opinion 2

I will not stall you, but I will immediately, and honestly tell you, that despite our venture to review devices, that are exceptional, and as such usually very expensive, the thing that makes me most happy, are meetings with our local, Polish devices, which more and more often come to international fame. Which ones you might ask? You do not need to look far back, so let me just mention the lately reviewed Circle Audio or David Laboga Custom Audio as proof. So what is the reason for such approach? Please ease down. This is not a result of populism, or political correctness, but something in the form of a patriotic verification, what the Polish technical prowess has to offer in terms of audio, and how it compares to the international top offerings. And when the result of such comparisons becomes more and more often positive lately, I have no choice, than to put the Polish manufactures in one line with their counterparts, that are on similar technical advancement level, from abroad. And this is also the foundation for today’s test. And what is being tested? I would like to assure you, that for many of you this will be a very interesting item, as out today’s test is the integrated amplifier Reference, provided to us by the manufacturer, Soundastic (previously Struss Audio). Intriguing? If yes, then please be invited to get acquainted with the text below.

The tested integrated has dimensions quite typical for this price segment, so about 43cm width, 36cm depth and 10cm height. The thing that makes it stand out from the competition, given the size, is its weight, a significant 16kg. But why does this matter? Well, this parameter suggests, that the inside of the chassis is solid, and should be able to fulfil the requirements of delivering 140W at 8 Ohm and 240W at 4 Ohm. Unfortunately, paper can take everything, so you can write down even the most exorbitant wishes of the manufacturer, what does not translate into the real world, mostly due to the attempts to save on everything. This is the reason, that more often than not, during the pre-testing check of marketing materials, of any tested gear, I tend to check those against the real thing. Is this trivial? Something without meaning? Maybe yes, at least for some of you. But for me this is quite important, and if something quite small, does carry significant weight, it has got my attention from the start. If the consequences are positive or negative – this is a completely different thing, but it is important for an item, to show, that it brings something to the table. And this is a really important aspect of it. Going further with the visual presentation of the Soundtastic, let us discuss the fascia. The front is very deliberately frugal and has no superfluous details. Looking from the left, we have a silver ornament, and in its axis, a round power knob, slightly flattened in the place it makes contact with your fingers. To the right of the vertical axis of the unit we have eight LEDs indicating the selected input, while more to the side, also composed into a vertical pillar, a volume adjustment knob and the input selector, which looks identical to the power switch. Moving to the back panel, in the left top section of the cover we see five holes for ventilation of the transformers, which are also bleeding out to the side. When we finally reach the back panel, we can admire, what the manufacturer prepared to make our life easier. We have there an input for the MM/MC phono cartridge, complete with a grounding pin, a set of XLR and RCA inputs for the CD, four universal RCA input for any other devices, a set of loudspeaker terminals and an IEC power socket with integrated fuse cover. The amplifier can also be remotely commanded using the provided, round remote, with only two buttons for the main functions.

Trying to open the paragraph about sound in somewhat interesting way, I must tell you, with full responsibility, that the newest product from Soundtastic is much better that its predecessor. But not because the previous amplifier was bad. Not at all. It is rather about the way it sounds, it is closer to my point of view in that aspect, than its predecessor was. Well, it is still very concrete in terms of drawing the edges of the musical event, offers an untamed energy of the sound and openness in the top registers, but adds to that some kind of sonic nobleness to that. But what does this mean? Roughly speaking, everything is as it was before, but when playing with the Reference, the music had a slightly bigger body. Of course such approach has its consequences. But I assure you, those are positive, as they transfer not only into a more pleasantly perceived weight of the bass and more palpable vividness of the midrange, but also a keep the treble from moving out too freely. Now it is a bit toned down, but in relationship with the rest of the sound spectrum, it appears more coherent. You think, this might be perceived in a negative way? Absolutely not. And why? Well, our tested amplifier is still the propagator of brilliant drive. Proposed with a little more weight, but still full of expected expression. And that regardless of the music played.
A very good example for the above is the disc from the Polish trio RGG “Mysterious Monuments on the Moon”. I have listened to it for a few times, and I know, that it is a bit more expressive than the previous albums. And in this case I do not think about the pieces being more majestic, but more dynamic, and offering much more of all kinds of percussive interrupts, proposed by the drummer. The musicians just play more around with individual sounds, are trying to propose something in the lines of the jazz melodrama “Szymanowski”, a disc I use quite often for testing, that has interpretations of the works of Karol Szymanowski on it. So what does this new album prove in the context of the tested amplifier? It shows, that the reproduction of sound, well founded in mass, but without losses in the reproduction of edges and the sound rising speed, was able to show even the most crazy passages, embroidered with many percussion, and other instrumental sounds. The spectacle was still full of details, placed well in the ether, in width and depth, despite the sound being more saturated. In addition, the piano benefitted from that, as did the double-bass, which was well balanced between the strings and body.
Vocal music turned out to be in similar spirt, as tested with Melody Gardot on “Sunset in the Blue”, where she sings jazz standards. But how precisely? I mean the fact, of very good showing of the timbre of the artist’s voice, while not losing the, so important for such kind of musical production, throat tastes. Of course, without such artifacts, the diva will still enchant us without any problems, but this is not that kind of music, that would be happy to lose such things somewhere along the way. Those things are hidden there, in the zeros and ones, and it would be good to present them in an interesting way, and this is exactly what the Polish integrated did.
Finally a strong rock kick with a cannon in the background. What do I mean? Of course, the AC/DC disc “For Those About to Rock”. Here also nothing was left unspoken. The amplifier kept the pace very well. And in addition, due to the extra dose of saturation, it splendidly underlined the guitar riffs, that are probably most important for this group. It also did not forget about adding energy to the vocals of the frontman. But most importantly, with all this putting of the sound in a nice timbre, it did not strangle the reverberations of the cymbals of the percussion player. Naturally they were heavier, and less irritant, but in no case dull or fading too quickly. They were still very expressive, without losing any swing, but presented with a tad more culture. This was so interesting, that I listened to this disc not only without any special tiredness of my ears, but from beginning of the end, including a few passes of the canon, depicted on the cover.

Reaching the end of our encounter, I would like to assure the fans of the previous way of presenting music by the products coming from this manufacturer, that with this integrated amplifier, we are not going somewhere far away from the school represented previously. This is still a very expressive sound, with the only difference being, that it has a note more timbre. Timbre and weight, which do not sentence the music to losing its aggressiveness. We still get an amplifier, which has a lot willingness to spend time with all kinds of music, without crossing the borders of good taste in any direction, being it fatness or anorexia. This is the reason, that only our choices, with regard to cables and other components, will influence, how it will finally fare. For me this is a very interesting proposition, because, just as I mentioned in the introduction, this amplifier has some personality. On one hand has very clear edges, on the other, it has drive supported by mass. This means, that the only people, who might be weary of trying it out in their system, could be die hard tube lovers. All the remaining population should face the Soundtastic Reference without a doubt.

Jacek Pazio

System used in this test:
Source:
– transport: CEC TL 0 3.0
– streamer: Melco N1A/2EX + switch Silent Angel Bonn N8
– DAC: dCS Vivaldi DAC 2.0
– Master clock: Mutec REF 10 SE-120
– reclocker: Mutec MC-3+USB
– Shunyata Research Omega Clock
– Shunyata Sigma V2 NR
– Preamplifier: Robert Koda Takumi K-15
– Power amplifier: Gryphon Audio Mephisto Stereo
– Loudspeakers: Dynaudio Consequence Ultimate Edition, Gryphon Trident II, Gauder Akustik Berlina RC-11
– Speaker Cables: Tellurium Q Silver Diamond
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– IC XLR: Tellurium Q Silver Diamond, Hijiri Milion „Kiwami”
– Digital IC: Hijiri HDG-X Milion
– Power cables: Hijiri Takumi Maestro, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante
– Table: SOLID BASE VI
– Accessories: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI, antivibration platform by SOLID TECH, Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V, Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– Power distribution board: POWER BASE HIGH END
– Acoustic treatments by Artnovion
Analog stage:
Drive: SME 30/2
Arm: SME V
Cartridge: MIYAJIMA MADAKE
Step-up: Thrax Trajan
Phonostage: Sensor 2 mk II

Manufacturer: Soundastic
Price: 6 500€

Specifications
Power: 2 x 140 W / 8 Ω; 2 x 260 W / 4 Ω
Frequency response: 5Hz – 100 Khz 3 dB / 1 W / 8Ω; 10 – 30 000 Hz / ± 0.01 dB
Distortion – THD: 0.05% @ 1 W / 8 Ω; 0.02% @ 120 W / 8 Ω
Slew rate: 150 V/μs
Signal – noise ratio: 130 dB (IHF – A)
Sensitivity of inputs: 500 mV (RCA), 500 mV (XLR), 3 mV (MM Phono), 0,2 mV (MC Phono)
Impedance inputs: 100 kΩ RCA), XLR: 22 kΩ (XLR), 47 kΩ (MM Phono), 100 Ω (MC Phono)
Pobór mocy: 40 VA – 1200 VA (peak)
Potentiometer (volume): Alps – Blue Velvet
Transformers: 2 x toroidal, 500 VA each
Capacitors filtering the supply voltage: 4 x 15 000 μF – Nippon Chemi-Con
Dimensions (W x H x D): 430 x 95 x 358 mm
Net weight: 16 kg

  1. Soundrebels.com
  2. >

Link do zapowiedzi: Innuos PhoenixNet

Opinia 1

O tym jak szybko zmienia się, nazwijmy umownie – na potrzeby niniejszej epistoły, „świadomość populacyjna” najlepiej świadczy fakt, że gdy zaledwie zeszłorocznej wiosny testowaliśmy stanowiący poniekąd dodatek do biblioteki muzycznej Melco N1A/2EX switch S100 a chwilę później niepozorny acz niewątpliwie rewolucyjny Silent Angel Bonn N8 większość naszych interlokutorów jeśli nie pukała się ostentacyjnie w głowę, to przez wrodzony takt ograniczała się do pobłażliwego uśmiechu. Tymczasem obecnie, dziwnym zbiegiem okoliczności, niemalże na starcie przygody z plikami i streamingiem, nader często padające pytanie o switcha nie brzmi „czy w ogóle takowym ustrojstwem się interesować”, lecz czy właśnie taki Silent Angel Bonn N8, bądź jego „transplantacje” (vide NuPrime Omnia SW-8, English Electric EE 8Switch, etc.) wystarczą, czy też warto iść wyżej. A że wyżej iść warto nader dobitnie udowodniły zarówno SOtM sNH-10G + sCLK-EX & SPS-50, jak i, choć raczej należałoby użyć zwrotu „przede wszystkim” ultra high-endowy i wydawać by się mogło bezkonkurencyjny Telegärtner M12 SWITCH GOLD & JCAT OPTIMO 3 DUO. I w tym momencie dochodzimy do sedna, a dokładnie do bohatera niniejszego testu, gdyż jakiś czas temu na rynku pojawił się podobno godny M12-ki rywal, czyli równie dopieszczony pod względem audiofilskości przesyłu switch – portugalski Innuos PhoenixNet, o którego dłuższą obecność w naszych systemach zadbał rodzimy dystrybutor – AVcorp Poland.

Jak sami Państwo widzicie PhoenixNet jest pierwszym z recenzowanych na naszych łamach switchy, który zamiast mniej bądź bardziej zaawansowanego zasilacza zewnętrznego jest konstrukcją w pełni zintegrowaną. Aluminiowy, iście pancerny, choć dzięki semi-krystalicznym załamaniom frontu, daleki od optycznej ciężkości i nudy korpus już na etapie projektu powstał z celu minimalizacji zakłóceń nie tylko typu elektromagnetycznego, co również wibracji. Dlatego też oprócz owej solidności zdecydowano się na posadowienie go na trzech antywibracyjnych, również aluminiowych, wykonanych na obrabiarkach CNC, stopkach, oraz wytłumienie podstawy płatem maty tłumiącej. Do wyboru są wersje czarna i srebrna, więc nie powinno być problemu z wkomponowaniem Inuosa w posiadany system. O ile tylko chcielibyśmy mieć go gdzieś na widoku. Nic bowiem „na nim” nie świeci i nie miga a okupujący prawy dolny narożnik firmowy logotyp jest na tyle dyskretny, że niemalże pomijalny.
Rzut oka na ścianę tylną i … nie ukrywam, że część z Państwa może poczuć lekką konsternację, bądź wręcz rozczarowanie. No bo jak to, 12 kPLN i tylko cztery (1 wejście + 3 wyjścia) porty? Ano tak to. W Innuosie liczy się bowiem nie ilość a jakość, co poniekąd potwierdzają takie drobiazgi jak świetne, w dodatku osadzone w silikonowych pierścieniach oraz izolowane stosownymi transformatorami, porty Amphenola i rezygnacja z wydawać by się mogło koniecznej dyskoteki w postaci mrugających diod. Zintegrowane z komorą bezpiecznika trójbolocowe gniazdo zasilające IEC wraz z włącznikiem głównym przesunięto z kolei na prawą flankę.
Jeśli chodzi o trzewia, to ich widok napawa optymizmem. Uszczuplając bowiem domowy budżet o jak by nie patrzeć zauważalną kwotę nie kupujemy tzw. audiofilskiego powietrza, lecz nie tylko przemyślany, ale i oparty na najwyższej klasie elementach układ. Na płycie głównej umieszczono serce tytułowego urządzenia, czyli kość zapewniającą … i tu kolejna niespodzianka – 100Mbit-owy transfer danych. Tak, tak, nie przewidziało się Państwu – skromne 100 Mbit, co w dobie już nawet nie 1 a 2,5 „cywilnych” switchy i 10 Gigabitowych konstrukcji z rynku pro lekko trąci myszką. Zanim jednak ktoś pierwszy rzuci kamieniem lub szyderczo zacznie drzeć łacha nieśmiało proszę o chociażby chwilę refleksji i zastanowienia ile tak naprawdę potrzebują do szczęścia transfery audio a to przecież właśnie im Innuos jest dedykowany. Na miły Bóg, skoro aplikujemy go w naszych systemach audio, to optymistycznie i naiwnie zakładam nie po to, by przerzucać w czasie rzeczywistym już nie tera a zetta i jottabajty danych pomiędzy farmami serwerów, lecz by zapewnić możliwie perfekcyjny transfer. Dlatego też Portugalczycy doszli (na drodze empirycznej) do wniosków, iż właśnie „wolniejsze” chipy o wiele lepiej nadają się do celów audiofilskich aniżeli ich bardziej wydajne rodzeństwo. Jakby tego było mało, zamiast regulatorów napięcia w ww. kości zdecydowano się na trzy zewnętrzne układy Analog Devices LT 3045. Z podobną atencją potraktowano kwestię wykorzystującego m.in. 120VA toroidalne trafo oraz baterię czterech zacnych 10 000 μF Mundorfów zasilania (oczywiście liniowego) rozdzieloną na moduł mający pod swoimi skrzydłami główną kość switcha, oraz drugi dedykowany ultra-precyzyjnemu zegarowi OCXO. Nie musze chyba dodawać, iż oba układy zamknięto w szczelnych sarkofagach.
I jeszcze jeden drobiazg. Otóż raz włączony PhoenixNet powinien pozostawać non stop pod prądem a nerwowe włączanie i wyłączanie z pewnością mu nie pomoże, gdyż pełnię swoich możliwości będzie w stanie pokazać, gdy wszystkie jego wewnętrzne układy osiągną stabilizację tak elektryczną, jak termiczną.

Nauczony przez życie a dokładnie odsłuchy Telegärtnera M12 wiedziałem, że nawet nie tyle dobry, co ultra high-endowy switch potrafi zdziałać prawdziwe cuda. Niby podobne odczucia, przynajmniej przy przesiadce z cywilnego urządzenia zapewnia nawet budżetowy Silent Angel Bonn N8 (szczególnie jeśli wspomożemy go Foresterem F1), jednak jak to w życiu bywa apetyt rośnie w miarę jedzenia i to właśnie na zdecydowanie wyższym pułapie zachodzą, jak to ująłem przed chwilą zjawiska na cuda zakrawające. Cały czas nurtowało mnie jednak pytanie, czy sztuka, która udała się M12-ce wymaga wyłożenia ponad 6k€, czy też można ów efekt, z podobną intensywnością, uzyskać za nieco mniej porażającą kwotę. Dlatego też do Inuosa podchodziłem zarówno z potężnym bagażem nadziei, jak i obaw przed ewentualnym rozczarowaniem.
Pierwsze takty pandemicznego mini-albumu „Burn” Lisy Gerrard i Julesa Maxwella i przynajmniej połowa lęków pękła jak bańka mydlana. Dźwięk od poziomu reprezentowanego przez mojego dyżurnego Bonna odjechał niczym Szurkowski peletonowi. Wolumen dźwięku wzrósł, poszerzyło się jego spektrum a całość nabrała niezwykle atrakcyjnej namacalności. W dodatku z niekłamaną satysfakcją odnotowałem fakt, iż to nieco korespondencyjne (Gerrard swoje partie nagrywała w Australii, Maxwell klawisze i perkusję we Francji a całość szlifował w Anglii producent James Chapman) wydawnictwo z PhoenixNet-em w systemie nabrało nie tylko spójności, co zdecydowanie większej ekspresji. Nie sztuką jest bowiem rozdmuchać, sztucznie napompować źródła pozorne i z kameralnej sceny zrobić stadion olimpijski, gdyż właśnie taka sztuka a raczej kuglarska sztuczka bardzo szybko się przejada i zamiast zachwycać po kilku dniach zaczyna irytować bardziej niż galopująca inflacja, lecz cały myk polega na tym, by zachowując właściwe realiom proporcje oddać pełnię dynamiki tak w skali makro, jak i mikro. A właśnie taką wierność tutaj mamy i to pomimo dość mainstreamowej, czy wręcz asekuracyjnej new-age’owej mieszanki folku, darkwave’u i slowcore’u, która w większości systemów może razić plastikowością i miałkością, oczywiście nie licząc trzyoktawowego kontraltu Gerrard. Na nieco bardziej złożonym, polifonicznym bałkańskim projekcie ww. wokalistki „BooCheeMish” The Mystery Of The Bulgarian Voices a przede wszystkim na referencyjnym „Who Are These Angels?” Cappelli Nova i Alana Tavenera „piętno” Inuosa słychać jeszcze lepiej. Osadzenie w barwie i masie zachwyca, definiowanie postaci każdego z wokalistów przełamuje magiczną barierę pomiędzy odsłuchem a osobistym ( zasiadając na widowni) uczestnictwem w spektaklu. Nie zachodzi bowiem przybliżenie pierwszego planu, lecz zachowanie jego właściwego dystansu od odbiorcy przy jednoczesnej poprawie czytelności dalszych planów i propagacji dźwięków w realistycznie oddanych kubaturach wnętrz, w jakich konkretnych nagrań dokonano. I tu dochodzimy do swoistego meritum i tajemnicy sukcesu portugalskiego switcha. Otóż oprócz referencyjnego oczyszczenia dźwięku z wszelakiej maści szumów i cyfrowych artefaktów oraz pasożytniczych granulacji nie mamy w tym wypadku zwyczajowego, wynikającego z utraty mikrodetali – tego jakże istotnego audiofilskiego „planktonu”, przytłumienia maskowanego przesadną sterylnością. Tutaj nie tracimy nic z tego, co zapisano w materiale źródłowym a jedynie eliminowane jest wszystko to, czego w nagraniu oryginalnie nie było. Różnica w teorii może niewielka, jednak w praktyce pozwala odsiać ziarno od plew a High-End od Hi-Fi.
Całe szczęście siła rażenia Innuosa nie ogranicza się li tylko do materiałów noszących znamiona audiofilskości, lecz również świetnie sprawdza się na zdecydowanie mniej dopieszczonych i zarazem niezbyt cywilizowanych nagraniach. Okazało się bowiem, że tytułowy switch ani myślał grymasić nawet na prog-metalowym i nieco, z racji partii fletu Davona Gravesa, przypominającym suto podlaną ciężkimi brzmieniami wariację nt. psychodelicznej twórczości Jethro Tull „The God-Shaped Void” kalifornijskiej formacji Psychotic Waltz wielce udanie definiując postaci muzyków na scenie i zachowując świetną równowagę pomiędzy dociążeniem przekazu a jego komunikatywnością. Z kolei na iście szaleńczym, niezwykle trudnym ze względu na swoją eklektyczność, do jednoznacznego sklasyfikowania i pod względem realizacyjnym garażowo-chropawym „The Atlas Underground Fire” Toma Morello do głosu doszedł jeszcze jeden aspekt. Otóż pomimo owego estetycznego galimatiasu udało się pokazać przewodnią myśl a tym samym wyciągnąć na światło dzienne koherencję krążka. To nie są oderwane od siebie przypadkowe kawałki z równie przypadkowo zaproszonymi gośćmi, lecz będący krzykiem sprzeciwu konstrukt wykorzystujący zdobycze współczesnej techniki do twórczej realizacji w pandemicznych czasach.
Ponadto o ile Telegärtner dość bezpardonowo rozprawiał się materiałami dostępnymi na platformach streamingowych obnażając ich mizerię, to dziwnym zbiegiem okoliczności Inuos okazał się zdecydowanie bardziej humanitarnym komponentem. Choć różnica pomiędzy własnoręcznie zgranymi/zakupionymi i zapisanym na NAS-ie plikami a ich streamowanymi wersjami była nadal słyszalna a zarazem oczywista, to już nie sposób było określić jej mianem przepaści, bądź rozpatrywać w kategoriach deklasujących, szczególnie mając na uwadze ofertę Tidala, gdyż Spotify już na swoją obronę żadnych sensownych argumentów nie miał.

Podsumowując tę nadspodziewanie sążnistą epistołę pragnąłbym jedynie zaznaczyć, iż na początku niniejszego testu nie sądziłem, że Innuos PhoenixNet okaże się aż tak fenomenalnym switchem. Choć relatywnie nie jest tani, to bez większych problemów jest w stanie nawiązać równorzędną walkę ze znacznie droższą konkurencją (vide Telegärtner M12). Gra przy tym bardziej dociążonym a zarazem nieco bardziej przyjaznym dla naszych ulubionych albumów nagrań, więc sięgając po nie nie będziemy musieli martwić się, że zostaniemy „skarceni” (mam nadzieję, iż powyższa hiperbola jest dla Państwa czytelna i zarazem zrozumiała) za wybór streamingu z „chmury” a nie mozolnie kompletowanej na domowym NAS-ie plikoteki. Krótko mówiąc od teraz śmiało możemy uznać, iż Portugalię, oprócz fenomenalnego Vinho verde warto kojarzyć z równie wyborną elektroniką Innuos-a, czego najlepszym przykładem jest nasz dzisiejszy bohater.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature) + Finite Elemente Cerabase compact
– Odtwarzacz plików: Lumin U1 Mini + I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Dynavector DV-10X5
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Końcówka mocy: Bryston 4B³ + Graphite Audio IC-35 Isolation Cones / Synergistic Research MiG SX
– Kolumny: Dynaudio Contour 30 + podkładki Acoustic Revive SPU-8 + kwarcowe platformy Base Audio
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: Organic Audio; Vermöuth Audio Reference; Acrolink 7N-A2070 Leggenda
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver; Fidata HFU2; Vermöuth Audio Reference USB
– Kable głośnikowe: Signal Projects Hydra; Vermöuth Audio Reference Loudspeaker Cable; Synergistic Research Galileo SX SC
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R)
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Switch: Silent Angel Bonn N8 + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Silent Angel Forester F1 + Luna Cables Gris DC; Innuos PhoenixNet
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF
– Stolik: Rogoz Audio 4SM
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT

Opinia 2

Jak obrazuje kilka ostatnich miesięcy, chciał nie chciał zostałem szczęśliwym posiadaczem toru plikowego. Oczywiście nie jest to top topów jak reszta mojego zestawu, ale na tyle reprezentatywny, że spokojnie jestem w stanie zabierać testowy głos. Głos, który po analizie naszych poczynań okazuje się dość często wybrzmiewającym. Jednak wiecie, co w tym wszystkim – czytaj mojej zabawie w streamowanie muzyki – jest najlepsze? Otóż najmocniejszym bodźcem do uzbrojenia się tego typu źródło oprócz spełnienia obietnicy publikowania na naszych łamach wraz z Marcinem dwóch niezależnych opinii, był bardzo owocny w zaskakująco mocne wrażenia test high-endowego switcha Telegärtnera. Powiem więcej, to nie było zwykłe opiniotwórcze, bardziej lub mniej ciekawe w odbiorze starcie, tylko w dobrym tego słowa znaczeniu, wywrócenie potencjalnych oczekiwań do góry nogami. Na tyle brzemienne w skutkach, że po kilku tygodniach poczciwy streamer Melco stanął u mnie na półce. I wiecie co? Dobrze, że stanął, gdyż w dzisiejszym około-plikowym pojedynku po raz kolejny zmierzymy się z czymś na miarę wspomnianego Telegärtnera. Uchylając nieco rąbka tajemnicy przyznam już we wstępniaku, iż po raz kolejny będzie to jakościowe oderwanie się danego produktu od peletonu konkurencji. O czym mowa? O portugalskim switchu Innuos PhoenixNet, którego pojawienie się u nas zawdzięczamy stacjonującemu w Jaworze dystrybutorowi AVcorp.

Przybliżając z grubsza naszego bohatera od strony technikaliów, w kwestii obudowy mamy do czynienia z osiągającą wielkość dawnych wież „midi”, dość głęboką i zaskakująco ciężką, ważącą około 5 kg, podpartą na trzech stopach skrzynką. Jej front w celach przełamania najzwyklejszej w świecie nudy podzielono na kilka zbiegających się ku sobie nieregularnych płaszczyzn z lekko przesuniętym na prawą flankę ich szczytem zbornym. Temat pleców na pierwszy rzut okiem nie jest jakoś szczególnie bogaty w serię zazwyczaj nieużywanych w zwykłym domostwie kilkunastu przyłączy, tylko w zdroworozsądkowe jedno wejście i trzy wyjścia z lewej strony oraz sekcję obsługi urządzenia w temacie zasilania w postaci zintegrowanego z bezpiecznikiem gniazdem IEC oraz włącznikiem głównym. Jeśli chodzi zaś o trzewia, nad szczegółami z uwagi na możliwość prześledzenia ich w odezwie od producenta, zdając sobie sprawę, iż dla wielu z Was najważniejszą kwestią nie tylko w przypadku typowej elektroniki audio, ale również w temacie obsługi sygnału cyfrowego jest zasilanie, z przyjemnością oznajmiam, iż Innuos rozwiązując jeden z najważniejszych problemów, w tej materii oparty jest o solidny transformator toroidalny. Całość konstrukcji wieńczą kabel zasilania i 2 m przewód Ethernet.

Co w przypadku Portugalczyka tak mną tąpnęło, że wynik testu postanowiłem wstępnie oznajmić już w akapicie rozbiegowym? To proste. Zazwyczaj wpięcie takiego ustrojstwa w system powoduje większą lub mniejszą poprawę słuchanej muzyki. Jednak najczęściej sytuacja poprawia się jedynie w niektórych jej aspektach, z jednej strony fajnie wpływając na jeden, zaś z drugiej nie do końca szczęśliwie ingerując w inny. Tymczasem wpięcie switcha Innuos PhoenixNet zadziałało pozytywnie w pełnym spektrum dźwięku począwszy od najniższych rejestrów, poprzez środek pasma, po wysokie tony. Jak? Już zdradzam. Dół nie tracąc na energii zebrał się w sobie, co przy okazji poskutkowało uczuciem jego niższego zejścia. Średnica nadal prezentując się w estetyce przyjemnej plastyki, bez zatracania swojego body oferowała znacznie większy pakiet informacji. Natomiast góra na bazie lepszej kontroli i rozdzielczości wcześniej wspomnianych zakresów dostała bardzo ważnego dla prezentacji oddechu, kreując poszczególne wydarzenia muzyczne na znacznie ciemniejszym, pozbawionym zniekształceń tle. Ale co istotne, bez narzucania się słuchaczowi, unikając wrażenia siłowego grania na rzecz niewymuszonego, a przez to intrygującego zapraszania go do skupienia się na tym, co wsparty portugalską myślą techniczną system ma do zaoferowania. Uwielbiam takie traktowane jakby z planowaną nonszalancją prezentacje – tak skonfigurowałem codzienny system odniesienia, dlatego nie omieszkałem sprawdzić, czy podobnie do projekcji z odtwarzacza CD, na potrzeby testu wsparty Portugalczykiem tor plikowy nie „zmasakrował” któregoś z bardzo ważnych dla mnie nurtów muzycznych. I wiecie co? Nie zwiodłem się.
Na pierwszy ogień poszedł często dość szczupło nagrany rock AC/DC „Rock or Bust”, czy Black Sabath „Never Say Die!”. Otóż praca switcha bez ingerencji w wagę i tonalność prezentacji, za to skupiając się na kontroli i oczyszczeniu przekazu, nie dość, że nie odarła muzyki z tak ważnej dla jej realizmu nadającej ton wybrzmiewania instrumentów gitarowej tkanki, to przy okazji wyczyściła dane wydarzenie z mocno drażniących moje uszy zniekształceń wokół blach perkusji. Nie, nie zapisanych w kodzie DNA tego rodzaju muzy mocno eksponowanych dźwięków, tylko zniekształceń spowodowanych ułomnością słabo oczyszczonego protokołu przesyłu danych. Panowie nadal targali moimi młodzieńczymi uczuciami, z tą tylko różnicą, że w dużych spiętrzeniach dźwięku bez grymasu bólu na twarzy. Niemożliwe? Zapewniam, że jak najbardziej. Wystarczy tylko zadbać o czystość pracy systemu plikowego.
Kolejny przykład to nastrojowy, oparty zazwyczaj o trio kontemplacyjny jazz. Weźmy choćby najnowszy krążek grupy RGG „Mysterious Monuments On The Moon”. Jak można się spodziewać, obyło się bez szkodliwego wyszczuplania majestatu wykorzystywanych w produkcji instrumentów. Za to w pakiecie aplikacyjnym Portugalczyka każdy generator fal został świetnie zaznaczony tak ważnym dla tej produkcji wyraźnym początkiem inicjacji, szybkością jego narastania i oczywiście czystością i wręcz nieskończoną – w zależności od zamierzeń danego artysty – długością wybrzmiewania. To, nie boję się użyć tego określenia, był soniczny majstersztyk w najczystszej postaci nie tylko z racji fenomenu samych muzyków, ale również dzięki wykonanej przez testowo skonfigurowany system pracy nad czystością sygnału jako nośnika informacji audio. Efekt w pierwszej chwili był nie do uwierzenia, jednak w oparciu o kolejny taki przypadek tak spektakularnej prezentacji – przypominam o podobnym odbiorze działania Telegärtnera, spokojnie do pełnego zaakceptowania jako zarezerwowany dla najlepszych standard. Na domiar dla naszych portfeli, złego, standard wyciskający z muzyki to co najlepsze, bez oglądania się jej rodowód od wspomnianego rocka począwszy, poprzez jazz, muzykę wokalną, na pełnej ekspresji każdego z podzakresów elektroniką skończywszy.

Spinając powyższy potok informacji w jedną całość, przewrotnie powiem tak. To, że switche w torze plikowym poprawiają jakość słuchanej muzyki, od kilku lat chyba dla każdego z nas jest najprawdziwszą prawdą. Prawdą jest również, że przyrost jakości zależny jest od ich zaawansowania technicznego. Jednak tak dużego, jak podczas testu, przyrostu jakości muzyki podobnie do niedawna do mnie, chyba nikt z Was się nie spodziewa. To nie jest drobna korekta, tylko dramatyczne podniesienie porzeczki dla konkurencji. Dlatego też, jeśli bawicie się w streamowanie muzyki i chcecie odskoczyć switchowemu peletonowi na dłuższy czas, nie ma innej opcji, jak ożenek z naszym bohaterem. W tym przypadku nawet się nie domyślam, tylko wręcz gwarantuję, że będziecie zbierać szczęki z podłogi.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
Źródło:
– transport: CEC TL 0 3.0
– streamer: Melco N1A/2EX + switch Silent Angel Bonn N8
– przetwornik cyfrowo/analogowy: dCS Vivaldi DAC 2.0
– zegar wzorcowy: Mutec REF 10 SE-120
– reclocker: Mutec MC-3+USB
– Shunyata Research Omega Clock
– Shunyata Sigma V2 NR
Przedwzmacniacz liniowy: Robert Koda Takumi K-15
Końcówka mocy: Gryphon Audio Mephisto Stereo
Kolumny: Dynaudio Consequence Ultimate Edition, Gryphon Trident II, Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
Kable głośnikowe: Tellurium Q Silver Diamond
IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
XLR: Tellurium Q Silver Diamond, Hijiri Milion „Kiwami”
IC cyfrowy: Hijiri HDG-X Milion
Kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
– wkładka: MIYAJIMA MADAKE
– Step-up Thrax Trajan
– przedwzmacniacz gramofonowy Sensor 2 mk II

Dystrybucja: AVcorp Poland
Cena: 12 000 PLN

Dane techniczne
Wejścia: 1x RJ45
Wyjścia: 3x RJ45
Zasilanie sieciowe: 230 V AC / 115 V AC – 2 x wewnętrzny zasilacz liniowy
Zużycie energii: 3 W w stanie bezczynności, szczyt 7,5 W.
Wymiary (s x g x w): 215 mm x 342 mm x 87 mm
Waga: 5 kg

  1. Soundrebels.com
  2. >

artykuł opublikowany / article published in Polish

Po chwilowej nieobecności na polski rynek wraca oficjalna dystrybucja Mytek-a a wraz z nią niepozorne gabarytami a wielkie sercem (do grania) przetworniki i wzmacniacze. Dlatego też, trzymając rękę na pulsie, gdy tylko nadarzyła się ku temu sposobność, czym prędzej przygarnęliśmy pod swoje skrzydła nad wyraz kompaktowy zestaw Liberty DAC II & Brooklyn_Amp+.

cdn. …

  1. Soundrebels.com
  2. >

Opinion 1

At the very beginning I would like to warn you, that this time the review will not be very typical, but even against all the dogmas told by the marketing gurus. Two and a half years have passed from the very secret debut, on our pages, of the cable, that resembles the post-industrial exterior power installation, the power cord Argento Audio Flow Master Reference Extreme Power, and still there is no mention of it either on the manufacturer’s web pages, or on the distributor’s (but the latter is the result of the former). Not to mention there is no information available on the characteristics, build, or even the model line and pricing. In short there is absolutely no information, no media buzz, no activity, which could be interpreted as marketing, nothing at all. So are we dealing here with an almost perfect example of the cable underground? Or maybe with such a strict limitation, that only a very selected few are being informed about its existence, and are able to hear them only if extremely lucky? I do not exclude such options, but I was told by the manufacturer, the case is much easier to crack – the FMRE (Flow Master Reference Extreme) is selling pretty well, especially for a high-end product, despite not being marketed, and behind the “Danish extremists” there is a whole group of distributors and happy clients. You need to be aware, that the audiophile community is quite scattered around our blue globe, and those little enclaves tend to give more credence to opinions from other members of the audiophile world, rather than to even the most colorful commercial descriptions. But you are reading those words, and this does mean, that even such underground delicacies come to the surface in official mass-media. Hence with great pleasure let us invite you with a complete set of cabling provided but the Katowice based RCM, the Argento Audio Flow Master Reference Extreme, comprised of the earlier mentioned power cord, balanced interconnects and loudspeaker cables.

Against the common opinion stating, that black color thins, the attached pictures clear show, that if there is a grain of truth in this opinion, it does not work with the tested cables. You cannot deny, that the flagship Argent have an impressive size, and also their weight is similarly significant. Those are not the openwork constructions like the in-akustik Reference LS-4004 AIR Pure Silver, but classy cables with tightly packer silver conductors. The sheaths resemble velvet upon touch, while the plugs are also stunning. And here a functional remark. Every cable tested today requires a lot of free space to have it placed, and also to connect. Yes, yes, three parallel cables for the power, monstrous casings of the XLR and loudspeaker plugs require you to have at least a few dozen centimetres of free space behind your system, if not more. Additionally the wall plugs of the power cord are only compatible with Schuko sockets (without the grounding bolt typical for Polish sockets). And here is also something interesting, the differences to the “plain” Flow Master Reference. While the “lower grade” power cord is placed into a single sheath, here we have three parallel ones with distancers keeping them in equal distance. Yet with the XLRs the roles get reversed and the FMR have a construction similar to the FMR Extreme Power, while the FMR Extreme XLR have the form of two runs, woven together loosely. Only the loudspeaker cables, letting aside the difference in color, seem to be very similar to their predecessors. Regarding the metallurgical and technical differences I have to disappoint you, as the manufacturer keeps quiet about that, probably thinking, that you do not need to know anything about the internal composition of their cables, as this knowledge does not have any influence on the sound. So there is no need to prolong the discussion about things you can see with your naked eyes and feel with your fingers, hence I am suggesting to move on to what we can hear.

Moving to critical listening, and still remembering what the earlier tested power cords could do, and probably still can do, I was wondering, if having other members of their family plugged into the system will not cause an abundance effect. But before I could find an answer to my dilemmas, I had to be very patient and have confidence in Jacek’s thoroughness, as the attempts to use the Danish cables in my system turned out to be almost impossible. While I could fit the power cables fairly easily, the interconnects, due to their stiffness and very wide connectors, required a far going re-arrangement of my setup, and I could not fit the loudspeaker cables onto the terminals in my Bryston amplifier, as the manufacturer probably did not foresee the use of such extreme plugs. In summary I could have a foretaste of 2/3 of the set in my room, while to be able to hear the complete set I needed to visit our official listening room. However in both cases the presence of the Danish extremists gave very unequivocal results. First of all I need to ease down all interested readers, that there was no oversaturation of the company signature sound, and secondly, you could easily bust the myth, which makes rounds amongst audiophiles, and I really do not understand why, that the sound is being dried and thinned by silver conductors. Well, if someone uses improperly implemented and contaminated raw materials, then you can encounter such anomalies, but in the top Argento such things are nowhere to be found. The Danish cables sound very resolving, and please do not confuse this with being detailed, something typical for much less sophisticated cables, very vivid, bordering on slight darkening and toning down of any kind of granulation. It is maybe not the same kind of weighing and spectacularism as with the Siltech Triple Crown with turned on shielding, but you can talk about a similar aesthetics, with keeping a slightly higher distance to the listener. As an example on the phenomenal, polyphonic “Alpha & Omega” by Capella Nova, the first row of vocalists is not pushed out in the direction of the listeners, a very simple, and in most cases successful, move to intensify their apparent palpability. Instead of that, the distance between the performers and listeners remains as it should be, and conform with the idea of the sound engineer. This allows us to have a complete insight into the structure – placement of the vocalists of Capella Nova but also to hear other sounds that reach our ears, like reverberations, reflections and echo captured by the microphones. So we get a full package of information about the performers, but also about the room, where the recording was made. This might be a small thing, but a very positive one, as nothing is so deteriorating, at least in my case, to the joy of listening to such kind of music, extremely soulful and demanding a lot of attention, like cleaning it up, concentrating on the soloists themselves, moving them from a church or other chambers, similar in size, they are being transferred to almost reverberation-free cabinets.
Fortunately the FMRE show their potential also on less pampered material. And although this does not mean, that all kinds of garage recorded EPs, or recordings made flat like a table, will now enchant with three-dimensionality and holographic effects, as no-one with at least acceptable hearing and working common sense will not claim, that such miracles could be done by cables… Well, someone can promise you that, but he or she will not be able to keep it. It will still be flat and with clamour, and the misery of the recorded material will be exposed by the Argento, maybe not brutally, but without any special emotion. But if we would use material with the recording and musical quality similar to “Black Market Enlightment” by Antimatter, then we would not need to worry about the final effect. Dynamics will be phenomenal, palpability similar to a live event, and the juiciness of the midrange … accurate. I am writing this with pure joy, as the Danish cabling is far from an artificial, although expected by some potential buyers, boost and oversaturation of the timbre. Instead it emphasizes on truthfulness, the ability of reproducing a natural, real timbre of the played vocals and instruments. Adding to this the fact, that we are operating on a strictly high-end level here, then we have a recital only for ourselves, and the space we are in, will depend only on the disc we will be playing. No compromises, no simplification, only us and the music in its prime, native form.

Similar to the mentioned in-akustik Reference LS-4004 AIR Pure Silver and Siltech Triple Crown the usage of silver by Argento was not a goal in itself, but only a way of reproducing every information enclosed in the source material fully. Although I would be a bit cautious in using the loudspeaker cables Argento Audio Flow Master Reference Extreme with low-powered, triode amplifiers, they will fare great with strong solid-state ones. Regarding the interconnects and power cables I have almost no remarks, I mean concerns, besides common sense and real assessments of their “carrying force”, with which I mean avoiding situations, where they could move the gear around or make it levitate. Now seriously, the Argento Audio Flow Master Reference Extreme are truly the masters league, and if they are in your reach, I warmly recommend to have a listen to them, as chances, that their refinement and refraining from claptrap, while emphasizing on linearity and transparency, may cause you to end your search for the ideal cabling. If you allow such thing to exist of course.

Marcin Olszewski

System used in this test:
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature) + Finite Elemente Cerabase compact
– Network player: Lumin U1 Mini + I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Digital source selector: Audio Authority 1177
– Turntable: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Dynavector DV-10X5
– Phonostage: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Power amplifier: Bryston 4B³ + Graphite Audio IC-35 Isolation Cones / Synergistic Research MiG SX
– Integrated amplifier: Wzmacniacz zintegrowany: Pathos Inpol² MkIIPathos Inpol² MkII
– Loudspeakers: Dynaudio Contour 30 + Brass Spike Receptacle Acoustic Revive SPU-8 + Base Audio Quartz platforms
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: Organic Audio; Vermöuth Audio Reference
– Digital IC: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– USB cables: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver; Fidata HFU2; Vermöuth Audio Reference
– Speaker cables: Signal Projects Hydra; Vermöuth Audio Reference Loudspeaker Cable
– Power cables: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Power distribution board: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Wall power socket: Furutech FT-SWS(R)
– Anti-vibration platform: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Switch: Silent Angel Bonn N8 + Silent Angel S28 + Silent Angel Forester F1 + Luna Cables Gris DC; Innuos PhoenixNet
– Ethernet cables: Neyton CAT7+; Audiomica Anort Consequence + Artoc Ultra Reference + Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF
– Table: Rogoz Audio 4SM
– Acoustic panels: Vicoustic Flat Panels VMT

Opinion 2

One of my colleagues tends to say: if you want to have fun – have fun, and not just pretend to. But what does this have to do with what we are going to look at today? Actually quite a lot, as after two years since we had a look at the top power cord Argento Audio Flow Master Reference Extreme, we went fully out and asked the Katowice based distributor RCM for a full set of these extremely expensive cables, starting with the power cord, through an interconnect and finishing with the loudspeaker cable. As many of you know, the owner of RCM is quite an energetic person, so we did not need to ask twice, before we received a few dozen kilograms of silver wires, sufficient to cable a complete audio system, being a logistical feat on itself. So what did we get? Let me tell you. The parcel contained two power cords, one XLR interconnect and one set of speaker cables. In our case, using the variable output of the dCS Vivaldi DAC 2.0 allowed to fully satisfy our needs. And what was the effect of applying those cables? Of course the introductory chapter is not the best place to reveal everything, so if you are interested I warmly invite you to read through a few concise paragraphs with my observations from the battlefield.

As it sometimes happens, due to the increased interest of competition trying to copy everything you can come up with, similar to the recently tested cable David Laboga System Audio Ruby Ethernet, also in this case, the information about the construction of the Flow Master Reference Extreme series is very sparse. From what I could gather, the conductors are made of woven silver wires. Trying to describe them better, while being able to only use my eyes, I can only tell, that the power cords are placed parallel on most part of their run, as you could expect from a model called Extreme, by using special spacers to keep them in place. This however, has a significant impact on the cables’ size. The interconnect consists of two runs woven together, something that you tend to see more often in this kind of cables. Finally the loudspeaker cabling consists of four independent runs, each the size of a garden hose. All cables were enclosed in identical, opalescent black sheaths and terminated with proprietary plugs. As the dot on the “I” the cables – except for the interconnect – were packaged in a kind of natural leather, rectangular bags, which not only gave them a touch of exclusivity, but also served as protection during transport.

Starting the description of the influence of the complete set of Argento cables in my system, I cannot get around mentioning my positive surprise from the fact, that the big asset of those cables is brilliantly reproduced energy and vividness of the sound. And it gets even better. I was very happy, that this, very audible immediately after the cables were plugged in, structure of the sound of those Danish cables did not surpass a common sense approach to such aesthetics, even when all the cables were used together. Yes, I like when the sound has a strong and vivid midrange, but when everything turns into a sonic pulp, without defined boundaries and too heavy to reproduce any volatile elements, music becomes not only tame, but just plain boring. Fortunately, in this case things are perfect, so I practically could not find any musical material, that would not be reproduced properly. Of course, when someone likes overinterpreted freedom and immediacy of rising signals, then that person could feel that some of the rock roughness from bands like Nirvana, or some electronics from acid labels are too tame, however when looking from the side of absolute values, anyone would agree, that with the whole game around making the sound a tad rounder, does not carry any signs of fatting or slowing down. Absolutely not. Do you need an example? Let us take a look at the disc “Nevermind” by Nirvana. I agree, this grunge music gained some body in my configuration, and due to that some additional saturation, what caused its slight politeness in terms of drawing sharpness, but on the other hand presented the very important, for that genre, guitars in a more energetic way, and the vocals of the frontman brilliantly, adding some extra strength to it. It was similar with electronic music. It cannot be denied, that on the upper end it was a tad smoother, but for sure not dull. And in the mid and lower ranges, it was much more talkative in the form of those rarely heard murmurs, something of outmost importance for many lovers of that genre. Even I, who is rather distant to it usually, played a few discs from artists like Depeche Mode or Massive Attack. And not just one piece each, to satisfy my testing spirit, but full discs, all songs those contained.
Things went off in a similar way when I confronted the cables with sacral music, which is very important to me. Compared to my master, you could hear a shift in the sonic priorities of the music reproduced, but not as something bad, but rather turning my attention more towards the instruments played and the vocals, rather than the echo of the rooms hosting the musicians. This happened especially during listening to baroque music like „El Cant De la Sybil.la” by Catalunya Jordi Savall. Of course the effects of reverberation were still major players, but you could feel a slight shift of emphasis towards the more pleasantly timbred sound generators. And after the whole session of listening I can say, that this shift is planned, and not by chance. And this is just the beginning of the nice interpretation of this kind of music, as usually better saturation and essence of such presentation makes them more palpable, in a sense, bringing us better there and then. So if anyone likes this kind of music, he or she will be very pleased with what Argento Audio offers here.
Finally a few sentences about jazz. This, similar to the baroque performances, had nice feedback regarding the instruments, as this upping of saturation I mentioned, did not negatively influence the readability of, for example, something so difficult to reproduce, as a solo double-bass, and it did not turn off the lights on the stage, something also very important for this contemplative music. True, the sparks on the percussion instruments were maybe a little too golden and too darkened, with regard to my preferences, but to my surprise, and in the final parts of the test to my acceptance, they were still very volatile and vibrant. How is this possible? Maybe the key to that is the combination of silver and copper in the tested configuration – I am thinking here about the two different materials used to construct those cables. I do not know. However I do know for sure, that despite slightly higher weight, everything sounded with appropriate drive and swing.

Closing of the test, I can be certain of one thing. The described cables, despite having their own way of sounding, know how to dose it, to not kill the artistic spirit hidden in any genre. When there is need to smash, Kurt Cobain pushed me down in my seat with his vocals and guitar riffs. I case of electronic music of Acid “Liminal” it still hit me with strong distortions and beeps, having some extra weight introduced as added value, so it also had no problems in creating mini earthquakes in my listening room. And ethereal jazz and ancient music carried me to their recording sessions, in the magical ways only they possess, regardless if the recording was made in the studio, or in some other location. So are those cables for everybody? One thing is sure – if you are able to take their price tag for granted, then you should try out their way of sounding, as in my opinion they have something interesting to offer. You may ask what that is? I have written everything above. Nice timbre, expected energy and vividness of the musical spectacle, which is nicely perceived. What else do you need?

Jacek Pazio

System used in this test:
Source:
– transport: CEC TL 0 3.0
– streamer: Melco N1A/2EX + switch Silent Angel Bonn N8
– DAC: dCS Vivaldi DAC 2.0
– Master clock: Mutec REF 10 SE-120
– reclocker: Mutec MC-3+USB
– Shunyata Research Omega Clock
– Shunyata Sigma V2 NR
– Preamplifier: Robert Koda Takumi K-15
– Power amplifier: Gryphon Audio Mephisto Stereo
– Loudspeakers: Dynaudio Consequence Ultimate Edition, Gryphon Trident II, Gauder Akustik Berlina RC-11
– Speaker Cables: Tellurium Q Silver Diamond
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– IC XLR: Tellurium Q Silver Diamond, Hijiri Milion „Kiwami”
– Digital IC: Hijiri HDG-X Milion
– Power cables: Hijiri Takumi Maestro, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante
– Table: SOLID BASE VI
– Accessories: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI, antivibration platform by SOLID TECH, Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V, Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– Power distribution board: POWER BASE HIGH END
– Acoustic treatments by Artnovion
Analog stage:
Drive: SME 30/2
Arm: SME V
Cartridge: MIYAJIMA MADAKE
Step-up: Thrax Trajan
Phonostage: Sensor 2 mk II

Polish distributor: RCM
Manufacturer: Argento Audio
Prices
Argento Audio Flow Master Reference Extreme XLR: 17 000 €/2x1m; 20 400 €/2×1,5m
Argento Audio Flow Master Reference Extreme Speaker: 25 000 €/2x1m; 43 000 €/2×2,5m
Argento Audio Flow Master Reference Extreme Power: 12 000 €/2m

  1. Soundrebels.com
  2. >

artykuł opublikowany / article published in Polish

Choć współczesnym wzmacniaczom zintegrowanym trudno cokolwiek zarzucić, to nie da się ukryć, że esencją i synonimem wtajemniczenia w arkana sztuki są dla audiofilów konstrukcje dzielone. Dlatego mając okazję nie potrafiliśmy oprzeć się urokowi zestawu Trigon Dialog & Monolog.

cdn. …

  1. Soundrebels.com
  2. >

artykuł opublikowany / article published in Polish

W czasach coraz większej integracji i wielofunkcyjności czasem mniej znaczy lepiej, dlatego po klasycznym V5 Aquarius z niekłamanym zainteresowaniem powitaliśmy pod naszym dachem wyposażony w zaledwie trzy gniazda zasilające (no niech będzie, że cztery – jeśli doliczymy firmowe ) kondycjoner IsoTek V5 Titan.

cdn. …