Monthly Archives: styczeń 2019


  1. Soundrebels.com
  2. >

Opinia 1

Wzmacniacze słuchawkowe, czy to przez stereotypy, czy też wygodę ich producentów, kojarzone są z niezbyt absorbującymi gabarytowo konstrukcjami, którym do pełni szczęścia wystarczy kilka centymetrów kwadratowych na naszych biurkach. O ile jednak w Hi-Fi i szeroko rozumianym segmencie PC-Audio takie wyobrażenia mają niemalże pełne odzwierciedlenie w rzeczywistości, to już wkraczając w świat High-Endu warto mieć się na baczności i zapobiegliwie przygotować dla nowego nabytku odpowiednią przestrzeń. Jeśli nadal nie orientujecie się Państwo z czym, chcąc osiągnąć audiofilską nirwanę, przyjdzie Wam się zmierzyć, sugeruję profilaktycznie rzucić okiem np. na Ayona HA-3, lub w wersji ultra-hardcore na monstrualne Woo Audio WA-234 MONO. Mam cichą nadzieję, że nawet pobieżna eksploracja oferty powyższych producentów pozwoli Wam na w miarę spokojne przyjęcie dzisiejszego, powstałego pod czujnym okiem konstruktora – Andreasa Hofmanna, niemalże 20 kg urządzenia, które choć z założenia jest wzmacniaczem słuchawkowym, to przy odpowiednio korzystnej koniunkcji gwiazd, czyli de facto przemyślnej aplikacji, z powodzeniem może również pełnić rolę klasycznej integry. Mowa oczywiście o V 16 – pierwszym a zarazem jedynym wzmacniaczu niemieckiej manufaktury Octave typu single-ended.

Chociaż tytułowa konstrukcja miała, jeśli dobrze pamiętam, swoją oficjalna premierę podczas monachijskiego High Endu w 2017r. i już wtedy wzbudzała spore zainteresowanie zarówno swoją niekonwencjonalna formą, jak i zastosowaniem charakterystycznych jajkopodobnych lamp KT150, dziwnym zbiegiem okoliczności dotychczasowe testy i to nie tylko w naszych – rodzimych periodykach, dokonywane były na egzemplarzach wyposażonych w starszej generacji, a przy tym zdecydowanie mniej finezyjnych bańkach KT120. Całe szczęście, gdy udało nam się podczas jednej z ostatnich wizyt w warszawskiej siedzibie Nautilusa – dystrybutora marki, wypatrzeć pyszniącą się na honorowym miejscu sztukę, okazało się, iż zaimplementowano w niej nasze ulubione „pisanki”, więc jasnym stało się, że tym razem z lokalu na ul. Kolejowej z pustymi rękami nie wyjdziemy.
Jak sami Państwo widzicie V 16-ka swą aparycją przypomina nieco hełm średniowiecznego ciężkozbrojnego, więc już od progu jasnym staje się, że zamiast designerskiego rozpasania możemy co najwyżej liczyć na ergonomiczny pragmatyzm i inżynierską surowość, co akurat w przypadku powstających w Karlsbad lampowców raczej nikogo obeznanego z tematem nie powinno dziwić. W końcu im mniej wodotrysków i udziwnień, tym prostszy układ, a im prostszy układ, tym mniejsza jego awaryjność. Proste? Jak drut i to drut ze wzmocnieniem, czyli niedościgniony wzór idealnego wzmacniacza. Jednak ad rem. Octave V 16 z powodzeniem można określić mianem piętrusa i to w wydaniu trzykondygnacyjnym. Parter zajmują bowiem dwa wyjścia słuchawkowe – niesymetryczne 6,3 mm typu duży jack i 4-pinowe XLR, solidnej wielkości pokrętło głośności oraz sześć przycisków, którymi patrząc od lewej ustawiamy poziom bisu, wzmocnienia i aktywujemy wyjście głośnikowe, a pozostałymi trzema wybieramy interesujące nas źródło sygnału. Pietro wyżej mamy jedynie pionowe szczeliny wentylacyjne z centralnie umieszczoną tabliczką znamionową i dopiero na ostatniej kondygnacji odnajdziemy upragnione lamy, które zgodnie z unijnymi zleceniami chroni pancerna i niezbyt urodziwa przyłbica. Całe szczęście ową klatkę daje się bardzo szybko zdemontować, przez co całość prezentuje się zdecydowanie mniej kanciasto. Jeśli zaś chodzi o wspomnianą szklarnię, to w pierwszym rzędzie mamy pojedynczą słowacką triodą JJ Electronics ECC82 i dwie, pracujące w roli sterowników, triody średniej mocy EF800 Telefunkena (NOS), za którymi to pysznią się dwie KT150 Tung-Sol w stopniu wyjściowym.
W przeciwieństwie do większości konwencjonalnych konstrukcji lampowych w Octave plecy mają do wykorzystania praktycznie całą powierzchnię, z czego nie omieszkali skorzystać konstruktorzy, implementując zajmujący ponad połowę powierzchni masywny radiator i dopiero pod nim wygospodarowując miejsce na dwie pary terminali RCA, parę XLR-ów, firmowe gniazdo do zewnętrznego, opcjonalnego zasilacza, zintegrowane z bezpiecznikiem gniazdo IEC i pojedyncze, zakręcane terminale głośnikowe. Aha – jest jeszcze przełącznik filtra subsonicznego a włącznik główny umieszczono na lewym boku – tuż przy ścianie frontowej.

Mając na uwadze nieznany mi bliżej przebieg dostarczonego na testy egzemplarza przez blisko tydzień grałem z niego ile się tylko dało, karmiąc go uzdatnionym przez system ifi sygnałem z komputera i od czasu do czasu rzucając uchem cóż tam ciekawego dzieje się w podpiętych do niego niemalże na stałe topowych nausznikach Denona, które też dotarłszy do mnie w stanie iście fabrycznej dziewiczości musiały swoje przepracować. O ile jednak taki set-up spełniał wszelkie kryteria natury użytkowej, to już z czysto audiofilskiego punktu widzenia mógł wywoływać pewien niedosyt, więc finalnie Octave wylądował w dyżurnym systemie a rolę źródeł przejęły wespół zespół Ayon CD-35 i Lumin U1 Mini.
Proszę Państwa, jeśli do tej pory uważaliście, że słuchawkowy odsłuch to nic innego jak nieudolna próba wsadzenia własnego czerepu do szklanej bańki i zabawa w kosmonautę, to pierwsze chwile z dowolnymi słuchawkami zasilanymi V 16-ką sprawią, iż bardzo szybko zmienicie zdanie. I to diametralnie, gdyż wrażenie jest takie, jakby ktoś nie tylko nie próbował Was „zawekować”, lecz … umieścić w oku potężnego cyklonu, bądź epicentrum równie niszczycielskiej eksplozji. Chodzi bowiem o to, że Octave dysponuje mocą zdolną sprawić, iż zamiast wspomnianych nauszników spokojnie możecie sięgnąć po parę drewnianych desek do krojenia z Ikei, albo po paletki do ping-ponga i ze sporą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że i one zagrają. Bowiem moc i dynamika, jaką oferuje niemiecka amplifikacja sprawiają, że w przeciwieństwie do większości przypadków dźwięki zamiast próbować dostać się do naszej przestrzeni międzyusznej, niejako nie tyle powodują jej (oczywiście czysto metaforycznie) eksplozję, co przysłowiowe rozbicie na atomy. Dochodzi bowiem do sytuacji, gdy z niemego i biernego obserwatora spektaklu muzycznego przeistaczamy się w cząstki materii stanowiące jego nierozerwalną składową. To już nie jest dylemat czy muzycy są u nas, bądź my jesteśmy w gościnie u muzyków, lecz poziom intensywności właściwy pełnej integracji z rozgrywającymi się w danej chwili wydarzeniami. Jakby przekroczyć próg, za którym nie da się już odróżnić wirtualnej rzeczywistości od tej codziennej, nas otaczającej.
I wcale nie trzeba ograniczać się do wybitnie audiofilskich, wymuskanych realizacji, gdyż wystarczy sięgnąć po zupełnie mainstreamowe nagrania w stylu „Transformers: Revenge Of The Fallen”, by dać się ponieść muzyce stając się jej nierozerwalną częścią. Co ciekawe, nawet przy tak dynamicznym, rockowym repertuarze ilość informacji dostarczanych przez V 16-kę w pełnym spectrum reprodukowanego, lub jak kto woli słyszalnego, pasma z jednej strony wydaje się wręcz niemożliwa do przyswojenia, lecz z drugiej nie powoduje uczucia zmęczenia, czy też pewnej psychicznej blokady wynikającej ze świadomości, że to my, w tej misternej układance, jesteśmy najsłabszym ogniwem. Nikt bowiem nie każe nam absorbować wszystkich docierających do nas niuansów i bodźców, lecz mamy pełną swobodę wyboru, czy delektować będziemy się danym utworem jako całością, czy też eksplorować poszczególne partie, coraz bardziej zagłębiając się w żywą tkankę nagrania.
Próbując w jakiś, chociażby umowny, sposób scharakteryzować barwę i estetykę dźwięku jaki oferuje V 16 uczciwie trzeba powiedzieć, iż operuje on po zdecydowanie bardziej neutralnej stronie mocy aniżeli po lampie można byłoby się spodziewać. Warto mieć jednak na uwadze, iż Octave nigdy nie słynęło ze zbyt eufonicznie brzmiących konstrukcji, a wręcz przeciwnie i bardzo często można było odnieść całkiem słuszne wrażenie, iż powstające w Karlsbad urządzenia są zdecydowanie bardziej neutralne i prawdomówne od większości mogących z nimi konkurować tranzystorów. Tak też jest i w tym przypadku, gdzie sama amplifikacja stara się możliwie jak najmniej ingerować w reprodukowany sygnał pozwalając nam modelować finalne brzmienie poprzez dobór odpowiednich słuchawek, źródła, czy okablowania. Jeśli bowiem zleżało mi na przyjemnym cieple i seksownych krągłościach opartych na nieco „pluszowym” fundamencie basowym to sięgałem po Meze 99 Classics Gold, lub ich kruczoczarną wersję Neo, z kolei gdy skupiałem się na możliwie komfortowej analizie repertuaru , jednak bez przekraczania cienkiej czerwonej linii zbytniej analityczności, to na mej głowie lądowały fenomenalne Denony AH-D9200 a HiFi Many HE5SE (test wkrótce) pozwalały poczuć, jak to jest słuchać słuchawek (ależ koszmarny zbitek słów) mając nieodparte wrażenie obcowania ze stacjonarnym systemem. Nie muszę chyba dodawać, iż o ile na praktycznie dowolnym materiale brzmienie zasługiwało na najwyższe noty, to im wyższej jakości sygnał źródłowy docierał do Octave, tym namacalność i intensywność doznań wzrastała w sposób wprost proporcjonalny do umiejętności ekipy realizatorów. Dlatego też pomimo nieukrywanego zamiłowania do cięższych i dość kakofonicznych gatunków muzycznych, mając na stanie V 16-kę nader często sięgałem do katalogu ECM, gdzie można natrafić na takie perełki jak np. „Where The River Goes” iście gwiazdorskiego projektu, w którego składzie zagrali Wolfgang Muthspiel, Ambrose Akinmusire, Brad Mehldau, Larry Grenadier, Eric Harland a wielce wyważone improwizacje przeplatają się z klasyczną i nieodzowną dla tej oficyny wydawniczej grą ciszą.
Niejako na zakończenie zostawiłem jeszcze epizod kolumnowy, lecz choć ze słuchawkami było wybornie, to już w moim systemie próby z niezbyt łatwymi do prawidłowego wysterowania Gauderami Arcona 80 i jeszcze trudniejszymi od nich Dynaudio Contour 30 nie wzbudziły zarówno mojego, jak i samego bohatera niniejszego testu entuzjazmu, więc nie chcąc siebie i jego męczyć dałem sobie z dalszymi kombinacjami alpejskimi spokój, przekazując pałeczkę Jackowi, który dysponując wysokoskutecznymi Isisami nie powinien mieć podobnych komplikacji.

Jak sami Państwo widzicie Octave V 16 Single Ended nie jest li tylko zwykłym wzmacniaczem słuchawkowym, gdyż po pierwsze z większością (jeśli nie ze wszystkimi) dostępnych na rynku słuchawek robi co chce, a po drugie, przy odrobinie zachodu, jest w stanie równie satysfakcjonująco wysterować kolumny głośnikowe, to sprawia, iż z jego pomocą zaciera się granica między odbiorcą a artystą. Zamiast bowiem usadawiać nas w miejscu biernego widza Octave niejako implementuje słuchacza, czynnie angażuje, w konkretne wydarzenie muzyczne sprawiając, ze stając się jego (wydarzenia, nie wzmacniacza) nierozerwalną częścią nie mamy najmniejszych szans na obojętność i dystans, który de facto w tej akurat konfiguracji nie istnieje.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu:
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature)
– Odtwarzacz plików: laptop Lenovo Z70-80 i7/16GB RAM/240GB SSD + JRiver Media Center 22 + TIDAL HiFi + JPLAY; Lumin U1 Mini
– DAC/Wzmacniacz słuchawkowy: Ifi Micro iDAC2 + Micro iUSB 3.0 + Gemini
– Wzmacniacz słuchawkowy: Octave V 12
– Słuchawki: Meze 99 Classics Gold; Meze 99 Neo; Denon AH-D9200; HiFi Man HE5SE
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Shelter 201
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Końcówka mocy: Bryston 4B³
– Kolumny: Gauder Akustik Arcona 80 + spike extenders; Dynaudio Contour 30
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: LessLoss Anchorwave; Organic Audio; Amare Musica
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver; Audiomica Laboratory Pebble Consequence USB; Fidata HFU2
– Kable głośnikowe: Signal Projects Hydra
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Listwa: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R)
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+; Audiomica Laboratory Anort Consequence
– Stolik: Rogoz Audio 4SM3
– Akcesoria: Sevenrods Dust-caps; Furutech CF-080 Damping Ring; Albat Revolution Loudspeaker Chip

Opinia 2

Będący tematem dzisiejszego jakby na to nie patrzeć, testowego spotkania przy muzyce bohater na redakcyjnej liście do zaopiniowania znalazł się za sprawą pewnego rodzaju przypadku. O co chodzi? Otóż, gdy w momencie przybycia do naszej redakcji topowej wersji japońskich słuchawek Denon AH-D9200 przez chwilę zastanawialiśmy się, czym je napędzić a zarazem mając na uwadze potencjał niemieckich konstrukcji lampowych spod znaku Octave wybór był wręcz oczywisty. Ale jak to zwykle bywa, same przewidywania dobrych wyników nie gwarantują pojawienia się w naszym portfolio. Na szczęście dobra prasa produktów naszego zachodniego sąsiada bez najmniejszych problemów potwierdziła się podczas testu Denonów. Dlatego też miło jest mi poinformować, że w tym recenzenckim odcinku w roli głównego winowajcy pojawi się ciekawy, bo w założeniu skonstruowany do współpracy z notującymi swój rozkwit pośród miłośników muzyki słuchawkami, ale bez problemu oferujący również wystarczającą ilość mocy do napędzenia niezbyt trudnych kolumn, wykorzystujący w sekcji wzmocnienia bardzo popularne lampy mocy KT150 wzmacniacz Octave V16 Single Ended. Wieńcząc akapit rozbiegowy chyba nie odkryję Ameryki po raz drugi, gdy przypomnę, iż dystrybucją zaprzęgającego do pracy zamknięte w szklanej bańce elektrony zarzewia tego testu jest krakowsko-warszawski Nautilus.

Analizując aparycję V 16-ki wyraźnie widać, że walka z materią w temacie upchnięcia całości układów w jednej skorupie była skierowana w stronę pewnego rodzaju kompaktowości urządzenia w domenie zajmowanej powierzchni. Przecież to w głównym założeniu jest słuchawkowiec, a ten za wszelką cenę musi zmieścić się na często zbyt małym dla potrzeb użytkownika blacie czy to biurka w pracy, czy zaciszu domowym. Dlatego też konstruktorzy postanowili rozbudować konstrukcję w pionie niż w poziomie. Przyznacie, że przed obejrzeniem załączonych to testu serii fotografii takie założenie wydaje się dość karkołomne. Tymczasem to co wydobyłem z kartonu transportowego, po usadowieniu na docelowym miejscu okazało się być stosunkowo zgrabnym wieżowcem. Trochę awangardowym w odniesieniu do typowych wzmacniaczy lampowych, ale zapewniam, jeśli nawet nie macie problemów natury lokalowo-półkowej i wzmacniacz mógłby mieć dowolną wielkość, po kilkudniowej akomodacji wygląd szesnastki nie dość, że nie razi, to wydaje się być fajnym designersko pomysłem na przełamanie pewnego rodzaju monotonności wyglądu tego typu sprzętu audio. Idźmy dalej. Bryła wzmacniacza mimo stawiania na wysokość nadal wykorzystuje coś w rodzaju platformy dla usytuowanych w przedniej części dachu lamp elektronowych i tuż za nimi ukrytych pod stosownie wyprofilowanym dachem transformatorów. Naturalnie dla spełnienia wymogów certyfikatu CE w zestawie startowym znajduje się zabezpieczająca przed przypadkowym oparzeniem od nagrzanej lampy solidna kratka. Czy ją wykorzystacie? Tego nie wiem. Ja jak widać na fotkach z niej zrezygnowałem, ale wspomnieć o jej istnieniu musiałem. Jeśli chodzi o kolorystykę, ta jest bardzo zachowawcza, ale nie nudna. Po prostu niemieccy konstruktorzy postawili na ogólnie panujący standard, czyli w tym przypadku wykorzystującą lakierowanie proszkowe czerń znakomitej większości obudowy i srebro szczotkowanego aluminium dolnej części frontu. Nuda? Owszem, malkontent mógłby się na tym zagadnieniem po wyżywać, ale zapewniam wszystkich zainteresowanych, że mamy do czynienia raczej z oczekiwanym przez wielu użytkowników spokojem wizualnym, a nie brakiem pomysłu na ostateczny wygląd. Wspomniany srebrny awers jak na wzmacniacz słuchawkowy oferuje sporo funkcji, użycie których wywołujemy sześcioma okrągłymi guzikami (poziom biasu, moc wyjścia sygnału, selektor słuchawki/głośniki i trzy wejścia liniowe) i dużą gałką wzmocnienia sygnału. Oczywistym jest, że z uwagi na swoje główne zadanie Octave V 16 na opisywanym przednim panelu umieszczono również dwa wyjścia dla nauszników (jedno to standardowy Jack, a drugi coś na kształt czteropinowego wtyku XLR). Wędrując z opisem urządzenia w stronę pleców z jego lewej strony zauważamy główny włącznik, a po dojściu do przywołanego rewersu, naszym oczom ukazuje się potwierdzenie wspomnianej przy okazji opisu frontu funkcjonalności w postaci trzech zestawów gniazd dla sygnału linowego (dwa RCA i jedno XLR), pojedyncze terminale kolumnowe, zwykłe gniazdo zasilania IEC i slot dla dodatkowego firmowego zasilacza.

Idąc za wstępniakiem moich wywodów wiadomym jest, że dzisiejszy test jest swoistym potwierdzeniem wartości dźwiękowych, jakie udało się wytworzyć wcześniejszej konfiguracji Octave ze słuchawkami Denona. Ja wiem, że to całkowicie inne, a przez to mogące bardzo różnie wypaść starcie, ale bez względu na wszystkie przeciwności losu, jeśli jakiś produkt jest w stanie zaoferować coś ciekawego, to powinien pokazać to w każdej konfiguracji. Tak też było i tym razem. Tak, ogólna prezentacja była namaszczona sznytem grania posiadanych przeze mnie Sennheiserów HD600, jednak od pierwszych taktów słuchanej muzyki wiedziałem, że mam do czynienia z bardzo dobrym wzmacniaczem. Jakim? Już zeznaję. Po pierwsze, podobnie do całej oferty Octave V 16-ka kroczy nieco inną drogą niż typowo pojmowany lampowiec. Owszem, słychać w nim walory szklanych baniek, ale nie w kwestii siłowego szukania muzykalności i wysycenia, tylko poprzez napowietrzenie przekazu muzyka nabiera fantastycznej swobody w kreowaniu wirtualnego świata. Staje się zwiewna, ale co ważne z wyraźnym posmakiem lampy. To jest na tyle zjawiskowe, że mimo delikatnego przesunięcia punktu ciężkości muzyki przez popularne „Senki” o oczko wyżej nic a nic w odbiorze słuchanych płyt mi nie przeszkadzało. Uspokajając malkontentów natychmiast przyznaję, wokaliza w porównaniu do występów z Japonkami (D-9200) była mniej soczysta, ale w wydaniu z Niemkami (HD600) nadal daleka od nadpobudliwości, czy męczącego rozjaśnienia. Ot nieco lżej, ale nadal zjawiskowo, bo gładko i z odpowiednim rozmachem, co w przypadku tak blisko zorientowanych wokół naszego ośrodka zarządzania ciałem słuchawek jest nie do przecenienia. Czy to muzyka dawna, czy jazzowa, zawsze na pierwszy plan wychodziła swoboda oddania ich witalności. O co chodzi i dlaczego połączyłem ze sobą tak odległe czasowo nurty muzyczne? Pisząc muzyka dawna zazwyczaj mam na myśli utwory sakralne, a te przez przykładających wagę do najdrobniejszych szczegółów artystów zazwyczaj nagrywane są właśnie w kościołach lub klasztorach. Natomiast jazz spod znaku ECM stawia z kolei na granie ciszą ze zjawiskowym przecinaniem jej przez pełne ekspresji solowe popisy każdego z artystów, lub zjawiskowo zawieszone w powietrzu wszelkiego rodzaju przeszkadzajki. Co to ma do rzeczy? Przecież odpowiedź jest banalna. Te dwa wydawałoby się bardzo odległe gatunki muzyczne fantastycznie wykorzystują umiejętności opiniowanego wzmacniacza w fenomenalnym kreowaniu wirtualnej sceny. Gdy mamy usłyszeć współgrające ze składem muzyków, będące efektem wielkości kubatury kościelnej, wygenerowane podczas realizacji twórczości Claudio Monteverdiego echo, bez najmniejszego wysiłku nie tylko otrzymujemy je jak na dłoni, ale odpowiednio osłabione w swej energii w stosunku do źródła. Banał? Bynajmniej, gdyż oprócz samego wsadu merytorycznego, czyli w tym przypadku zapisanych na pięciolinii pasaży wokalno instrumentalnych, to jest clou tego typu zapisów nutowych. Ok. A co z jazzem? Tutaj temat wygląda podobnie. Zazwyczaj mamy do czynienia z materiałem studyjnym. Ten natomiast mimo prób wytworzenia witalności dźwięku przy pomocy suwaków na stole masteringowym, w momencie braku możliwości pokazania tego przez zestaw odtwarzający nie zawsze okazuje się tak zjawiskowy, jak chciał tego twórca. Brak swobody w muzyce ciszy jaką niewątpliwie jest jazz, zazwyczaj bywa śmiercią dla nie samej, na co nasz tytułowy bohater ani razu nie pozwolił. A zaznaczam, że wspomniane gatunki są moimi konikami i wiem, jak powinny zabrzmieć. Ok. Co z innymi tworami muzycznymi? Bardzo podobnie. Naturalnie w rocku i elektronice opisywane aspekty nie są aż tak ważne. Ale przyznacie, że jeśli w pakiecie z dobrą rozdzielczością dostaniecie szczyptę szerokim łukiem unikającego efektu „łał” rozmachu, muzyka staje się bardziej angażująca. Przynajmniej ja wszelkie próby z podobnym materiałem tak odbierałem.

Na koniec testu nie mogłem odpuścić próby spięcia wizytującej moje progi niemieckiej myśli technicznej z posiadanymi kolumnami. Efekt? Przyznam szczerze, że pozytywnie zaskakujący. Naturalnie nie było szans na stworzenie ściany dźwięku podobnej do możliwości 200-tu Watowego tranzystora, ale było bardzo ciekawie. Po pierwsze – przez cały czas słychać było opisywany efekt witalności muzyki. Po drugie – mój mocno osadzony w barwie zestaw kolumn sprawił, że efekt przesunięcia wysycenia średnicy w górę był prawie niezauważalny. Co te dwa wnioski wnoszą do powyższego testu? Otóż bardzo wiele. Z pewnością to, że wyartykułowany w poprzednim akapicie efekt lżejszego środka pasma nie jest problemem wzmacniacza, tylko maniery grania użytych do testu Sennheiser’ów. To są bardzo dobrze znane, ale trzeba przyznać, że dość lekko grające nauszniki, co podczas formowania wstępnych wniosków trzeba koniecznie uwzględnić. Obecnie producenci stawiają na zdecydowanie większą muzykalność zestawów słuchawkowych, co prawdopodobnie w przypadku połączenia z punktem zapalnym naszego spotkania całkowicie eliminuje problem niewystarczającego dociążenia dźwięku, a czego przecież dobrym potwierdzeniem jest starcie z moimi zespołami głośnikowymi.

Jak wynika z powyższego wywodu, w przypadku wzmacniacza słuchawkowego Octave V16 mamy do czynienia z nieco innym podejściem konstruktora do aplikacji lamp elektronowych. Tutaj nie chodzi o zwiększanie eufoniczności (czytaj muzykalności ponad wszystko) dźwięku, tylko wykorzystanie ich cech do zwiększenia rozmachu w jego kreowaniu przy konsekwentnej dbałości o unikanie natarczywości. Muzyka prezentowana jest ze zjawiskowym oddechem, ale bez oznak krzykliwości, co nie jest takie proste do osiągnięcia. Czy to jest wzmacniacz dla wszystkich miłośników muzyki? Jestem zdania, że dla słuchawkowców co najmniej do posłuchania. Jednak ze wskazaniem na posiadaczy konstrukcji bez oznak anoreksji, czyli z natury stawiających na analizę ultradźwięków, a nie jej body. A reszta? Jeśli ktoś ma niezbyt wymagające kolumny, to czemu nie. Po tym co usłyszałem z moimi „szafami gdańskimi”, nie zdziwiłbym się, jeśli komuś uda się upiec dwie pieczenie na jednym ogniu.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– źródło: transport CEC TL 0 3.0, przetwornik D/A Reimyo DAP – 999 EX Limited TOKU
– przedwzmacniacz liniowy: Robert Koda Takumi K-15
– końcówka mocy: Reimyo KAP – 777
Kolumny: Trenner & Friedl “ISIS”
Kable głośnikowe: Tellurium Q Silver Diamond, Statement
IC RCA: Hijri „Million”
XLR: Tellurium Q Silver Diamond
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, Furutech NanoFlux NCF Furutech DPS-4 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
wkładka: MIYAJIMA MADAKE
przedwzmacniacz gramofonowy: RCM THERIAA

Dystrybucja: Nautilus / Octave
Cena: 36 900 PLN + 6 490 PLN (opcjonalnie wersja PREOUT)

Dane techniczne
• Lampy wyjściowe: KT150; opcjonalnie KT 120, KT88, 6550, EL34
• Moc wyjściowa: 2 x 8 W/4 Ω (High Mode); 2 x 5 W/4 Ω (Low Mode)
• Wejścia liniowe: 2 x RCA, 1 x XLR
• Pasmo przenoszenia: 10 Hz – 80 kHz/-3dB
• Zalecana impedancja kolumn: 3 – 32 Ω
• Impedancja słuchawek: 6 – 2000 Ω
• Wzmocnienie (gain): 26 dB
• Zniekształcenia THD: 0,5%
• Odstęp sygnał/szum:- 110 dB / 8 W
• Regulacja poziomu słuchawek: 3V/8V
• Pobór energii: 200 W przy ełnej mocy, 120 – 200 W w spoczynku
• Wymiary (SxWxG): 220 x 330 x 330 mm
• Waga: 19.1 kg
• Dostępne kolory: metallic Black, ocean Blue, ice Grey

  1. Soundrebels.com
  2. >

artykuł opublikowany / article published in Polish

Wspominać miłe wydarzenia można na dwa sposoby – przeglądając zdjęcia i starając się przywrócić dane okoliczności. My wybraliśmy opcję nr.2 i dzięki uprzejmości dystrybutora – Sieci Salonów Top HiFi & Video Design możemy „reaktywować” ostatnie Audio Video Show ciesząc oczy i uszy jednym z prezentowanych wtenczas systemów. Oto ekspresowy unboxing kolumn Magico A3 i dzielonej amplifikacji AVM Ovation PA8.2 & SA8.2

cdn. …

  1. Soundrebels.com
  2. >

Od czasu do czasu, na scenie muzycznej, pojawiają się głosy jedyne w swoim rodzaju. Na tyle charakterystyczne, niepodrabialne i wyjątkowe, że raz usłyszane zapadają w pamięć permanentnie i na zawsze. Jakby jakaś niewidzialna ręka dokonywała swoistej trepanacji i na żywym organizmie tatuowała nam na korze mózgowej niezmywalną świadomość ich istnienia. W moim przypadku do powyższego grona mogę w pierwszej kolejności zaliczyć Louisa Armstronga, Toma Waitsa i bohatera wczorajszego spotkania, czyli Marka Dyjaka. Jak sami Państwo widzicie nie są to wokaliści charakteryzujący się jedwabistym tembrem, lecz wręcz przeciwnie a jednak ze względu na niezwykłą „granulację” wyśpiewywanych fraz na swój sposób piękni i zarazem unikalni. O ile jednak z dwoma pierwszymi Panami niestety nie dane mi było spotkać się na żywo, to już naszego rodzimego barda miałem okazję widzieć m.in. w ramach projektu „Dyjak Intymnie” 15 lutego 2011 w warszawskim klubie Chłodna 25, którego zlokalizowana w niewielkiej piwnicznej salce zdolna była pomieścić zaledwie 40 osób, w niewiele większej kubaturze Klubu Huśtawka 9 czerwca 2011, czy też na deskach Och Teatru 27 kwietnia 2013 w ramach promocji projektu „Kobiety”.

Tym razem było jednak inaczej, gdyż o ile w miniony czwartek w Studiu U22 Marek Dyjak pojawił się osobiście, to już jego najnowszy album „Dyjak Gintrowski” zaprezentowany został przedpremierowo nie „na żywo”, lecz z jeszcze ciepłych, pachnących tłocznią srebrnych krążków. Wieczorne spotkanie poprowadził Gospodarz – Piotr Welc, a o atmosferę zadbali zarówno dostarczyciele dyżurnego systemu – krakowsko/warszawski Nautilus (elektronika Accuphase) i Sveda Audio – producent aktywnych zespołów głośnikowych Blipo + Chupacabra, jak i jakże przydatny w tym smutnym okresie „opiekun” studyjnego baru – Ballantine’s.

Zanim jednak zlinczują mnie Państwo za rozrywkowość w tym pełnym zadumy okresie żałoby po brutalnym i niewyobrażalnie bezsensownym zabójstwie Prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy proszę jedynie o chwilę cierpliwości, najlepiej do najbliższego piątku – gdy tytułowy album się ukaże i własnouszną ocenę, z jak bardzo „rozrywkowym” kontentem przyszło nam się zmierzyć. Nieco uprzedzając fakty i dokonując swoistego rozwinięcia nad wyraz lakonicznej charakterystyki stylistyki prezentowanego materiału przez samego jego odtwórcę, który z rozbrajającą szczerością raczył był stwierdzić, iż są to … ballady, chciałbym jedynie stwierdzić, że przy 10 utworach, akurat w tym przypadku słowo „piosenkach” wydaje się tak płytkie i banalne, że aż niestosowne, Przemysława Gintrowskiego w aranżacjach Marka Tarnowskiego i Jerzego Małka skąd inąd mocno depresyjne „Murder Ballads” Nick Cave & The Bad Seeds wydają się radosne i beztroskie niczym podkład muzyczny w reklamie płatków śniadaniowych.
Już same tytuły – vide „Birkenau”, czy „Karol Levittoux” nad wyraz jasno dają do zrozumienia z jakim ciężarem gatunkowym przyjdzie nam się zmierzyć. I tak też jest w istocie, gdyż nawet pozornie beztroskie i znane szerszemu, niespecjalnie śledzącemu nurt „muzyki moralnego niepokoju” gronu odbiorców, tematy w stylu tytułowego tematu serialu „Zmiennicy” podane są w formie dalekiej od optymistycznego i niezobowiązującego wydźwięku. Całe szczęście odsłuch miał formę zbliżoną do tej znanej z prezentacji wydawnictw winylowych i po pierwszych pięciu trackach miała miejsce przerwa na dalszą część prowadzonego przez Piotra wywiadu, by po dłuższej chwili wytchnienia ponownie zderzyć się z kolejną porcją wyśpiewywanych przez Dyjaka z autentycznym trudem emocji.
Jeśli zaś chodzi o aspekt brzmieniowo – realizacyjny, to pomimo dwuletniego okresu nagrań i korzystania z gościny aż czterech studiów – Woobie Doobie Studios w Sulejówku, Jaroo Studio w Lublinie, Studia Nagrań Akademii Dziennikarstwa i Realizacji Dźwięku w Warszawie, oraz również stołecznego Studia Rewak całość brzmi zaskakująco spójnie i czego by nie mówić, zdecydowanie lepiej od poprzednich wydawnictw Artysty.

Żeby jednak nie kończyć relacji w minorowych nastrojach, w ramach puenty jedynie pragnę złożyć Piotrowi najserdeczniejsze życzenia z okazji obchodzonych w środę urodzin, które stały się całkowicie zrozumiałym przyczynkiem do małej niespodzianki i pojawienia się przyozdobionego podobizną Dartha Vadera i wianuszkiem świeczek tortu. 100 lat i oby kolejne spotkania miały szanse odbywać się w zdecydowanie weselszych okolicznościach.

Marcin Olszewski

  1. Soundrebels.com
  2. >

Link do zapowiedzi (en): Dynaudio Contour 30

We can roughly divide the very big crowd of audio manufacturers into two groups. The first one is announcing to everybody the smallest changes to their products, often cosmetic or so small, that it is not only invisible by the naked eye, but even using a spyglass; while adding elements to the product’s name that should underline the “colossal” (at least for the marketing guys) improvement from the previous version. The second one just uses the statement in the user manual, telling that the manufacturer has the right to make improvements and changes without giving prior notice, etc. This means, that new models tend to appear only in cases, when the “old” ones are not able to take another modification, or when a new iteration has as much in common with the old one as the F-22 Raptor with the Republic P-47 Thunderbolt, or keeping the comparison to one brand and model, a 2018 Volkswagen Golf with its ancestor from 1974. The first group encompasses most of the giants populating the shelves with home cinema and budget electronics, where a complete rehash of the catalog every year became a standard, while the second group, the smaller, more specialized manufactures, which have products cycles in years and not months. For obvious reasons, the seasonal request for low and medium price ranges comes in thousands units, while for the full-blood Hi-Fi and High-End this is closer to tenths, or in case of true bestsellers, hundreds of units per year.
Additionally, while for the “normal” client, the change is practically non-existent, as a device once bought, if it works, and does not stand off the current standards, then it does not call for any attention, for the people contaminated with “audiophilia nervosa”, as well as for reviewers, this merry-go-round of seasonal changes can cause a headache. Let us visualize a hypothetical situation, when during a given year we would audition, describe and photograph about 5-6 models (as this is the usual amount per year) of receivers from a “leading manufacturer”. To not make it too much at once, we split it in two month intervals, so you can see, it would take about a year to do. And instead of closing the chapter, with a feeling of a job well done, we see another series on the horizon, with a “1” instead of a “0” or “mk2” in the name, so we would need to do the whole thing over, otherwise we would start lagging behind. Do you envision the enthusiasm, we would have for doing this after a few years of this? An audiophile variety of groundhog day. Seriously.
This is one of the reasons we decided to remain in the more static and less prone to dynamic changes portion of the market, the High-End, where evolution is preferred to revolution, instead of dynamics of market saturation – relationships and respect for the clients, who spend, often significant, amounts for configuring their dream systems for years. And from this group of manufacturers, valuing stabilization, although not shying away from newest technologies, we decided to have a look at some beautiful Danish speakers, from a brand, which is, most probably, known to everyone, who has at least a trace of knowledge of audio from above the hypermarket range. Of course I am talking about Dynaudio, a brand, which products we had already reviewed a few times, being it the more budget Excite X34 and X44, the jubilee Special 40 or the top of the range Evidence Platinum and Evidence Master.
Now is time to have a hands-on experience with a novelty, but an ambiguous one, although practically in 100% inline with the above, lengthy, introduction. It would be difficult to approach the series Contour, present on the market from over 29 years (!!), where we still can find the limited versions 1.4 LE and 3.4 LE from the “old” version, while the new ones – introduced in 2017 – doe not have much in common with those, besides the name, as they were designed from scratch. Not digging too much into detail, it is enough to have a look at the previous and current portfolio of the Danish, to realize, that their affection for the name Contour must be an emotional one, as there is no other explanation for keeping the name for the new speakers. So if you are interested what is brought to the table by the newest version of the Contour, being the sleek floorstanders 30, then I invite you to read on.

As you can see for yourselves, the metamorphosis of the Contour is far beyond that, what in car industry is called a face-lifting. The enclosures, which are narrowing to the back, gained rounded front edges in the front, as well as a clearly convex shape on the back, which made the whole sleeker and we can even say more “sexy”. The current Contour line, besides the tested 30, encompasses a central speaker 25C, stand mount speakers 20 and big floorstanders 60. In all cases, instead of the front shield from MDF there is now a 14mm aluminum plate engulfed for 10mm into the 26mm front baffle and additionally separated from it by a layer of dampening elastomer. Such a three layer sandwich reaches 30mm thickness, the back plate has 38mm and the sides 16mm (19mm in the 60), all those dimensions seem absolutely appropriate. Additionally all panels of the cabinet have a multi-layered structure made from thin plates of MDF pressed together with high pressure. The inside is additionally dampened with additional MDF panels with KERF cuts, which are designed to dissipate standing waves inside the enclosure.
The drivers themselves are also new. In each speaker we find a pair of 18cm midrange drivers 18w55, with MSP membranes able to have long excursions, and a 28mm Esotar2 dome tweeter located above them. Those are connected with a worked out cross-over, carrying elements signed by Mundorf. The diaphragms of the mid-woofers have a thickness of 0.4mm, and due to application of aluminum driver coils with 24% higher weave length compared to the old Contours, what means more windings, 70% higher throw could be achieved. The carcass of the speakers was cast from a magnesium alloy, and their aerodynamical arms were placed asymmetrically, not only to compensate for the weight of the magnet, but also to avoid resonances.
I would like to devote a longer paragraph to the looks of the speakers provided for testing by the distributor of the brand, the Krakow/Warsaw based Nautilus. Robert Szklarz, the owner of the company, knows my skewed attention to wood and woodwork, and willing, that I would not complain to much during the photoshoot, was kind enough to provide the version in the Rosewood Dark High Gloss veneer, instead of the standard high gloss black or white. There are eleven, yes eleven, layers of varnish on the speakers, and if this would not be enough, the fist of those is drying for 40 hours, while each subsequent one for 24 hours. In total four liters of varnish are being used for one pair of the 30, and in the Dynaudio factory there are 30 woodworkers employed, which are busy varnishing and polishing the finished products. The process of cutting the elements required for the speaker cabinets takes 90 minutes on five-head CNC machines, and the finishing of one pair of speakers takes more than three weeks. As you can see, time flows in its own rhythm here, and the production of speakers does have its requirements. If I am not mistaken, a similar attention to detail, in speakers costing below 100 000 PLN, we were confronted during the test of the Gauder Vescova Mk II, what taking into account the 50% difference in price of both speakers, is really favorable for our tested pair.
Additionally, the tested speakers were the first pair from the newest supply and presented itself differently already from the very beginning. First of all, the speakers were not packed in run-of-the-mill cardboard boxes, but in very massive plywood chests, what is absolutely uncommon in this price range. Secondly, I photographed this during the unboxing, those are now equipped with massive plinths, which were not available to date in the Contour series. The previous models, introduced in 2017, had very solid satin-silver feet, you needed to put on them at home, which were then used for leveling the speakers using an Allen wrench. The pair you see on the pictures has two, one for the front and one for the back, black, aluminum plinths, with a very easy to use, without additional tools, leveling system – you just turn the spikes in their rubber seats. This makes the unboxing much easier, as you do not need to bolt anything on, also the leveling procedure takes less time. Kudos for the first impression, but it stays very interesting moving forward. The grilles are mounted using magnets, something which is not (yet) available even in the Evidence, the single wire terminals mounted close to the floor are the solid WBT-0703 nextgen™, and the two bass reflex ports mounted on the back plate can be closed off with supplied plugs, which can be used to adjust the amount of bass in when the speakers are placed in a given listening room. In this moment I need to mention, that the 30 are very sensitive to the wall on their back, so it is worth to move them around in your room to find a sweet spot for them, as the changes in sound are really significant.

And how did the newest incarnation of the Contour 30 fare in the most important part of the described test? Not disclosing too many details, and not giving away too many spoilers, I will just tell, that I did not encounter such unpredictable, and in their own way, phenomenal speakers. I am talking about the fact, that receiving a completely new pair for testing, I had the true joy of observing the changes in their sound during the accommodation period, which lasted for over two weeks, and resembled a rollercoaster ride after taking a solid dose of psychoactive substances. Usually it happens, that first, quite soon, the dome tweeter reaches its final state, then, successively, further drivers, and in about 150 hours we have clarity what the given speaker is able to do. In case of the 30, the sound did not evolve during the two weeks, but it was just jumping around like crazy, making two steps forward, one back, then moving sideways, to go along a completely different path then we thought it would go five minutes ago. Treble once seemed to be mature, once withdrawn and with the third playing of the same piece seemed to have its own life. It was similar with the midrange, where it went from technical and short to truly tube-like exaggeration and then, without any warning, make a break for a cup of coffee or a smoke, in the least expected moment. I can say, that after a few days of such mood swings, I was afraid to leave the listening room, as I was not sure, what I would find returning. Fortunately closer to the end of the second week the situation started to stabilize, and the symptoms of schizophrenia stated disappearing making place for the true nature and result of the hard work of the people from Skanderborg.

I must confess, that agreeing to review the 30 I did not expect anything spectacular. Those are speakers close in size to my reference Gauder Arcona (a bit higher, but shallower), two-and-a-half way floorstanders from one level higher price range. Taking into account, how much you need to pay for “a bit” better in audio, this meeting should be regarded in terms of satisfying my own curiosity and refreshing knowledge about the offering of one of the most renowned and popular manufacturers. So a test like many before and we continue on? In theory yes, but in practice it was not so easy. The first symptoms, that not everything is as it would seem, I saw during the unboxing. Who, being sane on the mind and body, packs into chests, similar to those offered with for example YG Acoustics Carmel 2, loudspeakers, which would easily fit in cardboard, not only by posture, but also price. The cardboard box did not hurt the B&W 802D3, so it would not be a stain on the honor for Dynaudio. But OK, I can turn a blind eye for the material expenditure, as maybe Dynaudio heard, how the courier companies treat the parcels, but I cannot find any rationale for the attention paid to the finish of the cabinet. At least when we are talking about speakers made in Europe, not even mentioning Scandinavia. But how do the Contour look like you can clearly see and this is all we can say. And we still have to talk about their sound, and this is the place, where true issues are, as with a pain in my heart I must say, that the 30 do not sound like they would cost 30 000 PLN. They sound in such a way, as if they would cost this amount per piece, and that would even be a bargain and a superb investment. This is the reason I propose, at least in the beginning, to look at them, and to listen to them, not based on their price tag, but completely detached from that. Something in the style of a “blind session”, where the speakers are standing behind an acoustically transparent veil, and we try to assess their assets and shortcomings, free from any other influences.
So let us star from the top, which is …, no, I will not write it is the same as I heard from the Evidence Master, because that would be evidently over the top, but … it had the same feeling, the same style, a combination of incredible spaciousness, three dimensionality, resolution and sweetness. Up until today I thought, that in this aspect, the AMT, albeit on certain, let us call it acceptable price level, does not have any true competition, and I was right. Until today, because the Esostar2 did not only offer better resolution, but also finesse, and at the same time it showed that you can achieve even better three dimensionality. The dainty Youn Sun Nah, on her last album, recorded in the Sears Sound studio, called “She Moves On” taunted like never before, and instead of piercing your brain with an almost inhuman shriek, she invited for a lazy tour around the land of gentleness. However if someone would think, that it would be boring and apathetic, then that person would be mistaken, as on the cover “Drifting” Hendrix, an incredible solo was played by Marc Ribot, while the “Traveler” opening the disc, is a true feast of cymbals placed in the background, which are appropriately lighted by the Dynaudio, so they are not lost in the shadows. But to learn the true colors of this lovely lady, it is worth to take a step back to 2010 and listen to “Same Girl” with a surprising interpretation of “Enter Sandman” by Metallica. It is the same vocalist, and the emotion, the reverberation aura and dynamics in the treble are completely different, and the second version of the textile Esotar is showing this on a silver plate, in a very readable, yet not too insolent way, so that you cannot miss it. Fortunately we do not feel like sitting on a lecture, where an austere professor is treating the auditorium like a bunch of idiots and speaks sloooowly and very cleaaaarlyyyy for everybody to understand. Here the perceptiveness and refinement of the listeners are promoted, while the directions for individual study are suggested or hinted at, and not enforced.
Also all kinds of chord instruments come over phenomenally, slightly sprinkled with a golden dust they gain on palpability and attractiveness, and it does not matter, if we want to listen to the moody “Opus” by Al Di Meola or the much heavier and more powerful accomplishments of the formation Sons of Apollo put on the disc “Psychotic Symphony”. And in that moment we come to the area, where the Dynaudio not only expand their wings fully, showing their wingspan, but also show us their claws, pushing us into the listening chair like a mythical gryphon. Yet besides the might and power they have also something, that keeps the mentioned characteristic in their place, in a way, namely incredible control, ability to differentiate and unrivalled speed of rising and falling of the sound. Yes, yes, despite the common opinion, about some kind of fluff and loosened low octaves we will not see any of this in the Contour, as long as we can provide appropriate amplification, as despite the seemingly friendly parameters, the 30 need noticeably more power and current for proper driving, than my Gauder, which are not the easiest to drive either. So if you have a taste for mad percussion parts and riffs played with the speed of light from “Survivalist” by 4 ARM, then you should have a small power plant at your disposal, something in the looks of Bryston 4B³, or some super integrated, either from the other side of the ocean, like the Pass Int 250, or staying in Denmark, the Gryphon Diablo 300. With such support, the Dynaudio will be able to play practically everything, even at concert levels of volume, without any signs of compression.
Now I need to praise the R&D team working on the new incarnation of the Contour, which declared in the press materials, that the new transducers are able to reproduce lower reaching bass on higher volume levels, compared to their predecessors, and during the development phase, the designers were listening to everything the could, from jazz, through classical, electronics to metal, as those statements are absolutely true! It was exactly the case, and you could immediately hear this. No constraints, no attempts to mask shortcomings, no faking of anything. In addition, remaining in the quite brute musical aesthetics, it is worth mentioning, that vocals, male and female – amongst appearances in “Rise of the Tyrant” by Arch Enemy, the lovely Angela Gossow is shouting, were treated with extra attention. Their saturation, their boost, makes, that amongst the truly hellish sounds, we do not notice any signs of dryness or thinning, in contrary, we tend to notice that they are a bit more saturated, and in case of male voices, they tend to have a lower key. But this treatment does not change the tonal balance of the reproduced sound, it makes it a bit more attractive and intensifies it, minimizing the glassiness and clamor, perceived as parasite effects.
However despite their spontaneity and surprising, for such inconspicuous constructions, dynamics, the Contour can easily show their more lyrical, more languorous or sometimes even clearly introvert and focused side. Instead of a wall of sound, they show the fullness of their abilities also in recordings, where seemingly not much is happening, and one of the artistic expression items is silence. Let us take as an example the phenomenal, solo album of Jean-Philippe Collard-Neven “Out of Focus” , full of his own compositions, improvisations and quite ambiguous musical lines, which we heard somewhere before, but humming them is far beyond the capabilities of most of the people. We are talking here about a piano, floating in a well of velvet, with its sounds slowly decaying instead of attacking our senses. For outsiders, this kind of repertoire could seem as passionate, as observing leaves falling from trees in autumn, or observing how fast a bench in a park is rusting. Yet the Dynaudio is able to concentrate our attention for about one hour on the piano player’s delicate articulation, on enjoying each and every sound and propagation of those sounds in space. They can somehow force us to slow down, to sit in our listening chair with a cup of aromatic espresso and forget about the rush around us. Additionally, with a repertoire so leveled in terms of dynamics, we can try, a somewhat surprising, and opposing to what I mentioned before, amplification, and use a tube amplifier instead of a big solid state. Having the opportunity, I tried, as an experiment, a Polish product, Audio Reveal First (English translation coming soon) with only 10W per channel and … I can say, that this was bull’s eye, as long as you fancy small, chamber ensembles. Of course you need to pay attention to the real capabilities of the amplification, and not turn your volume too much up, but the effect of saturation and euphonic of the sound may be a blessing for many audiophiles for years. Maybe such a combination will not be very universal, but in this whole game you need to have one thing in mind. Our own system is constructed and polished for our individual taste, and it should please us, and we can listen to other opinions out of politeness. And the 30 with a tube amplifier can be appealing, and I think, that such kinds of marriages would not be so rare, as it might seem at first glance.

OK, as we have the photographic session, a short characteristic of technical nature and then the burning in and listening sessions done, then there is time for some kind of conclusion, putting the speakers back into their chests and agreeing, when those would be picked up by the distributor. And while the steps in the past we can regard as closed and finalized, with the resume the only thing that comes to mind is, tat the Contour 30 do not only look like, but also sound as much more expensive products. Combining finesse and resolution of its older brethren, they offer dynamics you could expect only from much bigger speakers. So looking for elegant, and at the same time, not very absorbing in terms of space, “soundwave generators”, even for a 30-35 square meter listening room, I would propose to start your listening sessions with them, and not with the 60, which are aimed at 50+ square meter rooms.
Looking for some keyword, allowing for the most fitting description of the 30, I thought about something, which was popular amongst people a tad older than me, at least in Poland, which describes a versatility close to ideal, combined with the fulfillment of the expectations placed on that thing, a proverb “do tańca i do różańca”, what means in translation “to be game of everything”. And this is exactly how the 30 from Dynaudio are, and this is also the reason, that I will allow myself a small insubordination and I will distort the usual procedure, and instead of preparing the speakers for sending them back to the distributor … I will prepare them for further listening, but this time not conducted from necessity, but for my own pleasure. In a nutshell – there will be no packing or sending back, the Dynaudio Contour 30 will remain at my listening room as part of my reference system. I just met the speakers fulfilling all my expectations, priced so modestly, that you may consider it a dumping price, so with full satisfaction, and with almost childish joy, I embraced the opportunity, which might not have happened again.
I do not know how things went for you, but for me the Santa Claus, the Star Child, or whatever big guy with significant overweight and a taste for milk and cookies arrived one week sooner than expected.

Marcin Olszewski

System used in this test:
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature)
– Network player: Lenovo Z70-80 i7/16GB RAM/240GB SSD + JRiver Media Center 22 + TIDAL HiFi + JPLA; Lumin U1 Mini
– All’in’One: Naim Uniti Nova
– Digital sources selector: Audio Authority 1177
– Turntable: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Shelter 201
– Phonostage: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Power amplifier: Bryston 4B³
– Loudspeakers: Gauder Akustik Arcona 80 + spike extenders
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: LessLoss Anchorwave; Organic Audio; Amare Musica
– Digital IC: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– USB cables: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver; Audiomica Laboratory Pebble Consequence USB
– Speaker cables: Signal Projects Hydra
– Power cables: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Power distribution board: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Wall power socket: Furutech FT-SWS(R)
– Anti-vibration platform: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Ethernet cables: Neyton CAT7+; Audiomica Laboratory Anort Consequence
– Table: Rogoz Audio 4SM3
– Accessories: Sevenrods Dust-caps; Furutech CF-080 Damping Ring; Albat Revolution Loudspeaker Chips

Dystrybutor: Nautilus / Dynaudio
Price: 29 900 PLN /pair (all finishes)

Technical specifications:
Type: 2,5 way, Bass Reflex, Bass Reflex Rear Ported
Crossover Frequency: 300 Hz, 2.2 kHz
Sensitivity: 87 dB (2,83V / 1m)
IEC Power Handling: 300 W
Impedance: 4 Ω
Frequency Response (±3dB): 32 Hz – 23 kHz
Loudspeakers: 2 x 18 cm MSP Woofer, 28 mm Esotar2 Tweeter
Dimensions (W x H x D): 215 x 1140 x 360 mm
Dimensions with feet/grill (W x H x D): 256 x 1170 x 396 mm
Weight: 34.4 kg / each

  1. Soundrebels.com
  2. >

Szybkie, skuteczne, a przy tym ciche czyszczenie płyt gramofonowych za pomocą płynu i wielofunkcyjnego ramienia, które można z łatwością dopasować do wielkości każdej płyty gramofonowej – to najważniejsze zalety najnowszej myjki Clearaudio Smart Matrix Silent.

Wprowadzając do sprzedaży nową myjkę Smart Matrix Silent projektanci z Clearaudio odpowiedzieli na potrzeby i oczekiwania wymagających miłośników płyt gramofonowych. Najnowsza konstrukcja tego renomowanego niemieckiego producenta łączy łatwość użytkowania z licznymi praktycznymi funkcjami, pozwalając zachować winylowe krążki w perfekcyjnym stanie.

Jak wskazuje nazwa urządzenia, jedną z jego najważniejszych zalet jest cicha praca, zarówno podczas mycia, jak i osuszania płyt. To wyjątkowa cecha, ponieważ myjka Smart Matrix Silent wykorzystuje silnik próżniowy o mocy aż 500 W. Zastosowane wielofunkcyjne ramię czyszcząco-odsysające można w szybki i prosty sposób dopasować do rozmiaru płyty, w tym również szelakowej, ułożonej na talerzu. Dopasowanie ramienia do wielkości płyty umożliwia specjalny suwak znajdujący się z boku ramienia – użytkownik ma do wyboru opcje LP, LH i S. Samo ramię można w prosty sposób zdemontować bez użycia narzędzi.

Myjka Clearaudio wyposażona jest w zbiornik na płyn do czyszczenia. Aplikacja cieczy odbywa się automatycznie, a samo nanoszenie cieczy aktywowane jest po naciśnięciu odpowiedniego przycisku. Użytkownik może określić czas trwania i intensywność samego procesu czyszczenia. Clearaudio Smart Matrix Silent pozwala na dwukierunkowy obrót/czyszczenie płyt, a wysokiej jakości przyciski dla wszystkich elementów sterujących zapewniają intuicyjną obsługę. Łatwość użytkowania zwiększa brak przycisku zasilania – urządzenie włącza się automatycznie po ustawieniu ramienia czyszczącego w odpowiedniej pozycji. Zastosowane w Smart Matrix Silent komponenty – silnik, pompa, zbiornik płynu czyszczącego i pojemnik na zużytą ciecz – są takie same jak w modelu Double Matrix Professional Sonic.

Wraz z urządzeniem użytkownik otrzymuje adapter do singli oraz specjalny zacisk, który utrzymuje płytę na miejscu i chroni przed zamoczeniem etykiety naklejane na płytach. Dodatkowo w zestawie znajduje się także płyn czyszczący Pure Groove o pojemności 500 ml oraz lejek.

Myjka talerzowa Smart Matrix Silent oferowana jest w dwóch wersjach kolorystycznych: czarnej i srebrnej. Nominalna cena detaliczna najnowszej konstrukcji Clearaudio wynosi 6699 zł. Do urządzenia można dokupić opcjonalną pokrywę przeciwpyłową kosztującą 630 zł. Myjka jest już dostępna w salonach Top Hi-Fi & Video Design.

  1. Soundrebels.com
  2. >

Link do zapowiedzi: VIABLUE

Opinia 1

Dzisiejsza opowieść w stosunku do zwykłych tego typu przygód testowych ma nieco inne podłoże w temacie zaplecza produkcyjnego. O co chodzi? Otóż będący naszym punktem zainteresowania producent jest jednym z niewielu, który swoją ofertę opiera o wyprodukowane przez siebie komponenty od odpowiednio zaprojektowanego przekroju mówiąc kolokwialnie zaplecionego w warkoczyki pospolitego drutu, po wszelkiego rodzaju konfekcję sieciową, kolumnową i sygnałową włącznie. Naturalnie nasz bohater nie jest jedynym tego typu podmiotem, gdyż bez specjalnego zagłębiania się w temat z marszu mogę wymienić podobnie działające, znane chyba wszystkim miłośnikom dobrej jakości muzyki, marki Furutech (Japonia) i Albedo (Polska). Jednak co by nie mówić, taka sytuacja zdarza się nader rzadko, co według mnie jest wartym wyartykułowania. Zatem o kim mowa? Spokojnie. Nie szukajcie zbyt daleko, gdyż tym razem będziemy rozprawiać o pochodzącej z Niemiec marce VIABLUE, która to po wizycie na niedawno zakończonej w naszym kraju wystawie AVS postanowiła zmierzyć się z naszą opinią o swoich wyrobach i w pakiecie testowym dostarczyła do redakcji dwa modele kabli sieciowych: X-60 SILVER i X-40 SILVER, jeden sygnałowy NF-S6 AIR SILVER XLR i jeden kolumnowy SC-6 AIR SILVER. Choć przewody otrzymaliśmy bezpośrednio od producenta, dystrybucję w Polsce prowadzi m.in. jaworski AVcorp a pełną listę znajdziecie Państwo pod niniejszym linkiem.

Opis wyglądu rodziny niemieckiego okablowania nie będzie zbyt kwiecisty, gdyż wszystkie konstrukcje jak jeden mąż ubrane są we wręcz identyczne wizerunkowo otuliny i w zależności od zaplanowanego zadania w systemie zakończono również powtarzającymi się kolorystycznie akcesoriami typu wtyki sieciowe, sygnałowe, czy kolumnowe. Opisując ich wygląd dokładniej, spieszę donieść iż główne przebiegi są spakowane w wykorzystujące kolorystykę czerni, bieli i zgaszonego złota plecionki upodabniając się tym sposobem do tropikalnego węża. Prawdopodobnie w Waszych myślach natychmiast rodzi się pytanie, dlaczego w poprzednim zdaniu padło stwierdzenie „główny przebieg”? Otóż dlatego, iż każdy z tytułowych drutów tuż przed aplikacją stosownego dla sprostania zadaniu w systemie akcesorium, wychodząc z okraszonej logo marki aluminiowej tulei drogą eliminacji wspomnianej kolorowej koszulki na korzyść plastycznego izolatora staje się zdecydowanie cieńszy. Tak wyglądają sieciówki i sygnałówka. Nieco inaczej zaś prezentuje się głośnikowy. Ten z racji przymusu przekazania sygnału do zazwyczaj nieco oddalonych od siebie terminali kolumnowych zakończony jest dwoma splecionymi z kilku żył warkoczykami (czarny jako minus, a biały jako plus). Przerzucając wzrok na zastosowane wtyki natychmiast zauważamy kolejne potwierdzenie informacji z pierwszego zdania tego akapitu, czyli użycie tego samego pomysłu na zewnętrzną aparycję dla każdego rodzaju złącza. To oznacza, że podobnie do ubranek kabli również terminalowa biżuteria swój design opiera o miks czerni jako głównej części każdego korpusu, złota elementów usztywniających i bieli dla ekslibrisu produkującej je, czyli będącej głównym tematem testu marki VIABLUE.

Rozpoczynając opis przygody z niemieckim zestawem kabli jestem zobligowany przypomnieć, iż mamy do czynienia ze stosunkowo tanimi konstrukcjami. To zaś sprawia, że nie możemy oczekiwać przysłowiowego chwycenia Pana Boga za nogi w wartościach bezwzględnych, tylko raczej umieścić ich możliwości soniczne w zbiorze potrzeb ewentualnych zestawów audio. Jeśli tak podejdziemy do tego tematu, ciekawą informacją na ich temat jest fakt niesienia w dobrodziejstwie inwentarza zaskakująco przyjemnej dla ucha muzykalności. Przekaz co prawda staje się nieco ciemniejszy i delikatnie zwalnia prezentowana przezeń ekspansja wszelkich energetycznych fajerwerków nutowych, ale za to możemy mówić o zbawczym spokoju dla zestawów na pograniczu ADHD. Dlaczego teoretyczne spowolnienie wydarzeń muzycznych staram się ukazać w świetle zalet? Otóż proszę pamiętać, iż mój zestaw sam w sobie jest orędownikiem muzykalności i każda próba jego zagęszczenia w przypadku zbyt siłowego działania jakiegoś komponentu zazwyczaj kończy się kompletną klapą. Tymczasem zestaw redakcyjny pokazał tendencję podniesienia poziomu jego soczystości przez naszych zachodnich sąsiadów, ale bez problemu zachował przy tym tak ważne dla czerpania przyjemności ze słuchania swoich ulubionych kawałków aspekty typu dobre budowanie w zakresie szerokości i głębokości wirtualnej sceny i mimo zwiększenia masy dobrą rozdzielczość środka pasma. Reasumując ogólne informacje na temat sposobu na muzykę według szkoły VIABLUE bez specjalnego słodzenia konstruktorom możemy mówić o mocnych dolnych partiach pasma akustycznego, soczystej ale z dobrym wglądem w nagranie średnicy i idącymi w sukurs ogólnej prezentacji zazwyczaj spokojnymi, ale gdy tego wymagał materiał często błyszczącymi wysokimi tonami. Czyli mocno, gęsto, a przy tym czytelnie. Jak to przekładało się na konkretne produkcje płytowe? Takie postawienie sprawy było wręcz wodą na młyn wszelkiej muzyce rockowej, której idealnym przedstawicielem w tym teście okazał się być zespół Radiohead z materiałem „Hail To The Thief”. Bez szaleństwa w grze talerzami perkusisty, ale za to mocne bębny, piękne, bo soczyste i z dobrym drivem popisy gitar, a na tle tego wszystkiego dająca popis gardłowych umiejętności frontmena wokaliza. Czegóż chcieć więcej? Nieco inaczej, ale nadal bardzo ciekawie wypadała muza tworzona przez sztuczną inteligencję typu Massive Attack „Protection”. Ten nurt w swej pogoni za brawami potencjalnych słuchaczy w oddaniu energii dźwięków często stara się dogonić ruchy sejsmiczne matki Ziemi, co tytułowe niemieckie kabelki z pieczołowitością mrówek i pszczółek przez cały czas słuchania tego typu muzy pięknie oddawały. Jednak jeśli miałbym pokazać, gdzie zauważyłem ewentualne braki, jedynym miejscem okazałyby się najwyższe rejestry. Tylko w nich brakowało mi trochę ekspresji, a przecież oprócz trzęsień ziemi elektronika ma skutecznie degenerować nasze narządy słuchu, co trwające na straży unikania wyskakiwania przed szereg wysokie tony delikatnie uśredniały. Czy to źle? Według mnie, jeśli przypomnicie sobie mój anons w sprawie sonicznego statusu posiadanej konfiguracji, z pewnością nie. To jest punkt widzenia, który napędzane japońską elektroniką austriackie ISIS-y mają w swoim kodzie DNA, a mimo to nie było przysłowiowej buły i zrzucenia grubej kotary, tylko delikatne podkręcenie punktu wyjścia, a to musiało zemścić się w kwestii blasku świstów i przesterów. Na koniec przywołam styl, który dobitnie pokazał mi ewentualne miejsce naszej bohaterskiej czwórki. Wspomnianym Palcem Bożym okazał się być jazz spod znaku ACT. To jest muza przerywanej przepięknie wybrzmiewającymi muśnięciami talerzy ogólnej ciszy. Do tego w jej prokreacji zazwyczaj główną rolę odgrywa kontrabas i różnego rodzaju przeszkadzajki. I gdy dwa ostatnie zdania połączymy w całość, okaże się, że wyartykułowane na początku tego akapitu delikatne spowolnienie przekazu wspomnianym nadmuchanym skrzypcom czasem przeszkadzało w oddaniu najdrobniejszych niuansów wybrzmiewania strun podczas szybkich pasaży nutowych, a z założenia ostrożna góra nie pozwalała odpowiednio mocno zaiskrzyć bogato występującym w tej twórczości perkusjonaliom. Ale ponownie pozwolę sobie zaznaczyć, to była pewnego konsekwencja przypadkowej konfiguracji testowej, co w przypadku szkodliwie zwiewnych zestawień z pewnością podryfowałaby w całkowicie inną, śmiem twierdzić, że bardzo pozytywną stronę. Ja podczas testu mam opisać, co potrafi dany komponent, a nie oceniać go w wartościach dobry/zły dla mojej układanki audio. To jest zadane dla Was, czyli czytelników znających potrzeby swoich zestawów.

Analiza zbliżającego się ku końcowi tekstu jednoznacznie pokazuje, że tytułowy zestaw okablowania marki VIABLUE kierowany jest raczej do zestawień cierpiących na anoreksję. Ale nie tylko, gdyż nawet te wydawałoby się swoim ciężarem brylujące gdzieś w okolicach teoretycznej neutralności, w przypadku chęci delikatnego podkręcenia ich muzykalności z dużą dozą pewności za ożenek z niemiecką myślą techniczną pięknie Wam się odwdzięczą. Czyli mówiąc wprost wszystko zależeć będzie nie tylko od potrzeb systemu, ale bardzo często również od naszych zachcianek. Jednak jedno musicie brać pod uwagę. Testowana oferta VIABLUE jest przeciwnym biegunem produktów Nordost-a. Jeśli to zrozumiecie, przy pomocy zarzewia dzisiejszego testu (okablowania) jesteście w stanie spojrzeć na znaną od lat muzę z innej, piękniej niż dotychczas pokolorowanej strony.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– źródło: transport CEC TL 0 3.0, przetwornik D/A Reimyo DAP – 999 EX Limited TOKU
– przedwzmacniacz liniowy: Robert Koda Takumi K-15
– końcówka mocy: Reimyo KAP – 777
Kolumny: Trenner & Friedl “ISIS”
Kable głośnikowe: Tellurium Q Silver Diamond, Statement
IC RCA: Hijri „Million”
XLR: Tellurium Q Silver Diamond
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, Furutech NanoFlux NCF Furutech DPS-4 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
wkładka: MIYAJIMA MADAKE
przedwzmacniacz gramofonowy: RCM THERIAA

Opinia 2

W dzisiejszych czasach, gdy ze wszystkich stron, czy to otwarcie, czy też bardziej perfidnie, bo podprogowo, atakowani jesteśmy ofertami rzeczy o których istnieniu, a o przydatności nawet nie wspominając, nie mieliśmy bladego pojęcia gdzieś tam, w zakamarkach świadomości tli się chęć stworzenia czegoś samemu. Zamiast sięgać po gotowca korci człowieka, by zakasać rękawy i „tymi rękami” sklecić lepiej, bądź gorzej, ale najważniejsze, że osobiście coś własnego. Tak właśnie działał, działa i miejmy nadzieję jeszcze długo działać będzie ludzkość – opierając swą egzystencję na mozolnej i niekiedy odkrywczej, wtedy możemy mówić o tzw. postępie, kolokwialnie rzecz ujmując dłubaninie. Warto jednak pamiętać, iż bardzo często początki wydawały się zupełnie niewinne. Ot w ramach zaspokojenia czysto atawistycznej, zapisanej w genach, niemalże dziecięcej ciekawości, większość nas chcąc sprawdzić jak dane „coś” działa i jak jest zbudowane dokonało mniej, lub bardziej nieodwracalnej wiwisekcji owego „czegoś”. Dopiero potem gdzieś w przestrzeni międzyusznej zrodził się pozornie szalony pomysł, że skoro ktoś coś zrobił, to może i nam się uda. Zamiast jednak od razu rzucać się z motyką na Słońce i brać się za konstruowanie czegoś wymagającego specjalistycznej wiedzy i nie mniejszych umiejętności, dajmy na to … DAC-a, przeważająca większość domorosłych odkrywców zaczyna od rzeczy najprostszej – delikatnego, jeszcze mało inwazyjnego tuningu posiadanych urządzeń, oraz jeszcze bardziej popularnej gałęzi naszego hobby – kabli. W końcu prościej i zarazem szybciej nie da się sprawdzić, czy owe demonizowane przez niektórych sceptyków przewody rzeczywiście „grają”, czy też ordynarnie robią nas w przysłowiowe „jajo”. Wystarczy tylko kilka metrów kabla, jakieś wtyki i hulaj dusza – piekła nie ma, lub jak kto woli zajęcie na długie zimowe wieczory mamy jak znalazł. Jeśli jednak po kilku próbach dojdziemy do wniosku, iż to co popełniamy ma ręce i nogi, czyli po prostu spełnia nasze oczekiwania brzmieniowe oczywistym jest, iż zaczynamy się rozglądać za akcesoriami mogącymi niejako ucywilizować wygląd naszego dzieła. O ile bowiem kuchenno – garażowe testy rządzą się swoimi prawami i dopuszczają wtyki „od betoniarki” i równie utylitarny design samych przewodników, to do aplikacji w salonie i prezentacji szerszemu gronu raczej się nie nadają. I w tym momencie z pomocą przychodzą wytwórcy oferujący wszelakiej maści akcesoria, komponenty i drobiazgi, bez których świat DIY nie byłby tym, czym jest obecnie. Wystarczy tylko uruchomić przeglądarkę, wbić stosowne hasło i … możemy wybierać wśród tysięcy wtyków, spliterów, peszelków, termokurczek i przejściówek. Nie zdradzę chyba żadnej tajemnicy poliszynela, gdy stwierdzę, że do prawdziwych potentatów w tej materii od dawien dawna należy niemiecki VIABLUE. Bogata oferta, świetna jakość i rozsądne ceny sprawiły, iż domorośli majsterkowicze bardzo często po nie sięgają. Generalnie sytuacja na ich stronie/sklepie internetowym wygląda tak, że kilkoma kliknięciami możemy skompletować pełen zestaw do samodzielnego montażu praktycznie każdego typu łączówki. Czy zatem ofertą rezydującego w Malsch producenta powinni interesować się li tylko pretendenci do miana złotej rączki i bohatera domu? Okazuje się, że nie tylko, gdyż VIABLUE przygotował również pełną ofertę „gotowców” wymagających od końcowego odbiorcy jedynie wypakowania i podłączenia. Jeśli w tym momencie zastanawiacie się Państwo ku czemu ten sążnisty wstępniak zmierza, to spieszę wyjaśnić, iż ku części właściwej testu topowych łączówek NF-S6 XLR – Cable T6s NF, równie wysokiego modelu przewodów głośnikowych SC-6 AIR Silver Single-Wire T6s i dwóch przewodów zasilających X-40 Silver i X-60 Silver.

Zakończony iście biżuteryjnymi, złoconymi wtykami XLR interkonekt NF-S6 XLR, szczególnie w dostarczonej na naszą prośbę dwumetrowej wersji potrafi samą swoją posturą wzbudzić respekt. Nie da się bowiem ukryć, że zarówno jego 16 mm średnica, jak i masa mogą wprawić sporą część przewodów tak głośnikowych, jak i zasilających w lekką konsternację. Oprócz firmowego, centkowanego peszelka i wspomnianych wtyków posiada on również masywne splitery wyznaczające niejako granicę pomiędzy ozdobną otuliną a biegnącą do XLR-ów już „gołych” – pozbawionych wężowej skórki odcinków przewodu. Jego budowa też nie jest przypadkowa. Oparto go bowiem na dwóch zestawach sześciu wiązek po 19 przewodów ze srebrzonej miedzi ułożonych wokół 23 wypełnionych powietrzem rurek. Jakby tego było mało NF-s6 posiada … sześciowarstwowe ekranowanie składające się z trzech warstw laminowanej złotej folii i trzech naprzemiennie układanych względem splotu warstw plecionki, co czyni przewód praktycznie całkowicie odpornym na zakłócenia wprowadzane przez telefonię komórkową, mikrofale etc.
Topowe pojedyncze przewody głośnikowe w ofercie VIABLUE noszą nazwę SC-6 AIR i otulone są firmowym peszelkiem o budzącej jakże pozytywne skojarzenia nazwie Cobra, przyozdobione eleganckimi, czarnymi spliterami i zakończone firmowymi wtykami bananowymi T6s. Zgodnie z materiałami firmowymi w jego wnętrzu znajdziemy sześć odseparowanych od siebie przewodów, którym niejako w parach przypisano przewodzenie ładunków odpowiedzialnych za reprodukcję wysokich, średnich i niskich tonów. Wchodząc nieco głębiej w temat okazuje się iż każdy z owych sześciu przewodów zbudowany jest z kolejnych sześciu żył ułożonych wokół wypełnionego powietrzem rdzenia. I w tym momencie dochodzimy do sedana, czyli wspomnianej specjalizacji poszczególnych przewodów, bowiem każdy z nich składa się z 19 żył i te wykonane ze srebrzonej miedzi odpowiedzialne są za tony wysokie, z miedzi cynowanej za średnicę, a „czyste” – pozbawione dodatkowych powłok miedziane za bas. W sumie mamy do czynienia z 36 wiązkami i 684 cienkimi drucikami ułożonymi wokół dziesięciu „powietrznych rur”.
Oba przewody zasilające nie dość, że wyglądają bliźniaczo do siebie podobnie, to i budowę mają praktycznie identyczną. Różnice dotyczą jedynie sygnalizowanymi w ich nazwach średnicach przewodników. W X-40 wykorzystano bowiem trzy żyły ze srebrzonej miedzi po 4.0 mm² a w X-60 3 x 6.0 mm². W związku z powyższym 60-ka ma średnicę 18.5 mm a 41-ka 16 mm. W obu przypadkach ekranowanie stanowi laminowana folia aluminiowa i plecionka wykonana z 32 cynowanych miedzianych drucików o średnicy 0,10. Izolację wykonano z PVC i TM2 mix VDE 0472 a zewnętrzny, wielce urodziwy właściwy da obecnej linii produktowej VIABLUE oplot nosi nazwę Cobra. Konfekcję stanowią autorskie wtyki T6s wspomagane przez masywne ferrytowe, pełniące jednocześnie rolę filtrów mufy.

Ponieważ tym razem ciężar wygrzewania dostarczonego na testy okablowania na swe barki wziął Jacek u mnie proces akomodacji przybrał dość ekspresową formę, gdyż ograniczyłem go do zaledwie dwóch dni. Ot taka niezobowiązująca kurtuazja, by całość mogła spokojnie „uleżeć” się w moim systemie. Zamiast jednak dozować sobie przyjemności poszedłem na całość i od razu wpiąłem wszystkie przewody VIABLUE a dopiero w trakcie odsłuchów krok po kroku wracałem do swojej dyżurnej konfiguracji. Powód takiej a nie innej metodologii wynikał jednak nie z wrodzonego lenistwa, lecz z ze zdecydowanie wyższej, aniżeli testowany set, klasy moich „codziennych” drutów, więc wolałem w razie czego, w trakcie sesji, wracać do dobrego, niż schodzić o oczko, bądź dwa w stosunku do punktu odniesienia. Proszę mnie tylko źle nie zrozumieć. Bynajmniej nie zakładałem, że to co usłyszę po implementacji niemieckiego okablowania wywoła u mnie stany lękowe i ciężką depresję, lecz nauczony doświadczeniem i kierując się zdrowym rozsądkiem, nawet przez myśl mi nie przeszło próbować porównywać do siebie w bezpośrednim starciu np. X-60 (za ok. 400€) z ponad 10-krotnie droższym Furutechem NanoFlux-NCF, bo i po co, skoro ni sensu, ni logiki nie byłoby w tym za grosz. Za to mając cały system spięty dzisiejszymi bohaterami już od pierwszych taktów stało się dla mnie jasne, że ekipa z Malsch doskonale wiedziała w jakim kierunku jej konstrukcje mają zmierzać i konsekwentnie się tego trzymała. Chodzi bowiem o to, iż zarówno w komplecie, jak i w trakcie występów solowych, przewody VIABLUE stawiały na gęsty, kremowy i świetnie dociążony przekaz. Bez silenia się na absolutną neutralność, transparentność i analizę, zdecydowanie bardziej wolały wysycać, dopalać i homogenizować. Jednak w swych działaniach, nawet podczas niemalże pełnej hegemonii nad moim systemem, nie popadały w przesadę, nie limitowały dynamiki, czy mówiąc bez ogródek i z użyciem audiofilskiego żargonu „nie muliły”. Było ciemniej, nieco bardziej gęsto – ale w całym paśmie a nie w jakimś podzakresie, wiec zrazem spójnie, no i spektakularnie, lecz spektakularnością dostojną – iście „wagnerowską”.
Taka estetyka świetnie sprawdziła się w obfitującej w gwałtowne zmiany tempa i niestroniącej od wszelakiej maści smyczkowych chropawości „Las Cuatro Estaciones Porteñas” Tango Quattro, gdzie dodatkowe wysycenie średnicy i przyprószenie złotem zachodzącego słońca górnych rejestrów przechylało szalę ku romantycznej muzykalności. Podobnie potraktowany został akordeon, więc zamiast wwiercających się w korę mózgową rozwibrowanych dźwięków, jakimi perfidnie i znienacka potrafią zaatakować podróżujący komunikacją miejską odznaczający się śladowym słuchem grajkowie, otrzymujemy soczysty i świetnie osadzony w średnicy przekaz.
Zapuszczając się w nieco bardziej rockowe klimaty warto było zwrócić uwagę na atencję, z jaką niemieckie okablowanie traktowało nie tylko damskie, ale i męskie partie wokalne. Na „Unzipped (Deluxe Edition)” Whitesnake z jednej strony z łatwością można było śledzić jak zmieniał się głos dobijającego do 70-ki Davida Coverdale’a a z drugiej nad wyraz zgrabnie „uspójniały” pochodzące z różnych sesji nagrania, co skutecznie eliminowało pewną jakościową nieprzewidywalność następujących po sobie utworów. W obu powyższych przypadkach zauważyć można było dość ciekawą cechę wspólną polegającą na skupieniu umownej wiązki światła na samych muzykach pogrążając zarówno scenę, jak i widownię w delikatnym półmroku. Dzięki temu z jednej strony uzyskujemy świetną kontrolę nad głównymi wydarzeniami a jednocześnie nie odnosimy wrażenia zawieszenia – lewitacji muzyków w nieprzeniknionej smolisto czarnej otchłani. Mamy poczucie akustyki otaczającej nas kubatury, która może nienachalnie, lecz cały czas jest obecna w reprodukowanym materiale.
Z oczywistych względów sprawę odwzorowania zastanych podczas nagrania warunków akustycznych spokojnie możemy odpuścić sobie przy szerokorozumianej, generowanej na konsolecie muzyce elektronicznej, które to warunki spełnia m.in. „Shock Value” Timbalanda. Pojawienie się w moim systemie VIABLUE zaowocowało nieco „tłustszym” brzmieniem i podkręceniem basu. Środek ciężkości został delikatnie przesunięty ku dołowi a same najniższe składowe uległy zauważalnemu zaokrągleniu. Nic się nie zlewało, ale zarówno wspominany Furutech, jak i Acoustic Zen Gargantua II, ograniczając się li tylko do przewodów zasilających miały „nieco” więcej do powiedzenia w kwestii definiowania krawędzi źródeł pozornych. A właśnie, o ile głośnikowce i interkonekt niezbyt mogły ze sobą konkurować, to już sparring X-40 z X-60 wydawał się w pełni uzasadniony i … przynajmniej w moim systemie, z moimi urządzeniami niezależnie od miejsca, w którym lądowały każdorazowo preferowałem obecność 60-ki. Niby różnica pomiędzy oboma przewodami zasilającymi nie była jakoś porażająca, lecz „grubszy” po prostu oferował większą swobodę i rozmach prezentacji a tym samym wolumen dźwięku. Kolejną cechą, jaką można uznać za wrodzoną dla wszystkich nadesłanych przez producenta przewodów jest ich sygnalizowanie własnej obecności w torze. Z podobnym zjawiskiem zetknąłem się lata temu w przypadku okablowania Linna, gdzie nawet pojedynczy interkonekt potrafił podporządkować sobie cały system. VIABLUE może nie robi tego aż tak obcesowo, ale nie da się ukryć, że ich obecności nie sposób nie zauważyć. Czy to źle? Dla obsesyjnych akolitów antyseptycznej i ortodoksyjnej analityczności i transparentności z pewnością będzie to pogwałcenie ich „świętych dogmatów”, natomiast dla pozostałej części populacji jasny i zarazem jednoznaczny sygnał, czy owa sygnatura wpisuje się w nasze gusta, czy też lepiej darować sobie dalsze eksperymenty.

Biorąc pod uwagę wszystkie powyższe obserwację całą dostarczoną na testy linię VIABLUE w pierwszej kolejności poleciłbym wszystkim pragnącym uzyskać ze swoich systemów więcej humanitarności, dociążenia i spójności przekazu. Niemieckie przewody, i to pod każdą postacią, wprowadzają bowiem pierwiastek tonizujący nazbyt narowiste wysokie tony, czy cierpiący na suchoty bas. Jeśli zatem przesadziliście Państwo z analitycznością, bądź macie męcząco „żywą” akustykę pomieszczenia odsłuchowego aplikacja któregoś z opisywanych niemieckich „drutów” – nie dość, że nie zrujnuje Waszego budżetu, a i przy okazji oko ucieszy, to sprawi, że ucywilizuje to, co do tej pory skutecznie skracało czas komfortowego wypoczynku przy ulubionej muzyce.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu:
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature)
– Odtwarzacz plików: Lumin U1 Mini
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Shelter 201
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Końcówka mocy: Bryston 4B³
– Kolumny: Dynaudio Contour 30
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: LessLoss Anchorwave; Organic Audio; Amare Musica
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver; Audiomica Laboratory Pebble Consequence USB; Fidata HFU2; Luna Cables Rouge USB
– Kable głośnikowe: Signal Projects Hydra
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Listwa zasiilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R)
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+; Audiomica Laboratory Anort Consequence
– Stolik: Rogoz Audio 4SM3

Producent: VIABLUE
Dystrybucja: AVcorp

Ceny:
NF-S6 XLR – Cable T6s NF: 1.540 PLN (2 x 100 cm), 2.031 PLN (2 x 200 cm), 2.523 PLN (2 x 300 cm)
SC-6 AIR Silver Single-Wire T6s speaker cables: 2.789 PLN (2 x 150 cm), 3.526 PLN (2 x 300 cm), 4.510 PLN (2 x 500 cm), 5.985 PLN (2 x 800 cm)
X-40 Silver Device power cord: 1.574 PLN (100 cm), 1.761 PLN (200 cm), 1.948 PLN (300 mm), 2.322 PLN (500 cm)
X-60 Silver Device power cord : 1.702 PLN (100 cm), 1.938 PLN (200 cm), 2.174 PLN (300 mm), 2.646 PLN (500 cm)

  1. Soundrebels.com
  2. >

Hybrydowy wzmacniacz cyfrowy, który łączy wiele technologii, aby zagwarantować łatwość użytkowania i dostarczyć kompletny domowy system klasy high-end

NAD Electronics, niezwykle ceniony producent wysokiej klasy urządzeń audio/wideo, zaprezentował nowy i jednocześnie unikatowy model z serii Masters, M10, wzmacniacz obsługujący BluOS™, który może pełnić rolę uniwersalnego centrum domowego systemu hi-fi. Przede wszystkim M10 jest ultra-zaawansowanym wzmacniaczem strumieniowym dostarczającym wspaniały audiofilski dźwięk. Urządzenie może być też połączone z innymi jednostkami ekosystemu BluOS, na który składają się bezprzewodowe odtwarzacze muzyczne. Mogą być one rozmieszczone w wielu pomieszczeniach całego domu, tworząc rozbudowany i dostępny dla wszystkich domowników wysokiej jakości system audio. NAD M10 będzie dostępny w lutym 2019 r.

Jednak przyglądając się urządzeniu nieco bliżej okazuje się, że ma ono do zaoferowania o wiele więcej. Na pokładzie znajduje się Dirac Live Room Correction*, aby zagwarantować twojej muzyce precyzyjne dostrojenie odtwarzania dla uzyskania optymalnej jakości brzmienia. Oprócz audiofilskiej jakości dźwięku M10 oferuje całkowitą elastyczność połączeń, pozwalając na integrację z praktycznie dowolnym środowiskiem sprzętowym. M10 ma również złącza wejściowe dla wszystkich innych źródeł audio, analogowych i cyfrowych. Wzmacniacz wyposażony jest nawet w gniazdo HDMI z ARC (kanał zwrotny audio), aby ułatwić integrację z większością nowoczesnych płaskich telewizorów, dzięki czemu dźwięk TV odtwarzany jest przez wysokiej jakości głośniki i jednocześnie może być w dalszym ciągu kontrolowany za pomocą pilota zdalnego sterowania dołączonego do telewizora. M10 jest w pełni kompatybilny z wszystkimi wiodącymi systemami domu inteligentnego sterującymi oświetleniem, roletami, instalacjami HVAC (ogrzewanie, wentylacja, klimatyzacja) i systemami bezpieczeństwa – wszystko za pomocą jednego, elegancko zaprojektowanego interfejsu.

Od wielu lat NAD jest powszechnie uznawany za pioniera w dziedzinie zaawansowanej reprodukcji cyfrowego dźwięku. Przykładowo, seria Masters na nowo zdefiniowała dźwięk klasy high-end wprowadzając pierwszy na świecie wzmacniacz cyfrowy z zamkniętą pętlą, którego jakość przewyższa parametry analogowych układów, prowadząc do całkowicie nowej architektury cyfrowego systemu. Ponadto dzięki dołączeniu BluOS™, wydajnego bezprzewodowego systemu multiroom Bluesound™, M10 kompatybilny jest z nowym standardem strumieniowania w jakości high-res, MQA (Master Quality Authenticated). BluOS wspiera również ponad 15 zarówno darmowych, jak i płatnych serwisów subskrypcyjnych, a także lokalne biblioteki muzyczne.

Najnowocześniejsza amplifikacja – NAD ma ugruntowaną pozycję lidera w dziedzinie hybrydowej amplifikacji cyfrowej, a wzmacniacze z serii Masters zdobyły uznanie audiofilów z całego świata. M10 wykorzystuje amplifikację HybridDigital z wybitnym stopniem wzmocnienia Hypex nCore, gwarantującym najlepsze osiągi i możliwość wysterowania praktycznie dowolnych kolumn głośnikowych. Dysponując mocą ostrożnie określaną jako 100 W na kanał, M10 jest równocześnie niezwykle wydajny i niesamowicie dynamiczny, mając zdolność odtworzenia nawet najdrobniejszych detali muzycznych z zachowaniem najwyższego poziomu realizmu. Znakami rozpoznawczymi tej zaawansowanej technologii są dynamiczna swoboda odtwarzania i całkowity brak szumu elektronicznego.

Wbudowany system Dirac Live® Room Correction* gwarantuje M10 niesamowity wzrost wierności, korygując zarówno odpowiedź częstotliwościową, jak i impulsową odpowiedź czasową. Dirac Live, po prawidłowym skalibrowaniu, znacząco poprawia klarowność, naturalność i precyzję muzycznego obrazowania.

Zarządzanie i sterowanie muzyką poprzez BluOS – BluOS to system operacyjny umieszczony w sercu M10, który pobiera muzykę z chmury lub lokalnej biblioteki muzycznej i logicznie organizuje ją, zapewniając łatwy dostęp do treści audio. Dzięki w pełni zintegrowanemu dostępowi do kilkunastu najlepszych serwisów muzycznych, wliczając źródła high-res z dekodowaniem MQA, M10 otwiera cały katalog muzyczny i umieszcza go w zasięgu ręki, gwarantując jakość studyjnego mastera. Użytkownicy mogą także korzystać z możliwości transmisji strumieniowej oferowanej przez AirPlay 2*.

BluOS system audio dla całego domu – wbrew niezwykłej prostocie obsługi, BluOS jest najbardziej zaawansowanym obecnie systemem multiroom dostępnym na rynku. Pozwala łączyć pokoje we wspólne strefy nagłośnienia lub odtwarzać różną muzykę w każdym z pomieszczeń, a wszystko w jakości high-res. M10 można połączyć z odtwarzaczami muzycznymi NAD, Bluesound i DALI, a do systemu stale dodawane są nowe produkty, dzięki czemu urządzenie jest idealnym rozwiązaniem do dowolnego pomieszczenia i szerokiego pułapu cenowego.

Mistrz w dziedzinie elastyczności sterowania
Dzięki pełnej obsłudze poprzez połączenie Wi-Fi z poziomu aplikacji BluOS, nie ma potrzeby dotykania M10. Ale kiedy zbliżasz rękę do eleganckiego, dotykowego wyświetlacza kolorowego TFT high-res, automatycznie zmienia on grafikę z „teraz odtwarzane” na „panel sterowania”, pozwalając na korzystanie z wielu funkcji bezpośrednio z przedniego panelu bez konieczności otwierania aplikacji. Użytkownicy M10 mogą cieszyć się możliwością głosowego sterowania muzyką z dowolnego urządzenia obsługującego Amazona Alexa lub Siri. M10 jest w pełni kompatybilny z wszystkimi wiodącymi systemami domu inteligentnego oferowanymi przez producentów takich jak Apple, Crestron, Control4, Lutron i wiele innych. Oznacza to, że wraz z oświetleniem, roletami, instalacjami HVAC i systemami bezpieczeństwa, użytkownik może z łatwością sterować swoim muzycznym systemem multiroom BluOS za pomocą wspólnego interfejsu. Do urządzenia dołączony jest także pilot zdalnego sterowania.

Eleganckie wzornictwo, luksusowe materiały – NAD uważa, że komponenty audio powinny wyglądać i zapewniać wrażenia dotykowe tak dobre, jak brzmienie. Stylizacja wzornicza M10 została powierzona renomowanej firmie projektowej DF-ID, związanej z wieloma najbardziej znanymi na świecie luksusowymi markami. Główny projektant David Farrage wykorzystał szklane panele i tłoczone aluminium, aby nadać M10 niepowtarzalny wygląd, który jest zarazem elegancki i subtelny.

„Masters M10 to doskonały przykład audiofilskiej konstrukcji, która jest luksusowa i inteligentna, a jednocześnie dyskretna” – mówi Greg Stidsen, szef działu technologicznego NAD. „Może skutecznie oferować te same funkcje, które jeszcze kilka lat temu wymagały wielu urządzeń i pod wieloma względami jest doskonały. Chociaż elegancka konstrukcja M10 zajmuje niewielką przestrzeń i może zostać ukryta, to ze względu na jej atrakcyjne wzornictwo i efektowny wyświetlacz, kto chciałby to zrobić?”

Kompletny zestaw funkcji NAD Masters M10:
• Wzmacniacz strumieniowy BluOS
• Amplifikacja HybridDigital nCore
• Moc ciągła: 100 W przy 8/4 omach
• Moc dynamiczna: 160 W przy 8 omach, 300 W przy 4 omach
• Przetwornik c/a ESS Sabre 384 kHz/32 bity
• 1 GHz procesor ARM® Cortex A9
• Dirac Live Room Correction*
• Kolorowy wyświetlacz THF z czujnikiem zbliżeniowym
• Integracja AirPlay 2*
• Dwukierunkowy Bluetooth Qualcomm aptX HD
• Zgodność z multiroom BluOS
• Gigabitowy Ethernet
• HDMI eARC
• Wejście USB typ A
• Wejścia liniowe stereo, wejścia cyfrowe (koncentryczne/optyczne)
• Wyjście przedwzmacniacza, wyjście subwooferowe
• Wejście IR, wyjście wyzwalacza 12 V
• Aplikacje dla iOS, Android, Mac OS, Windows, Crestron, Control4, RTI, URC, Elan, Lutron, iPort
• Szeroki wybór najlepszych serwisów muzycznych obsługiwanych z poziomu aplikacji, wliczając Amazon, Spotify, Tidal, TuneIn, Napstwer, Deezer, Qobuz i wiele innych

*Te funkcje zostaną wprowadzone poprzez przyszłe aktualizacje oprogramowania.
Uwaga: M10 będzie miał licencję dla Dirac Live z opcją rozszerzenia do wersji Dirac Live Full Frequency dla zaawansowanych użytkowników. Więcej informacji o Dirac Live można znaleźć na stronie internetowej: https://live.dirac.com/

  1. Soundrebels.com
  2. >

Opinion 1

It is known, for about two years now, that the French speaker manufacturer Focal is closely related to the British electronics icon – Naim Audio. To hear about this you did not need to search Internet portals for sensational news, as you just needed to visit any of the audio shows from around the globe, that we dealt with lovebirds here. Funny? Not at all, as I was not able to see any presentation different from the described one, at any time. Of course both brands are also carried by one distributor in any given country. And both things are clearly showing, that someone up there is absolutely convinced, this is the ultimate combination. And everything would be OK, if not for the notorious high amounts of decibels that were administered to the listeners at shows, what I usually perceived as too offensive. I really tried to find something splendid in that sound, but probably due to the not so great rooms they were exposed in, the high volume approach was very capable in preventing me from doing it. And this would have probably continued, if not for a small fact: somehow, during the last Audio Video Show in Warsaw, we were able to initiate, and with big support of the Polish distributor FNCE, finalize testing of the monstrous set of Naim and Focal in my listening room. Does it sound interesting? For sure it does. Because we received a set of Naim Audio consisting of a network player ND555 with an external PSU CD555PS, CD player CDX2, a device that could rip CDs and also be a file server, Uniti Core and the amplifier S1 Statement powering the newest version of the loudspeakers Stella Utopia EM Evo. So what did happen in my room with good acoustics and with the repertoire I find interesting? I promise – if you spend some of your precious time reading what I wrote, the final thoughts will be very satisfying for you, or at least surprising. So please read on.

Before we move on to the main topic of our meeting, I need to talk a bit about the set visiting my listening room. Starting with the loudspeakers, the Focal Stella Utopia EM Evo, we can immediately say, we deal here with big things. Not only high, as they reach 160cm in their highest point, but also wide and deep, both dimensions reaching around 55 – 60cm. But this is not all, as the speakers is stabilized by a very big plinth, extending in both directions, as well as the weight of 160kg each is a true logistic challenge. Looking at the design of the tested speakers, Focal is one of the few companies, who try to optimize the phase coherence of the speakers using a special setup of the cabinet. How? In the easiest way possible, by dividing the cabinet into separate modules, which are then bound together by an archway around the tweeter housing. So the element closest to us, listeners, is the lower module, with the 34cm bass driver, then we have two midrange drivers, placed in a d’Appolito setting, one below and one above the tweeter. The latter has a concave beryllium membrane, while the midrange and bass drivers have sandwich type (in terms of construction) cones. Another point of consideration for the client, is a kind of switchboard, placed on the back of the midrange module, where we can set the desired tone characteristic using a few jumper cables. But even this does not exploit the topic, as trying to best the reproduction of bass, the French engineers have made a kind of electromagnet from the monstrously big magnet mounted on the back of the carcass of the bass driver, winding it in another solenoid, and it can be used to change the characteristic using control boxes, placed behind the speaker, adjusting the amount and contour of the bass. I must confess, that this was a very interesting solution, and after a few weeks of playing around with it, it seems to be very thought through and have a very positive influence on the sound. Additionally the bass-reflex ports were placed firing down, which allows to exclude the influence of the positioning of the speakers on its function, as the plinth is always placed at the same height versus the floor. Finishing the description of the speakers, I will just mention, that the terminals were placed on the plinth behind the main chassis.
Moving on from the French speakers to the British electronics, I will allow myself to omit the description of the CDX-2 player, as we were testing it not so long ago, and describe the other parts of the puzzle. So let us start with the file player ND555. This is a very complete device, offering an option of a streamer working with the internal digital-to-analog converter. But this is not all. The 555 can accept digital signals and output both, digital and analog ones, what makes it a very versatile product. Regarding the looks, then the streamer, as well as the external power supply, designed to improve its performance (both have three fives in their name) share the cabinets known from other Naim products, differing only by the control buttons required to operate them. In case of the player we have a color, very readable, display, unfortunately not a touchscreen, but with four function buttons placed just next to it to the right. There is also a USB port on the left hand side of the front panel. The PSU has only a power switch on the far right, the rest of the cabinet is very similar to the player. However things are different when we look at the Uniti Core, it has a chassis of different shape and different functionality. It has more the shape of a shoe box, with a slit in the top part of the front, used to insert CDs for ripping. Below this slot, to the right we have a button used for ejecting the disc and initiating the unit. Of course the device would not be complete without an USB port placed on the left, similar to the ND555. Regarding compatibility with the rest of the system – the Uniti Core offers only digital outputs. But there are absolutely no shortcomings there, as we have a LAN, USB and a SPDIF output. But this is not all. You may be surprised, but this device offers also the functionality of a streamer. But only as a digital sound source, so you will need an external DAC to be able to listen to music. I know, this might be a bit cumbersome, but it is nice to know, that buying this CD ripper, and having a DAC, we can have a functional streamer at our disposal. Now, once we have gone over the smaller items, let us turn to the main element of the Naim Audio system, the top of the company’s catalog, the amplifier (in fact this is a preamplifier and two power amplifiers, but those are sold as one complete set) called Naim Statement. Let me put it this way. If you claim, that in your life as audio-maniac, with a lot of experience, you have seen everything already, I can assure you, you did not. In case of the top amplifier from the British, we deal hear with a true monstrosity, with about one meter height and when placed slightly spaced together, about 60cm wide. And this thing weighs about 300kg, which makes it absolutely certain, even in the worst case scenario, it will not get stolen. Funny? Absolutely not, this is just the truth. But how does this look like? In this case we are talking about three narrow columns, made from black, brushed aluminum, which, just to break the monotony, or as I see it, make this abomination a piece of art, have white, matte acrylic elements included on about one third of their height. You could argue, this is banal, but I assure you it is not. Such thing has a very nice look when you dim the light in your listening room, and after a few weeks, it turned out to be one of the main acceptance points for the whole thing. Regarding the connections and manipulators of the amplifier, things are as follows. The front of the preamplifier has a line of symbols, covered by an acrylic strip, that informs about the selected input. On the top panel, there is a very large volume knob, which also lit, and four buttons: input selector, power button, dimmer and mute. The power amplifiers, placed on both sides of the preamp, look a little bit different, as due to need of dissipating the heat generated by them, the manufacturer placed wavy radiators on their sides. Those are very nicely looking, and underline the attention the manufacturer is paying to every, also the visual, detail. The top covers of the poweramps have two buttons that cover some of the same functions as those in the preamplifier, namely power and dimmer. If you want to apply the British trio for usage in your system, the set of inputs and outputs covers terminals in DIN, RCA and XLR standards. Also a word of warning – the sockets looking like typical LAN, are used for communication between the individual elements, and this may result in some trouble, when you are not careful. But you should not worry too much, as with every purchase, the distributor will make sure, the system is setup correctly in its final place. Finishing this, maybe a bit too long paragraph, but I think absolutely justified looking at the level of the tested system, let us mention the cabling. Also here you also should not worry too much, as I will not spend many sentences on this. Cabling issues could be resolved in two ways here, and the distributor decided to push us to one solution, providing a complete set of top Naim cables to fully connect the system.

Before I start the description of the sound, I need to remind you, that all the exhibitions in Poland and abroad, with an identical setup, ended with their sound being only acceptable, what did not leave me satisfied, taking into account their technical advancement. Both manufacturers were praised for their products apart, but together, they sounded mediocre. Why was that? I do not know. But trying to respond to this question was exactly that, what moved me and Marcin to propose the distributor to move the complete system from the Audio Video Show directly to our listening room, what resulted in today’s test. But I will also assure you, that we did not count on our requests being taken seriously, not in our wildest dreams. Till today I do not know what moved the distributor to this decision, was it the madness of the show, or the tiredness after those days of presentation, but whatever it was, we are happy the decision was positive. So when the set with a cosmic price tag arrived in our room, not without some logistical issues, the main question is: “How did this system perform at home, compared to the performance from the show?”
So how did it perform? Well, the tested system is a typical example confirming the well known truth, that shows are for watching, and not for making up your mind about the sound of presented systems. When the electronics reached the desired quality level, after a few days after installation, already listening to a few discs showed, that there is no trace of any shouting, or hyperactivity. Yes, compared to my reference system, the sound was more neutral, yet still very close to my heart. There was less euphony, what should be seen as avoiding of overdrawing of the midrange, something I like very much, but still phenomenal. There was momentum, energy, when needed it was soft or vivid in the treble, but most of all, the whole had an incredible ease of playing, surprisingly rare, even within High End systems. Regardless of the level of volume, the amount of decibels, the music was readable, free from distortion and from any muscle stretching, which is bad for the sound. Do you want more? There you go. When we have already addressed the main items making up the musical spectacle, I cannot forget about the abilities of the French-British set in terms of the phenomenal 3D imaging. I know, many of you have such things from much cheaper constructions. But I ensure you, that with a good source, that what happened in my listening room, is reachable only for the best of the best. Yes, yes. Those wide, high and deep, white monsters disappeared from my listening room easily, at the same time generating unsurpassed amounts of back planes. And if I may confess, and I am a bit ashamed, but being absolutely hones, they did it better than my Isis. Have I gone mad? I was really wondering, if I did, but repeated, detailed analysis was cruel for me every time. Even more, after a few weeks of intensive testing, taking into account the last few years of reviewing audio components, this was the second time I had the idea, to switch my system for the tested one, amplification and speakers together. Are you surprised, that I am writing this in relation to the Focal speakers, which are regarded as always screaming? Please do not worry, I am also a bit confused, but it is a fact, that I proposed the distributor to take my set instead of the tested one. Unfortunately, or fortunately, both are in different pricing levels, so the idea was quickly rejected. So how was this possible? The key word, or rather key words are: room acoustic adaptation, appropriate musical material, listening without many people in the room at comfortable volume levels, a little bit of trickery with the amplifier interconnect and finally using my CD player.
Why did I use my CD player only at the end of the test? This was meant to be a test of complete set coming from one distributor and that was the reason, most of the test was done in the mentioned configuration, and the CEC/Reimyo player was just to be the dot on the “i”. But to alleviate any suspicions, regardless of my unwillingness to have a file player in my system, the tested streamer ND555 was a true fighter, compared to the competition we had the opportunity to listen to. Even better, this Naim file player presented internet radio better, that the CD player CDX2, what is a brute sign, what kind of improvement was achieved in similar constructions during the last few years. Maybe it is not yet the level of my player, chosen from the best disc players in the world, but placed against the background of other, very good players, that have visited me, the 555 sounded very well. And how was the sound with some individual discs? Looking at the vast amount of text I have already written, which is not easy to look at, and I am not even talking about reading it, I will not talk too much about discs. Why? Because each genre was just reproduced just splendidly. As the first one I will recall something heavier, “S&M” Metallica. If you think, that the presence of an orchestra has had even the slightest taming influence on how those rock guys perform, then you are mistaken. Those were still untamed guys, and the Focal/Naim set showed it in every aspect. Was it the percussive earthquake, or a stream of dense and heavy guitar riffs, the tested system reproduced the cacophony of the sound created by the musicians with ease. There was just a wall of sound, received clearly due to the lack of distortion, with the vocalist singing in its center. If this is not enough, then let me tell you this: similarly phenomenal, I would say it sounded even better, was the electronic music from the group Acid “Liminal”. Usually I listen to it only during testing, but I have not heard such a convincing presentation for a long time now, so returned to such kind of music a few times. Finally I mention the kinds of music, that should be the so called “killers” for the white French speakers, held on a short leash by the amplification, namely jazz and ancient music. And I was surprised again. I was quite certain, that jazz from ECM, like the Bobo Stenson Trio “Cantando” would fare well. The tested set managed the control of the bass, neutrality of the midrange and the shine of the treble, what combined with the good placement of the ensemble on the vast space it created turned on a light in my head “why should I not try to play something for the soul?”. I do not know how to tell you, because in the beginning I felt a slight departure from the magic of the slightly colored church music, but after a few days of accommodation, and the mentioned change of the source to my CD player, it turned out, that the colder, but having more vitality, world of Claudio Monteverdi became even more engaging. I do not know, maybe I am getting older, maybe this is the effect of getting used to that kind of presentation, but I really liked it. Yes, in case of a switch, which will not happen, for very to the earth reasons, I would be searching for a tad of sweetness, but I assure you, that would be something similar to adding a spice, and not trying to bend the electronics to my requirements. Are you surprised? Yes, I also am, writing this words, but currently I have no sane rationale for my conclusions. And that all in relation to the Focal speakers, which are regarded by many audiophiles as devoted from manners and sonic culture. This is the reason, that being honest even in case of options, which were to date far from my preferences, I am informing all, that when somebody will complain about the tested system in any conversation, then, based on what I heard in my listening room, I will be protecting it with my whole heart.

Should you did not notice while reading this quite long text, that you have already arrived at the conclusion, then I assume, you were interested by what I wrote. And frankly speaking, it does not matter, if this interest was for good or bad reasons. Already the fact, of moving the reader to think about the sound, which is controversial, to say the least, at shows, should be treated as a kind of success. From my end, I can only assure, all of you interested in having a listen, that all my conclusions are coming from a test, which lasted for a few weeks. And if those are opposite to the opinion of many listeners, this is just the result of fighting the unfavorable listening environment at the shows, where many listeners try to visit a small room. Yes, cheap systems sometimes are able to achieve positive results even with very acoustically challenged shows, but in fact, expensive systems are automatically directing you to try and find a flaw in them, and not a true assessment of the whole. How do I know that? Of course from my own experience, which was brutally brought to earth during this test. And this is something I wish you all could experience at your homes.

Jacek Pazio

Opinion 2

Having many years of experience, when we went to the last Audio Video Show, and documenting the systems presented there, we always looked at them not only through the lens of the camera, we carried around, or from the view point of the audiophile-music lover, but also as potential subjects for our reviews, more thorough, but also not biased by the randomness of the exhibition. The result of the November chases will become clear during the coming months, but already now, with a bit of pride, that we were able to achieve this, but also with the admiration to the Warsaw based distributor FNCE, who took a crazy decision and provided the logistics, we can invite you to read the review of a “dream system”, one of those widely advertised before the show. And if we add to this information, that this system was presented on the national stadium (actually we should call it the PGE Narodowy Stadium, according to official nomenclature) and its total weight (net) surpassed half a ton easily, then it should be clear, that we will be moving on a very high level. To make things even more interesting, about 40% of the weight was coming from the amplifier! Yes, yes – the amplifier weighs 264kg and is surely a heavy weight player, but it still had to step down from the podium, as the pair of speakers brought hefty 340kg on the scales. Adding to this the armored flight cases, solid wooden boxes and some peripheral items (I will mention those in a moment), we can really say, that on Monday, we received the least mobile system ever, which can be seen as an immobility, during the last five years of the SoundRebels history. Looking from the direction, in which the sound flows, the system was composed from CD player CDX2, server/RipNas Uniti Core, streamer ND555 with the dedicated power supply 555PS and the pre+power Statement S1 from Naim as well as the loudspeakers Focal Stella Utopia EM Evo connected with a complete set of Naim cables.

According to the manufacturer’s request the electronics was placed to the side, and not as it usually is between the speakers, but looking at its size, especially when we take into account the Statement, seems to be quite logical, as the presence of the almost 300kg heavy obelisk would not be beneficial for creating the sound stage. While the British amplifier did not need any support, the sound sources were not as self-sufficient, thus we received the Fraim Base to place them upon. The top shelf was occupied by the CD player CDX2, we reviewed some time ago, just below it the flagship streamer ND 555 with the dedicated power supply 555 PS. Between those two we were also able to squeeze the inconspicuous, yet very useful, server/ripper Uniti Core. The power was on us, so we used our power strip Power Base HighEnd for the system.

It cannot be hidden that the so called “peripherals” were not the worst, still the show was stolen by the three segment Statement, at least when talking about the electronics. It calls for respect and true admiration already with its posture, which reminds a bit of the Star Wars imperial cruisers, carrying Darth Vader’s signature fear and doom. It is a kind of art, to design something with appropriate attention to detail and reverence, which is a big piece of machinery, but does not look bulky or shapeless. The amplifier looks completely different, as due to the split in the preamplifier and power amplifier modules, adding a backlit acrylic plate and appropriately shaped heat sinks the manufacturer created an intriguing shape, which can participate in design and modern art contests. And when we take into account, that from this dark obelisk we can get amounts of power, which are even a bit absurd for a household, as it generates 746W at 8Ohm and 1450W at 4Ohm, then we should consider changing our electricity tariff and negotiate the rules with the electricity supplier. Fortunately the handling of this amplifier does not differ from the current standard, so you do not need to get a degree in robotics to operate it, and looking at the very common and surprisingly inconspicuous, plastic remote, we can say, that the daily handling will not be any different for the family, than with any of the normally sized competition.
However putting comfort in the first place, we lose some of the certain mystery of physical contact with the device. If you think, that I am now exaggerating, them please have a look at the top plates of both power amplifiers NAP S1 and the preamplifier NAC S1 and everything should become clear. Brushed aluminum of the pairs of buttons, surrounded by a white-blue glow is only the beginning, delicate design accents leading the user to the main dish, the big, also lighted, volume knob, located in a spherical niche; the same kind of volume knob was put on top of the Uniti Nova device, we tested not so long ago. If we add to this the display of the active source on a acrylic strip mounted just near the top end, the we can just compliment the usability of those solutions.

During the last decades, Naim managed to acquaint a large number of their acolytes, that the unification they prefer, means that in 99% cases, from which the deviation is the mentioned Statement, you pay only for what is inside, and not for any designer extravaganza on the outside. This is the case with the top, newest generation streamer ND 555, which arrived with the dedicated, externa power supply 555 PS DR. Based on a 40bit SHARC processor, and the Burr-Brown DAC chip PCM1704, which can use the LVDS (Low Voltage Differential Signal) and provides support for PCM 32bit/384kHz as well as DSD128 it looks exactly as its brethren. A solid, brushed aluminum chassis, 5” TFT display and only four green lit buttons make for the natural camouflage. And one remark about the user experience. Naim provides a dedicated app for iOS and Android, so you should use it, as handling the mentioned streamer without it seems to be pure nonsense.
The most modest representative of the British crew is the Uniti Core, a small device, that has the functionality of a RipNas. It not only has a built-in 2TB disk for our files and is able to feed our external streamers and DACs with them, but it can also rip the CDs we already own.

We cannot hide however, that the most imposing statue is presented with the snowy white (Carrara White) Focal Stella Utopia EM Evo, with the proprietary drivers mounted on the characteristic, arched baffle. There, between two 16,5cm midrange drivers with “W” Power Flower membranes we have an inverted dome tweeter IAL2 (Infinite Acoustic Loading), and below, in a dedicated chamber, the manufacturer placed a “W” membrane, 3rd generation 33cm diameter woofer. While the front seems to be quite classic, then the segments of the cabinet, “cut” in segments dedicated to appropriate drivers, and the back plate, cannot be regarded as such, despite the first impressions. And it is not about the solid WBT sockets moved to the massive plinths, but a kind of switchboard, hidden behind a movable panel, which allows, together with an external module for bass adjustment, for 243 combinations of different settings. With regard to the above we can either decide to use the manufacturer presets – as set by the factory or distributor, or another good soul, or we will lose a few/dozen/tenths of evenings trying find the best setting. People who get nervous with such things I advise not to look there and have faith in what the distributor has set, because once you start fiddling with the settings you will never stop chasing your imagined rabbit.

OK. It seems that weight and price stopped being a testimony, or a determinant of sound associated with High-End, but in this case, firstly we do not deal with brands that appeared out of nowhere, and are trying to position their products by the price alone, or by adding useless kilograms. Secondly, those are not one-off products, but models built-up over the years with lots of solid engineering knowledge and laborious laboratory tests confirmed with long term listening sessions. Yet, in the back of my head I always had some stereotypes, regarding top of the line flagship devices, or almost flagship in case of the speakers, fueled by some whispers of “friendly” people. In short, it was about the very intensive polarization of the opinions about both brands, tested today, as on one hand their acolytes become stunned with delight, while their vigorous adversaries are at the verge of making a public execution. Fortunately the listening sessions, and the more or less coherent remarks resulting from those, we are doing only as a kind of convoluted hobby, which we could not call work in any case, so we do not have to prove anything to anyone. And with that we have a golden rule, which tells, that this game is based only on subjective assessments and our individual preferences, both regarding repertoire and sound, and you do not need to agree with our opinions.

So how does the British-French system supplied by FNCE sound, or rather, how did it sound in our official listening room? If I would write in the first sentence, that it sounded phenomenal, then … I would not be diverting from the truth by a hair, but I would also be very negligent, sliding only on the surface of the mentioned truth. A truth, which, as it often happens, was not so surprising as it was … shocking. It is common belief, that, if anything else, the Focal must always, and I underline, always, emphasize on the upper notes, and while with higher models the refinement is higher, but those can never be described as “sweet”. Yet together with the Statement and the ND 555 (that was the configuration that played most often) I can say with full confidence about the resolution, so obvious for the beryllium tweeters, but a resolution placed in an almost caramel … sweetness. Are you surprised? Please believe me, we also felt a bit strange, but when our first surprise went over, we immediately started checking, if this is not the “fault” of specially prepared repertoire. This is the reason we directed a stream of data with a repertoire we know by heart, namely “Brothers in Arms” Dire Straits, to the ND 555. It seems to be a show classic, played so many times it hurts, seemingly unobtrusive, but still less hated than “No Sanctuary Here” Chris Jones, but full of iconic guitar solos, so if the treble would stand out from the crowd, we would immediately notice it. Yet, we did not record any anomalies and it became apparent, that the Utopias sound as good as the accompanying electronics allows it to, so putting the blame on them for a badly combined set seems to be a bit unconscionable. The midrange was presented in an equally inviting way, and there was another curiosity related to it, as it could not be described as saturated, in such a way as for example presented by the modified, paper Seas used in the Duke Trenner&Friedl, but the duo of the 16,5cm midranges working in each of the speakers, and named in a very hippie way Power Flower, was absolutely far from any antiseptic, morgue type sterility, being able to boost saturation of Knopfler’s vocals without problems.
It was similar with the lovely, minute Chie Ayado, who, on the concert “Live! The Best”, containing, amongst others, recordings from the Tokyo STB 139, known also as Sweet Basil, or Sapporo Concert Hall Kitara, charmed with her low, surprisingly powerful and … black voice. I am mentioning this disc, as on the Focal and Naim it sounded not spectacular, but absolutely phenomenal. Despite the holographic three-dimensionality of the generated stage, the set was able, phenomenally operating with lighting, to “cut” the vocalist, playing on the piano, from the velvety black background, reach a truly fairytale intimacy and at the same time preserve the impression of being in a much greater hall than our official listening room.
When we talk about the mentioned spectacular sound, then I must confess, that both the Statement as well as the Stella Utopias are a true dream team in terms of dynamics, swing and immediacy. Rough like a bovine tongue “Playing the Angel” Depeche Mode starts with a siren capable of waking up the dead in “A Pain That I’m Used To” and it was its howl that painfully reminded us, what was meant by the guy, who created the concept of “the trumpet of Jericho”. Yes, using the Naim and the Focal, you can lead demolition activities, albeit with their accuracy being limited to two blocks. The wall of sound generated by the tested set was perfectly coherent, controlled in a way unattainable for most competition and at the same time phenomenally differentiated. It was like making hundreds of pictures using a Hasselblad camera equipped with a macro lens and then put them together in one big picture. A picture, which would not hide anything, but in contrary, show details usually not seen by the naked eye or omitted. This was not 4K, but 8K and that in reference edition.
I would not be myself, if having the occasion and lack of opponents able to blow my plans (Jacek stopped trying to put me on the good path long ago), I would not reach for repertoire, which is avoided like a devil avoids holy water during audio shows like our Audio Video Show, or the Munich High End. First I used the twisted like a snails home and narco-psychedelic “Elephants on Acid” Cypress Hill, where the oriental sitar parties combine with latino-rap and fat beats. But this what the Cypress guys did on “Pass the Knife” https://tidal.com/track/94929869 , at least in terms of the lowest octaves, is pure masterpiece. Even at not so high levels of volume the almost infrasound bass covers the ears. Additionally it does not come from the speakers, but engulfs us like a cocoon and tightens upon us with time. Strong thing. Another position was the jubilee edition of “Rage Against The Machine – XX (20th Anniversary Special Edition)” Rage Against The Machine, were there was not even a single moment to grasp a breath, and the texts shouted by Zack de la Rocha drilled into the brain with unstoppable impetus. If someone would now say, that this is not music, which should be listened to on such a stellar priced and at the same time so sublime due to it being High-End, then I would kill that person by laughing, because that what was presented by the tested system, was dangerously close to attending a concert of RATM. You just needed to turn the volume knob higher and it was 1992 again, and I had hair reaching my arms, and I could wave them with joy.
For desert I left a truly hellish duo – the iconic “Seasons in the Abyss” Slayer and contemporary, and at the same time from Polish descent, “I Loved You at Your Darkest” Behemoth. Yes, yes, listening to something like that for most “normal” reviewers would be a sacrilege. Fortunately I have never declared normality, and I am not bound to follow courtly etiquette and conventions and I listen to what I like at a given moment. But let us return to the main topic. Despite the obvious stylistic coherence, the recording differences were shown clearly, and it became apparent, that present day has its advantages, as Nergal and his band sounded much better in all aspects. There was a true, fully palpable depth, sorted gradation of planes, pinpointing of virtual sources and selectivity, and when the underage crowd came to voice, you could feel the fun they had from the adventure with the “Price of Darkness”. There were no offensiveness from the treble or the midrange, and cause the repertoire was not the lightest, or the most pleasant, so the energy coming from the speakers pushed into the listening chair like tropical storm wind.

Starting to summarize the things I wrote, I would like to mention, that we tortured the tested system for almost a month, so any accusations of overexcitement and first enchantment we can exclude from the start. Additionally, during the few weeks, we conducted listening during various moments of the day and night, so the anomalies related to different power states did not influence our final verdicts. And those, at least in my case – writing this text I do not know Jacek’s opinion yet – are oscillating around the perfect one.
And this without any fact stretching, because this is an effect of an incredible synergy of the system proposed and configured by FNCE, were absolutely nothing was left to chance, and that, what the system presented during the past Audio Video Show, turned out to be only the prelude and invitation to that, what was really hidden inside it. So if you have the proper amount of money, and at the same time you have no time or no patience to plough trough tons of different gear, with those experiments ending in big failures many times over, then please try to listen to this configuration in your listening room, because that what it is offering, really deserves the highest praise. Because this is a complete system, tailored, playing absolutely every kind of repertoire, even the “non-audiophile” one, and at the same time taking into account not only the synergy between the individual elements, but also the current market expectations. On one hand it is focused on the files, but on the other, it also stretches a helping hand to all those, who have big CD libraries, offering them a way to easily digitalize the physical carriers. And because in this setup, the ND 555 showed mercilessly its supremacy to the CDX2, if I would be keeping the test configuration, I would make a slight change to this French-British set … staying with my Ayon.

Marcin Olszewski

Our reference system
– CD: CEC TL 0 3.0 + Reimyo DAP – 999 EX Limited TOKU
– Preamplifier: Robert Koda Takumi K-15
– Power amplifier: Reimyo KAP – 777
– Loudspeakers: Trenner & Friedl “ISIS”
– Speaker Cables: Tellurium Q Silver Diamond, Statement
– IC RCA: Hijri „Million”
– IC XLR: Tellurium Q Silver Diamond
– Digital IC: Harmonix HS 102
– Power cables: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, Furutech NanoFlux NCF Furutech DPS-4 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi
– Table: SOLID BASE VI
– Accessories: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI, antivibration platform by SOLID TECH, Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V, Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– Power distribution board: POWER BASE HIGH END
– Acoustic treatments by Artnovion
Analog stage:
Drive: SME 30/2
Arm: SME V
Cartridge: MIYAJIMA MADAKE
Phonostage: RCM THERIAA

Distributor: FNCE S.A.
Price list:
Naim CDX2: 22 999 PLN
Naim Uniti Core: 9 999 PLN
Naim ND 555: 69 999PLN
Naim 555 PS DR: 37 999PLN
Naim S1 Statement: 890 000 PLN
Focal Stella Utopia EM Evo: 399 998 PLN
Fraim Base rack: 4 599 PLN

Technical Details
Naim ND 555
Supported audio formats:
WAV – up to 32bits/384kHz
FLAC, AIFF, ALAC – up to 24bit/384kHz
DSD – 64 and 128Fs
MP3, AAC, OGG, WMA,M4A – up to 48kHz, 320kbit (16 bit)
Streaming: Chromecast built-in, Apple AirPlay, TIDAL,
Spotify® Connect, Bluetooth (AptX HD), Internet Radio, UPnP™ (hi-res streaming), Roon Ready

Audio Inputs:
2 x optical TOSLink up to 24bit/96kHz)
1 x coaxial RCA up to 24bit/192kHz, DoP 64Fs)
1 x coaxial BNC up to 24bit/192kHz, DoP 64Fs)
USB – 2 x USB Type A socket (front and rear – 1.6A charge)
Audio Outputs
1 x RCA pair
1 x 5-pin DIN
Connectivity: Ethernet (10/100Mbps), WiFi (802.11 b/g/n/ac with external antennae)
Dimensions (H x W x D): 87 x 432 x 314 mm
Weight: 12,25kg

Naim Statement S1
NAP S1
Analogue Input: 1 x XLR
Audio Outputs: single Binding posts for spade & 4mm banana
Power Output: 746W / 8 Ω, 1450W / 4 Ω, 9kW burst power into 1 Ω
Dimensions (HxWxD): 940 x 256 x 383 mm (each)
Weight: 101 kg (each)

NAC S1
Analogue Inputs: 3 x DIN, 3 pairs RCA, 2 pairs XLR
Audio Outputs : 1 pair XLR, 2 X Unbalanced (4 pin DIN sockets)
Dimensions (HxWxD): 940 x 270 x 412mm
Weight: 61.5 kg

Focal Stella Utopia EM Evo:
Type: 3-way, floorstanding bass-reflex
Drivers: Electro-Magnetic 33cm 'W’ woofer, 2 Power Flower 16.5cm 'W’ midrange drivers with TMD suspension and NIC magnet IAL2 pure Beryllium inverted dome 1″ (27mm) tweeter
Frequency response (+/- 3dB): 22Hz – 40kHz
Sensitivity (2.83V / 1m): 94dB
Nominal impedance: 8 Ω
Minimal impedance: 2.8 Ω
Filtering frequencies: 230Hz / 2,200Hz
Recommended amp power: 100 – 1,000W
Dimensions (H x L x D): 1,558 x 553 x 830 mm
Weight: 170 kg

  1. Soundrebels.com
  2. >

Magico, lider w projektowaniu i produkcji zaawansowanych kolumn głośnikowych, z przyjemnością przedstawia model M2. Konstrukcja ta poszerza gamę produktową z serii M i wprowadza wiele przełomowych rozwiązań technicznych wywodzących się z modeli M6 i M3.

Prowadzone przez Magico badania nad właściwościami i możliwościami wykorzystania węgla pozwoliły zastosować w M2 nową obudowę typu monocoque. Analogicznie jak w przypadku M6, jest ona wykonana z wielu warstw włókna węglowego o łącznej grubości 9,5 mm. Taka konstrukcja obudowy, podobnie jak w przypadku zewnętrznej powłoki myśliwca F-35, w porównaniu z obrabianymi lub tłoczonymi elementami aluminiowymi zwiększa stosunek wytrzymałości do wagi o współczynnik 60, zmniejszając przy tym wagę o 50 proc. i pozwalając uzyskać o 30 proc. mniejsze wymiary zewnętrzne – wszystko bez kompromisu w odniesieniu do objętości wewnętrznej. Ponadto, zakrzywione ścianki wewnętrzne i zewnętrzne minimalizują powstające wewnątrz fale stojące i eliminują zewnętrzne dyfrakcje.

M2 wykorzystuje 28-milimetrową berylową kopułkę wysokotonową pokrytą warstwą diamentu i wyróżniającą się zoptymalizowaną geometrią. Diamentowa powłoka na berylowej kopułce zwiększa sztywność bez wnoszenia dodatkowego ciężaru czystej kopułki diamentowej, oferując jednocześnie niemal idealny stosunek sztywności do wagi. Ta rewolucyjna konstrukcja głośnika wysokotonowego zapewnia wyjątkowo długi zakres ruchu skokowego membrany i wykorzystuje specjalnie opracowany neodymowy układ napędowy, który dopasowany jest do czułości i możliwości przenoszenia mocy M2 przy zachowaniu ultraszerokich charakterystyk dyspersji i minimalnych zniekształceń.

Magico jest pierwszym na świecie producentem urządzeń audio, który w tworzeniu przełomowych i zaawansowanych membran głośnikowych wykorzystuje grafen. Materiał ten ma wiele niezwykłych właściwości i szacuje się, że jest 100-krotnie wytrzymalszy od najbardziej wytrzymałej stali. Nowo opracowany 152-milimetrowy głośnik średniotonowy Magico i 178-milimetrowe przetworniki niskotonowe M2 produkowane są przy użyciu wielościennego karbonu XG Nanographene z nowym splotem i cechują się ultrawysoką sztywnością. Zastosowany materiał jest o 20 proc. lżejszy i o 300 proc. sztywniejszy niż te stosowane w poprzednich konstrukcjach Magico. Przetwornik średniotonowy wyposażony jest w podwieszony neodymowy system napędowy, który wykorzystuje dwa bardzo duże magnesy zapewniające ultrastabilne pole magnetyczne dla pracującej wewnątrz niego cewki z czystego tytanu. Ta w pełni przeprojektowana konstrukcja przetwornika wyznacza nowy punkt odniesienia w branży pod względem wydajności i minimalizowania całkowitych zniekształceń harmonicznych.

Specjalnie zaprojektowana sub-obudowa, uformowana z zastrzeżonego polimeru, skrywa przetwornik średniotonowy. Rozwiązanie to pozwoliło udoskonalić kontrolę i brzmienie częstotliwości ze średniego zakresu i gwarantuje skuteczną ochronę przed potężnymi falami ciśnienia docierającymi z tyłu, a generowanymi przez przetworniki niskotonowe. Sub-obudowy średniotonowe wykorzystujące różne kształty, rozmiary i materiały zostały wykorzystane we wszystkich 3-drożnych konstrukcjach głośnikowych Magico.

Dwa głośniki niskotonowe w M2 umieszczone są jeden nad drugim, co pozwala uzyskać idealną integrację z pomieszczeniem odsłuchowym oraz odtwarzać najniższe rejestry częstotliwości basowych z odpowiednią szybkością i precyzją. Głośniki niskotonowe zoptymalizowane są pod kątem minimalnych zniekształceń muzyki (częstotliwości i czasu) przy wykorzystaniu najnowocześniejszej symulacji elementów skończonych w odniesieniu do zachowań akustycznych, mechanicznych, elektromagnetycznych i termicznych. Proces testowania teraz przeprowadzany jest na jednej platformie, wynosząc tym samym poziom optymalizacji na wyższy pułap.

Wewnętrzna trzyosiowa rama matrycowa wraz z trzema cięgnami naprężającymi (biegnącymi od przodu do tyłu obudowy) zapewniają obudowie ekstremalną sztywność, co eliminuje niepożądane rezonanse i zakolorowania. Dzięki temu rozwiązaniu wszystkie przetworniki pracują z doskonałą rozdzielczością i dynamiką. Każdy głośnik w M2 jest akustycznie zintegrowany przy użyciu unikatowej topologii Elliptical Symmetry Crossover firmy Magico, wykorzystującej najnowocześniejsze komponenty dostarczane przez niemieckiego producenta Mundorf. Podstawka MPOD 3-Pt wspomaga całościowe możliwości brzmieniowe zamieniając energię mechaniczną na ciepło poprzez warstwę tłumiącą, jednocześnie zapewniając idealne połączenie z podłogą.

Przetworniki:
25 mm – wysokotonowy (x 1)
152 mm – średniotonowy grafen Nano-Tec (x 1)
178 mm – niskotonowy grafen Nano-Tec (x 2)

Specyfikacja:
Czułość: 88 dB
Impedancja: 4 Ω
Odpowiedź częstotliwościowa: 26 Hz – 50 kHz
Zalecana moc wzmacniacza: minimum 50 W mocy ciągłej
Wymiary: 457 x 444 x 1143 mm (z podstawką MPod)
Waga: 75 kg (z podstawką MPod)

  1. Soundrebels.com
  2. >

Wzmacniacz zintegrowany CTA 408 przeznaczony jest dla tych, którzy preferują łatwość wzmocnienia charakterystyczną dla jednoelementowego urządzenia, ale oczekują wydajności zarezerwowanej dla separowanych konstrukcji. Ten najnowszy model Coplanda oferuje także takie udogodnienia, jak np. oddzielne wejście gramofonowe MM i MC, wejście/wyjście monitorowe, wzmacniacz słuchawkowy, a także procedurę uruchamiania, która znacznie wydłuża żywotność lamp.

W mocno zdigitalizowanym świecie wciąż jest szerokie grono miłośników muzyki, dla których nie ma nic doskonalszego niż wzmacniacz lampowy. Wzmacniacz, który równocześnie oferuje otwartą i czystą średnicę, wysokie tony o niewymuszonej swobodzie i natychmiastowości, a także głęboki, sprężysty i swobodny bas.

CTA 408 to efekt rozwoju techniki jaki miał miejsce w ostatnich dekadach i który zaoferował nowe możliwości w zakresie optymalizacji układów elektronicznych. W swojej najnowszej konstrukcji projektanci wykorzystali komponenty i technologie niedostępne dla konstruktorów wcześniejszych wzmacniaczy lampowych.

Obudowa CTA 408 skrywa jeden z najstaranniej zaprojektowanych układów zasilających lampy. Stopnie lampowe sterowane są obwodami MOSFET. Ponadto osobne zasilacze dla poszczególnych bloków wzmacniacza, stworzone by dostarczać energię z niezakłóconą mocą, poprzez indywidualną, niezależną od siebie pracę, gwarantują skuteczną separację od szkodliwych zmian zasilania powodowanych zarówno przez stopnie mocy, jak i niestabilność zasilania sieciowego.

Z myślą o miłośnikach analogowego brzmienia projektanci zastosowali doskonały przedwzmacniacz gramofonowy J-FET. Aktywna korekcja RIAA wykorzystuje ponad 100 dyskretnych komponentów. Całość umieszczona jest w swojej własnej ekranowanej obudowie. W rozkoszowaniu się muzyką bez ryzyka zakłócania spokoju innym domownikom pomaga zaawansowany wzmacniacz słuchawkowy Class A. Podłączenie słuchawek automatycznie wycisza wyjście głośnikowe.

Energię dla układów wewnętrznych CTA 408 zapewniają transformatory wyjściowe, będące autorską konstrukcją Coplanda. Optymalnie dostrojone pod kątem dostarczanej mocy, wyposażone są w masywne rdzenie, co zapobiega ich nasyceniu. Transformatory z wrodzoną łatwością dostarczają do głośników pełną moc nawet przy odtwarzaniu częstotliwości poniżej 20 Hz, przy minimalnym przesunięciu fazowym. Ponadto dzięki rozszerzeniu pasma przenoszenia w zakresie wysokotonowym możliwe było obniżenie wymagań dla wewnętrznej kompensacji opóźnienia po zamknięciu pętli ujemnego sprzężenia zwrotnego (15 dB).
Stopień wyjściowy wzmacniacza opiera się na lampach mocy KT150. To najnowszy wariant legendarnych lamp mocy 6550/KT88. Zastosowane w CTA 408 udowadniają, że pożądana przez wielu miłośników muzyki lampowa jakość dźwięku może zostać wyniesiona na poziom zdominowany obecnie przez konstrukcje półprzewodnikowe.

Zastosowanie lamp zapewnia także wyjątkowy efekt wizualny. Ogromne lampy przykuwają uwagę swoim wyglądem, dlatego też projektanci zdecydowali się uwidocznić je. Specjalna pozioma perforacja na przedniej ściance wzmacniacza nadaje całej konstrukcji wyjątkowy charakter i uwidaczniając pracujące lampy dopełnia walory brzmieniowe CTA 408.

Wzmacniacz zintegrowany Copland CTA 408 już jest dostępny w sprzedaży. Nabywcy mają do wyboru dwie wersje kolorystyczne: czarną i srebrną. Nominalna cena detaliczna w obu przypadkach wynosi 31 999 zł.